facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Opuszczone Miasto - Page 2

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczone Miasto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Torashiro Byakuton
Wiek : 19/ponad 400
Wzrost/waga : 176 cm/69.3 kg
Rodzaj magii : Energetyczna Kreacja
Staż w gildii : 5 lat (FT) | 8 miesięcy (VP) | FT od 27 marca x802
Liczba postów : 4892
Dołączył/a : 10/05/2013

PisanieTemat: Opuszczone Miasto   Nie Paź 01 2017, 15:47

First topic message reminder :

Opuszczone miasto to tak naprawdę ogromna, niezamieszkała metropolia zbudowana z ciemnego kamienia. Idąc szerokimi ulicami tego miasta przytłacza człowieka zarówno jego ogrom, jak i przerażająca cisza przerywana niekiedy tylko podmuchami wiatru. Mimo braku w niej jakiejkolwiek żywej duszy, same budynki nie wyglądają na zaniedbane czy też porzucone w popłochu. Nie ma śladów żadnych uszkodzeń, a wyposażenie budynków nie nosi żadnych śladów zniszczeń innych niż zwyczajnego użytkowania. Znajdą się tu też normalne zapasy żywności, energii elektrycznej czy koców. Jedyne czego brakuje to... mieszkańców. No i mała ilość parków sprawia, że powietrze na ulicach zdaje się być suche i stęchłe.

MG:

Przed bramami miasta:
Na wydarzenie opatrzone dumną nazwą "Bitwy Legend" ściągnęła prawdziwa rzesza ludzi. Niektórzy skuszeni obietnicą spełnienia marzenia, niektórzy pewnie sprawdzenia swoich zdolności, jeszcze inni odkryciem co się wyprawia w tym nowym kraju, a jeszcze inni być może z zupełnie innych, znanych samemu sobie. Grunt, że zebrało się tutaj naprawdę sporo osób, tworząc dość spory tłum przed bramami miasta. Bo to właśnie tu mieli się udać. Tak wiedzieli, tak czuli wszyscy, którzy zdecydowali się wziąć udział w owej bitwie. Jednak bramy były zamknięte, ale tak samo, jak wszyscy instynktownie czuli gdzie mają się udać, tak w ten sam sposób wiedzieli, że zaraz się zacznie. Jak tylko zbiorą się wszyscy. A gdy tylko to się stało i tłum urósł jeszcze bardziej, nad bramą pojawiła się zakapturzona postać, która spojrzała na wszystkich zebranych i przemówiła donośnym głosem:
-Witajcie! - męski ton w każdym uchu rozbrzmiewał w języku, który znali najlepiej. -Gratuluję wytrwałości i motywacji by się tu dostać. Dla takich ludzi przyjemnością będzie spełnienie życzenia! - kontynuował, a wtedy wszyscy poczuli, jak zaczyna im lekko szczypać wierzch dłoni, a gdy nań spojrzeli, dostrzegliby coś na wzór 5 trójkątów, których wierzchołki schodzą się do centrum. Coś jak kwiat -Jednak nie będziecie walczyć sami! Na waszych dłoniach umieściłem 5 rozkazów! Każdy z nich pozwala wam walczyć ramię w ramię z Legendą! Bohaterami zamierzchłych czasów! Tymi, którzy zapisali się złotymi literami w historii! Każdy z nich posiada swoje imię. Każdy z nich posiada 5 słów, które go definiują. Znając je, możecie użyć jednego z rozkazów, by odwołać cudzego Bohatera. Wystarczy wypowiedzieć jego imię oraz właśnie te 5 słów by wyeliminować ostatecznie z konkurencji Legendę rywala. Słowa ta są tym, co definiowało te wyjątkowe osoby. A wskazówki o nich rozmieściłem po całym mieście! Dodatkowo, za każdy posiadany rozkaz możecie mieć więcej własnych Legend, o ile dana Legenda nie jest już do kogoś przypisana. Możecie też użyć ich by wzmocnić działania waszych Bohaterów lub w ostateczności uciec z Opuszczonego Miasta! Jednak kto chciałby utracić możliwość spełnienia własnego życzenia!? - rzucił donośnie przedstawiając zasady owych "5 rozkazów", nie zagłębiając się jednak w tę kwestię zanadto. -Ponadto, raz zużyte zaklęcie nie odnowi się nigdy. Możecie natomiast zyskać nowe, zabierając je przeciwnikom... np. ucinając im dłoń z rozkazami. - powiedział, po czym roześmiał się, jakby opowiedział naprawdę dobry dowcip. Jednak, czy na pewno był to dowcip? -Swoich bohaterów poznacie, gdy wpuszczę was do Miasta! I pamiętajcie... oni też chcą spełnić swoje życzenie, więc walczcie! Walczcie i spełnijcie marzenia! - następnie zaś rozłożył ręce, a obok niego pojawiła się szóstka innych postaci. -Poznajcie zwierzchników tejże bitwy. Będą oni czuwali nad prawidłowym przebiegiem waszej walki o spełnienie życzenia! - oj, a były to naprawdę ciekawe osoby. Poczynając od lewej, była to opalona, powabna kobieta, odziana w elegancki, acz kusy strój, zwiewny i jedwabny, wszystko to w odcieniach czerwieni. Jej długie, czarne włosy opadały jej na plecy, a złote ozdoby lśniły, sprawiając, że automatycznie przykuła wzrok większości mężczyzn. Zaraz obok, a dokładniej za wszystkim stał... olbrzym. Z 10 metrów wzrostu miał minimum. Potężnie zbudowany, kosturem, który kiedyś możliwe, że był jakimś drzewem, lecz ogołocony został z wszelkich gałęzi i korzeni oraz z brodą. Natomiast kolejną osobą był przy kości mężczyzna z udźcem kurczaka w dłoni, którym właśnie się zajadał. Mimo wszystko, jego twarz była całkiem pogodna i przywodziła na myśl jakiegoś "wujka dobrą radę". Obok niego stał chudy mężczyzna w płaszczu. Nie wyróżniał się niczym specjalnym, poza lekko nieobecnym spojrzeniem skierowanym gdzieś za horyzont. Miał bladą skórę. Obok niego natomiast stała młoda kobieta. Nie wyglądała tak imponująca jak kobieta w czerwieni, jednak miała w sobie coś uroczego, coś, co sprawiało, że na jej widok wszyscy czuli się miło i bezpiecznie, choć ona sama zdawała się być lekko przytłoczona całym tłumem, który na nią patrzył. I wreszcie, ostatnią osobą był mężczyzna odziany w eleganckie zdobione szaty, z starannie ostrzyżonym zarostem, jednak wyrozumiałym spojrzeniu. Acz miał w sobie coś, co jasno wskazywało, że ma on w sobie tajemniczą siłę, charyzmę, która sprawia, że nie jest on kimś pierwszym, lepszym. -Jeśli któryś z zarządców uzna, że przyłożyliście się do zachowania prawidłowego przebiegu bitwy, wówczas może was nagrodzić dodatkowymi Rozkazami! - dodał jeszcze, a następnie czas na "grand opening" -Teraz, kiedy wszystko już zostało wypowiedziane, zapraszam! Niech rozpocznie się bitwa! - a następnie wszystkich otoczyła jasnobłękitna energia i przeniosła w różne części miasta nie dając za bardzo możliwości zadania jakichkolwiek pytań. Jednak, gdy jakiekolwiek wątpliwości pojawiały się w głowach magów, były one niemalże natychmiastowo wyjaśnione w ich podświadomości...

Laen:
Mag prędkości ocknął się leżąc na kanapie w apartamencie. I to dość wysoko umiejscowionym. Chyba na trzydziestym piętrze. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy po tym "przebudzeniu" były otwarte, szklane drzwi, prowadzące na balkon. A z niego rozciągał się naprawdę wspaniały widok na całą panoramę Opuszczonego Miasta, które zdawało się ciągnąć jak okiem sięgnął. Nie licząc tych miejsc, gdzie widok zasłaniały inne wieżowce. A tych było tu wiele. Z kolei po rozejrzeniu się po pokoju dostrzegłby przy lustrze jasnowłosego mężczyznę, który się właśnie w nim przeglądał. Ten spojrzałby swoimi błękitnymi oczami na maga prędkości i powiedziałby:
-Och wstałeś. To dobrze. Będziemy współpracować. - po czym wrócił do przyglądania się w lustrze. -Raaany, jak łatwo w tych czasach zadbać o swój wygląd. - dodał z wyraźnym podziwem. Mężczyzna ten posiadał na plecach łuk, a przy pasie kołczan. Odziany był w skórzaną zbroję oraz płaszcz w odcieniach zieleni. Po chwili, gdy uznał, że już lepiej wyglądać nie może (a przystojny był, to trzeba było mu przyznać, podszedł i usiadł na krześle naprzeciwko czarodzieja i rzekł -Jakiś plan? Czy idziemy solować całą resztę?

Rin:
Czarodziejka gwiazd znajdowała się na środku jakiegoś dużego skrzyżowania. Grunt, że miasto było opuszczone, dlatego nic tu nie jeździło, więc mogła czuć się bezpiecznie. Naprzeciwko niej z kolei stała wysoka kobieta, odziana w zielone, skórzane ciuchy. W ręku miała kostur, który na szczycie rozgałęział się i siedział obecnie na nim jakiś wróbelek, który delikatnie zaćwierkał.
-Miło poznać. Liczę, że razem sięgniemy po nasze marzenia. - przywitała się miło, po czym dodała -Zejdźmy może gdzieś w cień. - powiedziała, po czym chwyciła dziewczynę za dłoń i pobiegły pod jeden z wieżowców, wchodząc do środka. -No. Tutaj nie jesteśmy na widoku. A nie chciałabym być zaatakowana od razu. - powiedziała, po czym dodała -Nie lubię tego miejsca. Za mało tu zieleni. Jeżeli dasz mi trochę czasu, mogę przemienić część tego miasta w las. Powietrze na tym na pewno zyska. - dodała uśmiechając się szeroko.

Never i Grey:
Ten duet znalazł się w magazynie. W jednym magazynie, jednak na jego dwóch końcach. Nie był to bowiem zwykły duet. Teoretycznie byli dwoma odmiennymi istotami, dlatego każdy z nich miał przypisaną do siebie Legendę i każdy z nich miał oddzielne Rozkazy. Ale jednocześnie... byli jednym magiem. Dlatego nie zostali tak rozdzieleni jak reszta. Jednak każdy z nich wpierw musiał sprostać Bohaterowi, który został mu wybrany. Never jednak się potknął, tak, że padł na twarz na ziemię. A gdy podniósł wzrok, stał przed nim rosły, potężnie zbudowany mężczyzna ogolonej, poważnej i surowej twarzy. Jednak lekko się uśmiechnął.
-No! Tak należy witać władcę! - ryknął głośno wyraźnie zadowolony z tego, jak zareagował (niechcący) Winter. Po chwili lekko się nachylił -To co?! Czas siać rozpierdziel, hę!? - znów ryknął. Jeszcze trochę i nam tu superbohater ogłuchnie. Grey naturalnie to też słyszała. Jednak ona miała przed sobą... dziewczynkę. Może z 10letnią maksymalnie na oko? Była bosa, ubrana w białą sukienkę oraz z długimi blond włosami aż do ziemi. Spoglądała ona z przejęciem na Eminence i rzuciła cicho:
-W-wróżka? - spytała, po czym próbowała lekko dotknąć lewitującej istotki. A gdy to się stało (bądź też nie), odskoczyła lekko z piskiem jak nastolatka i krzyknęła głośno i radośnie -Wróżka! Wróżka! Hej, hej! Macie ogony? Dlaczego tak mało się pojawiacie? Co zazwyczaj robicie? Jak się bawicie? Gdzie mieszkacie? - była tak szczęśliwa, że chyba jej życzenie zostało już spełnione. Jednak ten pisk zwrócił uwagę krzykliwego faceta, z którym był Never.
-KTO TAM!? - ryknął, szykując się do walki.

Północny Wiatr:
Magnus ocknął się, siedząc na schodach prowadzących do jakiegoś dużego budynku. Chyba muzeum. Schody prowadziły w dół, na rozległy plac, na środku którego stał imponujący, minimum kilkunastometrowy filar. A przed nim, na samym dole schodów, stał mężczyzna w sile wieku. Miał może z czterdzieści do pięćdziesięciu lat, ciemne włosy, kilkudniowy zarost oraz... szczerzył się do czarodzieja. Ubrany był w kitel lekarski. Gdy dostrzegł, że Mędrzec Powietrza się ocknął, zaczął powoli iść w jego stronę, mówiąc tym samym:
-Witam, witam. Niebezpiecznie jest tak siedzieć, gdy wokół... tyle szaleńców, nieprawdaż? - rozpoczął mówiąc cichym, lekko może wręcz syczącym głosem. -Lepiej nie dać im się złapać, mam rację? Trzeba ich wyleczyć. Tak! Wyleczyć. Co ty na to? - spytał, wystawiając do maga rękę, jakby chcąc tym samym potwierdzić ich "umowę" oraz pomóc wstać. Jednak, gdyby czarodziej dotknął go, wtedy poczułby, jak przez jego rękę przebiega ogromny wręcz ból, a osobnik przed nim lekko zachichotałby i powiedziałby -Ups... wybacz... przyzwyczajenie... hehehe...

Finn:
Policjant ocknął się w parku. Stał, opierając się o drzewo. O to samo drzewo, tylko z boku, opierał się też inny mężczyzna o podobnym wzroście. Miał dziwnie znajome rysy twarzy, jasnobrązowe oczy oraz włosy, ubrany był w solidnie wykonaną zbroję, przy pasie miał miecz, a na plecach - jakiś płaszcz bądź pelerynę. Ta, zaczepiona o zbroję była specjalnymi, metalowymi spinkami, na których znajdował się jakiś herb.
-Zaszczyt to poznać i móc współpracować. - powiedział spokojnym, męskim tonem. -Proponuję znaleźć bezpieczne schronienie oraz sojuszników. Wątpię by wielu zdecydowało się walczyć samemu, przeciwko wielu. - zasugerował kolejne kroki.

Will:
Mistrz Death's Head Caucus ocknął się, siedząc w pierwszym rzędzie w teatrze. Na scenie przed nim znajdował się za to potężnie zbudowany, rosły mężczyzna w zbroi, z mieczem u pasa, krótko ściętych rudych włosach oraz brązowych oczach.
-Ach! Jak to dobrze widzieć, że już wstałeś! Dobrze! Dobrze! Można działać! Tak! Pokazać im, że to właśnie nam przysługuje życzenie! Nam i nikomu innemu! - rozpoczął swą podniosłą przemowę, mocno przy tym gestykulując -Jednakże... nie jesteś za młody na tak brutalne walki? Dzieci nie powinno posyłać się na wojnę. Jesteś świadomy tego, w co się wpakowałeś młody? - przy ostatnich słowach podszedł trochę bliżej, klękając na skraju sceny i patrząc Willowi w oczy.

Władca Kasztanów:
Gonzales nie miał chyba szczęścia. Obudził się bowiem w sali lekcyjnej, a tuż przed nim stał starszy mężczyzna z kosturem oraz brodą. Miał surowy wyraz twarzy i gdyby nie fakt, że odziany był w lnianą koszulę oraz płaszcz, mógłby skojarzyć się z nauczycielem.
-Obudziłeś się. - stwierdził głosem, w którym dało się czuć lekką irytację, jednak czy faktem spania czy byciem młodocianym? Trudno było to powiedzieć. -Zostaniemy tu. To dobry punkt obserwacyjny oraz zdobywania wiedzy. Łatwy do obrony i kontroli. - oznajmił, po czym podszedł do tablicy i zaczął na niej rysować jakieś runy. -Znasz się na tym? - spytał jeszcze młodego wróżka, nie odwracając wzroku.

Aran:
Mężczyzna znajdował się w sypialni w jakimś mieszkaniu. Nie było ono może najwyższych lotów, ale przynajmniej łóżko było wygodne. Naprzeciwko niego znajdował się mężczyzna odziany w zbroję oraz na to nałożony skórzany płaszcz. Przez ramię miał przełożony łuk, a przy pasie - kołczan. Miał spokojny wyraz twarzy, a na czole - prostą koronę. Na zbroi widniał też jakiś herb, jednak był on dość mocno zamazany.
-Chodź. Nie możemy zwlekać cały dzień, gdy inni zaczynają już działać. Pośpisz sobie po wszystkim. Albo po śmierci. - mruknął, po czym wyszedł z pokoju, najwidoczniej nie planując stracić więcej czasu.

Samael:
Mistrz Fairy Tail znajdował się z kolei na placu zabaw pośrodku jakiegoś blokowiska. Siedział akurat na ławce, a gdy spojrzał w bok ujrzał siedzącą na oparciu tej ławki kobietę. Brodę miał wysoko uniesioną, była opalona, szczupła, ponętna dla męskiego oka. Podobnie jak kobieta w czerwieni przed bramami miasta, jej strój był podobny. Jednak zamiast czerwieni, dominowały w niej odcienie jasne, piaskowe. Ogólnie wyglądałaby naprawdę ładnie, gdyby nie spojrzała na maga błyskawic z pogardą i nie wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Ile mam czekać, aż wreszcie mi się pokłonisz? - warknęła, po czym dodała -Jak w ogóle śmiesz siedzieć tam, gdzie ja? - oj, była wkurzona jak na kobietę w połowie jej lat dwudziestych. Jednak ta mimika skutecznie odstrasza wszelkich adoratorów. -Pozwól, że wyjaśnię ci, co teraz zrobimy. Znajdziesz godną mnie salę, skąd przejmiemy władzę nad tą ruiną i innymi prymitywami, którzy się tu znaleźli. - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Amney:
Amney stała sobie natomiast w ciemnym zaułku. Ot, jakaś wąska, ciemna uliczka, między jedną szeroką ulicą a drugą, a nad nią - wielkie wieżowce rzucające cień tak wielki, że trudno było tu cokolwiek dostrzec. Pewnie nawet nie dostrzegłaby mężczyzny stojącego tuż obok niej, gdyby ten się nie odezwał. Niestety, trudno było go dostrzec w tym bladym świetle. Wiedziała natomiast, że był odziany na czarno, chyba elegancko, był szczupły i przeciętnego wzrostu. Wyglądał elegancko, choć prosto. Z twarzy dosłownie podobny do nikogo. Jedynie elegancko przycięty zarost dookoła ust go wyróżniał.
-Witam. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem pracować. - mówił cicho i spokojnie. -Proponuję nie wychylać się, zebrać informacje i czekać na odpowiednią okazję. - zasugerował.

Terrenco:
Chłopak znajdował się na recepcji jakiejś dużej biblioteki. Trochę pachniało tu starzyzną oraz kurzem, ale w tym wszystkim dało się słyszeć lekkie nucenie piosenki. Gdyby się mag rozejrzał, dostrzegłby młodą dziewczynę ubraną jak stereotypowa wiedźma - czarna szata, szpiczasty kapelusz, tylko ze sporą stertą książek radośnie sobie mruczącą jakąś melodię pod nosem i przechodzącą z jednej półki do drugiej, przy pomocy magii powiększając i tak już spory stos w jej rączkach. Po chwili, gdy stwierdziła, że to już wszystko odwróciła się i, choć książki zdawały się zasłaniać jej wszelaką wizję, dostrzegła czarodzieja. W ten samej chwili wszystkie książki odleciały, formując krąg dookoła duetu.
-Och, to do ciebie zostałam dopisana? Miło mi poznać! - powiedziała miłym dla ucha, dziewczęcym głosem. -Zostańmy tu trochę. Jak odkryjemy atrybuty innych Legend, będziemy mogli ich unicestwić nawet się stąd nie ruszając. A gdzie indziej znajdziemy dość wiedzy, jak nie tutaj? - spytała uśmiechając się uroczo.

Eris:
Dziewczyna ocknęła się w piwnicy. Światło żarówki mrugało, jakby ta miała zaraz przestać działać. Z sufitu co jakiś czas kapała kropla wody. Chyba trafiła do jednej z tych "gorszych" piwnic. Co gorsza, widziała jakiś wężowy ogon, który kierował się w cień, a stamtąd parę gadzich oczu.
-Witaj... - powiedział właściciel owych oczu, z lekkim syknięciem. Po chwili też wysunął się bardziej w światło. Była to istota wężowata, której tułów był może ludzki, ale od pasa w dół, był już wężowy. Całe ciało pokryte miał łuskami, przy "pasie" miał dwie katany, a na torsie i głowie - zbroję i hełm samuraja. -Ssssspróbujmy może najpierw wyjśśśść ssssstąd. - zasugerował, choć chyba gady lubią takie klimaty jak ta piwnica. -Wtedy można działaćććććć. - dodał.

Eisaku:
Czarodziej metalu obudził się w jakiejś jadłodajni. Siedział przy stole, a przy nim siedział również jakiś mężczyzna. Najchudszy to on nie był, widać było, że lubi sobie dobrze zjeść. Co zresztą teraz też robił. Gdy zorientował się, że jednak jego towarzysz kontaktuje, przełknął, wytarł elegancko chusteczką usta i powiedział radosnym tonem.
-Miło poznać! Obyśmy razem dokonali genialnego odkrycia! - rzucił dość głośno, a przez jego dość energetyczny ruch głową oraz szybkie uniesienie ręki w geście powitania, jego czarne afro lekko zafalowało.  Ubrany był w elegancki garnitur i posiadał monokl. -Jednak przed tym wszystkim, proponuję się solidnie najeść. Nic nie wychodzi dobrze na pusty żołądek! Haha! - zaśmiał się wesoło, po czym dodał -Choć byłoby jeszcze lepiej zjeść w większym gronie, nie uważasz?

Roe:
Dziewczyna znalazła się na spacerniaku w więzieniu. Oczywiście, była cisza i tylko wiatr wydawał jakikolwiek dźwięk, gdy nagle nie usłyszała prychnięcia. Na jednej z ławek znajdował się chudy mężczyzna o bladym kolorze skóry. Ubrany był w elegancką, zdobioną szatę oraz posiadał sygnet na prawej dłoni. Wydawał się trochę zmizerniały.
-Więc mi się trafiła dziewczynka. Cudownie. Jakby gorzej już być nie mogło. Może jeszcze wiedźma? - rzucił wyraźnie zawiedziony "przydziałem". -Czyli robimy tak. Ty się chowasz i nie dajesz się zabić, a ja dobijam tych co uciekli z walk, pasuje? - spytał po chwili, chyba godząc się z myślą, że musi się jej słuchać.

Master of Speed:
Chłopak obudził się na siłowni. Zapach jak to zapach na siłowni. Niezbyt przyjemny. Jednak to, co zwróciło jego uwagę był mężczyzna naprzeciwko niego. Umięśniony, wysoki, odziany w skórzaną zbroję z metalowym napierśnikiem, ciepły skórzany płaszcz oraz z mieczem przy pasie.
-Witaj. Naszym celem jest spełnić swe pragnienia, pozwolisz więc, że zasugeruję kolejne kroki? - przedstawił się od razu przechodząc do sedna sprawy, licząc się jednak z tym, że wpierw jego towarzysz może mieć coś do powiedzenia...

Ezra al Sorna:
Mag Grimoire Heart znajdował się na trybunach stadionu baseballowego, na samym dole trybun. Tuż nad polem do gry. Na nim natomiast znajdowała się młoda kobieta o jasnej skórze, powabnej figurze i misternie wykutej zbroi. Klęczała sprawdzając podłoże, po czym mruknęła:
-Hm... może być. Tylko mało. - po czym się wyprostowała i odwróciła do Ezry. Zmierzyła go wzrokiem. Był to wzrok jasno mówiący, że nie traktuje go jak równego sobie. To ona była tutaj tą ważniejszą. -Serio? - rzuciła wyraźnie zawiedziona. -Dali mi kadłubka? - westchnęła. Może, gdyby jej twarz rozjaśnił uśmiech lub chociaż delikatny spokój, a nie duma, wywyższenie i pogarda byłaby naprawdę piękną, urodziwą kobietą. -Może jeszcze mam cię niańczyć? - warknęła, widząc energetyczną rękę czarodzieja -Grunt, że chociaż próbujesz... - dodała z westchnięciem, próbując chyba znaleźć choć jeden pozytyw w całej tej sytuacji.

Hotaru:
Różowołosa czarodziejka ocknęła się w biurze w jakiejś fabryce. Siedziała za biurkiem tak, że mężczyzna w sile wieku, który siedział na przeciwko niej, wyglądał jakby to on został tu wezwany przez nią. Był to wysoki, umięśniony osobnik, z delikatnym zarostem na twarzy oraz czarną, metalową protezą ręki. Spojrzał na nią ze zdziwieniem i stwierdził z westchnięciem:
-Ech, wolałbym nie zostać wezwany jako obrońca. - stwierdził z przekąsem, po czym spojrzał na czarodziejkę przed nim -To zaszczyt poznać. Będziemy współpracować celem wygrania tej bitwy. - powiedział, na szybko podsumowując to kim jest. Jego ton był spokojny, męski i opanowany. Nie kojarzył się w ogóle z jego wcześniejszym narzekaniem -Proponuję znaleźć innych i założyć sojusz. W grupie mamy większe szanse przetrwania do dalszych etapów bitw. Działając pojedynczo mamy mniejsze szanse powodzenia. - zasugerował.

Ryudogon:
Mag po kilku przejściach z demonami ocknął się... w burdelu. Dokładniej to naprzeciwko akurat jednego z podwyższeń, na którego środku znajdowała się rura do tańczenia. Szkoda, że to miasto było Opuszczone i nie było komu na niej tańczyć... chociaż... czy aby na pewno?
-Możemy stąd wyjść? Nie czuję się tu zbyt... komfortowo. - dobiegł do jego uszu kobiecy głos. Za nim stała kobieta odziana w skórzane ubranie, które zostało również wyprawione w taki sposób, by zapewniało niezbędne bezpieczeństwo w razie walki. Zaczęła również kierować się w stronę wyjścia z tej sali.

Mikazuki:
Chłopak obudził się w kwiaciarni. Zapach kwiatów, choć niewatpliwie ładny i przyjemny, był jednak tutaj aż w zbyt wielkim natężeniu, co niekoniecznie dodawało im uroku. Siedział na jakimś fotelu, a przed nim, trochę z przodu jakiś mężczyzna odziany w zbroję, z krótkim sztyletem przy pasie. Obrócił się on twarzą do Mikazukiego, a widząc, że ten już się obudził wystawił do niego rękę, najpewniej chcąc pomóc mu wstać.
-Jak rozumiem, będziemy współpracować. Proponuję rozpocząć od pertraktacji z innymi. Pojedyncze jednostki są łatwymi celami, stąd unifikowanie się uważam za istotne. - zaproponował, trzymając rękę wystawioną do maga. Miał czarne włosy i brodę, oraz uważne spojrzenie szarych tęczówek, wpatrujących się intensywnie w rozmówcę.

Ryukehoshi:
Mag iluzji obudził się na recepcji w hotelu. A dokładniej to ocknął się, bo stał za ladą. Jakby przyjmował gościa. Przed nim natomiast stał mężczyzna. Potężnie zbudowany, odziany w zbroję płytową z delikatnym wizerunkiem krwawego kwiatu. Na plecach miał z kolei eleganckie, misternie wykonane Guan Dao. Skinął on głową, a jego czarne włosy opadły mu delikatnie na oczy. Odgarnął je na bok i spojrzał swoimi brązowymi oczami na maga złudzenia.
-Honorem jest poznać innego gotowego ruszyć po spełnienie marzenia. - powiedział na powitanie, po czym dodał -Bez działania nie dokonuje się odkryć, ani nie tworzy się historii. Nie możemy czekać.

Ren:
Trudno powiedzieć, by Ren sam się tu znalazł. Bardziej - on sam nie wiedział dlaczego tu jest. Jakaś magiczna siła musiała jednak uznać, że skoro wziął i wypełnił ankietę dodaną kiedyś tam do Fiore News, a ta została w jego pamięci, najwyraźniej chce wziąć udział. Tak oto znalazł się wpierw przed bramą, a następnie... w kostnicy. Leżał właśnie na stole do przeprowadzania sekcji zwłok, a przed nim stał ciemnoskóry mężczyzna, choć jego skóra miała ten "jaśniejszy" odcień brązu. Miał lekko przymróżone, jakby z niewyspania oczy, jasne, brązowe włosy, niekiedy wręcz zdające się przechodzić w blond oraz zmęczone, zielone oczy. Odziany był w lekką, jedwabną tunikę, misternie wyszywaną złotą nicią, a do tego na jego szyi, nadgarstkach i kostkach znajdowały się złote ozdoby, bardzo podobne do tych, które nosiła czerwona kobieta nad bramą. Na głowie miał złoty diadem.
-Och... obudziłeś się... szkoda... - stwierdził ziewając, po czym dodał -Najchętniej to przespałbym tę całą bitwę i brał udział dopiero w jej podsumowaniu. Co ty na to? - spytał znudzony, patrząc na swojego "towarzysza".

Winter:
Mag obudził się na dachu szpitala. A dokładniej to stał opierając się jedyną dłonią o siatkę, dzięki której jeszcze z niego nie zleciał. Z dachu tego budynku rozciągał się całkiem ciekawy widok na panoramę miasta. Usłyszał za sobą chrząknięcie, a gdy sie odwrócił dostrzegł rosłego, potężnie zbudowanego mężczyznę z tuniką przerzuconą przez bark, przez co doskonale widać było jego wyrzeźbione, przypakowane ciało. Górował nad magiem wzrostem, jednak zdawał się być ubrudzony jakimś ciemnym pyłem zarówno na torsie jak i na twarzy.
-Witam! Nie osiągniemy niczego zwlekając! To co?! Do roboty! HAHA! - zakrzyknął wesoło i roześmiał dość głośno, kładąc dłonie na swych biodrach.

Welt:
Kotowaty wampir ocknął się na moście. Pod nim wolno płynęła sobie rzeczka, z zamiarem pewnie wpłynięcia do oceny za wieledziesiąt lub wieleset kilometrów. Gdyby się rozejrzał, dostrzegły stojącego za nim na środku mostu i wpatrującymi się gdzieś w dal mężczyznę. Miał na sobie elegancką zbroję, na głowie koronę, przez jego polik przechodziła blizna. Miał ciemną brodę, ale za to bystre, czarne oczy. Jego kędzierzawe, krótkie i ciemne włosy zdawały się być równie nieposkromione co lawina. Jednak to on zdawał się nie dostrzec swojego towarzysza, będąc zbyt zajęty rozmyśleniami. Mruknął tylko coś do siebie, co oczywiście - kotowaty usłyszał:
-Będzie trzeba się stąd szybko zbierać i czekać na dobry moment.

Nanaya Byakushitsune:
Mistrzyni Grimoire Heart obudziła się w samym centrum studia fotograficznego, a dokładniej... siedząc na krześle przy aparacie fotograficznym. Z kolei w miejsce modela bądź modelki... stała piękna kobieta o delikatnej budowie. Wyglądała, jakby jej ciało było utworzone z wody, a odziana była w złoto i pianę morską. Rozglądała się uśmiechnięta, jakby czegoś szukając, aż w końcu jej wzrok spoczął na czarodziejce słońca. Wtedy lekko spoważniała, spuściła wzrok i powiedziała:
-W-witam. Będziemy współpracować. Miło... mi... - mówiła powoli i cicho, co jakiś czas zerkając nieufnie na maginię.

Info od MG:
Dzień I
Laen: 100MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Rin: 145MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Never Winter: 230MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Grey Eminence: 0MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Północny Wiatr: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Finn: 230MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Will: 160MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Władca Kasztanów: 200MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Aran: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Samael: 176MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Amney: --- | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Terrenco: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Eris: 115MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Eisaku: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Roe: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Master of Speed: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ezra al Sorna: 180MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Hotaru: 130 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ryudogon: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Mikazuki: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ryukehoshi: 100 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ren: 110 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Winter: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Welt: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Nanaya Byakushitsune: 165 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |

Inne: W sprawie tych wątpliwości w podświadomości - jak coś będzie niejasnego z mojego posta - piszcie do mnie na GG/PW/FB. Wówczas wyjaśnię (lub się postaram) o co chodzi. Fabularnie wasze postaci podświadomie o tym wiedzą. Każdy na PW również dostanie informacje kogo dostał. Opisy ich zdolności są jednak uproszczone i bardziej "opisowe", aniżeli techniczne.

_________________

~Tora Theme~ ~Relaxation Theme~

Tora mówi z akcentem starofioryjskim


Just Female Tora stuff.


Ostatnio zmieniony przez Torashiro dnia Sob Paź 07 2017, 01:05, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1315-konto-torashiro#19555 http://ftpm.forumpolish.com/t962-torashiro#14231 http://ftpm.forumpolish.com/t1316-torashiro#19559

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Terrenco
Wiek : młody, po dwudziesce
Wzrost/waga : lekko ponad 170 cm w okolicach 60 kg
Rodzaj magii : magia teleportów
Staż w gildii : brak
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/10/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Paź 04 2017, 18:01

Och, znowu książki. A myślał już, że po zakończeniu nauki u matki kilka lat temu nie będzie miał już z nimi do czynienia. A tu puf! Pojawia się w bibliotece. Nawet nigdy nie myślał o tym aby odwiedzić taki przybytek. No ale nie trafił tutaj też bez powodu. Chyba, a przynajmniej tak myślał. Zapewne jego legenda ma związek z tym miejsce czy co... A skoro o niej mowa, gdzieś powinna tu być. Przecież to niemożliwe aby miał takiego pecha i musiał pracować sam tym razem. To byłoby wtedy strasznie męczące! Szczególnie zwracając uwagę na to jaką magią włada. I jak niby miałby tym walczyć no???
Ktoś nuci. Ciekawe kto to może być? Rozglądnął się na lewo, prawo i zza siebie. Serce mu stanęło kiedy dojrzał legendę jaką mu przydzielono. I to chyba z przerażenia niż zachwytu. Pewnie przez długi czas nie pozbędzie się tego co ujrzał. Dobrze, że książki zasłaniały twarz dziewczyny którą wyobraził sobie jak u stereotypowej wiedźmy. Pokrytą brodawkami i długim, spiczastym, zagiętym nosem o marszczkach nie wspominając. A idź z tym do diabła babo! Oj nie wiedział jak się mylił. Podobne zresztą miał pierwsze wrażenie na temat magi coli. Jak coś niby może być smaczne gdy jest kwaśne i gazowane? Zanim spróbował wyobrażał to sobie jako kwaśną kapustę popijaną wodą gazowaną. A tak to smakuje mu, bo niby czemu nie? Mimo wszystko ma tą nutkę słodkości i być może magii jak nazwa wskazuje.
Troszku mu coś w tym wszystkim nie pasowało. Przede wszystkim ręce. Czemu niby ma takie ładne, zadbane jak u młodej dziewczyny. Trybiki w głowie ruszyły i połączyły ze sobą różne fakty i logiczne stwierdzenia wypierając przy tym coraz bardziej jego obraz typowej czarownicy. A może ona tylko się tak ubiera? Maniery jednak czegoś wymagają od niego w tej chwili. Podszedł z lekkim odrzuceniem nie wiedząc czy to urocza panienka czy też paskudny babsztyl.
- W-witam... - odpowiedział nieśmiało. W try miga zmieniał swoje nastawienie kiedy dojrzał ją w całej okazałości. Ach! Miłość od pierwszego wejrzenia! W sumie jego wypadku to nie pierwszy i ostatni raz... jak zobaczy inną to pewnie mu przejdzie jak pszczoła z kwiatka na kwiatek. Jednak teraz miał ją, więc jej należały się wszelkie komplementy. Gdy tylko krąg z książek się uformował wykorzystał sztuczkę z uściskiem dłoni. Hehe, wiadomo co zamierzał...
Chwycił ją jedną i w mgnieniu oka przyklęknął i pocałował dłoń:
- Sam bym lepszego planu nie wymyślił moja piękną. - skomentował strategię wiedźmy jeszcze zanim wstał. Jak już to zrobił przedstawił się z lekkim ukłonem:
- Jestem Terrenco. Specjalista od teleportacji i może jeszcze czegoś. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4161-terrenco#83834 http://ftpm.forumpolish.com/t4011-tele-teleport#79578 http://ftpm.forumpolish.com/t4160-terrenco#83833

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ryu Hexeris
Wiek : 16 lat
Wzrost/waga : 175cm / 63kg
Rodzaj magii : Magia Energii
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 8 lat
Liczba postów : 188
Dołączył/a : 19/11/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Paź 04 2017, 19:08

Chłopak pod ocknięciu się, rozglądał jeszcze się po mieście. Musiał przyznać, gdyby było tu więcej życia, i przyszłe walki nie zniszczyłyby tego miejsca całkowicie, to pewnie by tu zamieszkał. Szkoda odmawiać takim widokom. Białowłosy zabrał rękę z siatki, i oparł się o nią lekko plecami. W końcu nie był pewny co do jej wytrzymałości. Będąc pewnym że nie spadnie, spojrzał porządnie na swojego kompana. Umięśniony to on był, tylko Wintera miał nadzieję że będzie potrafił dobrze walczyć. Już raz trafił na takiego kolosa, która w walce niezbyt się przydał. Co prawda, nie był on magiem a i tak sobie radził lepiej od osób posługujących się magią na misji na której był. W każdym bądź razie, chłopak był ciekawe co z tego będzie.
-Cóż, czekanie na pewno nie jest moją najmocniejszą stroną. Równie dobrze możemy zabrać się za jakieś walki. Może sojusz znaleźć, czy coś w tym stylu. W każdy razie, zwą mnie Winter. Jak mogę do ciebie mówić, bo pewnie imienia mi swojego nie podasz? - odpowiedział wesołemu olbrzymowi, i zaczął powoli iść w stronę jakiegoś zejścia z dachu. Walka tutaj byłaby pewnie zbyt niebezpieczna, szczególnie bez jednej ręki do złapania się krawędzi budynku.
-A. I ściany mają uszy, więc starajmy się nie wydawać jakichś sekretów, nawet jak będzie się wydawać że jest nas tylko dwójka. Nie chcielibyśmy przez to odpaść z kompetycji, co nie? - dodał po krótkim namyśleniu. Lepiej żeby wrogowie jak najmniej wiedzieli o jego kompanie, nawet jeśli oznaczało to własną niewiedzę. Szczególnie, jeśli ktoś potrafiłby czytać w myślach. Taki rozwój wydarzeń byłby nieciekawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3611-skarbiec-wintera http://ftpm.forumpolish.com/t3599-ryu-hexeris Online

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hoshi Rin Nightsky
Wiek : 18
Wzrost/waga : 158/45
Rodzaj magii : Gwiazd
Staż w gildii : brak
Liczba postów : 98
Dołączył/a : 04/02/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Paź 04 2017, 21:08

Rincia była bardzo zadowolona ze swojej Legendy. Już ją polubiła. No bo jak nie lubić takiej sympatycznej czarodziejki z sympatycznym wróblem? #TeamWróbel.
Pobiegła wręcz za nią grzecznie do miejsca w którym się schowały i zaczęła kminić nad tą leśną dzielnicą. To był super plan. A potem będą siedzieć na drzewach i polować na jakichś idiotów, którzy między drzewa wejdą. Rincia lubi.
- To jest super plan. Lasy są fajne, więc wyczaruj ten las. Najlepiej żeby rósł jak taki.... Labirynt, z wieloma wejściami. W sensie, że będą tam jakieś wściekłe drzewa z kolcami rosnąć, ale będą też fajnie rosnące aleje, niczym ścieżki po lesie. Dzięki temu ciekawskie teamy, które wejdą do lasu, w końcu na siebie natrafią i się same wybiją. A jak się nie wybiją, naślemy na nich jakieś głodne drapieżniki. A my sobie gdzieś wysoko usiądziemy i popatrzymy na to wszystko. A umiesz może jakoś rozmawiać z tymi drzewami? Żeby udało nam się dowiedzieć kto wszedł do lasu? - tłumacząc ten misterny plan, zrodzony w tej młodej głowie cały czas energetycznie gestykulowała, chociaż starała się zachować po cichu. Nie miała pojęcia kto jest w pobliżu. I czy w ogóle jest - W razie czego, wesprę cię tym... Rozkazem. Zobaczymy jak działa - wyszeptała lekko podniecona.
- Umiałabyś mnie zamienić w powiedzmy... Kota? - spytała, przyglądając się kotom za oknem. Dużo ich tu - I czy byłabym wtedy sobą, w sensie zapamiętała coś na przykład? I jak długo to zaklęcie potrwa? Jakieś skutki uboczne? - dopytała, aby mieć pewność co do tego pomysłu.
- Lubisz słodycze? - w końcu muszą sobie znaleźć jakieś zajęcie, kiedy inni będą się mordować. Jedzenie zawsze na propsach. A gdy L. będzie rozpoczynać zaklęcie, wyciągnie przed siebie tą łapkę z rozkazami i wymruczy cicho pod nosem, żeby nikt tego nie usłyszał: - Mędrczyni, wspieram cię swoją mocą rozkazu. Stwórz lasu labiryntowi podobny, o krętych ścieżkach i polach walk, który będzie nam wysyłać sygnały o jego gościach. - rączkę wykierowała jakoś w L., żeby jej tą... Moc rozkazu przesłać w zaklęcie, czy coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3884-astralne-oszczednosci#77024 http://ftpm.forumpolish.com/t3304p15-hoshi-nightsky#72474

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : William Conrad Ramsey
Wiek : 11
Wzrost/waga : 145/40
Rodzaj magii : Krew + Medycyna
Gildia : DHC
Staż w gildii : od maja X801
Liczba postów : 507
Dołączył/a : 01/10/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Czw Paź 05 2017, 01:42

Teatr. Młody mistrz znalazł się w miejscu dość klasycznym i tradycyjnym. Co prawda, nie spodziewał się żadnych występów, jednak nie zmieniało to jego sytuacji. Rozejrzał się po zebranej widowni lub też jej braku, aby skupić swoją uwagę nigdzie indziej, jak na scenie. Cieszyło go, że mógł tutaj odetchnąć od nader głośnej i naprzykrzającej się popkultury, czy wszędobylskich reklam, które śledziły ich na każdym kroku. Bilbordy, gazety, a czasem nawet i radio. Mogło wydać się to dziwne, ale Will miał już dosyć wszystkich tych pączków, zupek, a już w szczególności całej tej Magi-coli. Pomijając już całą jej otoczkę, nastolatek i tak nie przepadał za takimi napojami. Preferował wodę lub ewentualnie naturalne soki - od biedy jeśli rozwinęłaby się jego moc w odpowiednim kierunku, najpewniej przyszłoby mu zasmakować w krwi, ale raczej nic nie dało się porównać do smaku z colą.
- Widziałem gorsze rzeczy, ale ciągle żyję... - westchnął, wbijając spojrzenie zmęczonych oczu w osobę jego towarzysza. W pierwszym momencie chciał nawet użyć jednego z rozkazów, aby nakazać mu należyty szacunek, jednak byłoby to zwyczajną stratą. Podszedł nieco bliżej, nie przerywając kontaktu wzrokowego, aby poruszyć jednak pewne kwestie. - Co zamierzasz? Jakie masz życzenie? - zapytał się, czekając najwyraźniej na odpowiedzi na pytania, które to przyszło mu teraz postawić przed heroiczną jednostką. Król podbojów ze wschodu - wielkie mi rzeczy.

_________________


MAIN | INFIRMARY | MEMORY | MOON-VIEWING RECITAL | VOICE | AVATARY | #4D3322
Czeladnik - zapewnia 1% do klejnotów i 5% do PD za misje.
Bonusy w sumie: 31% klejnotów | 5% PD.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1516-takie-tam#23706 http://ftpm.forumpolish.com/t1498-takie-tam-czerwonym-tuszem http://ftpm.forumpolish.com/t1830-krwawe-literki#30645

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ren
Wiek : Niespełna 17.
Wzrost/waga : 163/44
Rodzaj magii : Wspomnień
Gildia : Grimoire Heart
Staż w gildii : Tak nieformalnie od x790
Liczba postów : 168
Dołączył/a : 21/04/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Czw Paź 05 2017, 23:31

Nie sposób wyobrazić sobie miny, która zagościła na twarzy ciemnowłosego. Podkrążone oczy po nieprzespanej nocy zdawały się idealnie współgrać z tym, co działo się na jego twarzy. Prawdziwy szok przeplatał się z niedowierzaniem, a on nie potrafił zwyczajnie zrozumieć tego, co działo się dookoła niego. W jednej chwili zalewał sobie kubeczek z swoim popisowym daniem, wylewając nieco zawartości na swoją nogę by przy tym nieco się oparzyć, aby w następnej chwili znaleźć się w tłumie ludzi. Nie wiedział nawet, gdzie dokładniej się znalazł. Nie wiedział też, o co im chodziło. Nie sądził jednak, aby miało to najmniejszy związek z akcją promocyjną Magi-coli. Zważywszy na jego tryb życia, ta najpewniej mogła robić za jakiś nektar bogów ciemnowłosego. Ba! Ten zdawał się być na bieżąco z każdą reklamą tego, czy jakiegokolwiek innego produktu szybkiego przetworzenia i długiego terminu. Wracając jednak do rzeczy... ocknął się w kostnicy. Nie potrafił wydusić z siebie prostego słowa, jednak jego danie zdążyło już przestygnąć, a on na dodatek nie posiadał łyżki, aby zjeść zupkę z kubeczka. Nim jednak przywykł do nowego otoczenia, przerażenie zagościło na jego twarzy, a ten upadł na cztery litery, zderzając się przy tym głową o ścianę.
- K-Kim jesteś... g-gdzie? J-Ja tu um... umrę? - wydusił z siebie jedynie nieskładne zgłoski, otoczony czymś, gdzie pewnie mogliby trzymać jego zwłoki. W dodatku z obcym, ciemnoskórym osobnikiem. Najpewniej członkiem jakiejś sekty. Czy ten miał zamiar go wypatroszyć, albo przefiletować? Jakby tego było mało, głośne burczenie dobiegło ze strony jego żołądka, a ten w całym swym zakłopotaniu i skołowaniu musiał w końcu spytać. - ...nie masz może łyżki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3727-ubezpieczenie-wypadkowe#72230 http://ftpm.forumpolish.com/t3413-ren-sp-z-o-o#64315 http://ftpm.forumpolish.com/t3682-mniej-niz-zero#70965

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ryukehoshi Toshi
Wiek : 20
Wzrost/waga : 188/68
Rodzaj magii : Ketsurui(krwawe łzy)
Gildia : Lamia Scale
Staż w gildii : Ponad siedem miesięcy.
Liczba postów : 67
Dołączył/a : 09/01/2015
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sob Paź 07 2017, 23:50

Ryu, stał za ladą... Dziwne miejsce. Rozejrzał się i po otoczeniu mógł wywnioskować że znajduję się w jakimś hotelu. Przed nim stał wojownik. Hym, ma interesującą broń. Te guan do w ostateczności może mi uratować życie. Po wypowiedzi wojownika skinął mu głową w geście szacunku.
-Dobrze, musimy być ostrożni. Jestem w stanie wyłączyć wzrok dla jednego przeciwnika. Wtedy liczę że bardzo szybko go dobijesz. Ogólnie nie jestem dobry w zwarciu dlatego będę Cię ubezpieczał z tyłu. Po przedstawieniu mu najważniejszych kwestii poprawił kołnierz płaszcza i udał się do wyjścia.
Tylko raz. Eh, nie dobrze. Mam tylko ostrza do rzucania. Bez moich iluzji jestem bardzo łatwym celem. Może jakbym zdobył to guan do tego wojownika miałbym szanse przeżyć. Teoretycznie powinienem trzymać się na uboczu i szukać okazji do szybkiego wyeliminowania celu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4279-bankus-tsukujomi-byczys-v#87431 http://ftpm.forumpolish.com/t3993-ryukehoshi-toshi-skonczone-nie-po-twarzy-plox-t_t#79243 Online

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Welt
Wiek : ??
Wzrost/waga : 166/57 [człowiecze]
Rodzaj magii : Wampir. Taki koci.
Gildia : Brak.
Staż w gildii : Nie pamięta.
Liczba postów : 741
Dołączył/a : 03/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Paź 08 2017, 00:22

Chipsy, frytki, phanta, czy nawet sama magi-cola - żadna z tych rzeczy nie robiła mu różnicy. Tak długo jak posiadał dostęp do kablówki lub innych form informacji, tak długo kotowaty miał wszystko we własnych, niewymownych partiach ciała. Nie musiał nawet przyjmować ludzkiej postaci. Znużone spojrzenie pomknęło jedynie w kierunku legendy, która to miała mu pomagać. Na domiar złego, nie widział też w pobliżu swojej Grażyny. Gertruda najwyraźniej się gdzieś zawieruszyła, a mu nie pozostało nic innego, jak westchnąć i wrócić spojrzeniem z rzeki na nowego, tymczasowego tragarza.
- Kim tak właściwie jesteś? - mimowolnie spytał się, jednak niezbyt to go interesowało. Do tego wszystkiego pozostawała jednak ważniejsza kwestia. Spojrzał pod siebie, aby zaraz potem wrócić spojrzeniem na mężczyznę. Zupełnie tak, jakby wzrok miał mu zasugerować błąd, jaki ten popełniał. Jeszcze nie podźwignął kotowatej jednostki i nie zaoferował mu żadnego pożywienia. Nie pozostawało mu nic innego, jak dodać zrezygnowane: - Nieważne. Zabierz mnie do tej rudej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3239-paradoks-paradoksu#60083 http://ftpm.forumpolish.com/t506-kuro http://ftpm.forumpolish.com/t857-miejsce#12283

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Never Winter
Wiek : 17 liet
Wzrost/waga : 178 cm/68 kg
Rodzaj magii : Kontrakt z wróżką - Magia Szczęścia
Gildia : Brak
Staż w gildii : Dwa tygodnie
Liczba postów : 562
Dołączył/a : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Paź 08 2017, 14:06

PERSPEKTYWA NEVERA
- Ugh...
To wszystko było takie skomplikowane. Najpierw Grey powiedziała, abym wypełnił jakąś ankietę. Potem znalazłem się w tym mieście... Gdzie były jakieś rozkazy? Spełnienie życzenia? O co w tym wszystkim chodziło... Chociaż w sumie to było nieważne, najważniejsze to było dać z siebie wszystko, aby znów zostać superbohaterem!
- Mwhahaha- ech?
Nagle wszystko stało się takie niebieskie, zakręcone. Woaaaah!
ITAI!
Nie spodziewając się niczego upadłem na twarz... Ugh, czemu zawsze się tak się dzieje? Nie mogę mieć chociaż jednego heroicznego lądowania? Droga do prawdziwego bohatera jest wyboista... (chociaż w tym wypadku to Never-kunowi pomogło - przyp. Grey).
... Wtedy nagle ktoś się do mnie odezwał. Podniosłem wzrok... I przede mną wyrósł potężny jegomość z wielką pałką! W dodatku mówiący coś o władcy. Uaaaaw. Plus... mówił tak głośno... że ciężko było cokolwiek zrozumieć.
- Etoo.... Etoo.... Roz-rozpierdziel? - przekrzywiłem głowę, słysząc nieznane słowo. Ale miało jakiś negatywny wydźwięk (obviously - przyp. Grey) - A może lepiej zacząć heroiczne czyny, jak na bohaterów przystało! Mwhahhaa!
Wstałem, podnosząc się z ziemi, a następnie otrzepałem się. Wtedy jednak usłyszałem pewien pisk, a następnie ryk olbrzyma. Sam chwyciłem za młot i tarczę, a następnie odwróciłem się w stronę źródła.

PERSPEKTYWA GREY
Cóż... Gdy wysyłałam kwestionariusz, nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. Świadomie zdecydowałam się tak go sformułować, aby było jak najmniejsze wiązanie. Łącznie z poleceniem przesłania formularza przez kogoś innego. Ale cóż... I tak zostaliśmy włączeni w to wydarzenie. Zatem kolejna gra o życzenia... tym razem połączenie łamigłówki z walką każdy-przeciwko-każdemu. Przynajmniej przez pewien czas. Oraz system jednorazowych czarów kontraktowych... Coś w stylu prymitywnych run? Popatrzyłam na dłoń... Więc mam ich 5... I można było wykorzystać ich do zwiększenia potencjału bojowego... W umyśle już rodził mi się plan. Lecz wtedy zostaliśmy przeniesieni. Moje oczy przyzwyczaiły się szybko do nowych warunków, szybko więc rozejrzałam się po pomieszczeniu, czy przez przypadek nie wylądowaliśmy w towarzystwie wrogów, jednak nic takiego nie miało miejsca poza tym, że Never-kuna przy mnie nie było! Za to była zupełnie inna istota, która miała aparycję dziecka. To była...
-...
Na samym początku patrzyłam na nią nieufnie. Pierwsze co zrobiła to rzuciła słowem "wróżka", co mogło świadczyć, że wiedziała o nas... Lecz przy natłoku pytań, który nadszedł zaraz po tym, złapałam się za głowę. Cz-czy ta osoba nigdy nie widziała wróżki na oczy? Już chciałam odpowiedzieć, czy chociaż skomentować sytuację, gdy nagle cały magazyn przeszył potężny ryk.  Zdaje się, że ktoś nas... a właściwie dziewczynę usłyszał.
- Zanim porozmawiamy...
Postanowiłam podlecieć nieco wyżej i zobaczyć kto to, wychylając się zza rogu. Na drugim końcu magazynu był jakiś wielki, dobrze zbudowany mężczyzna i... Never-kun. W całej swej okazałości, też zdaje się że odruchowo zareagował na wszystko i też patrzył w tą stronę. Obydwoje mieli pozycje bojowe. Sigh... Ledwo się rozpoczęło i już musiałam sytuację odkręcać. Z jednej strony to dobrze, że mój bohater również otrzymał swojego kontraktora, z drugiej strony... wyglądał na takiego, który inteligencją dorównywał Never-kunowi... Obym się myliła.
- Jeśli duży zareaguje zbyt gwałtownie i jest szybszy niż się spodziewam... spróbuj go czymś zająć.
Szepnęłam do swojej nowej towarzyszki, a następnie wyleciałam tak, aby wejść zarówno na widok olbrzyma, jak i Never-kuna, a następnie dwornie się ukłoniłam.
- Witam. Jestem Grey Eminence, jestem wierną towarzyszką oraz przyjaciółką Never-kuna, biorę udział w tym wydarzeniu jako jego chowaniec... Prawda, Never-kun?
Tutaj zwróciłam się do mojego ukochanego towarzysza, który rozluźnił gardę.
- Ach, Grey! Nie zauważyłem cię więc sądziłem że nie bierzesz udziału... Ale skoro jesteśmy razem... To dobro i sprawiedliwość zatriumfują, mwhahahaha!
Tutaj bohater się roześmiał. Dobrze, tak więc ostateczny przycisk.
- W takim wypadku rozumiem że jesteśmy sprzymierzeńcami. Nie powinniśmy ze sobą walczyć, prawda?
Tutaj Never-kun zrobił nieco zdziwioną minę, po czym znów się zaśmiał.
- Geeez, o czym ty mówisz, Grey? Oczywiście że jesteś moją najdroższą przyjaciółką i nie będziemy ze sobą walczyć... Współpraca pomiędzy tobą a mną w służbie sprawiedliwości to zawsze co robiliśmy i robić będziemy! W końcu dobro zatriumfuje, mwhahahhaha!
To chyba powinno przekonać... hmmm, olbrzyma, aby nie atakował. Chciałam to załatwić jak najszybciej, abyśmy mogli ruszać, bo inni na pewno nie będą na nas czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1552-superhero-national-funds-czyli-konto-nevera#24439 http://ftpm.forumpolish.com/t1507-never-winter http://ftpm.forumpolish.com/t1989-dzienniki-grey

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Kamishirosawa Mikazuki
Wiek : 32
Wzrost/waga : 182/75
Rodzaj magii : Ciemności
Gildia : ~~
Staż w gildii : ~~
Liczba postów : 268
Dołączył/a : 05/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Paź 08 2017, 16:26

Mikazuki tak naprawdę nie do końca wiedział po co tu przybył. Każdy chciał spełnić swoje życzenie - to było bardzo śmiałe założenie. W każdym razie, gra się zaczęła.
A mężczyzna którego dostrzegł po przebudzeniu i wiedza którą posiadł na jego temat, były rzeczami które tylko trochę mu się podobały. Liczył na coś innego a dostał... no cóż. Chwycił wyciągniętą doń dłoń i z jej pomocą wstał. Szczerze powiedziawszy było w tej grze wiele niewiadomych. Zbyt wiele. Oraz ogrom uczestników. A jego kompatybilność z legendą wypadała nie szczególnie. Dlatego Mikazuki od początku postanowił lekko "Zaryzykować". Jedno z zaklęć rozkazu zniknęło a efekt jego użycia wejść miał w życie od razu i być używany już cały czas, do końca tej "Gry".-Od razu lepiej-spojrzał nowemu koledze w oczy.-Dobrze więc. Chciałbyś współpracy. Ale tylko jedna osoba może wygrać. Każdy potencjalny towarzysz, to osoba która może wbić nam nóż w plecy. Z twoją obroną i moimi umiejętnościami, zdecydowanie lepiej byłoby zostać gdzieś w cieniu. Obserwować. Czekać aż się powybijają i wkroczyć dopiero na sam koniec.-Przekazywał informacje swojej "Legendzie", samemu krążąc po kwiaciarni i rozglądając się. Kto wie, może natknie się na coś, co da mu więcej możliwości? Nie specjalnie też odpowiadało mu towarzystwo towarzysza. Wiedział że jest mu potrzebny ale cała ta... współpraca, mu nie pasowała. Wolał działać sam. W każdym razie na razie musieli skonfrontować swoje poglądy na sytuację, dopiero potem będą mogli zacząć działać. Jakoś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3706-mikazuki#71569 http://ftpm.forumpolish.com/t3302-mikazuki#top http://ftpm.forumpolish.com/t3705-mikazuki#71568

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Torashiro Byakuton
Wiek : 19/ponad 400
Wzrost/waga : 176 cm/69.3 kg
Rodzaj magii : Energetyczna Kreacja
Staż w gildii : 5 lat (FT) | 8 miesięcy (VP) | FT od 27 marca x802
Liczba postów : 4892
Dołączył/a : 10/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Wto Paź 10 2017, 01:02

MG:

Laen:
Łucznik spojrzał na Laena zastanawiając się nad swoim pseudonimem. Wszak musiało być ono piękne - pasujące do niego samego.
-Hmm... może być Ilm-chan. - stwierdził, po czym przyjrzał się swojemu towarzyszowi -Choć może daruj sobie to chan. - zawyrokował, po czym wysłuchał słów Nightsky'a. -Cieszę się, że myślisz. Czekanie jest ryzykowne. Sojusze na cel najpewniej wybiorą pojedyncze Legendy wpierw. Lepiej więc takowy znaleźć wpierw. Tak więc chodźmy! - powiedział, po czym pociągnął za sobą maga prędkości. Szukali różnie, aż w końcu znaleźli się przed drzwiami do biblioteki, skąd dochodziły jakieś odgłosy. Ale za to, w międzyczasie znaleźli kilka informacji o kilku legendach:
1. Persil I - pierwszy król Ishvanu. Oceniał sprawiedliwie, zawsze koncentrował się na celu i znany był ze swojego opanowania.
2. Nicolas Nietzich - isenberdzki władca, który doprowadził do zmiany ustroju Państwa na juntę. Był wielkim miłośnikiem militariów i w do tego dążył nawet jako władca.
3. Vale'in'ra - ten mężczyzna jest do dziś uważany za twórcę Midi i jego pierwszego władcę. Po śmierci został najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, która będzie płonęła tak długo, jak istnieją zagrożenia dla kraju, który stworzył, by jego blask chronił Midi.
4. Lavanya - pierwsza Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
Jednak nim w ogóle udało im się dostać do biblioteki stało się coś... nieprzewidywalnego. Nagle z nienaturalną wręcz prędkością całe otoczenie zaczynał porastać mech, krzewy zaczynały rosnąć, a drzewa przebijać się przez beton i chodnik, zamieniając całą okolicę w busz, a ostatecznie - w gęstą puszczę. W tym samym momencie z tego, co kiedyś było biblioteką wybiegła dwójka osób - chłopak i stereotypowa wiedźma - kapelusz, szata, miotła w łapie i grupa lewitujących dookoła niej książek...

Rin:
Rin i jej legenda zdecydowanie się dobrze dobrały. Widząc, aprobatę dla tego planu, zaczęła ona inkantować zaklęcie, a pod jej stopami pojawił się jasnozielony krąg magiczny. Jednak po użyciu zaklęcia, czarodziejka gwiazd mogła odczuć, jak gwałtownie wzrasta energia jej Legendy, a krąg powiększa się znaczaco i lśni jeszcze bardziej. W krótkim czasie widziała, jak całą podłogę pokryła trawa, a na zewnątrz wyrastały z ogromną prędkością drzewa. Wkrótce promienie słoneczne miały problem z przedostaniem się na poziom ulicy, a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów wprzód.
-Nawet z Rozkazem kontrola całego lasu jest trudna. Ten las jednak pokrył znacznie większy obszar miasta. A ja mogą się weń wsłuchać i dzięki temu lokalizować przeciwników. Jednak zanim zapełnię go zwierzętami... muszę odpocząć. Przeszukajmy to miejsce w poszukiwaniu jakichś informacji... - zaproponowała wyraźnie zmęczona. -Zamiana w zwierzę to nie problem. Mogę cię przemienić w dowolne na długi okres czasu bez skutków ubocznych, jednak odmienić cię będę mogła tylko ja. Lub na krócej, ale samoczynnie się skończy. - powiedziała, po czym ruszyła szukać informacji. No i te poszukiwania były owocne. Znaleźli trochę informacji o pięciu Legendach:
1. Al'ma'hnab - Midijski generał, który dowodził siedmioletnim oblężeniem Erendel. Zasłynął jako bardzo dobry dowódca i wybitny strateg, choć nie podbił tej Minstrelskiej twierdzy.
2. Elnex - Przywódca klanu młota, gdy wygnano ten klan z Ishvanu. Osiedlił się na terytorium obecnego Seven. Był porywczy, ale dla swojej rodziny... opiekuńczy.
3. Gra'al'kham - Upadły król Midi, który za życia nie cenił sobie niczego ani nikogo. Wymordował większość członków własnej rodziny, by nikt mu się nie przeciwstawił ani nie odebrał mu władzy. Podobno niektórych rozpuścił w kwasie.
4. Persil I - Pierwszy król Ishvanu. Oceniał sprawiedliwie, zawsze koncentrował się na celu i znany był ze swojego opanowania.
5. Flora Pansy - dowódczyni Dergham. Podczas Konkordatu 3 Twierdz przedstawiała to miasto, tym samym przyczyniając się do powstania Bellum. Podobno jako dowódczyni była niezwykle wymagająca, obowiązkowa, ale jednocześnie, gotowa do poświęceń dla swoich ludzi.
Niestety, nie mogli za wiele szukać informacji o tym. Mimo tego, że las skutecznie utrudniał przemieszczanie się, nie znaczyło to, że nikt nie mógł ich wykryć.
-Rozumiem, że to ty jesteś odpowiedzialna za utworzenie tego lasu? - spytała kobieta, która stanęła w drzwiach budynku, do którego się schowali. Miała na plecach włócznię, a na sobie - zbroję. Patrzyła spokojnym, uważnym spojrzeniem na duet. Obok niego stał jakiś facet odziany na czarno, w okularach i z kapeluszem. Wyglądał podejrzanie.
-Zabij ją. Ten las przeszkadza wielu. - poinformował swoją towarzyszkę.
-Zajmij się więc czarodziejką. - odpowiedziała mu Legenda z włócznią, biorąc broń do ręki i szykując się do ofensywy.

Never i Grey:
-Hero... iczne? - spytał się nieznajomy zdziwiony tym słowem. -Po co bohaterskie czyny, gdy jest się władcą najwspanialszego królestwa na świecie? - spytał, a potem nastąpiła akcja z Grey. Ta niestety miała problem ze swoją Legendą, która najwyraźniej zbyt podjarana była faktem ujrzenia wróżki. Samej Grey to nie imponowało, wszak to ona, była wróżką, więc zanim ona przedstawiła swój plan, miała jeszcze szereg innych pytań. Koniec końców, rozmowa między Grey, a Neverem załatwiła sprawę. Zwłaszcza, gdy dziewczynka przypisana do Eminence wytłumaczyła zasadę, że "Wasal mojego wasala jest moim wasalem". W międzyczasie, udało jej się również znaleźć informację o kilku legendach:
1. Lambaduccio Giocci - Założyciel Morte Hickory, pierwszy i najlepszy w dziejach assassyn z Morte Hickory. Podobno był niezwykle cierpliwy i spokojny, nigdy nie odmówił zlecenia.
2. Orchid Yhra - Przedstawiciel Khalis podczas Konkordatu 3 Twierdz, na którym to oficjalnie założono Bellum. Był jednym z najlepszych wydobywców surowców w kopalniach swego rodzinnego miasta i kochał tę robotę.
3. Lenor - Pochodząca z klanu Niedźwiedzia kobieta-druid. Żyła na terenie współczesnego Ishvanu w okresie, gdy wygnano klan Młota. Słynęła z łagodnego temperamentu oraz zamiłowania do natury.
Po chwili jednak przez drzwi magazynu wjechał duet konno. Mężczyzna ubrany w potężną zbroję oraz za nim, ledwo trzymającym się w siodle chłopaku.
-Tak jak myślałem. Ktoś tu jest! - oznajmił pierwszy, potężny jeździec. -Przychodzę z ofertą sojuszu. Razem pokonamy naszych wrogów, a wtedy, zmierzymy się ze sobą! - oznajmił gromkim głosem.
-Grey-sama. - odezwała się cicho dziewczynka do wróżki -Obecnie jako jedyni posiadamy dwie Legendy. Zdobycie kolejnej da nam dodatkową przewagę. Startowaliśmy jako jedyni lub jedni z niewielu, więc nasz potencjał bojowy ma gwałtownie większy przyrost od reszty. Powinniśmy to wykorzystać. - mruknęła do Grey.

Północny Wiatr:
Pierwsze wrażenie nie było może najlepsze, jednak "lekarz" powiedział tylko:
-Taktaktak. - wyraźnie zadowolony z tego, że jego towarzysz wie, że razem spełnią marzenia. A potem, na kolejne pytanie odpowiedział -Możesz mówić na mnie per "panie doktorze", "panie dyrektorze" lub "panie ordynatorze". Jak ci wygodnie możesz też dodać moje nazwisko. Jestem wszak Zeg Kabrakan - dyrektor i ordynator placówki dla umysłowo chorych. A przynajmniej byłem, dopóki ci biedni szaleńcy mnie nie zabili. Tsk tsk. A chciałem im tylko pomóc. Hihihi. - zachichotał się podstępnie po czym wskazał na muzeum -Zdobądźmy wpierw informacje. Bo to miasto jest tak opuszczone, że nie ma kogo tu nawet na terapię wysłać... - westchnął wyraźnie zawiedziony. A w muzeum coś znaleźli, choć nie tak wiele, jak można się było tego spodziewać. Bowiem tylko o 4 coś znaleźli:
1. Nettle Areg - przez większość życia nie wyróżniał się niczym, by zapisać się na kartach historii... do momentu, gdy nie zaczął działać celem zmiany ustroju Bellum. Uznawany za twórcę obecnego ustroju tego kraju.
2. Lavanya - pierwsza Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
3. Gra'al'kham - upadły król Midi, który za życia nie cenił sobie niczego ani nikogo. Wymordował większość członków własnej rodziny, by nikt mu się nie przeciwstawił ani nie odebrał mu władzy. Podobno niektórych rozpuścił w kwasie.
4. Mustapuu - yalavarski bohater, który z pomocą Prastarych pokonał Lodowe Behemoty z północy. Słynął ze spokoju i przemyśleń.
Następnie zaś nie było niczego do roboty w tym muzeum, za to "pan dochtur" zaproponował znalezienie stołówki dla szpitala... jako bazy wypadowej to znaczy. Jedzenie ważna rzecz w końcu. Minęli jakiś billboard o studiu fotograficznym w pobliżu. acz dla Kabrakana ważniejsi byli jego przyszli "pacjenci".

Finn:
Legenda policjanta pokiwała głową na plan przedstawiony przez maga. Tak. Był on sensowny. Mapa z łatwością pokazała lokalizację kilku pobliskich wieżowców oraz sklepów. Nie pozostało więc nic innego jak tylko ruszyć i zacząć realizację planu. Ale przedtem:
-Dobry pomysł... - powiedział mężczyzna, po czym chwilę się zastanowił, by w końcu zaproponować -Philip Noon? Szermierz? Miecznik? Co sądzisz? - imię i nazwisko jak każde inne na poczekaniu wymyślone. Potem jednak (lub po zmianie przez Finna na inne przezwisko) - ruszyli. Znaleźli nawet po drodze całkiem sporo informacji o różnych Legendach:
1. Debth był władcą, o którym krążyły tylko legendy, jednak podobno był długowieczny. Podobno żył tak długo, że po pewnym czasie nikt go nie widział, nie wiedząc czy wciąż żyje czy nie. Był on również w posiadaniu wielu potężnych artefaktów.
2. Lavanya - pierwsza Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
3. Vale'in'ra - ten mężczyzna jest do dziś uważany za twórcę Midi i jego pierwszego władcę. Po śmierci został najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, która będzie płonęła tak długo, jak istnieją zagrożenia dla kraju, który stworzył, by jego blask chronił Midi.
4. Shaaya - był zaborczym, władczym mężczyzną, który wywołał rewolucję w Sin, nie mając zamiaru oddać władzy, doprowadzając tym samym do wojny domowej. Obecnie jest idolem sekty zamieszkującej odciętą od reszty wyspę.
5. Mustapuu - jest to Yalavarski bohater, który z pomocą Prastarych pokonał Lodowe Behemoty z północy. Słynął ze spokoju i przemyśleń.
Weszli do jednego ze sklepów, szukając pożywienia. Był to dobry wybór, bo miał odpowiednie towary na składzie. Ale wtedy Fin jak i jego Legenda dostrzegli coś niepasującego. Płaski, podłużny kawałek papieru z jakimś dziwnym znaczkiem. I w sekundę po tym, jak go dostrzegli, zabłysł jasnym światłem, a towarzysz Jerome'a pojawił się w mgnieniu oka przed nim. Dzięki temu Fin dostrzegł, jak dookoła miecznika znajduje się pole magiczne, najwyraźniej go unieruchamiające.
-Ukryj się. - powiedziała jeszcze jego Legenda, gdy jakiś pocisk przebił się przez frontalną ścianę i wywołał spory wybuch, odrzucając duet od wejścia. Magiczna powłoka wciąż znajdowała się dookoła ciała bohatera, utrudniając mu ruch. -Najpewniej kolejny atak będzie miał za zadanie zniszczyć cały budynek. Musimy stąd uciekać. - powiedział rozmówca policjanta, próbując wstać.

Will:
Mag nie przejął się za bardzo "występem" swojej Legendy, a jego powaga sprawiła, że nawet on widział, że nie natrafił na jakiegoś dzieciaka, który zaraz się przestraszy. Skinął głową z uznaniem, a słysząc pytanie zarumienił się i speszony spuścił wzrok drapiąc się po policzku:
-N-no więc... chciałbym nie popełnić tego durnego błędu i nigdy nie podbić wiosek Bosco i Fiore. - rzekł lekko zawstydzony swoim życzeniem, po czym się rozchmurzył, chcąc szybko oddalić precz jego życzenie w niepamięć jego towarzysza -Sojusz! Go planuję! Wojnę wygrywa się nie tylko armią... którą w naszym przypadku jest nasz duet, ale też sojusznikami. Czy to wojskowymi, czy dyplomatycznymi. To wpływa na ludzi i żołnierzy. Od szeregowego, aż po generałów! - rzekł, po czym gromko się roześmiał i rzekł -Chodź, najlepsze sojusze zawiera się, gdy mamy karty przetargowe. A obecnie... ich nie mamy. - stwierdził, po czym podniósł Willa, przełożył go sobie przez ramię, a następnie chyżo wyskoczył w przód. W trakcie lotu, zmaterializowany został koń, na którym on zasiadł, tym samym - galopem opuścili oni teatr. W międzyczasie zgarnął jeszcze jakąś karteczką, którą przekazał Willowi. Pewnie w normalnym teatrze byłoby to ogłoszenie o jakiejś sztuce, ale tu? Informacja o legendzie:
1. Fullern I Jedyny - jedyny Romerumski władca, który zmarł ze starości. Znany był jako dobry i miłosierny władca, stroniący od wojen, choć jako dowódca - jeden z niezrównanych.
Patatajali by tak pewnie przez miasto, gdyby nagle nie wyskoczył ze szpitala jakiś masywny osobnik, ubrudzony jakimś czarnym pyłem, potężnie umięśniony, blokując drogę wierzchowcowi Legendy Willa.

Władca Kasztanów:
Zachowanie Gonza sprawiło, że mężczyzna patrzył na niego lekko zdziwiony, następnie westchnął i powiedział:
-Blisko. Runy. Ale sens działania podobny. - musiał przyznać. Przyjrzał się uważnie więc chłopakowi, a następnie dodał -Poszukaj książek historycznych i mi je tu przynieś. Feniks będzie ci towarzyszył, jak spróbujesz wagarować, skończysz odrabiając po godzinach. - to powiedziawszy, wykonał delikatny obrót w nadgarstku prawą dłonią, a przed nią pojawiła się wpierw niewielka kula ognia, która następnie przybrała kształt jaja, a na końcu - ognistego ptaka. -No idź! - po czym nauczyciel wrócił do bazgrania. A ptak był upierdliwy. Może nie parzył, ale dziobał, gdyby Władca Kasztanów chciał się lenić. Co koniec końców skończyło się tak, że chcąc nie chcąc coś znalazł i czegoś się dowiedział. Ale czy zaniósł to jego Legendzie? To już od niego zależało. A co znalazł?
1. Lenor - była to pochodząca z klanu Niedźwiedzia kobieta-druid. Żyła na terenie współczesnego Ishvanu w okresie, gdy wygnano klan Młota. Słynęła z łagodnego temperamentu oraz zamiłowania do natury.
2. Bardżuruk I - był to legendarny założyciel dynastii Barżuruków - królewskiego rodu z terenów obecnej Stelli. Podobno był bardzo honorową osobą i mądrym władcą, którego osądy były jednak surowe. No i odkrył Bardżuruka Krwawego - kwiat rosnący tylko w miejscu, gdzie spadła krew.
3. Basile Subercaseux - była to postać, która doprowadziła do obalenia dynastii Bardżuruków w Stelli, a następnie rozpoczęła masowe palenie czarownic. Jednak wcześniej niczym specjalnym się nie wyróżniał, praktycznie, jakby trzymał się z dala od jakichkolwiek wydarzeń, aż do momentu, gdy dynastia Bardżuruków upadła...
4. Serpensis - jest to słynna pierwsza kobieta-faraon, żądna władzy. Jej okres panowania to okres wielu wojen, polowań na niewolników, przez co zyskała pośmiertnie przydomek "Krwawa".
5. Penelopa - była wiedźma z Bosco, która odkryła, że ich moc pochodzi z innego wymiaru. Była znana również jako mól książkowy.
6. Jasper - był to pierwszy car Yalavaru, który został ukoronowany na ten tytuł, gdy jego brat zginął godzony strzałą podczas polowania.
-Wrogowie są na ulicy od strony wejścia. Uważaj. Zajmę się nimi. - usłyszał komendę we własnej głowie od nauczyciela

Aran:
-Krótko. - lakonicznie odparł łucznik. Na kolejne pytanie też odpowiedział dość krótko -Jestem łucznikiem. Potrzebujemy znaleźć miejsce, gdzie najlepiej uda się nam wykorzystać mój atut. Miejsce z dobrym polem widokowym i łatwą możliwością przemieszczania się i zwiększania dystansu. Zamknięte pomieszczenia są dla mnie gorsze. - łatwo podsumował, choć widać było, że ciężko mu się do tego przyznać. W drodze na poszukiwania znaleźli jeszcze kilka informacji o dwóch legendach:
1. Mustapuu - yalavarski bohater, który z pomocą Prastarych pokonał Lodowe Behemoty z północy. Słynął ze spokoju i przemyśleń.
2. Ereinion - mintrelski generał, który dowodził obroną Erendel podczas jego siedmioletniego oblężenia. Jego cierpliwość i plany pozwoliły mu obronić miasto, a także zabić wrogiego dowódcę - Al'ma'hnaba, co było początkiem kontraataku Minstrelu i ostatecznie - wygrania w 2 Wojny Minstrelsko-Midijskiej.
Idąc tak, znaleźli budynek szkoły.
-Może być. - stwierdził łucznik - Duży budynek, łatwo się schować, a wewnątrz - przestronny - podsumował.
-Oraz zajęty. - odezwał się nieznajomy głos za plecami dwójki.

Samael:
Kobieta widząc, że ten się pokłonił lekko się uśmiechnęła. Chyba ukontentował ją fakt, że mężczyzna zna swoje miejsce w hierarchii. Spojrzała jednak na niego zdziwiona, gdy zdał swoje pytanie:
-To oczywiste. Duża. Przestronna. Słoneczna. Elegancko wyposażona, górująca nad otoczeniem, skąd widać całe moje królestwo. - wyjaśniła oczywistość, po czym, widząc, że Sam jeszcze nic nie zrobił warknęła -Na co czekasz?! Idź! - po czym sama wstała. Chyba sama chciała poszukać, przy okazji i powiedziała:
-Spotkajmy się tu za godzinę. Jeżeli nie znajdziesz niczego mnie godnego... uznajmy, że biczowanie to najmilsze co cię spotka. - zawyrokowała, po czym zniknęła. Nie pozostało więc nic, tylko ruszyć i szukać rzeczy. Poza informacjami o dwóch Legendach, nie znalazł jednak nic, czego jego Legenda mogłaby być "godna". Wiedział natomiast, że:
1. Debth był władcą, o którym krążyły tylko legendy, jednak podobno był długowieczny. Podobno żył tak długo, że po pewnym czasie nikt go nie widział, nie wiedząc czy wciąż żyje czy nie. Był on również w posiadaniu wielu potężnych artefaktów.
2. Ariel II był władcą, który przy pomocy swoich 300 wojowników podbił północ Ishvanu. Do historii, poza tym osiągnięciem, przeszedł jego honor, zamiłowanie do walk i wyzwań.
Nic więcej jednak nie znalazł, bo cały teren zaczął się zmieniać. Między płytami chodnikowymi zaczynały kwitnąć kwiaty, rośliny, krzewy, a ostatecznie - drzewa. Zaczynały one wyrastać nawet z bloków, aż w końcu całość wyglądała jak zarośnięte, porzucone miasto. I w tym wszystkim Samael poczuł się gorzej, zaczynało kręcić mu się w głowie i ogólnie miał problem z koncentracją.
-Proszę proszę. Samael Hiro. Mistrz Fairy Tail. Twoja głowa dla Greedersów to spora ilość punktów. - powiedział mężczyzna w kapturze zasłaniającym mu całą twarz, który wyszedł zza... dawnego bloku. Bo teraz to była porośnięta bluszczem ściana. W ręku miał wygięty, ząbkowany miecz i raczej nie miał dobrych zamiarów.

Amney:
Problem z komunikacją zdecydowanie nie umknął uwadze Legendy. Ta jednak skinęła głową na pierwsze stwierdzenie, a widząc następne pytanie pokiwała głową i cicho odpowiedział:
-Prędzej na sojusznika. Wojna wymaga sojuszy, paktów, które szybko się rozpadają. Zawierając je mądrze - przejdziemy dalej bez problemu. Przeszukam to miejsce, znajdę może nam jakiegoś ochotnika i wrócę. W międzyczasie przeszukaj okoliczne budynki. Może jakieś przydatne informacje znajdziesz. - powiedział, po czym ruszył w stronę jednej z ulic. Jednak po chwili, jakby zupełnie zniknął, choć tak naprawdę nie zrobił nic nadzwyczajnego... a może o to właśnie chodziło? Tak czy inaczej, gdy on zniknął, Amney nie pozostało nic innego do zrobienia, jak zabranie się za coś. Więc szukała. Po pewnym czasie stało się jednak coś, co zaskoczyło ją. Zaczęły rosnąć drzewa. Roślinność przebijała się przez beton, chodnik, pokrywając cały budynek... nie ulicę... nie! Dzielnicę! Albo i więcej. Szybko jednak znalazł się też jej towarzysz. Również z dodatkowymi informacjami:
-Zaczęli działać. - zauważył, po czym podzielił się znalezionymi przez siebie informacjami o innych legendach:
1. Lavanyi -  pierwszej Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
2. Agnis Midnight - Jedyna wiedźma, która była żoną seveńskiego króla, która w historii zasłynęła tak naprawdę tylko tym faktem. Poza tym bowiem rzadko kiedy była widywana przy innych okazjach.
3. Al'ma'hnab - midijski generał, który dowodził siedmioletnim oblężeniem Erendel. Zasłynął jako bardzo dobry dowódca i wybitny strateg, choć nie podbił tej Minstrelskiej twierdzy.
4. Mustapuu - yalavarski bohater, który z pomocą Prastarych pokonał Lodowe Behemoty z północy. Słynął ze spokoju i przemyśleń.
5. Nettle Areg - przez większość życia nie wyróżniał się niczym, by zapisać się na kartach historii... do momentu, gdy nie zaczął działać celem zmiany ustroju Bellum. Uznawany za twórcę obecnego ustroju tego kraju.
6. Persil I -  pierwszy królem Ishvanu. Oceniał sprawiedliwie, zawsze koncentrował się na celu i znany był ze swojego opanowania.
-Dodatkowo udało mi się zlokalizować osobę, która też chce zawrzeć sojusz. W tym gąszczu zapewne jeszcze bardziej. Nie ujawniałem się im, jednak są w pobliżu. Co sądzisz? - poinformował, widząc że nic jej nie grozi.

Terrenco:
Wiedźma lekko się speszyła, gdy ten ucałował jej dłoń i odpowiedziała:
-D-dobrze... - po czym pstryknęła w dłonie i zestaw ksiąg wylądował w rękach czarodzieja teleportacji. -Przeszukaj te, a ja zajmę się innymi. - powiedziała rozradowana, po czym usiadła przy jakimś stoliku i rozpoczęła wertowanie książek. A to szło jej niezwykle szybko i z tego co widział - sprawiało jej ogromną radość. I znaleźli za to sporo, naprawdę sporo informacji o wielu legendach:
1. Friederica - pierwsza kobieta z rodu Nietzich, która doszła do władzy w Isenbergu. Słynęła jako wspaniała oratorka, ale też... manipulantka.
2. Gra'al'kham - upadły król Midi, który za życia nie cenił sobie niczego ani nikogo. Wymordował większość członków własnej rodziny, by nikt mu się nie przeciwstawił ani nie odebrał mu władzy. Podobno niektórych rozpuścił w kwasie.
3. Nicolas Nietzich - isenberdzki władca, który doprowadził do zmiany ustroju Państwa na juntę. Był wielkim miłośnikiem militariów i w do tego dążył nawet jako władca.
4. Shaaya - zaborczy, władczy mężczyzną, który wywołał rewolucję w Sin, nie mając zamiaru oddać władzy, doprowadzając tym samym do wojny domowej. Obecnie jest idolem sekty zamieszkującej odciętą od reszty wyspę.
5. Elnex - przywódca klanu młota, gdy wygnano go z Ishvanu. Osiedlił się na terytorium obecnego Seven. Był porywczy, ale dla swojej rodziny... opiekuńczy.
6. Andrzej Kekliński - neverbeeński naukowiec, który poza wydaniem książki pełnej dowcipów, dzięki swoim badaniom stworzył różową odmianę puchatej owcy neverbeeńskiej. Nawet był jego portret - przy kości mężczyzna z sympatycznym wyrazem twarzy.
7. Pietiagoras - jeden z faraonów Dessertio, cechował się gwałtownością i porywczością. Ale był też jedyną osobą, która potrafiła za życie powstrzymać okrutność swojej własnej córki - Serpensis, krwawej kobiety-faraon..
8. Orchid Yhra - przedstawiciel Khalis podczas Konkordatu 3 Twierdz, na którym to oficjalnie założono Bellum. Był jednym z najlepszych wydobywców surowców w kopalniach swego rodzinnego miasta i kochał tę robotę.
9. Perwoll - mędrzec klanu Ognia, był tym, który oponował za wygnaniem klanu Młota. Poza tym, niewiele o nim wiadomo...
Pewnie znaleźliby znacznie więcej informacji, gdyby nie to... że nagle wszystko zaczęło się trząść, miejsce stało się ogromnie niestabilnie, a wkrótce, wewnątrz biblioteki, z nienaturalną szybkością zaczął rosnąć las, przewracając regały i niszcząc ten przybytek wiedzy i kultury. Ten akt wandalizmu bolał wiedźmę. Było to widoczne w jej twarzy, ale w końcu złapała za rękę Terrenco i wybiegła z budynku, wyraźnie zdenerwowana. A przed nim znajdowała się dwójka osób - przystojny, blondyn o jasnych, niebieskich oczach, z łukiem w ręku oraz jego towarzysz - współcześnie ubrany chłopak.

Eris:
Istota spojrzała na postawę Eris i powiedziała:
-Ciężar ciała pośśśśśśśrodku. Będziesssssssz wtedy sssssssstabilniejsssssza... - poinstruował osobnik, a następnie się skrzywił. -Nie. Jesssstem z klanu Anguisssss. - wyjaśnił kwestię tego czym jest, po czym ruszyli razem znaleźć drzwi. Z tym na szczęście - problemu nie było. Z piwnicy dostali się na klatkę, skąd mogli udać się do mieszkań na górze lub na plac między blokowiskami, z tego co widziała. Jej towarzysz zdecydował się przeszukać mieszkania, gdy Eris mogła się namyślić lub mu pomóc. Znaleźli w nich natomiast książki traktujące o czwórce historycznych postaci:
1. Lavanyi, pierwszej Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
2. Persilu I, który był pierwszym królem Ishvanu. Oceniał sprawiedliwie, zawsze koncentrował się na celu i znany był ze swojego opanowania.
3. Arielu II, który przy pomocy swoich 300 wojowników podbił północ Ishvanu. Do historii, poza tym osiągnięciem, przeszedł jego honor, zamiłowanie do walk i wyzwań.
4. Rolandzie Matello, mężczyźnie, za sprawą którego zjednoczone zostało Bosco. To było jego celem, poprzez walkę, charyzmę i motywację osiągnął swój cel.
I gdy tak sobie wesoło przeszukiwali, wtedy usłyszeli czyjś głos.
-Och, jakże pięknie wyglądasz Pani. Nie zechciałabyś może zostać moją muzą i zbawić świat swą urodą? - odezwał się melodyczny, miły dla ucha, męski głos. -Ja i mój człowieczy towarzysz proponujemy wam pomoc. Razem pokonajmy resztę i stwórzmy dzieło, które przebije mój doczesny dorobek swym pięknem! Co ty na to przecudna? - głos mówił zdecydowanie podnieśle, Anguis wyjął błyskawicznie swoje bronie i rozejrzał się, próbując zlokalizować źródło głosu.
-Gdzieśśśśś ty? - zasyczał.
-Głupstwem byłoby pokazać się komuś tak... nieprzystosowanemu do cudów malarstwa, gdy ten wymachuje swym orężem! - odpowiedział głos, a dokładniej jego właściciel (wciąż tu niewidoczny).

Eisaku:
Jegomość, z którym Eisaku obecnie przebywał nadal wesoło konsumował sobie jedzonko, po czym widząc wolę i wiedzę swojego towarzysza lekko pochmurniał:
-Nie ma niczego złego, czego by dobry posiłek nie naprawił, haha! - zażartował, przy czym wesoło poklepał się po brzuchu próbując rozluźnić atmosferę, po czym dodał -Nie możemy zwlekać, jednak nie znaczy to, że musimy się ruszać! - to powiedziawszy zaklaskał w ręce, a w pomieszczeniu zaczęły pojawiać się przeróżne istoty - koty, psy, gołębie, wróble, wszystko to, co mogło się znaleźć w mieście, a następnie wyleciały z jadłodajni. -Pozbierajmy informacje, delektując się tą ucztą! - oznajmił wesoło, zabierając się za kurczaka. W międzyczasie zwierzęta przybywały i odbywały, tym samym udzielając duetowi informacji. A te dotyczyły np. kilku Legend!
1. Ariel II - władca, który przy pomocy swoich 300 wojowników podbił północ Ishvanu. Do historii, poza tym osiągnięciem, przeszedł jego honor, zamiłowanie do walk i wyzwań.
2. Gra'al'kham - upadły król Midi, który za życia nie cenił sobie niczego ani nikogo. Wymordował większość członków własnej rodziny, by nikt mu się nie przeciwstawił ani nie odebrał mu władzy. Podobno niektórych rozpuścił w kwasie.
3. Agnis Midnight - jedyna wiedźma, która była żoną Seveńskiego króla, która w historii zasłynęła tak naprawdę tylko tym faktem. Poza tym bowiem rzadko kiedy była widywana przy innych okazjach.
4. Nicolas Nietzich - isenberdzki władca, który doprowadził do zmiany ustroju Państwa na juntę. Był wielkim miłośnikiem militariów i w do tego dążył nawet jako władca.
5. Elnex - przywódca klanu młota, gdy wygnano go z Ishvanu. Osiedlił się na terytorium obecnego Seven. Był porywczy, ale dla swojej rodziny... opiekuńczy.
Do tego zwierzęta przekazały im informację o pewnym duecie - chłopaku ubranym na ciemno oraz mężczyźnie w zbroi. Jakby tego było mało, cały krajobraz zaczął się zmieniać. Drzewa, krzewy, trawa. To wszystko zaczęło nagle porastać - ulice, budynki, znaki. Wkrótce jadłodajnia z trudem była rozpoznawalna jako jadłodajnia. Prędzej jak jakaś polana z rozłożonymi stolikami.

Roe:
Mężczyzna warknął, słysząc słowa czarodziejki.
-Czyli... tfu - splunął na bok -Wiedźma. Takie suki jak ty powinny zostać spalone dawno temu. - warknął wyraźnie niezadowolony. Westchnął -Jeśli jednak mnie nie zawiedziesz, pomyślę nad tym, by ciebie oszczędzić. - po czym wstał -Zacznijmy od przeszukania tego miejsca. A nóż jakieś informacje się znajdą, wtedy może ten rozkaz na coś by się przydał... - mruknął sam do siebie, po czym... ruszyli. Niestety, ale znaleźli informacje tylko o dwóch postaciach:
1. Władcy imieniem Debth - krążyły o nim tylko legendy, jednak podobno był długowieczny. Podobno żył tak długo, że po pewnym czasie nikt go nie widział, nie wiedząc czy wciąż żyje czy nie. Był on również w posiadaniu wielu potężnych artefaktów.
2. Vale'in'rze - ten oto mężczyzna jest do dziś uważany za twórcę Midi i jego pierwszego władcę. Po śmierci został najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, która będzie płonęła tak długo, jak istnieją zagrożenia dla kraju, który stworzył, by jego blask chronił Midi.
Może mogliby znaleźć więcej, ale nagle... wszystko zaczęło się trząść, aż w środku więzienia i w najbliższej okolicy zaczęły rosnąć drzewa, krzewy, aż w końcu znaleźli się oni w gęstym lesie. Słońce z trudem docierało tu przez zarośnięte korony drzew. Mężczyzna znowu splunął:
-Dlatego gardzę wiedźmami.
-Przyznam, że to dość ciekawe zagranie. - odezwał się nowy głos. Był to spokojny, męski ton. Jego źródłem był odziany w ciepłe szaty mężczyzna, który stał przy wejściu do więzienia, a przynajmniej to się tam kiedyś znajdowało. Szybkorosnący las bowiem całkiem skutecznie przemodelował całą okolicę. -Ja i mój współczesny towarzysz proponujemy sojusz. W normalnych warunkach walka jeden na jednego mogłaby być sensowna, jednak obecnie jedna z Legend musiała dostosować sporą część, jak nie większość miasta pod swoje dyktando, co automatycznie stawia nas w niekorzystnym świetle.
-C-chcielibyśmy połączyć razem siły. Dzięki temu stworzymy grupę, która z pewnością przetrwa do dalszych etapów zmagań. - powiedział mężczyzna, który wyszedł zza pierwszego nieznajomego. Ubrany był w koszulę, na nosie miał kwadratowe okulary i na początku zachwiał się w wypowiedzi.
-Oh? - odezwał się towarzysz Roe. -Mam zaufać komuś, kogo pierwszy raz widzę na oczy?
-Nie. Nazywam się Mustapuu i jestem Legendą przypisaną do Archibalda. Nasze ścieżki rozejdą się, gdy sojusz przestanie być potrzebny. Do tego jednak czasu proponuję zgromadzić siłę, która sprawi, że przetrwamy dalej. - powiedział mężczyzna.
-Co ty na to? - odezwał się Archibald, spoglądając na Roe.

Master of Speed:
Mężczyzna skinął głową:
-W takim razie będę ci mówił Master. - krótko podsumował, po czym przedstawił swój plan -Potrzebujemy albo silnego sojuszu, albo dobrej kryjówki i możliwości zbierania informacji. Odradzałbym jednak czekanie. Bez sojuszu, staniemy się dla takowego łatwym celem. Stąd lepiej zacząć działać i samemu zaproponować sojusz lub takowy znaleźć. Sprawdźmy jeszcze to miejsce w poszukiwaniu informacji o innych legendach. - po czym ruszył przeszukać to miejsce. Ekko mógł mu pomóc (lub nie), ale to by zmieniło tylko fakt, że znaleźliby te informacje szybciej... lub wolniej. Bo coś znaleźli. Informację aż o 4 historycznych postaciach:
1. Andrzeju Keklińskim - neverbeeńskim naukowcu, który poza wydaniem książki pełnej żarcików, dzięki swoim badaniom stworzył różową odmianę puchatej owcy neverbeeńskiej. Nawet był jego portret - przy kości mężczyzna z sympatycznym wyrazem twarzy.
2. Lenor - pochodząca z klanu Niedźwiedzia kobieta-druid. Żyła na terenie współczesnego Ishvanu w okresie, gdy wygnano klan Młota. Słynęła z łagodnego temperamentu oraz zamiłowania do natury.
3. Neeli - Minae wody, która oddała życie, aby zneutralizować krwawe moce Shaayi oraz oczyścić resztę wojowników z jego wpływu. Podobno była bardzo pozytywną postacią w legendach Sin, bardzo miłą, radosną, lekko szaloną postacią żeńską.
4. Arnold Farello - znany Boscański dowódca, słynący z niekonwencjonalnych metod walk, ale też... nierozgarnięcia. Swego czasu podbił przypadkiem kilka wiosek Fiore oraz Bosco, bo nie zauważył, że powrócił już do swego kraju.
Mieli szukać sojuszu, jednak to sojusz, a raczej wróg, znalazł ich. Podczas pracy, przez uchylone okno wleciał lekki pojemnik, który następnie wypuścił sferę gęstego dymu. Mężczyzna, z którym był tu Ekko od razu go zasłonił, nakazujac mu zakryć twarz, jednak wtedy dostrzegli coś gorszego. Cokolwiek miało kontakt z owym dymem, zdawało się syczeć i rozpuszczać.
-Wycofajmy się, Master. - poinformował towarzysz czarodzieja i razem udali się do wyjścia. Zresztą, było to dość słuszne, bo w końcu takie "granaty dymno-kwasowe" wpadały przez coraz większą ilość okien, aż w końcu, gdy opuścili budynek, większość jego wnętrza pewnie już się rozpuściła. Nie minie pewnie wiele czasu nim również i ściany puszczą, niszcząc ten budynek. Przed nimi stał mężczyzna. Uśmiechał się chytrze, choć sam nie wyglądał imponująco. Był ubrany w T-shirt, jeansy oraz tenisówki. Stanął w pozycji bojowej i wykonał kilka ciosów pięściami w powietrze, za każdym razem wypuszczając z nich kilka kul ognia. Jednak towarzysz Ekko nie czekał, stanął szybko przed nim i kilkoma prostymi cięciami zablokował atak. Master zaś musiał też działać, gdyż nagle z zaskoczenia zaatakował go jakiś mężczyzna. Odziany był w zbroję, na to narzucony skórzany płaszcz. Wyszedł od pchnięcia mieczem, czego uniknął tylko dzięki swej szybkości, jednak nawet wtedy część jego ubrania została rozcięta... i rozpuszczona? Jego przeciwnik natomiast nie zwlekał, płynnie przeszedł z wypadu do cięcia, zmuszając Mastera do odskoku w tył, jeśli nie chciał zostać przecięty... rozpuszczony... albo oba na raz. Zaraz po tym bardzo płynnie przeszedł do ataku na towarzysza Ekko, choć jego miecznik skutecznie zablokował atak, tak gość w T-shircie ponownie posłał w jego kierunku kilka kul ognia, a tajemniczy napastnik z mieczem i kwasem zajmował go dość skutecznie walką...

Ezra al Sorna:
Ezra naturalnie rozpoznał demoniczną energię w Ryudogonie. Jednak, gdy tylko spróbował wysłać przekaz... coś go zablokowało. Czuł, że jego myśl zwyczajnie nie dotrze do demonicznego księcia. I miał wrażenie, że wówczas organizator spojrzał w jego stronę, nie przerywając swojego przemówienia. Może to był tylko przypadek, bo nawet się nie zawahał przedstawiając zasady. Następnie zaś znalazł się przed wybraną dla niego osobą i zaczął mówić. Ta nie przejęła się jego ironią, ale na wspomnienie o byciu porucznikiem zdawało się, że lekko jej zaimponował.
-No... skoro byłeś porucznikiem w mojej armii. Może to coś znaczy. Usunęli cię z niej bo zostałeś kadłubkiem? - spytała beznamiętnie, po czym odwróciła się kierując się bardziej w stronę centrum boiska -I pamiętaj jedno. Czasami warto na wojnie dać tytuł i pozycję osobnikowi z plebsu i wysłać go na front, gdzie zainspiruje innych, gorzej urodzonych. Czy przeżyje czy nie, nie ma znaczenia. Stanie się symbolem, za którym podążą głupsi, których musimy prowadzić. Czy dostałeś ten tytuł by być symbolem dla maluczkich czy za faktyczne zasługi pokażesz mi już wkrótce. - mruknęła. Następnie zaś to Ezra przejął prowadzenie i ruszył do przodu. Kobieta się nie śpieszyła, jednak bez problemu udała się za nim. Rozejrzeli się po mieście i dostrzegli coś... dziwnego. W oddali widzieli, jak znacząca część miasta zarasta, sprawiając, że budynki niknęły, chowając się pod gęstym lasem, który wciąż się rozrastał. -Ktoś tu najwyraźniej nie zwlekał z czekaniem i zaczął działać. Przeszukajmy stadion, może znajdziemy cokolwiek. - po czym przeszła do działania. W duecie (bądź solo), znaleźli kilka informacji:
1. Ilmion - był znanym łucznikiem z Minstrelu, żyjącym w okresie ustanowienia władzy siedmioklanowej. Był podobno najwybitniejszym strzelcem tamtych czasów, choć podobno czasami był zbyt skupiony na własnej osobie...
2. Penelopa - wiedźma z Bosco, która odkryła, że ich moc pochodzi z innego wymiaru. Była znana również jako mól książkowy.
3. Basile Subercaseux - postać, która doprowadziła do obalenia dynastii Bardżuruków w Stelli, a następnie rozpoczęła masowe palenie czarownic. Jednak wcześniej niczym specjalnym się nie wyróżniał, praktycznie, jakby trzymał się z dala od jakichkolwiek wydarzeń, aż do momentu, gdy dynastia Bardżuruków upadła...
Mogliby szukać dalej, ale wtedy odezwał się kobiecy głos. Nowoprzybyła odziana była w szaty wykonane z drogiego materiału, jednak bez przesadnej ozdoby - skromnie, acz elegancko.
-Och. To zaszczyt. - towarzyszka Ezry widziała nieznajomą chyba wcześniej, bo patrzyła na nią ostro, ta jednak szybko pokłoniła się głęboko -Nie jestem godna stawać przed tak wspaniałą królową. - kontynuowała.
-Pacz i się ucz. - powiedziała kobieta, która została przydzielona Ezrze.
-Pewnie jesteś w pełni świadoma sytuacji, jaka tu istnieje. Ja i moja towarzyszka, który w obawie przed twoją chwałą boi się pokazać chcemy zaoferować ci swoje usługi, byś mogła spełnić swe pewnie najwspanialsze z marzeń.
-Powstań moja droga i powiedz mi, kim jesteś. - powiedziała, przyjmując pod swą komendę nieznajomą, nawet nie pytając się Ezry o zdanie.
-Nazywam się Friederica, pochodzę z rodu Nietzich. Wiele lat po twoim panowaniu ja zostałam królową Isenbergu, jednak nie mam się co liczyć z legendarną Xin Qi. Jest to niemożliwe w obliczu twych dokonań. - przedstawiła się, wstając spokojnie, a następnie pokornie spytała -Czy wezwać przed twe oblicze Yhwaine?
-Możesz. - udzieliła zgody, a kobieta ruszyła szybko w swoją stronę. Gdy zniknęła, Xin, w znacznie lepszym humorze powiedziała -No widzisz? To jest szacunek, który się uzyskuje przez całe życie i zostaje przez pokolenia. I nie da się go tak pominąć jak ty to próbujesz robić. Zyskaliśmy jednego sojusznika. Znajdźmy kolejnych, a wygramy tę bitwę z łatwością.

Hotaru:
Hotaru się przedstawiła, na co jej Legenda skinęła głową. Ten duet nie potrzebował za dużo rozmów. Działał od razu. Szukając sojusznika udało im się także znaleźć informację o kilku innych Legendach. A dokładniej to o:
1. Agnis Midnight - jedynej wiedźmie, która była żoną Seveńskiego króla. W historii zasłynęła tak naprawdę tylko tym faktem. Poza tym bowiem rzadko kiedy była widywana przy innych okazjach.
2. Debthcie - Władcy, o którym krążyły tylko legendy, jednak podobno był długowieczny. Podobno żył tak długo, że po pewnym czasie nikt go nie widział, nie wiedząc czy wciąż żyje czy nie. Był on również w posiadaniu wielu potężnych artefaktów.
3. Rolandzie Matello - mężczyźnie, za sprawą którego zjednoczone zostało Bosco. To było jego celem, poprzez walkę, charyzmę i motywację osiągnął swój cel.
Jednak poszukiwanie sojuszników ma też inną wadę. Nie wszyscy są bowiem tak pokojowo nastawieni do nich. Usłyszeli bowiem donośny krzyk, a mężczyzna, który towarzyszył Gordwig powiedział szybko:
-Odsuń się! - po czym zasłonił ją swoim metalowym ramieniem przed atakiem halabardą. Przyłożył szybko dłoń do przeciwnika i potężny podmuch posłał go kilkanaście metrów w tył. Wróżka mogła mu się przyjrzeć. Był to rosły mężczyzna w pełnej, płytowej zbroi, tylko bez hełmu. Głowę miał ostrzyżoną po wojskowemu, a na surowej twarzy zero zarostu. W ręku dzierżył potężną halabardę, będąc zdziwionym, że udało się ją tak zablokować. Zaszarżował ponownie, jednak wtedy cała ziemia się zatrzęsła, a dookoła nich zaczęły wyrastać drzewa. Przeciwnik jednak tym się nie przejął, przecinając dąb, który wyrósł mu na drodze. Wobec takiej motywacji, także i towarzysz Hotaru nie mógł zwlekać, ludzką rękę wystawił do przodu tworząc kilkanaście energetycznych barier, tym samym spowalniając napastnika, ten jednak przez każdą z nich się przebijał, jednak to, czego nie dostrzegł to fakt, że zniszczone bariery zmieniały się... w łańcuchy, które w jednej chwili spętały kompletnie mężczyznę tuż przed zadaniem jej Legendzie uderzenia. Ziemia wciąż drżała, drzewa i roślinność porastały coraz większy teren. -Uważaj, gdzieś tu może być jego współczesny towarzysz. - poinformował Gordwig, biorąc zamach swoją metalową ręką i uderzając halabardnika w napierśnik. Powstało porządne wgniecenie, a sam mężczyzna przeleciał tym razem kilkadziesiąt metrów, przebijając się przez rosnące drzewa. Normalnie żaden człowiek by tego nie przeżył, ale to nie był człowiek. To była Legenda.
-Jak śmiesz?! - ryknął, wstając, po czym jego ciało zalśniło lekkim światłem.
-Zdaje się, że nie zrobimy z niego naszego sojusznika. W formie, w jakiej zostałem przywołany, moja magia nie będzie tak efektywna. Przeprawa może być ciężka, czy mimo to mam z nim walczyć? - zapytał różowowłosej. Wszak mieli współpracować, więc wolał znać jej zdanie.

Ryudogon:
Kobieta nie wyglądała na zadowoloną, że musi tu zostać. Zamiast tego zaczęła przeszukiwać inne miejsca, jak korytarze czy pomieszczenia gospodarcze. Ryu natomiast w poszukiwaniu lokowania produktu czegokolwiek przydatnego też znalazł jakieś notatki. Dodatkowo dalsze szukanie dało się podsumować tym, że znaleźli informacje o sporej liczbie legend:
1. Lavanya - pierwsza Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
2. Persil I - pierwszy król Ishvanu. Oceniał sprawiedliwie, zawsze koncentrował się na celu i znany był ze swojego opanowania.
2. Nicolas Nietzich - isenberdzki władca, który doprowadził do zmiany ustroju Państwa na juntę. Był wielkim miłośnikiem militariów i w do tego dążył nawet jako władca.
3. Flora Pansy - dowódczyni Dergham. Podczas Konkordatu 3 Twierdz przedstawiała to miasto, tym samym przyczyniając się do powstania Bellum. Podobno jako dowódczyni była niezwykle wymagająca, obowiązkowa, ale jednocześnie, gotowa do poświęceń dla swoich ludzi.
4. Vale'in'ra - mężczyzna, który do dziś jest uważany za twórcę Midi i jego pierwszego władcę. Po śmierci został najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, która będzie płonęła tak długo, jak istnieją zagrożenia dla kraju, który stworzył, by jego blask chronił Midi.
5. Debth - władca, o którym krążyły tylko legendy, jednak podobno był długowieczny. Podobno żył tak długo, że po pewnym czasie nikt go nie widział, nie wiedząc czy wciąż żyje czy nie. Był on również w posiadaniu wielu potężnych artefaktów.
6. Fullern I Jedyny - Romerumski władca, który jako jedyny zmarł ze starości. Znany był jako dobry i miłosierny władca, stroniący od wojen, choć jako dowódca - jeden z niezrównanych.
W międzyczasie naturalnie rozmawiali, więc kobieta mogła wyrazić swoją opinię o kilku kwestiach:
-Czekając w miejscu prędzej czy później nas znajdą. Jeśli powstanie grupa kilku Legend - będą oni likwidować wpierw pojedyncze cele, które są łatwiejsze niż inna grupa. Jeśli my znajdziemy takiego sojusznika - to my będziemy taką grupą, mogącą dyktować warunki. - stwierdziła, ale za to Ryu odnalazł latarkę, zestaw narzędzi prawdziwego inżyniera, WD40 oraz taśmę klejącą. Teraz nic mu już nie było straszne. Nawet jakiś opancerzony wojownik z kotem na rękach idący właśnie po ulicy przed burdelem.

Mikazuki:
Mag cienia i Legenda, która została mu przypisana nie należeli z pewnością do duetu, który w pełni się z sobą zgadzał. Jednak nie znaczyło to, że ich współpraca od samego początku miałaby być skazana na porażkę lub - ciągnąć ich w dół.
-Większość osób założy pewnie sojusze. Pojedyncze, niezrzeszone Legendy padną ofiarą grup kilku większych. Wtedy nawet moje zdolności obronne nie będą starczyły. Wystarczą one jednak do obrony przed nożem w plecy. Wystarczy nie dać się zajść. Koniec końców, albo oni, albo my. - zasugerował, po czym pomógł magowi szukać. Kwiaciarnia była połączona z piwnicami do bloku, na parterze którego się znajdowała. Co pozwoliło im zyskać sporą wiedzę o innych, najpewniej przyzwanych tu bohaterach:
1. Rose Poe - twórca pierwszych talizmanów w Bellum. Uważany za trochę szalonego, jednak mimo to, był on cenionym i lubianym naukowcem.
2. Lavanya - pierwsza Minae Wody, która założyła główną świątynię wody tego ludu Sin. Mówiło się, że była ona cichą, spokojną Minae, która bardzo kochała swój lud.
3. Hn'rse'al - pierwszy absolutny władca Midi. Słynął z okrutności, pychy oraz braku litości.
4. Friederica - pierwsza kobieta z rodu Nietzich, która doszła do władzy w Isenbergu. Słynęła jako wspaniała oratorka, ale też... manipulantka.
5. Nettle Areg - osoba, która przez większość życia nie wyróżniała się niczym, by zapisać się na kartach historii... do momentu, gdy nie zaczął działać celem zmiany ustroju Bellum. Uznawany za twórcę obecnego ustroju tego kraju.
6. Shaaya - zaborczy, władczy mężczyzną, który wywołał rewolucję w Sin, nie mając zamiaru oddać władzy, doprowadzając tym samym do wojny domowej. Obecnie jest idolem sekty zamieszkującej odciętą od reszty wyspę.
Spędzili trochę czasu na przeszukaniu, ale znaleźli za to sporo informacji. A te, były jak zawsze - przydatne. Nawet, jak na pierwszy rzut oka - niekoniecznie. No i jak wcześniej miasto zdawało się być całkiem ciche i puste, tak zaczynały pojawiać się w nim różne zwierzęta - bezpańskie koty, ptaki, wolnobiegające psy itp. Co najpewniej miało związek z tym, że gwałtownie zaczęły rosnąć drzewa, budynki porastać mchem, a z podłóg wyrastać krzewy. Wkrótce znaleźli się w czymś co przypominało las, który wyrósł na opuszczonym ludzkim mieście...

Ryukehoshi:
Ten duet też bardzo szybko się dogodał, szybko też znalazł informacje o:
1. Arnoldzie Farello - znanym Boscańskim dowódcy, słynącym z niekonwencjonalnych metod walk, ale też... nierozgarnięcia. Swego czasu podbił przypadkiem kilka wiosek Fiore oraz Bosco, bo nie zauważył, że powrócił już do swego kraju.
Szybko też napotkali naprzeciwko siebie drugi duet. Mężczyzna odziany w lekką, zbroję, acz z solidnymi, metalowymi wstawkami oraz łukiem w rękach. Wraz z nim była kobieta, wyglądająca trochę na niepewną.
-Witam! - rzucił luźno łucznik -Co powiecie na sojusz? - zaproponował od razu -W grupie mamy większą siłę. - zaproponował spokojnie nieznajomy.

Ren:
Mężczyzna, z którym się tu znalazł zdawał się być zbyt znudzonym, by chcieć pokroić chłopaka. Spojrzał jednak na niego z niedowierzaniem, westchnął, po czym powiedział:
-Powinieneś wiedzieć kim jestem. Jestem Ojcem Królów, Władcą Wieczystych Piasków, Suwerenem Niezachodzącego Słońca, Protektorem Północnego Legowiska, Zwierzchnikiem 16 Cechów Rzemieślniczych i Liderem 20 Plemion Deryi. Założycielem Dynastii. Królem Południowego Morza i Cesarzem Palącej Pustyni, Poskramiaczem Kraytów i Zabójcą Sh'kaz. Potomek Re, Amer, Septus, Ger oraz Asun! Wielki Kapłan Astrogratum! Budowniczy Piramid! Skąpany w Świętej Rzece Ah'nyl! Błogosławiony przez Siedem Planet! Wybraniec 5 Słońc! Kochanek 11 Księżyców! Imię me Rameash, Faraon Zjednoczyciel. Ten, który utworzył kraj! - przedstawił się chyba zirytowany faktem, że ten nie posiadał tak elementarnej wiedzy. Na jego zaś ostatnie pytanie... westchnął, widząc najwyraźniej, że to beznadziejny przypadek. Wystawił dłoń, a nad nią pojawiła się delikatna, złotawa mgiełka, z której następnie zleciała misternia wykonana, złota łyżka, którą następnie podał bez słów Renowi. -Siedź tu i uważaj, to przeżyjesz. Zajmę się resztą. - po czym opuścił kostnicę, zostawiając Rena samego z jego jedzeniem. Gdy wrócił po chwili, miał przy sobie informacje o kilku Legendach:
1. Fullernie I Jedynym - jedynym Romerumskim władcy, który zmarł ze starości. Znany był jako dobry i miłosierny władca, stroniący od wojen, choć jako dowódca - jeden z niezrównanych.
2. Markizie de la Kichonka - uwielbianym Neverbeeńskim malarzu, cenionym za obrazy takie jak naturystki na plaży. Jak sam to nazywał - martwa natura. Prawdziwy, ekscentryczny artysta.
3. Vale'in'rze - mężczyznie, który jest do dziś uważany za twórcę Midi i jego pierwszego władcę. Po śmierci został najjaśniejszą gwiazdą na nieboskłonie, która będzie płonęła tak długo, jak istnieją zagrożenia dla kraju, który stworzył, by jego blask chronił Midi. Ale nie przyszedł sam. Wraz z nim przyszła jakaś pewna siebie dziewczyna oraz mężczyzna z wkurzonym wyrazem twarzy i włócznią w ręku.
-Na zewnątrz całą najbliższą okolicę zarósł las. To kwestia czasu, nim sięgnie też tutaj. Znalazłem nam sojuszników. - poinformował Rena Rameash, wskazując dłonią na duet.

Winter:
Jednoręki mag Fairy Tail zadał kilka prostych pytań i kilka zaleceń. Jednak wszystko miało swoją kolejność, więc olbrzym z radością i gromkim głosem odparł:
-Imię me Orchid! Miło poznać Winter! - po czym, słysząc, że powinni tak tego nie wyjawiać zrobił takie "ups" i cicho dodał -Sorki. - po czym odkaszlnął -Zgadzam się z tym! - i powrót do gromkiego głosu! Chodźmy więc! Znajdźmy sojuszników! - i obrócił się i ruszył do szpitala. Znaleźli tam niestety informacje o jednej legendzie, a mianowicie o:
1. Nicolasie Nietzich - isenberdzkim władcy, który doprowadził do zmiany ustroju Państwa na juntę. Był wielkim miłośnikiem militariów i w do tego dążył nawet jako władca.
Jednak wtedy też usłyszeli tętent kopyt, więc co zrobił Orchid? Wesoło wyskoczył, zatrzymując drogę jeźdźcy.

Welt:
Kotowaty zadał kilka pytań, czym ogólnie zdziwił swojego rozmówcę, ale ten mu odpowiedział:
-Archin, zwany II. Byłem władcą Romerum. Powinieneś to wiedzieć, gdy zostałeś tu przywołany... kocie... - stwierdził, nie do końca rozumiejąc co się stało. Miał wyraz twarzy z gatunku "dlaczego ja", ale cóż. Kot to kot. Zgarnął go na ręce i ruszył gdzieś przed siebie z pytaniem -Rudej? - o jakąś kotkę mu chodziło czy kij wie? Po drodze jednak znalazł informacje o dwóch innych legendach:
1. Fullernie I Jedynym - jedynym romerumskim władcy, który zmarł ze starości. Znany był jako dobry i miłosierny władca, stroniący od wojen, choć jako dowódca - jeden z niezrównanych.
2. Agnis Midnight - jedynej wiedźmie, która była żoną seveńskiego króla, a w historii zasłynęła tak naprawdę tylko tym faktem. Poza tym bowiem rzadko kiedy była widywana przy innych okazjach.
No i widać było, że zbyt zadowolony tym faktem nie był... Mało danych, jego towarzysz to samolubny kot. Ech, dlaczego on?

Nanaya Byakushitsune:
---

Laen i Terrenco:
Spotkanie pośrodku gwałtownie rosnącego lasu to było coś. Wiedźmie jednak nie podobało się to, co stało się z budynkiem za jej plecami:
-To wy zniszczyliście biliotekę?! - krzyknęła wkurzona, a lewitujące dookoła niej książki otwarły się i strony zaczęły same się wertować. Chyba była gotowa do ataku, na co łucznik odpowiedział naciągając strzałę na cięciwę w błyskawicznym tempie i celując do niej z łuku.
-Po co? Tam wszyscy wolą czytać niż podziwiać mnie. - odparł mężczyzna z łukiem.
-Nie ma czego podziwiać... - warknęła wkurzona.

Will i Winter:
-Witam! Imię me Orchid! Ja i mój sojusznik szukamy towarzyszy! Razem, ciężką pracą wzbijemy się na wyżyny kunsztu, docierając do samego finału! - ryknął olbrzym, gdy Winter nawet nie zdołał wyjść ze szpitala... przez dziurę w ścianie, którą jego towarzysz zrobił słysząc jazdę konną.
-Ha! Mądrze prawisz! Imię me Arnold! Z radością zawalczę u twego boku haha! - odparł jeździec, wciąż nie zdejmując sobie Willa przerzuconego przez bark.
-Haha! - zawtórował Orchid. No to się dobrali... Jednak wtedy cały okoliczny teren uległ gwałtownej zmiany. Zaczynały rosnąć drzewa, krzewy, mech i pnącza porastały budynki, lampy i znaki drogowe. Wkrótce całość przypominała serce puszczy, gdzieniegdzie z ruinami dawnych, miejskich zabudowań, a nie porządne, gigantyczne wręcz miasto...

Władca Kasztanów i Aran:
Łucznik automatycznie odskoczył w tył, ciągnąc za sobą czarodzieja Lamii Scale oraz jednocześnie - posyłając dwie strzały w kierunku źródła dźwięku. Był to starszy mężczyzna w płaszczu z kapturem, spod którego wystawała broda oraz kosturem. Wystawił drewniany kij w przód i oba pociski zostały spalone na popiół:
-Ogranicz tę agresję i pertraktujmy. Samodzielny szturm na ten budynek wam się nie uda. Jednak możemy współpracować. Co wy na to? - zaproponował starzec. Jego towarzysza ludzkiego jednak nigdzie nie było widać.

Info od MG:
Dzień I: Ranek
Laen: 100MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Rin: 145MM | 4 rozkazy (prawa dłoń) |
Never Winter: 230MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Grey Eminence: 0MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Północny Wiatr: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Finn: 230MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) | Obolały, kręci mu się w głowie, ale poza tym to nic
Will: 160MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Władca Kasztanów: 200MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Aran: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Samael: 176MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) | Czuje się słabo, kręci mu się w głowie, ma problemy z koncentracją
Amney: --- | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Terrenco: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Eris: 115MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Eisaku: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Roe: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Master of Speed: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ezra al Sorna: 173MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Hotaru: 130 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ryudogon: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Mikazuki: 130 MM | 4 rozkazy (prawa dłoń) |
Ryukehoshi: 100 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ren: 110 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Winter: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Welt: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Nanaya Byakushitsune: 165 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |

Inne:
1. Chciałbym prosić, byście w swoich postach najlepiej opisywali etapy już na trochę dalszy plan niż "obecny". Oczywiście - nie w walkach, jak takie nastąpią, ale tak jak teraz - gdy niektórzy sobie rozmawiają, by posunąć akcję do przodu.
2. Podczas walk natomiast, proszę również dość opisowo napisać co wasze Legendy miałyby wykonać, posiłkując się właśnie ich zdolnościami.
3. Informacje historyczne mogły być znalezione w różnych miejscach - ulotki, gazety, reklama w akurat działającym TV, książka.

_________________

~Tora Theme~ ~Relaxation Theme~

Tora mówi z akcentem starofioryjskim


Just Female Tora stuff.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1315-konto-torashiro#19555 http://ftpm.forumpolish.com/t962-torashiro#14231 http://ftpm.forumpolish.com/t1316-torashiro#19559

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ryu Hexeris
Wiek : 16 lat
Wzrost/waga : 175cm / 63kg
Rodzaj magii : Magia Energii
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 8 lat
Liczba postów : 188
Dołączył/a : 19/11/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Paź 11 2017, 00:00

Chłopak westchnął tylko na swojego kompana. Okej. Czyli trzymanie języka za zębami nie było jego najlepszą zdolnością. W sumie, do jakiegoś stopnia mógł się spodziewać tego. Orchid nie wyglądał na kogoś specjalizującego się w podstępie, ani trochę. W sumie, tak było lepiej dla białowłosego. Wiedział przynajmniej, że może zaufać jego słowom. Nie mając nic do dodatnia, bo entuzjazmem do olbrzym nadrabiał za nich dwóch, głównie w ciszy szukali informacji. Chłopak miał czułe uszy, dlatego również usłyszał jazdę konną. Nim jednak zdążył powiedzieć słowo, jego towarzysz wyskoczył przez ścianę.
-Naprawdę? - zapytał się chłopak nikogo i czekał aż pomieszczenie mu odpowie że to sen. Kiedy jednak tego nie zrobiło, westchnął tylko i wyrzucił na podłogę jakąś książkę którą kartkował. I tak nie była ciekawa. Był już prawie przy dziurze, kiedy do usłyszał jak jego sojusznik ponownie wymawia swoje imię. Zatrzymał się przez chwilę w miejscu i przeklinał wszystkich bogów dlaczego mu to zrobili. Nie mniej jednak, nie speszył się i wydostał się ostatecznie na zewnątrz, drapiąc się z tyłu głowy na problematyczność tej sytuacji. Przez chwilę myślał, że trafili na jakiegoś centaura albo szybko zrobił poprawkę. Słysząc interakcję obojga, spojrzał na chłopaka niesionego na barku Arnolda. Biedni oni, oboje trafili na zdecydowanie zbyt entuzjastycznych członków drużyny. Co prawda, entuzjazm nie jest zły nawet w dużych ilościach, ale bez przesady. Zauważył jeszcze, że teren nagle z pięknej metropolii zrobił się w ruinę porośniętą lasem. Ktoś definitywnie nie znał się na ozdabianiu miast. No cóż... nie żeby mogli coś z tym zrobić.
-Ummm.... to chcecie zawrzeć sojusz? - spytał niepewnie patrząc na całe zbiorowisko. Musiał od razu na kogoś wpaść? Chociaż... w ten sposób zdecydowanie szybciej się wszystko potoczy. Jeśli zgodzili by się, to białowłosy zaproponowałby żeby ruszyli dalej szukać informacji. Po drodze, pewnie i tak by wpadli na jakieś inne osoby. Osobiście, chłopak był zdania że przydałby się jeszcze z 2 osoby w drużynie, ale to już nie zależało od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3611-skarbiec-wintera http://ftpm.forumpolish.com/t3599-ryu-hexeris Online

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ekko
Wiek : 17lat
Wzrost/waga : 176/59
Rodzaj magii : Arka Szybkości
Gildia : Samotnicy
Staż w gildii : Samotnik od roku.
Liczba postów : 46
Dołączył/a : 04/08/2017
Skąd : :v

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Czw Paź 12 2017, 23:35

Ekko wysłuchał swoją legende i równierz pomógł szukać informacji. Podczas wyjścia nie mógł robić nic specjalnie innego jak wychodzić jednak podczas walki naturalnie odskoczył od ataku. Chciał zaobserwować w jakiek pozycji stoi jego aktualny przeciwnik.
-Poradzisz sobie? Albo czy wolisz walczyć na zmiane? - Oczywiście mówiąc to bardziej skupiał sie na unikaniu kul ognistych i mieczy z kwasem. W razie gdyby miecznik chciał sie zamienić to Master ocenia odległość na oko od przeciwnika(no czy stoi obok czy kilometr dalej) i w miare możliwości zbliża sie unikając kul, w momencie gdy uniknięcie jest niemożliwe używe Speed Up by uniknąć. Oczywiście od razu po zamianie wrogów z sojusznikiem wyciąga miecz. Jednak kiedy do zamiany nie nastąpi od razu wyciąga miecz i ocenia swojego wroga uważając na cięcia przeciwnika. Czy jego miecz jest długi czy krótki(w porównaniu do swojego), czy ogólnie przeciwnik jest osiłkiem czy chuderlakiem. Oczywiście cały czas uważając na ciosy. Kiedy będzie dostatecznie blisko przeciwnika(dlatego, że przeciwnik podszedł) to unikając ciosów atakuje, zwykłe cięcia, najlepiej w ręce jednak zależnie od sytuacji, w takiej gdzie cięcie w dłoń/nadgarstek ma szanse sie udać je wykona w innym przypadku bardziej w łydki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4180-master-of-speed http://ftpm.forumpolish.com/t4157-master-of-speed http://ftpm.forumpolish.com/t4182-master-of-speed

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Eisaku Kono
Wiek : 17lat
Wzrost/waga : 184cm/65kg
Rodzaj magii : Metaliczne Twory
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Dopiero wstąpił
Liczba postów : 119
Dołączył/a : 07/06/2017
Skąd : Magnolia

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Czw Paź 12 2017, 23:48

Eisaku rozejrzał sie dookoła po zmianie.
- Hmm, powinniśmy powoli ruszać, chyba sie tu zrobiło niebezpiecznie. Tak właściwie to super są twoje istoty. Bardzo nam sie przydadzą. Tak właściwie to możesz zrobić czy przywołać coś co przywołuje inne istoty albo sie mnoży? Wtedy moglibyśmy sie schować, przywołać to a potem mieć armie dzięki której możemy wygrać. Po za tym przydałby sie może sojusz? Jesteś potężny ale sam ze mną nie pokonasz armii innych legend.
Eisaku znów sie rozejrzał.
- Jeśli chcesz to zjedz i zaraz powoli ruszymy. O ile hcesz iść gdzieś ^^.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4048-bank-eisaku http://ftpm.forumpolish.com/t4036-eisaku-postac-nakiego#top http://ftpm.forumpolish.com/t4203-eisaku#85247

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Roe Kanami
Wiek : 17lat
Wzrost/waga : 55kg/170cm
Rodzaj magii : Podmiana Broni Palnych
Gildia : Brak
Staż w gildii : Brak
Liczba postów : 46
Dołączył/a : 23/06/2017
Skąd : Magnolia

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Pią Paź 13 2017, 00:05

Roe słuchała dokładnie chociaż wyglądała jakby była bardziej zaciekawiona ototoczeniem niż sojuszem.
- Jak dla mnie sojusz to dobry pomysł, nawet jeśli czasowy. Mimo wszystko nie jestem sama i nie będe decydować za mojego "partnera" on sie zgodzi, przyłącze sie do sojuszu, nie to nie.
Roe dalej bawiła sie nabojem.
- To jak, co robimy? - Roe zwróciła sie do swojej legendy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4152-roe

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Eris.
Wiek : Wygląda na 19.
Wzrost/waga : 168/55.
Rodzaj magii : Ognia.
Gildia : Brak.
Staż w gildii : ---
Liczba postów : 279
Dołączył/a : 22/08/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Pią Paź 13 2017, 19:02

Dostawanie instrukcji przez jakaś krzyżówkę gada z człowiekiem nieco ją zbiło z tropu, jednak postanowiła sobie wziąć jego uwagę do serca. Brzmiała rozsądnie. Na tyle rozsądnie, ze pamiętała o niej przy kolejnej okazji do wyciągnięcia broni, kiedy tylko podczas przeszukiwań mieszkań pojawił się kolejny głos, obcy. Nie miała zamiaru nie zareagować. Muza? Przecudna? On czym on... - Pan się nie zgubił przypadkiem...? - rzuciła niepewnie, starając się zlokalizować źródło głosu. Gorzej, jeżeli mówił do nich za pomocą jakiegoś rodzaju magii. Dużo gorzej. - Nie będę rozważała sojuszu z nikim, kto nie ma na tyle odwagi by prowadzić rozmowę twarzą w twarz. - prychnęła trzymając miecz, zaś drugą rękę mając gotową, by w razie potrzeby chwycić za drugą rękojeść i wyciągnąć drugie ostrze. Z braku jakiejkolwiek wiedzy o przeciwniku mogła co najwyżej skupić się na obronie siebie i ewentualnie Węża. Liczyła jednak, że przynajmniej uda im się wypłoszyć tego kogoś z kryjówki i uzyskać informacje o tym, z kim właściwie rozmawiają. I gdzie jest. Ciężko ewentualnie walczyć z czymś, co się chowa. Mówił o sojuszu, ale czy nie miał jakiś ukrytych intencji - tego nie mogła być pewna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t117-konto-per-pani-aclarii#385 http://ftpm.forumpolish.com/t2828-in-flames#48345
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczone Miasto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Inne tereny :: Pozostałe kraje :: Norgath-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows