facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
The problem with power is that people pay attention to it, and it's very easy to get beside yourself and use it in the wrong way.
FAIRY TAIL PATH MAGICIAN
Goomoonryong




 

Share | 
 

 Goomoonryong

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Han Chun-woo
Wiek : 24
Wzrost/waga : 191cm/90kg
Rodzaj magii : Ciała || Moc władców: Ogień
Gildia : Samotnicy
Staż w gildii : Członek GH od x799 do x802
Liczba postów : 3714
Dołączył/a : 22/10/2012

PisanieTemat: Goomoonryong   Nie Lis 04 2012, 15:53

Imię:Tym co każde z nas dostaje przy narodzinach jest imię. Jednakże w wypadku tej osoby było inaczej. Imię to rzecz którą wydarł szaleństwu z paszczy a brzmi ono Han
Pseudonim: Tę rzecz najczęściej nadają nam ludzie. Zależy od naszych czynów, bowiem to one kształtują obraz który widzą inni, patrząc na nas. Jednakże czasem zdarza się że obrazów namalowanych naszymi czynami jest więcej, wtedy też różni ludzie, różnie nas widzą i przezwisk jest więcej. Jedni zwą go Goomoonryong’iem co oznacza smoka dziewięciu styli. Jest to hołd oddany jego kunsztowi walki. Inni zaś zwą go ognistym smokiem gniewu. Gdyż gdy wpada w gniew, wszystko wokół niego staje w płomieniach…
Nazwisko:Tego też nie dostał. Z tym się nie narodził. Zdobył to sam. Nazwisko jego brzmi Chun-woo i jest z niego niebywale dumny.
Płeć: To nie powinno budzić najmniejszych wątpliwości. Jest pełno krwistym samcem.
Waga: Sporawa postura i niemałe mięśnie sprawiają że waży nieco więcej niż przeciętny mężczyzna, szczyci się bowiem wagą 90kg.
Wzrost: No, nie jest niski człowiek, ba, można go spokojnie nazwać wysokim. Mierzy bowiem 191 centymetrów.
Wiek: Stary to on nie jest ale liczy już sobie całe 24 lata.
Gildia: Wspiera swą zajebistą osobą Grimoire Heart
Miejsce umieszczenia znaku gildii: Gdzie też może znajdować się znak gildii u takiego ogiera? Oczywiście jest to lewy pośladek, a kolor to oczojebny róż.
Klasa Maga: Och niesłusznie wzięto go za maga rangi zero. Ale spokojnie już niedługo udowodni swój prawdziwy potencjał

Wygląd: Reporter zbliżył się do odzianego w złoty płaszcz i ciemne okulary smoka, usiadł naprzeciw niego i na dobry początek pociągnął z kielicha nieco brandy.
-Więc, co cię do mnie sprowadza, mój ty podwieczorku?- Wychrypiał smok, żłobiąc pazurem w dębowym stole, jak by był z masła. Reporter nie wydawał się jednak przerażony, ba, zuchwale, poprawił czapeczkę i spojrzał gadzinie w oczy. Wiedział że smok go nie zje, inaczej jego kariera legła by w gruzach!
-Chciałem zapytać, panie Wawelski, o tego całego Goomoojoda.- Powiedział, patrząc wyzywająco na smoka, dobrze znał relacje między tym całym Gu coś tam a Wawelskim. A te relacje nie miały się za dobrze. Dlatego nie zdziwiła go bulwersacja jaka wymalowała się na twarzy tamtego. Naprawdę, nie chcecie wiedzieć jak wygląda z bulwersowany smok.
-Ż-Ż-Że co!? Goomoonryonga jak już! I dlaczego miałbym ci o nim opowiedzieć a nie zjeść tu i teraz ty mierna ludzka kupo mięsa?!- Krzyknął rozwścieczony smok tupiąc nogą w ziemię i przewracając tym samym posąg ze złota przedstawiający owieczkę. Jego byłą, z planu filmowego „Szewczyk dratewka”. To była naprawdę wybuchowa laska. Jednak szybko ochłonął, pamiętając o tym że nie wolno jeść reporterów. Inaczej nie dali by mu roli w tym nowym filmie. Hogmit czyli w tę i we w tę czy jakoś tak. Miał tam grać jakiegoś smoka.- No więc ten człowiek, tak zaznaczam człowiek a nie jak chodzą plotki smok… to koleś którego w życiu nie chciał byś spotkać. Szkaradne to i brzydkie. Wysokie na jakieś 190-191cm. Niezbyt otyły, no serio ci mówię stary, nie miałbyś się w co wgryźć, same mięśnie, zero pożywnego tłuszczyku, ha mówiłem że brzydki!? Co gorsza, ta parszywa kreatura, ma ciało wyrzeźbione jak jaki atleta, ci mówię, rosołu to byś z niego dobrego nie ugotował. Ma te no, jak wy to nazywacie? Włosy? No to ma je na łepetynie, zasraniec jeden, w kolorze świeżo spalonego domu. Długie gdzieś do ramion. Wy ten kolor chyba czarnym nazywacie nie? No więc te włosy to albo nosi rozpuszczone albo tak związane… że ten, ogon na końskiej dupie przypominają hehe. No więc jak widzisz, wygląda jak końska dupa z twarzy. Ma wyraźne kości policzkowe i mocno zbudowaną szczękę jak na wasze ludzkie standardy. Oczy ma głębokie i nieco dzikie, zupełnie jak pawian albo jakaś małpa która dopiero z zoo uciekła, noo panu mówię cywilizacji w tych ślepiach nie dostrzeżesz. A ich kolor, ha! Są koloru co skóra tych wie pan, ciemnych co biegają i krzyczą No kill, no kill jak ich gonicie z mieczami. Ma nogi i ręce, ale ścierwo nawet skrzydeł nie ma. Za to kończyny ma panie… mocne. Ale w cale nie bolało jak mi przypieprzył jasne? No, więc, ekhm.- Tu smok przerwał by sobie z beczki miodu pociągnąć. W tym czasie zmieszany reporter, jakże dziwnym opisem, zaczął zastanawiać się czy sława całkowicie nie uderzyła rozmówcy do głowy. Co też w dzisiejszych czasach dzieje się z tymi smokami!?
-Co do jego ubioru… ech, wy to nazywacie koszulą, no to taką rozpinaną miał, w czarnym kolorze, tak? No wiec takie same buty miał te takie wiesz, tenisówki. No i to co na dół zakładacie. Sięgało mu nieco nad kolana. Wszystko w tym samym kolorze jak jakiś bezgustowny maniak, phie! Teraz się nosi brokat! Brokat, mówię panu. Ewentualnie złoto i diamenty ot co. Na szyi ma takie śmieszne metalowe coś z napisem Goomoonryong. Nie wiem co to, ale ktoś mi kiedyś mówił że nieśmiertelniki chyba. Znaczy wy się po tym w zombie zamieniacie tak? Kur** znosić go nawet po śmierci… za co? No ale jest jedna dobra nowina, ktoś już kiedyś skubanemu dokopał bo na klacie ma bliznę, okrągławą z poszarpanymi bliznami, gdzieś na wysokości mostka. Czerwona, widać że wypalona, pewnie jakiś smok w końcu się na niego wkurzył i mu przywalił z fajerbola!- Zawołał entuzjastycznie smok, pociągając po raz kolejny z beczułki, widząc to reporter postanowił się po cichu zmyć. Nigdy więcej rozmowy z psycholami. Nigdy!
Charakter: Młoda kobieta stojąca nad brzegiem morza, pozwała by spokojne fale obmywały jej nogi a delikatna morska bryza muskała jej odsłonięte ramiona. Wtedy też dostrzegła wolno dryfującą tuż przy brzegu buteleczkę. Buteleczkę, zapewne z listem, jak wywnioskowała po brunatnej zawartości. Zainteresowana ów znaleziskiem weszła nieco głębiej do wody, mocząc swą sukienkę i wyciągnęła tajemniczy przedmiot. Odkorkowanie go zajęło jej drobną chwilę ale już po chwili smukłymi palcami wyłuskała drogocenną zawartość. Wyblakły już papier pokrywało staranne pismo.
Siema. Jeśli to czytasz top znaczy że masz nie bywałe szczęście, bowiem już od dziś, masz 50% zniżki na usługi w firmie wieczna młodość! Starczy tylko że… WYŚLESZ MI KURWA POMOC. No więc sprawa wygląda tak, od całych zasranych szesnastu dni, siedzę na bezludnej wyspie z pewnym faciem. No i wszystko spoko bo nawet niezłe z niego ciacho problem w tym że… on jest nienormalny! Może inaczej, powiedzmy że ten facet to chodzący kataklizm na kółkach. Po pierwsze i najważniejsze każdy problem rozwiązuje siłowo. Obok nas przepłynęły już dwa statki, jeden spalił bo marynarz nadepnął go i nie chciał przeprosić a drugi zepsuł bo nie było na nim kobiet. Oczywiście załoga odpłynęła w szalupach ale nas nie chciano zabrać. Smutne prawda? Na dodatek strasznie lubi walki i to z silniejszymi od siebie. Mimo że to mag, to gdy spotkał niedźwiedzia zaczął się z nim bić na pięści. Przegrał, do póki nie wyciągnął butelki rumu. Kolejne jego spaczenie, pali jak smok, pije jak smok… nawet żre jak smok. Najpierw schlał się z niedźwiedziem a potem go zabił i zjadł. A co z resztą owej pamiętnej nocy? Przystawiał się do mnie… nie powiem uległam, ale to przez to że też byłam pijana! A on nie jest brzydki… no ale… no! To że umie uwodzić kobiety dobrze o nim nie świadczy, tym bardziej ze potem o mnie zapomniał… wiesz drogi czytelniku dlaczego!? NO WIESZ!? Bo palma RZUCIŁA W NIEGO KOKOSEM. I ten imbecyl wpadł na pomysł by jej oddać. Wschodnia część lasu na wyspie chyba dalej się pali. Ech no chociaż facet ma też pozytywne strony… jak by nie patrzeć jest odważny, w sumie rzucił się sam na tych marynarzy z drugiego statku gdy próbowali mnie zgwałcić. A gdy położył już prawie wszystkich i został sam kapitan, nawet go oszczędził. Ten oczywiście drugi kretyn zamiast uciec to się na niego rzucił. A teraz nie ma rączki… no tak czy siak, jest odważny i bez wątpienia swoich broni. Dyskusje z nim nocami uświadczają mnie w przekonaniu że zawsze robi co chce, coś takiego jak racja kogoś innego nie istnieje. Jest nawet dość inteligentny ale to idiota. Ma gdzieś takie rzeczy jak dobro czy zło, on robi to co jemu się podoba i w swoich oczach to on jest sprawiedliwością. Tak więc jak widzisz, utknęłam na wyspie z kretynem i potrzebuje pomocy, jego można zostawić. Liczę na to że ktoś to znajdzie i sprowadzi pomoc. Współrzędne wyspy to 75stopni szerokości geograficznej wschodniej i 44stopni długości geograficznej południowej. Z poważaniem Angelica Swann
Ps. Weźcie fajki
Po przeczytaniu tej jakże epickiej wiadomości, kobieta jak najszybciej pognała do miasta by znaleźć jakiś ratunek. Aczkolwiek zastanawiała się czy to nie jakiś głupi żart.
Historia:
Huk grzmotu przerwał ciszę tego pochmurnego popołudnia a pojedyncza zbłąkana błyskawica rozdarła niebiosa, oświetlając na chwilę niebiosa. Zaraz po tym z nieba spadł deszcz, jak by sami bogowie płakali nad głupotą ludzi. W dole, samotna postać odziana w czerń spojrzała na srebrny kieszonkowy zegarek, zupełnie nie pasujący do jej zniszczonego płaszcza i mrucząc coś niezrozumiale pod nosem, ruszyła przed siebie. Ów osoba mijała w spokoju góry różnorakich gratów i stosy kartonów. Co jakiś czas na kartonie leżał moknący powoli bezdomny odziany w łachmany. Wysypisko w Trerio, miejsce które unikali nawet funkcjonariusze władzy, wszystko przez to że mieszkali tu wszyscy ci, którzy nie mieli się gdzie podziać. Można tu było spotkać naprawdę wiele osób, od zwykłych bezdomnych po najgorszych oprychów. Z tego też powodu całe wysypisko podzielono na sektory. Ten w którym znajdowała się tajemnicza postać, był sektorem hazardu, gdzie mieszkali szulerzy i trędowaci. Tutaj też kwitł jak mówiła nazwa hazard. Szczególnie popularne były walki psów. Właśnie to sprowadziło tutaj tego człowieka. Wygrał jedną z takich walk a dzisiaj był dzień odebrania nagrody. Gdy w oddali dostrzegł blaszany garaż, przyspieszył kroku, już z daleka dało się słyszeć krzyk. Tak, wszystko się zgadzało, z jego informacjami. Nie wahając się, zapukał do blaszanych drzwi.

Gumiś powoli uniósł powieki, ale silne światło sprawiło że jego mózg przeszyła fala bólu co zmusiło go do ponownego ich zamknięcia. Pustynia w ustach sprawiała że nie mógł odkleić języka od podniebienia a gardło piekło go jak palone żywym ogniem. Żołądek, o tak to też ciężki temat, żołądek wywracał mu się na drugą stronę i skręcał wywołując fale mdłości. Ale i tak głowa była najgorsza, bolała go jak jasna cholera, nie pozwalając jego mózgowi na choćby najmniejszy wysiłek. Leniwie i z wielką trudnością poruszył prawą dłonią, szukając czegoś czego mógłby się chwycić. Miękkość materiału pod nim mówiła mu że jest w łóżku, jakiś plus. Po chwili „macania” łóżka natrafił na coś. Miękkie, wypukłe i gładkie… [i]Kurwa
, pomyślał Gumiś, zdając sobie że jest nagi a to co wziął za objawy pobicia i zapewne, porwania, okazało się być jedynie w cholerę mocnym kacem. Powoli więc uniósł się do pozycji siedzącej i zmusił swoje powieki do otwarcia. Fala bólu jaka przeszyła jego mózg gdy ostre światło uderzyło w jego oczy zostało stłumione przez siłę jego woli. Nie zamknie oczu, nie i chuj. Teraz gdy jego wzrok przywykł do światła rozejrzał się po pomieszczeniu, to definitywnie był jego pokój, chociaż teraz wyglądał gorzej niż spiżarnia krasnoluda który wrócił z wojaży. Wtedy jego wzrok padł na ścianę. Na ścianę w której potencjalnie miało być okno przez które wpadało światło rażące go w oczy. Potencjalnie, albowiem realnie owej ściany nie było. I to rodziło pytanie gdzie była jego pieprzona ściana? Nie pamiętając nic z zeszłego dnia szturchnął laskę leżącą obok niego, swoją drogą całkiem zgrabną brunetkę o kocich, zielonych oczach.
-Wstajemy, wstajemy, co tu się dzieje?- Rzucił do obudzonej już dziewczyny, kompletnie nie ogarniając tego co się dzieje wokół niego. Teraz zdał sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy, bolała go dupa. Automatycznie zbladł a jego ciało oblał zimny pot, zaś po kręgosłupie przebiegł dreszcz. To się nie działo, nie mogło! Odsunął kołdrę pod którą znajdowały się pośladki dziewczyny i odetchnął z ulgą stwierdzając że nie posiada ona jaj… ale dalej martwił się stanem swoich pośladków.
-Dzień dobry, misiaczku.- Rzuciła cierpko w stronę Gumisia-Ładnie to wczoraj zaszalałeś, no i muszę przyznać, musisz mieć jaja podejmować takie decyzje po pijaku.- Powiedziała dziewczyna do Gumiego, który wciąż nie rozumiejąc w co znowu wpakowała go butelka wódki, podrapał się po głowie dłonią.
-Dobra… to co znowu zrobiłem? No i kto mi zajebał ścianę?- Rzucił pytanie które nie dawało mu spokoju właściwie od początku dnia.
-Uch nie mów do mnie, normalnie masz gorzelnie w ryju. A wracając do twoich pytań nie martw się kotku, ból dupy to nie to co myślisz… z początku chciałam cię powkręcać że cię murzyn od tyłu wziął… ale widząc jak zbladłeś, zlituję się.- Powiedziała z wrednym uśmiechem, odgarniając włosy z czoła- Ból pośladka to efekt uboczny, machnięcia sobie tatuażu. A właściwie powinnam powiedzieć, znaku gildii. Witaj nowy członku Grimoire Heart. A co do ściany, sprzedałeś jakiemuś podejrzanemu człowiekowi za butelkę wódki. Z początku chciałeś oddać nerkę ale cię powstrzymałam.- Z każdym słowem dziewczyny, twarz Gumisia wyrażała coraz większe zdziwienie aż w końcu opadł na poduszki i wyciągając spomiędzy nich paczkę fajek i zapalił papierosa. Tak oto został członkiem gildii… tylko kurwa nie miał zielonego pojęcia jaka to gildia. Ach ta nie znajomość tematu.

Dymitr otworzył drzwi z rozmachem o mało nie uderzając z nich osoby przed nimi. W półmroku panującym na śmietnisku ledwo widział ubraną w czerń osobę. Zresztą miał to gdzieś.
-Kim żeś pan jest hę!? Co pan robisz na mej posesji? Zjeżdżaj bo cię psami poszczuje i nogi z dupy powyrywam.- Wrzasnął nieznajomemu w twarz, rozbryzgując kropelki śliny na wszystkie strony. Osobnik nie prezentował się zbyt okazale. Wielkie opasłe brzuszysko, skrywał za białym poplamionym i przepoconym podkoszulkiem, spodnie miał dziurawe w kolorze mchu. Na nogach zwykłe gumowe klapki. Był już łysy, a świńskie oczka miał w kolorze piwnym. Zajeżdżało od niego alkoholem.
- Ty jesteś Dymitr? Właściciel Azora?- Spytała postać cichym głosem, kompletnie nie bojąc się osoby przed sobą.
-Hę!? Nie słyszałeś? SPIERDALAJ.- Wrzasnął facet i zatrzasnął drzwi osobnikowi przed nosem. Odziana w czerń postać, stałą przed drzwiami jednak dalej. Jak gdyby zastanawiając się co zrobić dalej, po chwili wyjęła zegarek i poczęła się w niego wpatrywać. Tym czasem w środku wkurwiony Dymitr wyjął puszkę piwa ze swojego schowka i odwrócił w kierunku swojej kobiety. Ta leżała na kartonach naprzeciw drzwi i darła się, rodząc.
-Czy możesz kurwa rodzić ciszej?- Wrzasnął do niej Dymitr i pociągnął z puszki, patrząc jak głowa dziecka wychodzi spomiędzy nóg jego kobiety. Szlak który przecierał teraz swoją twarzą on nie raz przecierał swoimi jajami. Taka to na tym świecie była kolej rzeczy. W pewnym momencie Gertruda, jak zwała się jego żona, znów wrzasnęła w niebogłosy a zdenerwowany tym Dymitr rzucił w nią cegłą. Kobieta dostała w głowę i straciła przytomność. Ale przynajmniej mały skubaniec wyślizgnął się z jej pochwy. Dymitr koślawym krokiem podszedł do gówniarza i podniósł ku górze.
-Aleś ty kurwa brzydki…-Powiedział do swojego syna. I już miał nim rzucić w kąt kiedy nagły podmuch energii rozciął nie tylko dziecięcą pępowinę ale także blaszaną ścianę domku i koszulkę otyłego faceta. Co ciekawe odcięta dziecku pępowina od razu się zasklepiła i zapadła. Do środka zaś przez zniszczoną ścianę weszła posrać w kapturze.
-Czas się skończył.- Powiedziała postać, chowając zegarek do kieszeni.

Drzwi trzasnęły z hukiem kiedy Gumiś opuścił gabinet swojej nowej szefowej, tej całej Tsukiko. Co to w ogóle miało być? Jakieś jawne kpiny. Dlaczego służył u tej gówniary? Ładnej ale głupiej gówniary? Ach no tak… moc. Miał niewystarczająco mocy. No nic, po raz kolejny musi wykonać jej rozkaz, kolejna durna misja polegająca na zastraszaniu dłużników. Wkurzony jak nigdy opuścił siedzibę GH i skierował swoje kroki ku portowi w Hargeon. To pozwoliło mu nieco ochłonąć, poprawił swoją czarną marynarkę. Zapalił papierosa i ruszył. Droga nie była trudna i nie była też zbyt długa a misja była jakąś kpiną. Nawet nie musiał za bardzo grozić. Przeleciał córeczkę właściciela i to wystarczyło by ojczulek zmiękł. Wszak nie chciał by jego córeczkę bzykali wszyscy w GH. Co lepsze, nie miał zielonego pojęcia o tym że miał jego córkę już wcześniej. Cóż nie spodziewał się że córka tego patałacha to jego była. Kolejna łatwa misja i łatwa kasa, żadnego rozwoju. Do czasu… Przechodząc przez Hargeon nie omieszkał odwiedzić swojego ulubionego baru. Tam też zasłyszał pewną plotkę. Plotka mówiła że na pobliskich moczarach potężny smok przetrzymuje piękną niewiastę. Wielu już próbowało ją odbić ale niestety wszyscy gubili się na moczarach. Ale te słowa zadziałały na Gumisia jak magnes. Smok, Niewiasta… lubił to. Dlatego też zaopatrzywszy się w środek na komary(nie lubił komarów) udał się na pobliskie bagno. Widok śmierdzącej, zielonkawej wody, bynajmniej nie nadawał temu miejscu urokliwego klimatu.
-Ech, gdzie te czasy kiedy to ponoć w zamkach, smoki trzymały księżniczki? Bagna… nosz kurwa.- Narzekał sobie Gumiś idąc przez moczary, nie raz nie dwa prawie się zgubił ale magia ognia dawała spore możliwości. Najgorsza część podróży była wtedy kiedy poślizgnął się na kupie, sądząc po rozmiarach, hipopotama i wpadł nogą do brejowatej wody. O mało nie wysadził wtedy sporego kawałka tego miejsca. Na szczęście uspokojony przeszedł jeszcze kilkaset metrów i w końcu doszedł do polany, gdzie przywiązana do drzewa była zgrabna, naga kobieta. Ale smoka ni chuja nie było widać. Tak więc Gumiś podszedł do niewiasty i potrząsnął nią lekko.
-Budzimy się, halo, proszę pani, gdzie jest smok?- Obudzona kobieta spojrzała na Gumisia z przerażeniem a następnie uniosła wzrok do góry, gdzie na gałęzi siedział… smok. Smok… co sobie wyobrażacie słysząc słowo smok? Wielką jaszczurkę z potężnymi skrzydłami i pazurami, jaszczurkę zdolną zabić stu ludzi jednym ruchem łapy. A on dostał… jakiegoś kurwa gekona. Pseudo smok zeskoczył na niego z drzewa a Gumiś oczywiście odskoczył w tył. Mimo wszystko pseudo smok był dwa razy wyższy od niego, no już walić fakt że miał pedalskie brokatowe łuski, i uwaga, włosy na żel. Co to kurwa za smok w ogóle był? Podbiegł on (tak, podbiegł, na dwóch łapach) do Gumisia i ryknął mu w twarz, zapewne chcąc go przestraszyć. A co na to Gumiś? Jebnął poczwarze w twarz. Ot taki jeden headshot z pięści na twarz a gadzina zakwiliła, zalała się łzami i usiadła na trawie.
-Za co? Za co ty mnie bijesz? Ty… ty… ty potworze jeden ty!- Zakwilił smok z wyrzutem, przyprawiając mężczyznę o ból głowy, kompletnie nie ogarniał co tu się dzieje.
-Że ty… niby jesteś smokiem? Tak? A tamta o tam- Wskazał na dziewczynę potrzebującą pomocy-To księżniczka która potrzebuje pomocy tak? Może faktycznie wali ci z paszczy jak jakiemuś smokowi, ale wyglądasz mi bardziej na Gekona jakiego… niż smoka- Rzucił ironicznie w stronę rozmówcy. Przerośnięty Gekon bynajmniej nie był z tego powodu zadowolony, odkaszlnął i nabierając „grozy” odpowiedział.
-Wcale nie jestem Gekonem! Jestem legwanem! Magicznym, śmiem dodać. A Amanda mi pomaga, chce się zgłosić na casting do „Tańczący z Smokami”.- Powiedział z wyrzutem do Gumisia, rezygnując z grozy, gdy tylko przypomniał sobie o poprzednim ciosie. Jednak Gumiś tylko westchnął i wrócił się z powrotem. To definitywnie nie było dla niego.

Grubas patrzył z niedowierzaniem na osobę skrytą pod kapturem, która nie tylko zdewastowała mu dom ale i najlepszą koszulę! Rzucił on Berbeciem gdzieś w kąt(na szczęście wylądował na nieprzytomnej matce) po czym ruszył z pięściami ku owej postaci. Nie przeszedł jednak zbyt wielkiego dystansu kiedy to srebrzysta łuna przecięła ciało mężczyzny a jego prawe ramię odpadło na ziemię.
-Biorę to, co do mnie należy.- Powiedziała postać i odchodząc zabrała Ramię mężczyzny. Od tego wydarzenia minęło wiele lat, Gumiś dorósł w niekochającej rodzinie, bity przez ojca i rówieśników z wysypiska. Nie był silny, ba był słaby. Jednak ta sytuacja nie trwała długo, Gumiś wiele słyszał o tym jak to ojciec stracił rękę. Z początku w to nie wierzył, do czasu. Gdy zaatakowali go koledzy i pobili tak ze o mało nie stracił przytomności, nagle trawa wokół niego zapłonęła, wraz ze śmieciami. Przerażeni koledzy uciekli w popłochu. Wiedząc już że jest „siła” która pozwala robić dziwne rzeczy, chłopak zaczął się uczyć. Ale by móc kontrolować ową siłę, wpierw musiał zacząć kontrolować swoje ciało. Dlatego nauczył się bić a potem, nauczył się magii. Ale nie wiedział że właśnie tak się to nazywa. W miejscu w którym żył osiągnął już wszystko, w wieku czternastu lat budził grozę jako ognisty demon. Nikt mu nie podskakiwał. Odszedł z domu, zostawiając rodzinę której nigdy nie kochał i udał się tam gdzie magia była czymś naturalnym, tam gdzie mógł się nauczyć więcej. Udał się do Fiore.

Fale rozbijały się o burtę statku, a morski wiatr targał włosy mężczyzny który z wielką pasją, wpatrywał się w piersi kobiet, opalających się na pokładzie. Załoga pani kapitan Swann była naprawdę wspaniała. Wszystko dzięki wtykom jakie zdobył pracując dla GH. Mógł popłynąć zwykłym statkiem, lub statkiem pełnym kobiet. Wybór był oczywisty, zadanie zresztą też. Zabić krakena. Ostatnio te stworzenia się namnożyły a Tsukiko chciała stejka. A co lepiej przyrządzi stejka, niż mag ognia? Tak więc płynęli sobie epicką łajbą aż w końcu owego krakena znaleźli. Był… duży. Jak duży? Otóż kraken… był ze trzy razy większy niż smoki z legend. Tak więc nikogo nie zdziwi fakt że po krwawej i długiej bitwie kraken popłynął się zdrzemnąć a Panna Swann i Gumiś wylądowali na bezludnej wyspie? Nie będziemy prawić o ich przygodach tam bo nie były zbyt epickie, ważniejsze jest to, co nastąpiło później. Było to 41 dni od rozbicia, do wyspy powoli zmierzał kuter, na rufie stała piękna dziewczyna z butelką w której był list, wysłany pewnie przez Swann, kiedy Gumiś spał. Przybyła im na pomoc. Jak się na statku Gumiś dowiedział, widziano smoka. A właściwie jeden z marynarzy widział co ciekawsze nie w Fiore a w okolicach Trerio, tam właśnie udał się chłopak. Po długiej podróży, pozwalając dalej mistrzyni myśleć że nie żyje, dotarł do gęstej puszczy. Jaki był jego cel? Po co szukał smoka? Proste, chciał go pokonać, jeśli pokona smoka, to pokona każdego. Nie miał nic do smoków. Chciał go po prostu pokonać. Po długich i męczących poszukiwaniach w końcu też ową gadzinę spotkał, ale wyglądała inaczej niż ją sobie wyobrażał. Po pierwsze nie był czerwony jak mówiły legendy, był szary. Miał uszy przypominające te nietoperza i wielkie błoniaste skrzydła połączone z przednimi kończynami. Ogon był niesamowicie długi a tułów wcale nie był tak masywny jak przypuszczał. Na pierwszy rzut oka smok ów nie był wyzwaniem. Mimo łusek pokrywających jego ciało.
-Ty jesteś smokiem? Walcz ze mną gadzinko, zamierzam przerobić cię na gulasz- Powiedział do Bestii, będąc pewnym swego. Drzemiąca bestia, otworzyła jedynie jedno oko, ukazując siarkowego koloru ślepie. Była to jedyna reakcja bestii. Zdenerwowany Gumiś podszedł i zaczął uderzać w masywne cielsko, używać magii i robić wszystko byle ów smoka pokonać. Nic, była to jak walka mrówki ze słoniem. Po całym dniu walki udał się nieco głębiej w las by zapolować, przespać się i wypocząć. Przychodził tak kilka dni z rzędu z podobnym skutkiem. Dopiero szóstego dnia smok, odezwał się do Gumisia.
-Jak się nazywasz człowieku?- Spytała bestia, głosem podobnym do syczenia węży.
-Han- Odpowiedział machinalnie, zaskoczony pytaniem bestii.
-Jestem Embrog, smok ognia. Podoba mi się twój upór, człowieku. Jeśli chcesz pokonać smoka, musisz umieć zniszczyć moją łuskę. Wróć gdy uda ci się to osiągnąć.- Powiedział do Hana, smok. Ten jednak nie miał łuski na której mógłby trenować. Dlatego dalej wracał, dzień w dzień, lecz smok więcej nie przemówił, czasem go nie było a czasem spał. Po około miesiącu udało mu się łuskę zdobyć, jak? Użył bardzo silnego ciosu, nagrzaną ogniem pięścią w miejsce w którym jedna łuska nachodziła na drugą. Smok syknął z bólu ale Obrzucił jedynie Gumisia uważnym, ciekawskim spojrzeniem. Widać to co robił Han, wielce go bawiło. Po zdobyciu łuski, wizyty u smoka ustały. Ustały na długie trzy miesiące kiedy to Han wrócił z łuską rozwaloną na drobne kawałeczki i zawadiackim uśmiechem na twarzy, może był to mały krok, ale był z siebie dumny. Smok powstał i tak rozgorzała pierwsza z walk. Walka którą Han przegrał. Ale smok go oszczędził. Walk było jednak więcej, dużo, dużo więcej. Ale Han zaczął przez nie podupadać na zdrowiu, stawał się z każdą walką coraz słabszy, nie regenerował swoich sił, tak szybko jak przeciwnik. Pewnego dnia jednak to się zmieniło, ogień przestał go parzyć a siły przybywały znacznie szybciej, zastanawiał się co się stało. Zapytany o to Embrog odpowiedział jedynie że kiedyś się dowie no i jest to dar smoka dla niego. Dar który mu przekazał gdy ten był nieprzytomny po jednej z walk. Te kilka walk sprawiło że Gumiś i smok, zaprzyjaźnili się. Jednak ta sielanka nie trwała zbyt długo. Pewnego dnia, nadszedł on, mag odziany w zbroję czerwoną jak krew, dzierżący miecz biały jak śnieg. Zwał się Romualdem. Nie był to byle mag, nie była to zwykła osoba. On mimo kilku miesięcy walk ze smokiem nawet nie zadał Emborgowi większych ran. Romuald był inny. Po kilku minutach walki, pozbawił Emborga ogona. Walka mimo to była długa i zażarta, skończyła się zwycięstwem rycerza, mimo licznych ran i ciężkiego stanu, uniósł miecz by zadać Emborgowi ostateczny cios. I mimo że Han obiecał nie wtrącać się do tej walki, podbiegł i uderzył Przeciwnika łamiąc mu kark.
-Tylko ja, mogę zabić Emborga.- Powiedział rozgniewany i zajął się leczeniem ran smoka, sam smok mówił mu jakich ziół ma użyć. Zastanawiały w tym czasie Hana pewne rzeczy. Po pierwsze kim był Romulad? Nie używał zwyczajnej magii, właściwie jego magia była czymś czego do teraz Han nie zrozumiał a smok nie chciał mu powiedzieć. Magia pozwalająca na cięcie wszystkiego jak by było z masła. Magia ostrzy? Ale mimo wszystko jak potężny musi być mag by ciąć smoka jak masło? No i dlaczego smok, który mógłby przyspieszyć swą regenerację ogniem, używał ziół? Z tego samego powodu z którego Han zostawił swoją bliznę na klacie? Pamiątkę pierwszej walki ze smokiem? Nie był pewien, ale przekonał się o tym tydzień później kiedy Emborg zmarł. Zmarł zatruty roślinami, które podał mu Han. Dopełniło się więc to czego oboje chcieli. Emborg mógł paść jedynie z ręki Hana i to właśnie się stało.

Wracając z lasu odwiedził jeszcze jedno miejsce, rodzinny dom. Jego matka i ojciec wciąż żyli, nie poznali go jednak co upewniło go w tym że Tsukiko też go nie pozna. Został smoczym zabójcą a moc smoka wypaliła stary znak gildii. Był wolny, teoretycznie. W domu nic się nie zmieniło. Prawie nic, bowiem przed jego byłym domem, bawiła się teraz mała dziewczynka o bujnych czarnych włosach. Jak domyślił się Han jego młodsza siostra. Kiedy odchodził, by wrócić do Fiore, tuż przy wejściu na wysypisko natknął się na postać w kapturze patrzącą na srebrny zegarek kieszonkowy, zapewne by ją zignorował, gdyby nie zwróciła się do niego po imieniu.
- Witaj Han, zagrajmy w grę. Nagrodą będzie jej życie, a polem gry cały świat. Ta gra nie ma zasad, nie ma też nazwy, odnajdź mnie i zabij albo ja odnajdę ciebie i zabiorę co moje.- Powiedziała postać i rozpłynęła się w powietrzu. Kim był, Han już nigdy się nie dowiedział. A co zrobił po powrocie do Fiore? Znów dołączył do GH, podając się za maga ognia zwanego Gumisiem. Cóż Tsukiko nie musi wiedzieć że to starczy członek jej gildii. A od czasu kiedy widziała go ostatnio, nieco się zmienił.
Umiejętności:
- Jego osoba niebywale mocno lubi rozwiązywać problemy siłowo. Co za tym idzie nie może w jej asortymencie brakować atrakcji takiej jak Łamacz kości
- Skoro Goo specjalizuje się w machaniu pięściami, to ma umiejętność Walki wręcz
- Dostrzec zająca z dużej odległości to dla Goo żaden problem, ale on woli wypatrywać cycki. Tylko po to trenował swe oczy i został Sokolookim
Ekwipunek:

Rodzaj Magii: Smoczy zabójca gniewu definitywnie najbardziej oddaje jego osobowość, aczkolwiek co uparci i tak zwą jego magię, magią smoczego zabójcy ognia, więc tak zapewne jest. Oczywiście jest z Pierwszej generacji
Pasywne Właściwości Magii
1. Połykacz ognia – Smoczy zabójca ognia jest w stanie zjadać ogień co regeneruje jego Moc magiczną. Poziom regeneracji tej mocy jest zależny od wielu czynników ale waha się w granicach 1-15%MM za posiłek.
2. Pochłaniacz energii cieplnej – Jak wiadomo ogień jest energią cieplną. Tak więc właściwie wszystko co nią jest w jakiś sposób regeneruje moc magiczną smoczego zabójcy, aczkolwiek wtedy nie działa to tak jak należy. Smoczy zabójca ognia jest w stanie zjeść piorun, magmę, czystą energię i każdą inną jej formę wytwarzającą ciepło. Ilość uzyskanej z tego Mocy magicznej waha się w granicach 1-40%MM na jeden posiłek. Jednakże ta forma odżywiania skutkuje utratą przytomności i dość sporymi obrażeniami wewnętrznymi po 5 postach od spożycia danego rodzaju energii. Nie zje magmy, odzyskane MM nie przekroczy 100%
3. Stąpający w ogniu – Jako smok ognia jest co jasne odporny na ten żywioł.
4. Smocze ciało – Nieco smocza anatomia sprawia, że Gumiś ma nieco lepszy słuch niż zwykli ludzie. Na dodatek, na jego skórze gdy jest zły, można dostrzec czerwonawe linie układające się we wzór przypominający łuski, oczywiście jest to tylko efekt wizualny.
5. Gniewny płomyk – Każdy człowiek gdy spęta mu się ciało i wpadnie w złość, w jakiś sposób zaczyna negować wszelkie paraliże, bowiem to on jest władcą swego umysłu. U Gumisia ta przypadłość jest nieco wyższa, bowiem jako dziki smok, musi pozostać niespętany, wobec tego łatwiej wyrwać mu się ze wszelkich paraliży i manipulacji umysłowych.[Do D, wyżej już nie ma tak łatwo]
6. Żar mej krwi, spopieli moich wrogów – Zarówno krew jak i ciało Goo są ciepłe jak żar prosto z ogniska. Może nie wyrządza to większej krzywdy, ale dotknięcie jego krwi, czy też ciała pod skórą może doprowadzić do lekkiego szczypania, ot jak byśmy dotknęli ciepłego kubka herbaty.
7. Choroba lokomocyjna – No po prostu nie trawi jeżdżenia pojazdami. Od razu zbiera mu się na wymioty, dostaje sporych zawrotów głowy no i osłabienia organizmu
Zaklęcia:
Ranga D
1. Ryk smoka popiołu – Samo zaklęcie sprowadza się do zrobienia głębokiego wdechu a później dmuchnięciu w przeciwników. W momencie wydechu z płuc maga wydobywa się duża ilość popiołu. Popiół sam w sobie jest nieco ciepły więc gdy osiądzie na skórze może wywołać delikatne oparzenia, jedynie denerwujące przeciwnika. Prawdziwym celem tego zaklęcia jest dostanie się popiołu do oczu i płuc przeciwników. Pierwsza rzecz wywoła szczypanie i łzawienie oczu, powodując ślepotę na czas 2 postów. Gdy dostanie się do płuc i gardła powoduje odruchy wymiotne i kaszel. Szerokość chmury to tuż przy ustach 10cm w najdalszej części 1,5m. Zasięg zaklęcia to 7m. Na dodatek po wyzionięciu z siebie popiołu ten utrzymuje się w powietrzu jeszcze przez 2 posty nim opadnie na ziemię. Sam mag jest całkowicie odporny na działanie popiołu. Popiół powstaje poprzez spalenie w żołądku wartości odżywczych, dlatego też bezpiecznie można tego użyć raz na walkę/event a następnie coś zjeść by móc użyć tego ponownie. Używanie tego bez spożycia posiłku, powoduje spalenie żołądka i reszty ciała.
Ranga C
1. Ognisty bieg - Jeśli zwykłym biegiem, nazwiemy stan w którym zwykle znajduje się organizm, to ognisty bieg będzie wyższym poziomem normalnego stanu organizmu. Polega to na zwiększeniu siły i szybkości ciosów poprzez odpowiedni odrzut kończyn szybkim i mocnym strumieniem ognia. Oczywiście strumień ognia jest na tyle słaby by nie uszkodzić kończyn używającego. Odrzutu można użyć na całym ciele, czyli miejsce z którego wyleci wiązka ognia jest dowolne. W momencie wystrzelenia jęzora ognia, z łokcia, pięść użytkownika znacznie zwiększa swoją prędkość a co za tym idzie siłę z jaką uderza w przeciwnika. Takie uderzenie jest w stanie poważnie pogruchotać przeciwnika. Jedno zaklęcie to cztery użycia
2. Łuski smoka żaru - Zaklęcie polega na wytworzeniu na ciele twardych łusek pokrytych żarem. Łuski te zatrzymują wszelakie fizyczne ciosy (acz da się je zniszczyć), chyba że wspomagane czarami i utrzymują się przez 2 posty. Na dodatek uderzenie w takie łuski powoduje lekkie poparzenie.
3. Piekielny krąg - Zaklęcie obszarowe, w obrębie 15m od Gumisia podłoże zyskuje nowe, całkiem użyteczne właściwości. Bowiem każdy prócz Gumisia, kto stanie na owym podłożu dozna poparzeń stóp. Oczywiście rzecz biorąc jeśli się przewróci, to poparzy się cały. Prościej mówiąc, podłoże zaczyna płonąć. Zaklęcie trwa 3 posty i z każdym postem płomienie są coraz wyżej. Przy pierwszym do kostek, przy drugim do połowy łydek, przy trzecim sięgają już kolan.
Ranga B
1. Młot Hefajstosa - Zaklęcie polega na pokryciu ręki smoczymi łuskami i podpaleniu całości. W momencie uderzenia ogień dodatkowo dodaje odrzut ręki w przód zwiększając szybkość i siłę uderzenia już i tak wysoką przez twardość łusek. Cios ten ma siłę zdolną skruszyć smocze łuski na dodatek w czasie uderzenia ogień wraz z energią rozchodzą się po ciele przeciwnika wywołując otępienie trwające dwie do trzech sekund. Zaklęcie to nie zada jednak żadnej rany ciału (nie licząc owego odrętwienia) bowiem jest to zaklęcie stworzone do niszczenia tarcz, zbroi i innych elementów obronnych.(uderzenie w tarcze czy to magiczna czy prawdziwą także doprowadzi do owego odrętwienia jeśli owa tarcza znajdowała się najdalej 2 metry od użytkownika). Także jeśli przeciwnik nie posiada żadnego elementu zbroi, czy też zasłoni go osoba bez niej, to zaklęcie po prostu nie zadziała, stworzone zostało bowiem z myślą o niszczeniu elementów defensywnych, czy to magicznych czy nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t528-konto-hana http://ftpm.forumpolish.com/t329-goomoonryong http://ftpm.forumpolish.com/t921-gumisiowe-relacje#13545

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Villen
Wiek : 19
Wzrost/waga : 185/76.6
Rodzaj magii : Śmierci
Gildia : =
Liczba postów : 330
Dołączył/a : 18/08/2012

PisanieTemat: Re: Goomoonryong   Sro Sty 02 2013, 15:56

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Goomoonryong
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail Path Magician - Zagłęb się w świat magii :: 
Prolog
 :: Kartoteka :: Samotnicy
-




Reklama
Poniżej znajdują się buttony for, z którymi obecnie prowadzimy wymianę. W celu nawiązania współpracy zachęca się do odwiedzenia pierw tematu z regulaminem wedle którego wymiany prowadzimy, a następnie do zgłoszenia się w tym temacie. Nasze buttony oraz bannery znajdują się zaś w tym miejscu.
BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallowswww.zmiennoksztaltni.wxv.plRainbow RPGEclipseRe:Startover-undertaleBleach OtherWorld
Layout autorstwa Frederici.
Forum czerpie z mangi "Fairy Tail" autorstwa Hiro Mashimy oraz kreatywności użytkowników. Wszystkie materiały umieszczone na forum stają się automatycznie własnością jego jak i autorów. Dla poszanowania Naszej pracy uprasza się o nie kopiowanie treści postów oraz kodów bez uprzedniej zgody właścicieli.