IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5490
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Wybrzeże   Czw Mar 28 2013, 15:04

Skalisty brzeg oddzielający Gęste lasy Tenrou od spienionych wód przybrzeżnych. Prócz krabów pustelników i tzw. wiatru w polu, nic się tu nie znajdzie. No może poza kamieniami, muszlami i piaskiem.
~~

MG

Wiatr smagał czarny pas postaci stojącej samotnie na kamienistym brzegu. Osoba ta była średniego wzrostu, miała może z metr osiemdziesiąt. Czarne jak smoła spodnie, i czarna kamizelka, sprawiały że w blasku pełnego słońca na żłotawo-srebrnej powierzchni, mężczyzna mocno rzucał się w oczy. Odziane w skórzane, czarne rękawice dłonie, zaciśnięte miał w pięści. Prawą na dodatek opierał na Kashirze swojej katany, kołysającej się u prawego boku. Kołnierz górnej części odzienia zasłaniał usta i nozdrza, uniemożliwiając piaskowi dostanie się w niechciane miejsca, zaś złote oczy powoli obserwowały cały brzeg, jakby szukając śladów życia. Sterczące, srebrne włosy, też smagane przez wiatr, kołysały się wraz z głową, w rytm słyszanej chyba tylko dla ów postaci muzyki. Po chwili jednak wszelki ruch zamarł, cienie skurczyły się a postać cicho zachichotała. Misternie uknuty plan nie wypalił w 100% zaklęcia zostawione tu przez Mavis były zbyt potężne, no i mimo plecenia tego czaru przez cały dzień, Takano musiała zostać poinformowana o intruzie. Zabawne, ciekawe jak szybko i jak liczną grupę tu przyślą?
-Tu Kishimura. Pierwszy etap zakończony sukcesem. Niech oddział Bravo będzie w pogotowiu. Klatka otwarta, ptaszki mają wejście...-Powiedział jak by sam do siebie i lewą dłonią wysunął z Sayi katanę. 90cm srebrne ostrze dumnie połyskiwało, trzymane w dłoni mężczyzny, który powoli zaczął maszerować po piasku. Tak, da wróżkom fory, nim wyruszy, pozwoli tu jakimś przybyć... oczywiście nie będzie czekał zbyt długo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Lea Shizukana
Wiek : 20
Wzrost/waga : 165/58
Rodzaj magii : Magia podmiany; rycerska
Gildia : Fairy Tail
Liczba postów : 120
Dołączył/a : 17/03/2013

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Sob Mar 30 2013, 15:27

Nim dotarli do przystani dziewczyna oczywiście zawsze ubezpieczona zrobiła 'niewielkie' zapasy prowiantu. Nie wyobrażała sobie wybierać się w taką podróż i na taką misję bez przygotowania. O mały włos by się spóźniła ale w końcu odbili z portu razem z nią! Z małymi utrudnieniami i problemem z organizacją w końcu się udało. Lea odetchnęła z ulgą. Na pokładzie prócz niej znajdowała się jeszcze trójka wróżek z Fairy Tail - Alezja, Dax oraz... On... Niedźwiedź. Dziewczyna oparła się o burtę, a wiatr przyjemnie owiewał jej twarz. - Misiowaty, jak nie przestaniesz mnie nosić w ten sposób... To Ci normalnie łeb utrącę... - powiedziała z zażenowaną miną, a kropelka potu wystąpiła na jej czoło. Groźnie zatrząsnęła swoją laską pod nosem Piątego i zaczęła się śmiać. Spojrzała po reszcie ekipy i rozpromieniła się. To upewniło ją, że nie było się czego obawiać. Są drużyną, są bardzo dobrą drużyną jak na Fairy Tail przystało i z pewnością uda im się odgadnąć co wyprawia się na ich świętej wyspie. Miała tylko nadzieję, że w podróży nie okaże się, że ktoś ma.. chorobę morską. Stanęła po przeciwnej stronie statku, patrząc w kierunku gdzie powoli wyłaniała się korona ich świętego drzewa. Przed nimi było jeszcze trochę rejsu więc postanowiła wykorzystać go na zrelaksowanie się... Przemieniła zbroję w kostium kąpielowy i położyła się na leżaku rozpoczynając kilku godzinną pogawędkę. Po tym czasie... statek nagle się zatrzymał kilkaset metrów od brzegu. - Hm? - dziewczyna podniosła się z leżaka z nadzieję, że reszty odległości nie będą musieli pokonywać wpław, ale kilka sekund później jej wątpliwości się rozwiały i utraciła grunt pod nogami spadając na piaszczystą plażę. Wstała, potarła swój stłuczony tyłek i wykrzywiła się w grymasie. - Ale o sposobie przenoszenia z pokładu na wyspę zdecydowanie musimy podyskutować z liderką... - wymruczała, dalej rozcierając bolące miejsce. Spojrzała czy wszyscy są cali i zdrowi, wyglądali na nie bardziej uszkodzonych od niej. - Widzicie coś? - wyszeptała rozglądając się czujnie dookoła, podniosła się. Przemieniła ubranie z bikini w swoją standardową zbroję (Av.) Musiała się przyzwyczaić do szumu morza który w tym momencie lekko ją rozpraszał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t878-konto-les http://ftpm.forumpolish.com/t745-lea-shizukana

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Sarsi Pięć Niedźwiedzi
Wiek : 17
Wzrost/waga : 174/68
Rodzaj magii : Magia Szamańska
Gildia : Fairy Tail
Liczba postów : 85
Dołączył/a : 18/03/2013
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Sob Mar 30 2013, 17:52

Widząc nadbiegającą dziewczynę spojrzał obojętnie na lichą kładkę, która mogła się łatwo zarwać. Spodziewał się, że Lea nie dobiegnie i albo wpadnie do wody, albo odpłynie, doczepiona zewnętrznej strony balustrady. Byłoby to zabawne, a on oczywiście, w bardzo heroiczny sposób, rzuciłby się jej na ratunek, pomagając jej bezinteresownie. Chociaż, nadal byłoby to bardzo zabawne. Gdy udało jej się dotrzeć, uśmiechnął się do niej niewinnie. Jak zawsze zadbała o zabranie ze sobą ogromnej ilości kanapek, z których Niedźwiedź na pewno pożre większość. Taaak, z pewnością tak też będzie.

Słysząc uwagę, przypominającą bardziej uszczypliwą groźbę, zachichotał cicho i pokazał jej Indiański język. Dosłownie. Po czym pokrzepiająco puścił jej tak zwane oko i zwrócił się ponownie ku morzu, prowadząc masę modłów do Ducha Wody, oraz stworzeń morskich, żywiołów. Do wszystkiego, co było powiązane z wodą, o pomyślność w tym rejsie. Rozejrzał się po pokładzie, taksując wzrokiem dwójkę pozostałych magów. Była oczywiście ta silna i obeznana wśród innych Wróżek Aojza i niejaki Dax, którego stosunkowo mało kojarzył. Zasłyszał tu i ówdzie, że raczej chłodny z niego człowiek...

Lekkim uśmiechem obdarzył nieświadomą tego Leę, gdy przemieniła się za pomocą swojej magii. Lekko się zarumienił i odwracając wzrok spojrzał na położone wysoko, bocianie gniazdo. Uśmiechnął się cicho i z wprawą prawdziwego marynarza wspiął się na górę, siadając ze skrzyżowanymi nogami na samym szczycie i paląc swoją fajkę wypuścił z ust kształt czaszki na tle dwóch piszczeli - piracki symbol. Zaśmiał się cicho, spoglądając na fale i okolice, podziwiając na prawdę różnego rodzaju widoki. Taaak. Lubił obserwować krajobraz i piękne widoki. Może zostanie wędrowcem, albo kimś takim?

Gdy zauważył brzeg, zjechał wprawnie po jednej z lin i w momencie, gdy zeskakiwał na pokład, wylądował niespodziewanie na miękkim, żółtym, wilgotnym piachu, z wielką gracją i precyzją, w przeciwieństwie do Lei, która upadła całkiem boleśnie. Prędko podbiegł wręcz do niej, pomagając jej wstać i chcąc zaoferować maść. Przypominając sobie jednak wpadkę z maścią w gabinecie Takano jak to oferował namaszczenie jej piersi, od razu zamilczał. A widok wcieranej maści na otłuczenia na pewno sprawiłby, że pojawiłyby się Złe myśli. Ograniczając się jedynie do zatroskanego spojrzenia, zapytał tylko - Niedźwiedzi aż Pięć, a Lea Jedna, a tyle hałasu robi - uśmiechnął się i rozejrzał po okolicy, wypatrując zagrożenia.

- Ten ktoś na pewno chciał, abyśmy tutaj przybyli, tak to Drzewo byłoby już naruszone - powiedział wyjmując z ust swoją fajkę i szukając także dobrego miejsca na kryjówkę, lub łatwego do obrony - Wydaje mi się, że to Inkwizycja. Pewnie szykują na nas pułapkę, albo już tutaj zmierzają... Co Wy na to, aby zrobić zasadzkę? - zapytał śmiertelnie poważny, poprawiając pióropusz i rozglądając się za dogodnym miejscem, wyjął z torby swój tomahawk.

Niech przybędą... Pokażę wszystkim, co to znaczy gniew maga Fairy Tail!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1292
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Sob Mar 30 2013, 19:05

Chłopak opierał się na burcie statku. Spoglądał w bezkresne morze. Przypominało mu to jak został wyciągnięty na statek przez rybaków. Ogarnęły go dreszcze na myśl o zimnej wodzie. Po swojej lewej stronie miał beczkę pełną rumu. Gdy nikt nie patrzył to uderzył o wieko beczki, otwierając ją tym samym. Rozglądnął się jeszcze po całym statku. Gdy nikt nie zwracał na niego uwagi, to złapał za mały blaszany kubek. Zamaszystym ruchem wlał do niego trochę zawartości beczki, po czym go schłodził i wypił.
-Sześć błota stóp…- zaczął pomału i po cichu. Załoga zwróciła się w jego kierunku zaczynając razem z nim. Dax zwrócił na nich swój wzrok. Wziął kolejny łyk i kontynuował.
-Uderz w bęben już, bo nadszedł nam czas- I tak dalej śpiewał i śpiewał, a załoga za nim. Co jak co, ale wiedział jak dogadać się z marynarzami na statku! Spędził z nimi trochę czasu, ale wyszło mu to na dobre. Chyba to była jego wina, ale cała beczuszka poszła się… chędożyć, dobrze, że nie wydundał jej całej, chociaż mógłby! Gdy tylko skończyli śpiewać jedną, to zaczęli śpiewać następną. Oczywiście jak zwykle zaczął lodowy mag.
-Okręt nasz wpłynął w mgłę i fregaty dwie. Popłynęły naszym kursem by nie zgubić się!- A reszta już za nim. Gdy sobie tak śpiewali to on usiadł sam na jednym z schodów, które prowadziły na górny pokład. Wstał po kilku minutach i zaczął nerwowo chodzić po pokładzie, robiąc ciężkie kroki. Lekko przygarbiony kierował się na dziób statku. Wziął głęboki wdech. Stał tak bez ruchu, nawet gdyby ktoś go o coś zapytał to zapewne nie odpowiedziałby na nic. W pewnym momencie poczuł, że statek osiada na mieliźnie. Poprawił swoją nową broń, która była obwinięta w kawałek szarego materiału i obwinięta sznurkiem. Popatrzył w niebo, po czym zapalił papierosa i zaciągnął się nim. Mentolowe. Takie palił. Nie lubił palić innych, po prostu lubił mięte, nawet bardzo. Gęsty dym unosił się wokół niego. Zszedł na dół, na złocisty piasek. Czuł potęgę bijącą od drzewa na środku, na tenrou magowie z znakiem FT po prostu czuli tą siłę(O ile dobrze pamiętam, to tak było w mandze xd). Ruszył do przodu zostawiając odciski buta na piasku. Po chwili zostały zmyte przez fale. Nie chciało mu się jakoś specjalnie dzisiaj z tym wszystkim kombinować. Rozglądał się dookoła. Jeśli coś zobaczył to pokazał wszystkim palcem i powiedział krótkie.
-Tam-
Jeśli nic nie zauważył to po prostu odpowiada nie. Mag po chwili przypomniał coś sobie, co usłyszał w sklepie magicznym o atlasie bogów. Potruchtał do Alezji, po czym powiedział jej na ucho o tym, co przekazał mu Abdul. Oczywiście tak cicho, że nikt inny nie mógł tego podsłuchać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Sob Mar 30 2013, 22:15

Alv znalazła sobie miejsce delikatnie na uboczu pokładu, jednak nie na tyle daleko by odłączyć się od grupy. opierała się o barierkę i pozwalała wiatrowi bawić się jej włosami. Zawsze lepiej jej wychodziła obserwacja stada z boku, do tego miała możliwość zatapiania się w rozmyślaniach. Możliwość obserwacji towarzyszy, którzy jakoś zagospodarowali sobie czas, sprawiała jej przyjemność. Teraz też. Nawet po trosze udzielił jej się nastrój jaki rozsiewał Dax:
- Ciepła krew poleje się strugami. Wygra ten, co utrzyma ship. W huku dział ktoś przykryje się falami. Jak da Bóg, ocalimy bryg... - podśpiewywała sobie pod nosem, z lekkim rozbawieniem przyglądając się zabawie na pokładzie. Patrzyła na wygłupy Daxa, na nowego Wróżka, który zaczął obserwacje okolicy z bocianiego gniazda, na nową Wróżkę, która... no właśnie... Już w gabinecie Takano zaniepokoiło w jaki sposób dziewczyna tak szybko zmieniła odzież... Inu, uspokój się. Ta magia nie jest zarezerwowana tylko dla jednego maga. Nie poznałaś jej jeszcze a już chcesz ją skreślić przez... no właśnie? Przez co? Zazdrość? Złość? Nawet nie wiesz, jak to nazwać! Nie tylko Erza ma prawo do Rycerza - Podmiany. Powinnaś się cieszyć, że jest tu jakaś jej namiastka. Tu! W Fairy Tail! Wiadomo, że ta dziewczyna nie zastąpi Erzy, więc chyba nie musisz się o to bać, prawda? Erzy nikt nie jest w stanie zastąpić. Nie krzywdź nowej, bo jest niewinna. Daj jej szansę. Ogarnij się. Pomyśl lepiej, jak może być zabawnie gdy Erza wróci! Dwie rycerze! A jakby wyglądały ich pojedynki? Ona nie próbuje zastąpić Erzy, więc przestań się burzyć i denerwować nim kogoś skrzywdzisz. Ta dziewczyna to też twój towarzysz w boju. To twoje stado i nigdy, ale to przenigdy nie odrzucaj z niego nikogo bez konkretnego powodu. Nigdy. Jasne?... I do tego znak gildii ma prawie w tym samym miejscu co ty. To może być lojalna Wróżka...
Wzięła głęboki wdech i zapatrzyła się w horyzont. Jej rozsądek miał rację. To, że po zaginięciu Erzy Inu nie potkała innego tego rodzaju maga nie znaczyło, że ich więcej nie ma. Teraz przede wszystkim powinnaś skupić się na obronie Tenroujimy. Rozumiesz chyba, że ktokolwiek tam jest, jest potężniejszy od całej waszej czwórki razem wziętej? Zdołał dostać się na wyspę mimo przepotężnych zaklęć ją chroniących. A z wami nie ma nawet maga klasy S. OK, ma dołączyć Takano ale nie wiesz, co zastaniecie na miejscu ani kiedy obecna mistrzyni zjawi się na wyspie. Skup się na obronie Fairy Tail. Broń wyspy, grobu Mistrza i broń Wróżek. Jasne? Waruj...
W tym momencie jej umysł załączył inną piosenkę. Patrzyła na rosnącą przed nimi Wyspę Tenrou a w "tle" jej grało:

Axes flash, broadsword swing,
Shining armour's piercing ring
Horses run with polished shield,
Fight Those Bastards till They Yield
Midnight mare and blood red roan,
Fight to Keep this Land Your Own
Sound the horn and call the cry,
How Many of Them Can We Make Die!

Follow orders as you're told,
Make Their Yellow Blood Run Cold
Fight until you die or drop,
A Force Like Ours is Hard to Stop
Close your mind to stress and pain,
Fight till You're No Longer Sane
Let not one damn cur pass by,
How Many of Them Can We Make Die!
*


Nasza Archeolog jeszcze nigdy nikogo nie zabiła ale kto wie, do czego będzie zmuszona na miejscu. Im bliżej Drzewa byli, tym większa była determinacja Alv, by bronić go za wszelką cenę. A tym łatwiej będzie jej walczyć, bo wie, że Drzewo jest po ich stronie...

Gdy kadłub zaszurał o dno, długowłosa zeskoczyła ze statku jako ostatnia. Choć przybrzeżna woda z pokładu sprawiała wrażenie sięgającej może do kostek, Alv wpadła po pas. Nie zdziwiło jej to jakoś specjalnie. Oczywiście sajdak i plecak, już w ogóle pomijając zestaw falkatowy, umaczały się, jednak zawartość plecaka sama sobie albo wyschnie bez problemów, albo w ogóle jest zabezpieczona przed zamoknięciem, a łuk i strzały Alv wytarła zaraz po wyjściu na brzeg. Pytanie Lei automatycznie sprawiło, że zaczęła się rozglądać uważnie po okolicy (-> um. sokolooka). Jeśli znalazła coś niepokojącego, natychmiast powiedziała o tym towarzyszom jednak głosem normalnym, bez emocji, jakby opowiadała, jaka dzisiaj pogoda albo o lokalnej wodnej florze. Chyba, że to była sytuacja wymagająca natychmiastowej reakcji. Wtedy ostrzegała krótko a treściwie. Przeskanowała też brzeg Traseologią (PWM) w miejscach, których nie obmywały fale. Mogła w ten sposób uzyskać m.in. informacje o pułapkach zastawionych na piasku, ile osób przed nimi pojawiło się na wyspie, jakiej byli wagi, wzrostu, czy mieli problemy z poruszaniem się, etc. Przyjrzała się też śladom pozostawionym przez Wróżki, by móc je oddzielić od "podejrzanych". Oczywiście nie miała pewności, czy przeciwnicy wylądowali akurat w tym miejscu, jednak z jej szczęściem lepiej było sprawdzić za wczasu, bo gdyby nie sprawdziła, na bank okazałoby się, że desant miał miejsce właśnie tu. Gdy skończyła "przyglądać się" brzegowi, odezwała się w te słowa:
- Też mam wrażenie, że to pułapka na nas. Kontrpułapka chyba zła by nie była. Masz jakiś pomysł?... - nie były to złośliwe słowa. Na prawdę nie wiedziała i na prawdę uważała, że jeśli ktoś ma rozwiązanie, to niech się nim dzieli. Na słowa Daxa o Atlasie Bogów zareagowała uniesieniem brwi ze zdziwienia...
- Aha... - powiedziała nieobecnie...
Spojrzała też na pozostałą dwójkę i o czymś sobie przypomniała...
- Głupia sprawa ale czy moglibyście się przedstawić? Dla formalności: Alezja Gergovia. Choć to już skądś wiecie... - tu na chwilę pozwoliła sobie na lekki uśmiech. Nie chciała brzmieć, jakby ich przesłuchiwała. Pojęcia nie miała skąd ją znają. Mogli o niej po prostu usłyszeć w gildii, a może przeczytali w gazecie. Od wyjścia ze szpitala po śmierci Angella nie miała okazji na interesowanie się lokalnymi wieściami. Nie wiedziała nawet o notce we Fiore News. Do tego mocno zdziwiłaby się, gdyby dowiedziała się, że Pięć Niedźwiedzi uważa ją za jedną z mocniejszych magów w gildii. Osobiście bardzo się z tym nie zgadzała. Po prostu robiła co do niej należy...
Prośba o przedstawienie się pokazała też Inu jedno: że ma problem, by spojrzeć na Leę. Bardzo starała się nie okazywać, że coś nie gra ale... no... to mogło być widać. Rozsądek miał rację, więc pozostało Alezji pilnowanie się, by nie tworzyć dziwnej i niepotrzebnej atmosfery. Postanowiła, że w wolnej chwili uprzedzi dziewczynę, że przez jakiś czas może się względem niej dziwnie zachowywać...
Calutki czas była poważna, czujna i skupiona...



*Dla ciekawych: Heather Alexander - March of Cambreadth

_________________


Alvi OST: - Heir of Mamorix - Suffering - I am the Oak!... - Languor - For my guild!... - Fairy Tail Guild theme - Battle -
- Signs of the Past - Elegy about the Years Gone By - Hunt - Inu Dances -



sunny CDP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5490
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 00:05

MG

Wróżki przybyły na swoją rodzinną wyspę, przybyły by ratować swój dom. Wezwane mocą pierwszej, na rozkaz swej nowej mistrzyni, oddział wróżek stawił się na Tenrou. Gnani przeznaczeniem, albo losem srogim, pojawili się w miejscu wydarzeń, wydarzeń raczej, będących powodem ich przyszłej niedoli. Tak czy siak, czwórka wojowników pojawiła się na plaży, szukając swego przeznaczenia, planując liczne pułapki.
-Jaka nuda...- Dobiegł ich głos gdzieś, z lewej, a następnie policzek Alezji zarysowany czymś szybkim, zaczął piec, za jej plecami rozległ się zaś huk eksplozji. O tak, statek Fairy tail został zniszczony, ogień buchnął pod same niebo a deski walały się po wodzie. Zaś z lewego policzka pani archeolog, spłynęła pojedyncza krwawa łza...

Siedział tam, siedział na samotnym kamieniu, z kataną wbitą w ziemię przed sobą, pochylając się nieco do przodu, z prawą nogą założoną na lewe kolano. Człowiek w czarnym stroju, z srebrnymi włosami. Patrzył na wróżki obojętnym, nieco znudzonym spojrzeniem.
-Pytanie kto kogo ignoruje. Fejry tejl mnie... czy ja Fejry tejl?-Spytał raczej samego siebie, niż będących nieopodal magów, po czym wstał i ruszył po plaży, tak, by stanąć naprzeciw magów, po drugiej stronie brzegu, brzegu długiego na dwadzieścia metrów. Za magami była woda, za przeciwnikiem były skały.
-Ej wróżki... dotrzymacie mi kroku bez Takano? Zabawicie mnie... czy może nie?- Spytał, roztwierając ramiona i całkowicie odsłaniając tors. Gdyby teraz ktoś strzelił z łuku, miałby doskonały cel na klatkę piersiową mężczyzny. Po chwili jednak opuścił ręce i zakręcił kataną w dłoni.
-Raz, dwa, trzy- Zaczął wyliczankę, wskazując prawą dłonią kolejno na wróżki.-Dziś umierasz, ty- Palec maga zatrzymał się na Daxie. Czyżby wyrok śmierci? Magowie zobaczyli jedynie błękitny błysk a następnie w miejscu gdzie stał przeciwnik, uniósł się piasek. Ale nie tylko tam uniósł się piasek i pojawił błękitny błysk, oj nie. To samo stało się przed Daxem, przed którym nagle wyrósł przeciwnik. Jednak ani on ani magowie nawet nie zdążyli zareagować, kiedy przeciwnik płynnym ruchem lewej dłoni zatopił katanę w sercu Daxa. Tu jednak oboje, zarówno chłopak z gildii wróżek jak i tajemniczy napastnik, mogli być zaskoczeni, bowiem ciało Daxa zupełnie nie przejęło się prawami natur, jedynie nieco śniegu upadło na piasek, zaś sam Dax z niedowierzaniem patrzył na swoją klatkę piersiową, bogowie mieli go w swojej opiece, zaś przeciwnik znów "przeniósł się" na bezpieczną odległość, wracając do punktu wyjścia.
-Może jednak zabawię się z wami nieco dłużej?- Przekrzywił nieznacznie głowę, jednocześnie stając na jednej, prawej nodze, lewą stopę zaś oparł na łydce prawej. Gdyby nie maska na twarzy, można by uznać że się uśmiechał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Lea Shizukana
Wiek : 20
Wzrost/waga : 165/58
Rodzaj magii : Magia podmiany; rycerska
Gildia : Fairy Tail
Liczba postów : 120
Dołączył/a : 17/03/2013

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 01:02

Jeszcze przez jakiś czas dziewczynę intrygowało zachowanie Alezji względem niej, nie znała jej do tej pory osobiście, tym bardziej Lea nie jest osobą która obgaduje innych. Nie rozumiała czemu od tej istoty bije jakaś dziwna.. energia? Coś co można nazwać odczuciem niechęci do jej osoby. W końcu machnęła na to ręką. Każdy ma jakieś swoje bliżej znane lub ukrywane pobudki. I wtedy... zaszło to coś nieoczekiwanego, szybki zwrot przez ramię, spojrzenie na wodę i bezdźwięczne poruszenie ustami. Tylko w błyszczących oczach dziewczyny zalśniły płomienie, które wytrysnęły pionowym strumieniem z miejsca gdzie jeszcze przed chwilą był ich statek. -Niedźwiedź miał rację, zasadzka. - wyszeptała. Najpierw zaatakowali świętą wyspę, potem zniszczyli statek, a ... a teraz?! Co zrobią?! Czysty gniew zalał dziewczynę, ta przymknęła oczy starając się uspokoić. Złość i nienawiść to w jej przypadku siły które przeszkadzają jej w walce, osiągnięciu celu. Musiała się wyciszyć... odwróciła się tuż po tym aż jej emocje z tsunami zamieniły się jedynie w zburzone fale i... zobaczyła ruch, a raczej to zjawisko w ułamku sekundy którego przeciwnik znalazł się przy Daxie. Zagryzła wargi, otworzyła szerzej oczy, a jej ciało zadrżało. - Sz.. szybki...- pomyślała czując ciepło napływające do jej dłoni. - Geisha no egao – szepnęła, stojąc za Niedźwiedziem, wykonała charakterystyczne ruchy dłońmi i na jej ciele pojawiła się masywna zbroja gejszy. Adrenalina zadziałała i do tej pory ukryta Lea, tak samo jak cicho przebiegła jej przemiana tak i wyszła ujawniając się. Stanęła wśród swoich towarzyszy. Rzuciła zwierzęce spojrzenie w stronę wroga, wolno kręcąc nadgarstkiem w którym trzymała miecz. Delikatnie się uśmiechała, chowając oczy za spadającymi kosmykami włosów. I ona była szybka, stała czujnie, niby jak nigdy nic ale cały czas była gotowa do obrony. Jeżeli ją zaatakuje, ta robi unik odchylając się w lewo (pacz umiejętności) i stara się mieczem zahaczyć jego tułów. Jeżeli to nie pomoże, opiera drugi koniec miecza na lewej dłoni i tak stara się wyhamować cios, następnie znosząc go na prawo. Przeniosła sobie od niechcenia ciężar ciała na prawą stopę. - Zabawa zabawą... - powiedziała nie pokazując nadal oczu kryjących się za wachlarzem kosmyków. - Ale czuję się niekomfortowo nie wiedząc z kim mam do czynienia. - wypaliła suchym, obojętnym głosem. - I nie to, że Cię nie doceniam. Trzeba być pewnym swoich umiejętności by pchać się na wyspę wróżek. - powiedziała po dłuższej przerwie, uniosła głowę tak by przeciwnik mógł zobaczyć jej oczy. Uśmiechnęła się i lekko skłoniła się głową by wyrazić swój podziw dla czynów wroga. Mówiła cały czas spokojnie bez podnoszenia tonu głosu. - Co nie zmienia faktu, że posiadasz skłonności samobójcze. - dodała chwilę po ostatnim zdaniu i ruszyła mieczem, w którym odbiło się światło słoneczne.


Ostatnio zmieniony przez Lea dnia Nie Mar 31 2013, 12:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t878-konto-les http://ftpm.forumpolish.com/t745-lea-shizukana

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1292
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 04:51

Oczy chłopaka rozwarły się szerzej. Jego mina wyglądała dość specyficznie, bo jednocześnie był przerażony i trochę się uśmiechał, a do tego mała nutka zaskoczenia na ustach. W końcu znowu jego magia uratowała mu życie. Szkoda, że często lubi płatać figle w stylu raz jest, a innym razem po prostu tego nie ma.
-Umiesz zapie*dalać…- Powiedział krótko. Dziura w jego ciele szybko się załatała nie zostawiając ani śladu na ciele, gorzej jednak było z ubraniem, które zostało naruszone. Nowa kurtka, no Daxik raczej zbyt szczęśliwy z tego powodu nie był.
-Tego się nie spodziewałeś? Hihi…- Dodał po chwili. Gdy przeciwnik tylko się wrócił w tył, to chłopak postanowił nie stać jak słup soli. Z pleców ściągnął swój mały „scyzoryk”, który był zawinięty. Szybkim ruchem ściągnął z niego płachtę, która go osłaniała przed oczami gapiów. Wziął do prawej ręki i machnął z dwa razy na lekką rozgrzewkę.
-Powiem ci szczerzę, że trochę się wystraszyłem, gdy pokazałeś na mnie tym swoim paluchem, nie wiedziałem, czy mam się bać i rzucać się do ucieczki, czy po prostu stać jak debil. Wybrałeś za mnie tą drugą opcję- Rzekł dopalając swojego papierosa. Pociągnął dość dużego bucha. Skiepował na ziemię popiół. Chłopak lustrował przeciwnika swoim wzrokiem, po czym zrobił parę kroków do przodu. Nie spuszczał w niego wzroku, aż się nie wyłączył od wszelkich bodźców z zewnątrz. Był przygotowany na odskok z bok. Przeciwnik za pierwszym razem zaatakował go prosto w serce. Przed atakiem zatrzymał się tuż przed nim i lewą ręką wbił mu kataną w klatkę piersiową. Chłopak zapamiętał to, dlatego odskok będzie wykonany w prawo. Po co to wszystko? Otóż drugie trafienie może być bardziej fatalne niż pierwsze, gdyż uchroniły go tylko jego magiczne zdolności, które lubią zawodzić. Podczas wykonywania odskoku będzie starał się jeszcze chlasnąć przeciwnika w nogę. Jeśli to jakaś magia szybkości to jego energia powinna się skupiać na nich, poprzez ładowanie ich energią. Jeśli na odskok nie starczy czasu to po prostu kucnie, oczywiście, gdy przeciwnik zniknie mu z oczu, jeśli okaże się, że będzie biegł to wystawi swoje ostrze do przodu, by się po prostu na nie nabił i pociągnie je do góry. Jeśli przeciwnik będzie próbował przypuścić atak od boku, to chłopak natychmiast kieruje swoją broń w miejsce gdzie zamierza uderzy. W między czasie pociąga za sznurek, by ją po prostu aktywować. Jeśli przeciwnik czeka na ruch wróżów to Dax idzie pierwszy. Przygotowuje się na to, że przeciwnik zaatakuje w każdym momencie, wtedy przypuścimy opcję odskoku, ale to już zależne, z której strony się pojawi. Wtedy też bierzmy możliwość cięcia. Gdy będzie dość blisko to Daxik używa Śniegowego podmuchu(C), który ma za zadanie zwolnić ruchy przeciwnika. To zaklęcie, jest głównie od tego, aby zwolnić możliwości mobilne przeciwnika. Jeśli się udało, to chłopak od razu rzuca się do ataku, próbując zadać horyzontalne cięcia, oczywiście swoją broń włączy, by zadać więcej obrażeń. Jeśli przeciwnik okaże się szybszy niż był na początku i przypuści serie ataków, to Dax jest przygotowany na blokowanie ataków, gdy tylko zdarzy się okazja, to będzie próbował go kopnąć z partyzanta. Przy pomocy jego kolczastych butów będzie to dość bolesne. Jeśli przeciwnik wbije mu swoją katanę w bok ciała, lub rękę, to wolną kończyną od razu łapie za rękojeść jego broni, by uniemożliwić mu wyciągnięcie jej. Wtedy od razu tnie(Jeśli w bok wbije to lewa ręka go łapie, jeśli wbite w rękę lewą to też tnie, tak, aby nie zdążył mu uciec, a przy okazji lewą rączką, będzie próbował użyć Ice Coffin, by go złapać). W przypadku odpowiedniego dystansu będzie używał śniegowego podmuchu. Jeśli przeciwnik będzie sypał piaskiem w oczy, to chłopak odskakuje na bok, by spróbować tego samego, by końcówkę broni sypnąć mu nim w oczy. Jeśli znajdzie odpowiedni moment podczas „przeskoku” przeciwnika z punktu A do punktu B(Czyli moment błysku), wtedy od razu sypie piachem w górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Sarsi Pięć Niedźwiedzi
Wiek : 17
Wzrost/waga : 174/68
Rodzaj magii : Magia Szamańska
Gildia : Fairy Tail
Liczba postów : 85
Dołączył/a : 18/03/2013
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 09:37

Z grobową miną zatrzymał się, gdy usłyszał gdzieś za sobą głos, ściskając w dłoni swój Tomahawk. Odwrócił się z wolna, taksując osobnika, który im się przyglądał. Z pewnością bardzo potężny i utalentowany mag, trochę za bardzo pyszny i zapatrzony w siebie. Ale, najwyraźniej ma powód, by być takim dumnym. Walka z nim z pewnością będzie ciężka, a oni muszą szybko odkryć jego słabość, lub lukę w obronie. Jeżeli im się nie uda, to najprawdopodobniej zginą... Tak. Zginą. Zginie każdy z nich - nowo poznany, chociaż posiadający jako taką reputację w gildii Dax, jedna z najsilniejszych czarodziejek - Alezja, nawet on, pomimo tego, że on przecież nie mógł zginąć. No i... Lea... Nie. Nie mógł pozwolić na to, by komukolwiek stała się krzywda. Nie mógł pozwolić na to, by Fairy Tail ucierpiało. Dłoń aż zaczęła go boleć od mocnego ściskania drzewca Tomahawka. Obróciwszy nim kilka razy obdarzył nieznajomego groźnym spojrzeniem.

Gdy wybuchł za nim statek nie oglądał się na morze. Wiedział, co tam zobaczy i nie potrzebował uświadamiać sobie tego, jaką mocą włada ten mężczyzna. Spojrzał tylko okiem przez ramię, czy aby Lei się nic nie stało. Jego zimny, chłodny wzrok, którym nie spoglądał na nikogo od wielu miesięcy, jeszcze zanim odnalazła go Takano, cały czas skierowany był w oczy nieznajomego, bezimiennego wroga. Gdy zniknął i pojawił się tuż obok, Sarsi przeklął pod nosem. Najpewniej używał jakiejś rozbudowanej Magii Szybkości, lub nawet Magii Grawitacji. Sprawiało to spore problemy, ponieważ jeżeli nie zaczną przewidywać jego ruchów, to dostaną niezły łomot. Ugiął lekko nogi o rozsunął ręce na boki, niczym drapieżnik, gotujący się do skoku i ataku pazurami. Szybkim ruchem zacisnął rzemienie pióropusza, by ten nie spadł w trakcie walki. Nie mógł pozwolić sobie na śmierć z ręki własnego okrycia głowy...

Widząc, jak zza jego pleców dziewczyna wychodzi przemieniona w swoją specjalną zbroję gejszy, westchnął lekko. Na jego chłodnej twarzy wypłynął jakby trochę wymuszony uśmiech, chociaż wyglądający ciepło i całkiem przyjemnie, jeżeli można uznać jakikolwiek uśmiech na twarzy uzbrojonego Indianina Kogma. Niby to żartem, niby prośbą, cicho powiedział w jej stronę - Leo... Uważaj na siebie... - po czym puścił jej oko i wyszczerzył swoje białe kły w kierunku niesamowicie szybkiego przeciwnika. Oczami szukał najbliższych krzaków, trawy, czy chociażby jakichś ziół czy kwiatków. Stojąc tak, wysforuje się dwa kroki na przód widząc, jak Dax próbuje podjąć walkę z mężczyzną. Gdy tylko tamten się odsłoni, lub znajdzie się dogodny moment, jak na przykład unieruchomienie człowieka, albo jego unik, wtedy Pięć Niedźwiedzi skacze do przodu, wybijając się ostro z nóg i podrywając piach szybuje w tamtym kierunku atakując po skosie swoim Tomahawkiem, znad ramienia, próbując go odgonić i dać Daxowi trochę wsparcia i wytchnienia. Jeżeli przeciwnik przykładowo unikiem, lub po uderzeniu (co mało prawdopodobne) znajdzie się w powietrzu i będzie prawie, jak na tacy, wtedy Sarsi zapierając się o ziemię nogami, kumuluje energię swojej duszy w dłoniach i ustach, tworząc z nich trąbkę. Gdy nakieruje ową trąbką w kierunku w miarę odsłoniętego przeciwnika i Dax, ani żadna z Wróżek nie będzie w polu rażenia, to uwalnia swoją moc przeciągłym krzykiem - Faaairy TAAAAIL! - uderzając z całej siły swojej duszy z celem połamania kości i mocnego poturbowania. Krzyk Boga był nikłą szansą na wygraną, ale zrobi wszystko, by pomóc innym członkom swojej gildii.

-Nigdy się nie poddam... Póki moja dusza pozostaje żywa, będę niósł słowo Fairy Tail swoim Krzykiem
- szepnął pod nosem, kumulując w sobie magię do ponownego użycia tego zaklęcia, którego użył chwilę wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy 0

avatar


Liczba postów : 39
Dołączył/a : 14/12/2012
Skąd : stąd

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 17:37

Vincent bardzo lubił klimat wyspy Tenrou, która była niejako enklawą - nikt spoza Fairy Tail się tu nie pojawiał, a i z członków tej gildii niewielu szukało chwil spokoju w zaciszu tej wysepki. Na szczęście czarnowłosy chłopak bardzo szybko ugadał sobie kilku posiadaczy jednostek pływających pod tytułem łódeczki rybackie i inne tego typu, którzy za trochę drobnych zgadzali się po drodze podrzucić go na wyspę, gdzie mógł stuprocentowo się odstresować, naprawdę nie myśleć o niczym, a gdy potrzebował treningu czy ćwiczeń też nie było lepszego miejsca niż niemal pusty kawałek lądu otoczony zewsząd wodą.
No powiedzcie mi, czy jest jakieś lepsze miejsce, żeby posiedzieć samemu?
Dodajmy do tego przyjemny klimat, niewiele deszczu, słoneczko i wysoką temperaturę przez prawie cały rok, a nasunie nam się jeden wniosek: Żyć nie umierać. Toteż nie dziwne, że młody de Luca wybrał na swoje miejsce ucieczki od szarości tego świata właśnie tą niepozorną wysepkę, choć pełną prastarej magii. W końcu to tutaj znajdowały się pamiątki po pierwszych generacjach magów Fairy Tail. Pewnie gdyby sprzedawać tutejszą ziemię w doniczkach można by zbić fortunę na doskonałych nawozach.
Żeby nie było, Vincent sprawdził to osobiście.
Właśnie odwiedzał jedną z licznych polanek w lesie, którą odkrył już dawno temu. Jeśli nie znało się ścieżki miało się dziewięćdziesiąt dziewięć procent szans, że nie odkryje się zaanektowanego parę miesięcy wcześniej przez chłopaka niewielkiego prześwitu między drzewami. Ot polanka jakich wiele - otoczona drzewami, kiepsko widoczna spomiędzy drzew, ale doskonale nasłoneczniona i pełna doskonałej gleby, którą to właściwość wyspy nasz młody bohater odkrył bardzo wcześnie.
Od dłuższego czasu odbywała się w tym miejscu największa, a zarazem najwspanialsza tajemnica natury... tajemnica życia. Pewnego dnia Vincent zasadził w tym miejscu kilka nasionek rośliny znanej jako konopia siewna (z łaciny Cannabis sativa), które bardzo pięknie zaczęły wypuszczać pędy, liście, a wkrótce także całe krzaki, szczególnie wyróżniające się rozmiarem, dzięki właśnie życiodajnej glebie wyspy Tenrou. Przy okazji szczodre plony dawały chłopakowi wiele pretekstów, żeby przybywać na tą wyspę. Przy okazji doskonała pogoda pozwalała też na wyjątkowo szybkie suszenie zbieranych przez niego regularnie owoców, które wiele osób nie wiedzieć czemu myli z liśćmi.
Dzisiaj był właśnie jeden z tych specjalnych dni, kiedy Vincent wybrał się na "swoją" polankę, żeby rozluźnić się, odpocząć, ewentualnie zapalić trochę. Możliwe, że był uzależniony, chociaż sam pewnie by tak nie powiedział. Zresztą, powiedzcie sami, czy jest możliwe nie lubić stanu, kiedy wszystko jest przyjemne, obowiązki nie tak dotkliwe, a każde jedzenie smaczne. Sam Vincent posiadał coś, co można by nazwać talentem do gotowania, więc ostatni problem mniej go dotyczył... no, ale jeśli kiepskie jedzenie staje się dobre, to dobre jedzenie, a takie szykował chłopak, stawało się istną ambrozją. Całe życie interesowało go tylko, jak smakuje w takim razie ambrozja w tym stanie. Oczywiście jeśli coś takiego jak ambrozja istniało, ale trzeba przyznać, nazwa była dosyć chwytliwa.
No, ale nie pojawił się tutaj, żeby rozmyślać o jedzeniu tak? Znaczy, w pewnym sensie tak, ale wtedy to już myśli niezależne od niego, od taki bonus od życia. Tak czy siak, przyszliśmy tu, aby towarzyszyć czarnowłosemu w coparudniowej ceremonii "Spalenia Darów Drzewa Na Wyspie", gdzie próbował najświeższego, dopiero co przesuszonego sortu, a resztę zabierał do domu, żeby nie być uzależnionym od podejrzanych dilerów, którzy mogli do naturalnego kanabisu dosypać jakiś niesprawdzonych substancji, które mogłyby zupełnie zniszczyć jego zdrowie psychiczne i fizyczne. Tak, trzeba wiedzieć co się wprowadza do organizmu, bo można się potem obudzić z rękami w nocniku i na przykład totalnie zjechaną wątrobą. Vince miał już okazję spotkać parę osób, które zbyt pochopnie podchodziły do tego tematu, a obecnie ich rozwój intelektualny cofnął się do poziomu ucznia podstawówki, słowem wrak człowieka. Z zewnątrz nie zawsze wygląda tak źle, ale wystarczy porozmawiać parę minut i wyłania nam się obraz nędzy i rozpaczy, którego wiele osób chciałoby uniknąć. Ech, niestety wiedza o używkach i ich ofiarach jest niewielka, ludzie zazwyczaj wiedzą tylko to, co przekazują im masowe media, a to zazwyczaj okrojone i najbardziej "ekstremalne" przypadki. Niewiele wiadomo o ludziach, po których nic nie widać, ewentualnie wiedzą co biorą i są najzupełniej zdrowi.
Dobra, chyba starczy tej gadki umoralniającej, bo osoby nie interesujące się tematem umrą z nudów. Czasami wiedza jest zbędna, szczególnie, gdy priorytety są ustalone z góry, podyktowane są wymogiem chwili, ostrzem na gardle, et cetera. Nie gadam już, opisuję sytuację.
No więc Vincent siedział sobie na trawie, odpalając po raz któryś już solidnie nabite, dosyć duże bongo. Oczywiście dosyć duże jak na model, który ktoś (w tym przypadku ten młody mag) zawsze nosi przy sobie. (Jeśli jesteście ciekawi ten model wygląda tak.) Tak czy siak ładne buchy gęstego dymu z bonga, na przemian ze skręconymi przez niego zręcznie blantami, wszystko z jednego z najlepszych tematów, jakie chłopak widział w życiu... Dość powiedzieć, że działanie palenia poczuł bardzo mocno. Ale tutaj znowu kłania się wiedza - Vince nie palił bowiem bardziej popularnej odmiany - indica, a sativa, która nie ma klasycznego "chillującego" efektu, po którym człowiek nie ma siły się podnieść. O nie, tutaj działanie jest zupełnie inne. Po pierwsze wyostrza zmysły (poza węchem, który czuje głównie przyjemną woń palonych konopii), dodaje energii, wywołuje w dużych ilościach stany euforyczne. Vince wie, kiedy nie może sobie pozwolić na zniszczenie się bez możliwości ruchu. Wszystko trzeba zażywać z umiarem, a jeśli bez umiaru to chociaż z głową. Wiedzieć co się nawzajem zwalcza, co neutralizuje objawy, co doda sił, co je odbierze, co zwiększy głód, co ten głód zabije. Na szczęście (a może i nieszczęście) najczęściej Vincent unikał używek innych niż te naturalne. Znał się na tym, wiedział co mu może pomóc w różnych sytuacjach, ale wiedział też, że istnieje bardzo cienka granica, między korzystaniem, a uzależnieniem. A twarde narkotyki to nie przelewki.
Dobra, znowu zacząłem umoralniać, powinien stać nade mną ktoś i pilnować, czy piszę na temat. No, ale stało się to i nie odstanie, więc wróćmy do tematu.
Więc Vinc spalił już to, co było przeznaczone na krótki (choć w końcu mocno przedłużony) postój na polance, skręcił sobie jeszcze jednego jointa na drogę i zapakował palenie do kieszeni. Nie było tego dużo, raptem kilkadziesiąt gramów, ale na parę dni starczy. Wychodził właśnie spomiędzy drzew na wybrzeże odpalając jednocześnie trzymanego w ustach skręta, gdzie zastał go widok, którego na spokojnej wyspie na pewno się nie spodziewał. Otóż parę osób, które jakoś tam przelotnie kojarzył, zresztą to nie dziwne, tylko osoby z Fairy Tail miały dostęp na wyspę, były skupione na innej osobie, której z kolei nie kojarzył ani trochę. Owszem, nie jest wykluczone, że ktoś obcy dostał się na Tenrou, ale Vincent na pewno się tego nie spodziewał.
Zaciągnął się dymem i kolejna fala odprężenia przetoczyła się po jego ciele. Był zbyt upalony, żeby się przejmować, więc spokojnie poszedł w kierunku tamtych ludzi, by zorientować się, że w istocie walczą oni ze sobą. No, nietrudno odgadnąć, że dosyć mocno zaskoczyło to czarnowłosego. Nie dość, że ktoś swoją obecnością zakłóca idyllę tej cichej wyspy, to jeszcze ośmielają się propagować przemoc. Szczególnie zaciekawiła go ta nieznana osoba - ubrany na czarno mężczyzna z mieczem. Uwagę chłopaka przykuła niesamowita prędkość z jaką ten się poruszał. Pewnie gdyby był jego przeciwnikiem nie nadążyłby za tymi ruchami... przynajmniej świadomie. Bo podświadomość ludzka potrafi zaskakiwać, szczególnie osoby, która widzi i czuje inaczej niż przeciętny, szary zjadacz chleba. Bo na tym legnie wiedza osób, które nie są doinformowane. Czlowiek na haju nie czuje i nie myśli gorzej, a raczej myśli inaczej. Toteż pewne ograniczenia ludzkie są pomijane, za to dochodzą inne, atakujące inną część mózgu.
Podekscytowany niesamowitymi umiejętnościami nieznajomego Vince zorientował się, że spalił całego skręta, który powinien mu spokojnie starczyć aż do łódki, która powinna stać gdzieś przy brzegu. Jeśli oczywiście nie porwał jej prąd czy wiatr, bo przy takich wysepkach wszystkie anomalie pogodowe są możliwe. Magia w ziemi, wodzie i powietrzu to nie przelewki, czasem działa samoczynnie i rzadko kiedy można coś z tym zrobić.
Ok, no więc Vince podchodził coraz bliżej walczących, dostrzegł też sytuację, która miała miejsce, to jest teoretyczną ranę śmiertelną czarnowłosego maga Fairy Tail, który bodajże miał magię lodu, czy coś w ten deseń.
A mimo to facet przeżył, dobra umiejętność.
Gdy już przeszedł przez kamienie oddzielające las od plaży, które przez dłuższy czas oddzielały go od walczących i zbliżył się do nich na odległość jakiś dziesięciu-piętnastu metrów od ludzi podniósł leżący na plaży kamień i cisnął nim w srebrnowłosego.
- Hej, nikt Cię nie nauczył, że przychodząc do kogoś w gości nie wolno zabijać gospodarza? Krzyknął, zastanawiając się, czy to nie jest głupie.
Ale w sumie... miał to gdzieś. Tak to już jest, że niektóre sytuacje są tak dziwne, że nieważne jaki będzie skutek trzeba je przeżyć. Bo po prostu tak każe ta irracjonalna żądza dziwnych zdarzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy SS

avatar


Imię i nazwisko : Takano Aio.
Wiek : Wygląda na 27 lat.
Rodzaj magii : Magiczna~!
Gildia : Brak.
Liczba postów : 109
Dołączył/a : 11/08/2012

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 19:44

Leeeeeeeeeeeeeeeeeeeeci~! Tylko co? Meteor? Ptak? Nosorożec? Otóż nie~! Liniami lotniczymi Takano Express zapierdzielała właśnie ONA! Wybuch statku widziany już w pewnej odległości tylko sprawił, że mknęła ku wyspie szybciej niż Tupolew po spotkaniu z zebrzystym drzewem. Magia wiatru/powietrza/whatever jest nawet fajna. Można się bawić w Jezusa, tylko zamiast śmigać po wodzie, to po atmosferze. Fajny bajer. Kiedy tylko odstawiła Anastazję prosto w miejsce X pomknęła niczym rasowy Charizard na swych niewidzialnych skrzydłach, których defacto nie miała, w stronę Tenrou. Trzeba zdążyć, zanim się okaże że wysłała swoich na pewny wpierdol. Mknęła nad rozległymi wodami, by ostatecznie widząc już wyspę, przyśpieszyć. A przynajmniej na tyle, by wpaść od razu PO WSZYSTKICH akcjach wróżków. A jak wpada? Ofc tak, by wpaść na ludzika, którego nie znała z owej gromadki - tak, definitywnie to będzie wróg. Po drodze wyciąga swój wachlarz, po czym będąc już z jakieś 10 metrów od swojego celu, robi nim spory zamach by stworzyć wietrzne ostrze... z wiatru! Niespodzianka. Powinno mieć ok. 2m, zostaje posłane nieco po skosie, by w razie czego nie trafiła swoich. Jeśli jednak będzie szansa, że trafi którąś wróżkę, rezygnuje z tego planu i po prostu tym samym wachlarzem wykonuje silny podmuch wiatru skierowany w stronę piasku, co by ten został wzbity w górę. Powinien on dostać się do oczu przeciwnika. Ale ofc przeciwnik może nie być głupi. Zawsze może wystawić jakieś żelastwo, co by Takasia się nabiła, albo po prostu zakryje oczy... lub się odwróci. Albo się okaże że się teleportnie gdzieś nawet zanim zdąży machnąć wachlarzem, czy go wyjąć. Wtedy normalnie ląduje. Jeśli się odwróci, to Takano wykonuje po prostu kopnięcie w piszczel/tył kolana, a następnie uderzenie w skroń/potylicę. A co jak wystawi jakieś żelastwo? Mianowicie ta sama akcja, jak wtedy kiedy się teleportnie gdzie indziej. Takano robi szybkie machnięcie wachlarzem z dołu w górę, co powinno spowodować silny podmuch wiatru z dołu - na tyle silny by go wyrzuciło w górę. Taka sama akcja jak przy walce z Lenistwem~ Ale zawsze mogła trafić, prawda? Wtedy podlatuje szybko do przeciwnika i wykonuje solidne uderzenie w skroń/potylicę/ (ofc jak jest przodem to w skroń, a jak nie, to w potylicę).
Jeżeli wszystkie akcje zawiodą i okaże się, że cholerstwo faktycznie jest mocne, to Takasia wycofuje się w stronę wody tak, by stać z jakieś 3m od brzegu. Nie można jednak zapomnieć o elemencie obrony, prawda? Jeżeli zobaczy jakiś podejrzany ruch w jej stronę, natychmiast tworzy dwa wiry powietrza, będąc w ich centrum. Każdy kręci się ofc w inną stronę, tak też zważywszy na szybkość, próba dotknięcia owej bariery nie skończy się bez ran.

//pierwsze posty w walce to zło... x.x

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 21:36

Alv prędko domyśliła się czym jest pieczenie policzka. Instynktownie drgnęła głową jakby chcąc ją oddalić od źródła zagrożenia, jednak jej wyraz jej twarzy niezmiennie wyglądał jakby dziesięciu zabiła i myślała o jedenastym - pełen gniew i skupienie, zero strachu. Nie drgnęła nawet słysząc i czując huk wysadzanego statku, choć wewnętrznie krzyczała z bezsilności. Załoga... Wspomnienie śpiewów i wygłupów z Daxem... Gdyby nie zagrożenie jakie miało FT przed sobą, rzuciłaby się w fale, by wyciągnąć tych, co przeżyli a może są ranni. Jednak wróg zdecydowanie nie pozwalał. Dopiero atak na współtowarzysza ją złamał:
- DAX!!!... - wydarła się krótko w przerażeniu, gdy wróg zatopił ostrze w koledze. Nie widziała wcześniej numeru obronnego w wykonaniu Daxa, więc myślała, że to koniec. W sekundę jednak zorientowała się, że jest bezpieczny i wróciła do pełnoobrotowego trybu bojowego, jakby wzrokiem miała zabić. Starała się śledzić ruchy przybysza by widzieć, czy przemieszcza się przez szybkość, czy coś innego. A może to kwestia jakiegoś przedmiotu? Czy Alv rozpoznaje broń, którą on posiada? Może czytała o niej gdzieś lub słyszała? Starała się wyłapać jego najdrobniejszy ruch, wypatrzyć najdrobniejszy błąd. Cokolwiek: schemat przestawiania nóg, synchronizację noga-ręka, COKOLWIEK co podpowie jej, jakimi schematami porusza się ten typ...
W międzyczasie towarzysze ruszyli do walki. Nie jest zwolenniczką bitew słownych w trakcie walki, szczególnie, że ten czas można było poświęcić na może idiotyczne ale czasem przydatne pytanie: czego on od nas chce?!... No ale teraz już mniejsza. A nóż a widelec dadzą mu radę? Już miała skorzystać z pewnego wypróbowanego sposobu, gdy dołączył jakiś gość o zmulonym spojrzeniu i zaczął w ich przeciwnika...rzucać kamieniami? A później wpadła Takano. Eru dzięki, mistrzyni przybyła! No, to teraz może już być tylko lepiej! Mimo to Alv uważnie obserwowała wroga, by wyłapać słabe strony i w razie czego zadziałać. Czuła się trochę bezużyteczna ale to nie wybory miss...

_________________


Alvi OST: - Heir of Mamorix - Suffering - I am the Oak!... - Languor - For my guild!... - Fairy Tail Guild theme - Battle -
- Signs of the Past - Elegy about the Years Gone By - Hunt - Inu Dances -



sunny CDP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5490
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Nie Mar 31 2013, 22:13

MG
'
Lecący kamień upadł u stóp przeciwnika, ten tylko kątem oka spojrzał na Vincenta, ale zajęty był wróżkami przed sobą. Promień odbity przez Leę sprawił że na chwilę zmrużył oko, tak, jak mrużyła je Alezja. Ale ona nie była oślepiana, ona obserwowała, dokładnie i uważnie śledziła każdy ruch przeciwnika. Dax podszedł doń na jakieś 10m, ale ten chwilowo zdawał się mieć to w dupie, jednak ze znudzeniem uniósł prawą dłoń i środkowym palcem wskazał na Leę, wszyscy zaś zobaczyliście błękitną poświatę, dziewczyna instynktownie wykonała unik. I dobrze poczuła bowiem tylko lekki dreszcz, a policzek został jedynie lekko rozcięty.
-No tak, gdzie moja Kultura. Adoardo Kishimura, mag klasy S gildii zabójców "Poison Apple".- Powiedział skłaniając się lekko no i wtedy pojawiła się Takano, a właściwie mknęła na przeciwnika z zawrotną prędkością, wyciągając wachlarz i posyłając w jego stronę tnącą falę, o dziwo fala nawet go nie dosięgła, zatrzymując się na sporej czerwonej runie, aż skrzesały się iskry, po chwili i runa i ostrze zniknęły a na klacie przeciwnika pojawiło się niegroźne rozcięcie. Takano leciała jednak dalej, jednak przeciwnik nagle pojawił się tuż nad nią i uderzył pięścią w jej potylice. Cios był tak silny że dosłownie wbił twarz dziewczyny w piasek pod nią, przeciwnik zaś opadł na ziemię tuż obok. Widać też potrafił latać...
-Tu Kishimura. Wszystko zgodnie z planem, ptaszki wpadły w sidła, klatka jest pusta. Drużyna bravo może przejść do fazy drugiej. Drużyna Alpha niech przygotuje się do fazy trzeciej.- Powiedział szybko sam do siebie i szybko "przeniósł się" 10m od leżącej Takano, znajdując się 20m od Vinca w linii prostej. Wyglądało to mniej więcej tak po środku, 20m od brzegu leżała Takano, 10m na lewo od niej był Kishimura, 10m na prawo Vinc, 10m w dół Dax a 20m w dół reszta. Takano zaś z trudem, lecz podniosła głowę, chodź widać że sprawiało jej to ból.
-Wybaczcie Fejry tejl, ale wpadliście w pułapkę. Ale nie martwcie się. Do końca operacji dotrzymam wam towarzystwa, wszak sama bariera mogłaby was nie zatrzymać.-To powiedziawszy pstryknął palcami, a wody terytorialne Tenrou, 10km od brzegu wyspy zostały otoczone czerwoną barierą, taka sama zresztą pokryła niebo. O tak, byli dobrze przygotowani, nie odcięli wyspy chronionej zaklęciem. Odcięli kawałek morza, na którym znajdowała się Tenrou. Wróżki zostały uwięzione. Nie, TAKANO została uwięziona.

//Dźwiedź gratuluje, na SB przewidziałeś mój plan, nawet nie wiesz jaką miałem wtedy śmiechawę//

Stan postaci:
Lea: 90%MM
Takano: Boli cię głowa, krwawisz z nosa, rozcięta warga. XXMM(Dla twojej wygody mogę ci odejmować MM, lub mogę pisać w stylu "coraz bardziej zmęczona", jak wolisz.)

czas na odpis: 03.04 godzina 23:00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy SS

avatar


Imię i nazwisko : Takano Aio.
Wiek : Wygląda na 27 lat.
Rodzaj magii : Magiczna~!
Gildia : Brak.
Liczba postów : 109
Dołączył/a : 11/08/2012

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Pon Kwi 01 2013, 11:48

Dobra, Takano już wie! Wie, że o mało co się nie zabiła... spoko. Rzuciła się na przeciwnika nie znając jego możliwości bojowych ale spoko, królicza łapka Takano ja uratowała... To, że nie ma jej przy sobie to już sprawa zupełnie inna. Obecne krajobrazy: piach, piach. piach..... tlenek krzemu..... piach... I dość irytujący ból głowy... No mniej więcej tak się kończy oberwanie w potylice, choć patrząc na siłę uderzenia - było nieciekawie. Z trudem zaczęła odrywać główkę od ziemi, przy czym odruchowo złapała się za nią lewą ręką. Tak, Takano wstaje~! Powoli, powoli, ale wstaje~!
- Dobra dobra, rozumiem.... Jesteś silny. Ała... Pozwól ze zapytam - Po co nas tu ściągnęliście i czego chcesz... czy tam chcecie. W sumie jesteśmy zamknięci, to i wam zbytnio planu nie pokrzyżujemy... Ale wiedzieć warto, nie? po za tym, jestem Takano Aio, mistrzyni Fairy Tail... A to moi podopieczni.
Powiedziała, stając na nóżkach i obserwując przeciwnika. Może nie chcą ich pozabijać, tylko przytrzymać? Kto tam wie, nawet nie wie, jaki jest ich plan. Ale ok~ Może zaraz się dowie. Tak czy inaczej póki co obserwuje przeciwnika. Jeśli tylko nagle zniknie jej z oczu, robi jedną rzecz - skok w tył celując za siebie łokciem. A no why? Bo jak zniknie i nie będzie jej widzieć, to właśnie tak trzeba będzie go szukać. Ewentualnie na górze, ale jeżeli odskoczy, to trafi w piach. Jeśli jednak faktycznie w coś uderzy łokciem w tyłu, to wykonuje kopnięcie nóżką w piszczel ludzika, zaraz po odwróceniu się w jego stronę. Ale co, jak zaatakuje od frontu? W sumie nie zostaje nic innego, jak odskok w pierwszy lepszy wolny bok, odpychając się jednocześnie strumieniem powietrza od piasku, co by wyjść po za potencjalny zasięg broni. Wyjątkowo źle, jak się nie wie, czego można się spodziewać po przeciwniku.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Pon Kwi 01 2013, 12:12

Wygląda na to, że się uspokoiło. Gdy Takano upadła, Alv wydarła do przodu, by pomóc wstać Mistrzyni. Atak na którekolwiek z nich to nic, ale Takano jest mistrzem i choćby z tej racji należy jej się nietykalność. Gdy już dobiegła do Aio, lub jeśli została powstrzymana jakoś w trakcie biegu [1], patrzy znów wprost na przeciwnika, cedząc przez zęby, z podejrzanym spokojem uśpionego wulkanu i spojrzeniem psa widzącego ofiarę i czekającego na spuszczenie ze smyczy:
- Co się stanie, gdy zespoły Alpha i Bravo wykonają zadania?...
W czasie kiedy patrzy na przeciwnika, przywołuje nad nim Dłubankę [zakl. D], tak by ta pędząc w objęcia grawitacji tylko rufą zagroziła magowi. Coś już zaobserwowała i chciała zaobserwować więcej (znów sokolooctwo). Od razu też po tym przyznaje się:
- To ja. Sorry. Zaklęcie mi nie wyszło... - nie zmienia jednak ani gniewnego wyrazu twarzy ani lodowego tonu...
Cały czas obserwuje ruchy zabójcy i w razie ataku na nią uskakuje w stronę wody ale tak, by nie wpaść na wroga. Dobywa też w tym samym czasie falkaty jednak poza tym nic z nią nie robi, bo wie, że by nie zdążyła...
Jeśli Alezja przeżyje i wszystko szczęśliwie się zakończy, będzie musiała zderzyć się z rzeczywistością monotematyczności w pewnych żeglarskich kwestiach. Pomijając, że sama Dłubanka mogłaby mieć obiekcje co do takiego traktowania jak ostatnimi czasy. Oczywiście gdyby mogła miała osobowość...

[1] Jeśli wróg przerwał jej jakoś, Alv zwraca się do Daxa, bacznie i gniewnie obserwując wroga:
- Dax, jesteś bliżej. Daj jej jakiś duży kawałek lodu czy coś...

_________________


Alvi OST: - Heir of Mamorix - Suffering - I am the Oak!... - Languor - For my guild!... - Fairy Tail Guild theme - Battle -
- Signs of the Past - Elegy about the Years Gone By - Hunt - Inu Dances -



sunny CDP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Wybrzeże   

Powrót do góry Go down
 
Wybrzeże
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wyspy :: Wyspa Tenrou-




Cytat Czerwca
"- Jak kiedyś napisał wielki Jug Tru, trzeba wiedzieć, kiedy czas miecza jest w pochwie. -"
~ Tori Jeaggs
Layout autorstwa Frederici
Forum opartę o mangę & anime Fairy Tail autorstwa Hiro Mashimy.
Grafika (po uprzedniej obróbce), kody, skrypty jak i sama zawartość pod postacią postów należy do ich twórców i nie życzymy sobie kopiowania którychkolwiek z tych elementów bez zgody prawowitych autorów.
BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows
Forumowy Team Speak!
Adres: 178.217.190.14:6300 | Nazwa serwera: Net-Speak.pl | Nazwa pokoju: ~~~~FTPM~~~~ (i wszystkie podpokoje)
HASŁA! FTPM: FTPM | Psychiatryk: nie | Cmentarz: nerf | Dom spokojnej starości: OP
FORUMOWY DISCORD