facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Ruiny Latarni Morskiej - Page 4

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ruiny Latarni Morskiej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Pheam Darksworth
Wiek : 20 lat
Wzrost/waga : 175/69
Rodzaj magii : Magia Dymu
Staż w gildii : 2 lata w FT;
Liczba postów : 2103
Dołączył/a : 15/08/2012

PisanieTemat: Ruiny Latarni Morskiej   Wto Mar 05 2013, 22:55

First topic message reminder :

Ruiny starej latarni morskiej, która służyła mieszkańcom Hargeon przez długie, długie lata, aż w końcu, nie wytrzymała próby czasu i po prostu się zawaliła. Miejsce to jest oddalone od miasta o jakieś kilkanaście kilometrów na północ, otoczone lasem i praktycznie nie dostępne. Mało kto się tu zapuszcza, głównie ze względu na to, że bardzo trudno odnaleźć to miejsce. Dlatego zawsze panuje tu cisza i spokój. Z samej latarni pozostało nie wiele, jedna ściana w kształcie łuku, kawałek schodów i kilka drewnianych desek, które spełniają funkcję dachu. W środku, można znaleźć właz do małej piwnicy, jednak raczej nikt nie jest na tyle głupi, aby do niej schodzić. Nie mniej jednak, można znaleźć tu schronienie od deszczu i zimna. Ruiny otaczają liczne drzewa i krzewy. Kilkanaście metrów dalej, znajduje się skaliste urwisko, a za nim morze.

Siwowłosy szedł powoli przez Magnolie, paląc swojego papierosa i nie odzywając się ani słowem do towarzyszącej mu Kotomi. Myślał, bowiem nad tym, co do tej pory się stało... Kupił kolczugę i zabezpieczył się w ten sposób od nie których ran, ale czy stał się przez to silniejszy? Od dłuższego czasu nie trenował, ani nie wymyślił żadnego nowego czaru. Wypuścił z ust chmurę dymu i podrapał się po głowie. Więc chyba na to pora. Najwyższa pora. Skoro masz dalej polować na inkwizycję, to przydadzą Ci się nowe czary... Tak. Więc ruszaj na trening~!-powiedział do samego siebie w myślach i ruszył w stronę dworca kolejowego, dopiero po chwili przypominają sobie o tym, że w dalszym ciągu jest z nim Kotomi. W dodatku, obiecał mistrzyni, że będzie ją pilnował. Zmarszczył brwi. I co miał teraz z nią zrobić? Nie mógł jej zabrać ze sobą, bo albo by mu przeszkadzała, albo by tylko narzekała, w dodatku by się nudziła... Więc nie miał innego wyboru, jak odprowadzić ją do domu Hotaru. Z tego co mówili jego towarzysze, to tam się wybierali. Więc mruknął coś do różowowłosej dziewczyny i poszedł w kierunku domu swojej przyjaciółki, w dalszym ciągu się nie odzywając. Nie wiedział dlaczego, ale nie miał jej nic do powiedzenia, zresztą... Nie był w najlepszym humorze. Co prawda, Mistrzyni i tej facet w sklepie, trochę mu ów humor poprawili, ale teraz... znowu zniknął. Westchnął i pożegnał Kotomi, zostawiając ją pod drzwiami domku. Jakoś nie miał ochoty wchodzić do środka. Chciał zostać sam. Tak więc zrobił. Idąc w kierunku dworca kolejowego, po raz kolejny zastanawiał się nad tym, co do tej pory się stało. Myślał o Hotaru, o inkwizycji, o Macabrze, o Grimoire Heart, o Fairy Tail, o Akane, o Mistrzyni, o Takarze, o Kuro, o Bukaju... Na Makbecie kończąc. Co jak co, ale ów facet, dawał mu wiele do myślenia. Skąd wziął się ten jego bliźniak? Nie potrafił na to odpowiedzieć. Co prawda, nie znał każdego fragmentu historii swoich rodziców, ale jakoś wątpił, co by ojciec zdradził matkę. Bo to po nim odziedziczył swój wygląd. Zanim się obejrzał, stał już w Hargeon i patrzył na falujące lekko morze. Odprężyło go to, jednak dalej czuł się dość dziwnie. Skierował się w stronę portu, w nadziei na to, że spotka swojego dawnego znajomego, Franca, żeglarza, którego poznał przy okazji, na samym początku przygody jako mag. Nie musiał długo go szukać. Blond włosy mężczyzna, z mocną opalenizną i długimi wąsami, siedział na pustych beczkach i krzyczał na swoim podopiecznych.
-Dawno się nie widzieliśmy, Franc.-rzucił siwowłosy, podchodząc powoli do swojego znajomego. Ten zeskoczył z beczek i przyjrzał się uważnie swojemu rozmówcy.
-Tak dawno, że już Cię nie poznaję, ar.-rzucił po chwili, swoim chrapliwym, przepitym głosem.
-Hym...-mruknął Fem. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że teraz wygląda dość inaczej.-Ah, no tak, zmieniłem się nie co. To ja, Pheam. Pheam Darksworth.
Marynarz uśmiechnął się szeroko i rzucił się do przodu, aby uściskać swojego przyjaciela.
-Pheam, knypku, rzeczywiście dawno. Siadaj, napij się ze mną rumu...-krzyknął i nie wiadomo skąd wytrzasnął pękatą butelkę.-No... co Cię tu sprowadza?
-Nie dzięki, nie jestem w nastroju do picia... Inny razem.-odpowiedział siwowłosy.-Właściwie jestem tutaj, aby potrenować. I tak zastanawiałem się, czy nie znasz jakiegoś miejsca, które by się do tego nadawało. Wiesz, cisza i spokój, no i przedewszystkim, co bym nikomu nie przeszkadzał.
Marynarz potargał swoje wąsy i przez chwilę milczał.
-Właściwie, to jest tu takie miejsce. Na północ stąd, ruiny starej latarni. Ale nie wiem, czy tam trafisz.-odpowiedział w końcu, pociągając pokaźny łyk z butelki.-Idź tamtą ścieżką, a kiedy się skończy, idź po prostu prosto, powinieneś trafić...-dorzucił, po czym uściskał go jeszcze raz i ruszył w stronę grupki majtków.
-Dzięki...-mruknął czarnowłosy i ruszył drogą, którą wskazał mu marynarz. Po pewnym czasie stał w środku starej latarni morskiej, a raczej w tym, co po niej pozostało. W istocie, idealnie nadawało się to do treningu. W odosobnieniu. Nie wziął jednak ze sobą żadnego koca, ani innych przydatnych rzeczy, a wiedział, że spędzi tutaj więcej niż jeden dzień. Wkrótce tego pożałował. Nie mniej jednak, wróćmy do rzeczy ważniejszych. Kiedy tam dotarł, była już noc, więc oparł się o zimną, kamienną ścianę, zwinął w kłębek i zasnął. Obudził się wcześnie rano, wstał i rozprostował kości.
[Odtąd się zaczyna trening w sumie.]
Zjadł śniadanie i usiadł na brudnej podłodze, a raczej na czymś, co po niej zostało. Zapalił papierosa i zaczął myśleć. Miał w głowie już gotowe zaklęcie, które chciał przećwiczyć. Był to czar, który pozwalałby mu się na teleportowanie w małych odległościach. To dawało by mu nie znaczną przewagę w walce. Mógłby zaatakować kogoś z zaskoczenia, lepiej unikać nie których ataków, czy po prostu... móc za pomocą tego uciekać. Tak więc, najpierw musiał wymyślić, na jakiej zasadzie mógłby to robić. Pierwsze co wpadło mu do głowy, to naglą zamiana w chmurę dymu i pojawienie się w innym miejscu. I ten pomysł, wydał mu się najlepszy. Wstał więc i zaczął swój trening. Najpierw musiał pomyśleć nad tym, jak zamienić swoje ciało w dym, a potem odtworzyć je w innym miejscu. W dodatku w ułamku sekundy. Odpowiedź przyszła dość łatwo, jednak... to była tylko teoria. W praktyce nie dał rady zamienić się w całości w dym przez cały pierwszy dzień. Wieczorem padł wycieńczony na ziemie i zasnął na miejscu, bez jedzenia, ani kąpieli. Obudził się wcześnie rano, z bólem pleców i z ogromnych głodem, zjadł więc szybko śniadanie i poszedł nad morze, aby się wykąpać. Tam dalej próbował zamienić się w dym, jednak bez efektu. Wrócił do obozowiska i dopiero tam nastąpił pewien przełom. Wieczorem udało mu się zamienić w całości w dym, w dodatku w dość szybkim tempie. Zadowolony z siebie, poszedł spać. Następnego dnia padał deszcz, więc nie mógł na zewnątrz, siedział więc pod resztkami dachu i myślał nad tym, co ma robić dalej. Próbował zresztą w dalszym ciągu zamieniać się w dym, przez co opanował bardzo szybkie zamienianie się i odtwarzanie postaci. Nie mniej jednak, zostało mu jeszcze samo przenoszenie. To teraz sprawiało mu problemu. Zajął się tym dopiero czwartego dnia. Próbował więc szybko znikać i przemieszczać się w inne miejsce, ale nie bardzo mu to wychodziło. Najpierw nie potrafił przemieści się o więcej, niż kilka centymetrów, potem zatrzymywał się w połowie drogi, a w końcu, kiedy już dawał radę teleportować się tam, gdzie chciał, nie mógł utrzymać "dymnej" formy. Zawiedziony z wyników, zasnął przy ognisku. Następnego dnia wiał silny wiatr i wtedy właśnie zdał sobie sprawę z tego, co źle robi. Zużył więc kolejnego papierosa i trenował dalej. Nie wiele mu to dawało. Kiedy w końcu zdawało mu się, że zrobił wszystko dobrze, okazało się, że teleportował się nie w to miejsce co chciał. Albo za daleko, albo za blisko, albo za bardzo w prawo, albo za bardzo w lewo.. Spędził kolejny dzień na udoskonalaniu zaklęcia, aż w końcu, udało mu się osiągnąć to, czego oczekiwał. Nie mniej jednak, nie spoczął na laurach. Następnego dnia w dalszym ciągu w koło używał tego czaru, aż w końcu, zadowolony z efektu, ruszył w drogę powrotną.

[Trening Acero di Fumare]
Wrócił po kilku dniach, tym razem z kocem i paczką jedzenia, bo to co przyniósł tutaj ze sobą, zniknęło prawie całkowicie. Miał zamiar trenować dalej, bo coś mu się nagle przypomniało. Przecież pod czas ostatniej misji, stracił jeden z czarów, prawda? Jaki to był czar... Usiadł na ziemi, wyciągnął przed siebie nogi i oparł się plecami o pobliskie drzewo. Dym z papierosa zawirował. Nadał potrafił bez problemu używać Nebbi, Martello di Fumare, Serpente di Fumare, Ninnananna i Spada di Fumare... Zostały więc tylko klony. A było to jego ulubione i najbardziej przydatne zaklęcie! Zgrzytnął zębami, wypluwając niedopałem papierosa i powoli wstał. Jeśli chciał nauczyć się tego czaru od nowa, to musi sobie przypomnieć, jak robił to za pierwszym razem. Po pierwsze, wyobrażał sobie w głowie, jak teraz wygląda. Potem formował dym tak, aby przybrał on rozmiar i kształty człowieka. Następnie przechodził do kontroli, potem do kontroli klonów i... Chyba tyle. Tak przynajmniej myślał. Westchnął i wyjął z kieszeni kolejnego papierosa, którego od razu zapalił. Zaczął więc od pierwszej części - zamknął oczy i wyobraził sobie samego siebie. Mężczyzna, nie zbyt wysoki, białe włosy, czerwone oczy, dość blada skóra, czarne buty, spodnie, bluza i płaszcz. Włosy ułożone trochę chaotycznie, nos trochę haczykowaty, usta wąskie, brwi dość krzaczaste, uszy przylegające ściśle do czaszki. Szyja dość chuda i umięśniona, dość szerokie barki, "normalna" klatka piersiowa. Nogi szczupłe, długie. Na plecach pas, pochwa i Kumokiri. Spodnie opięte grubym skórzanym pasem, na nich wisi Doujigiri. Na lewej nodze noże do rzucania. Tyle musiał zapamiętać. To wszystko... Potrząsnął lekko głową. Wyobrażenie sobie samego siebie nie było tak trudne, znał przecież swoje ciało bardzo dobrze i wiedział o każdym szczególe, które musiał odwzorować u klona. Dlatego ta część, tak samo jak kiedyś, poszła mu dość szybko i sprawnie. Przeszedł więc do formowania dymu, co było w tym wszystkim chyba najtrudniejsze. Otworzył oczy i prawie od razu je zmrużył. Dym z papierosa zawirował, zaczął się rozprzestrzeniać, aż w końcu, przed chłopakiem unosiła się spora chmura dymu. Zbił ją w jedną, wielką kolumnę i dopiero wtedy zaczął próbowanie. Najpierw zaczął formować sylwetkę. Dym u góry, zbił się w jedną wielką kulkę, która najprawdopodobniej miała być głową. Dół rozdzielił się na dwie mniejsze "kolumny" tworząc nogi. Po środku utworzył się korpus. Fem przyjrzał się swojemu dziełu. Oprócz tego, że zrobił to dość szybko, to efekt... był mierny. Nie poddawał się jednak. Brakowało jeszcze wielu szczegółów. Zaczął więc formować twarz, włosy, nos, oczy, usta, policzki, uszy, szyje... ubrania, bronie. Po chwili przed białowłosym stała jego podobizna. Co prawda, jego twarz wyglądała dość dziwnie. Oczy były za blisko, nos był bardziej krzywy niż powinien, uszy lekko odstawały. Szyja była za gruba, a Kumokiri, której rękojeść wystawała mu zwykle nad prawym ramieniem, teraz sterczała nad lewym. Oprócz tego, jego klon był prawie idealny. Westchnął cicho i pocieszył się w myślach, że to dopiero pierwsza próba. Pomimo tych kilku wad, spróbował poruszyć klonem. Jego prawa noga podniosła się powoli z ziemi.... I zmienił się znowu w ogromną chmurę bez kształtnego dymu. Dlatego właśnie, musiał potrenować nad kontrolą. Pod koniec dnia, udało mu się już formować doskonałego klona, w dodatku robił to już dość szybko. Prawie w jednej chwili. Położył się spać, owijając się ciepłym kocem. Następny dzień był zimniejszy, w dodatku z nad morza wiał silny wiatr, który zapewnił mu utrudnienie w treningu. Musiał bowiem utrzymać formę klona, kiedy próbował nim poruszać, w dodatku musiał uważać na wiatr. Okazało się być to bardzo pomocnym zabiegiem. Ćwiczył przez większą część dnia, dbając o to, aby klon zachowywał swoją formę, kiedy się poruszał. Pod koniec dnia, udało mu się wykonać kilka kroków, zachowując przy tym wygląd Fem'a. Ucieszony, zjadł kolację, wykąpał się w morzu i poszedł spać. Obudził się wcześnie, z myślą, że pora już skończyć ten trening. Było to przecież zaklęcie, którego już kiedyś używał, co widział i czuł. Bowiem za pierwszym razem, z samym formowaniem męczył się około 3 dni, a kontrola... zajęła mu około tygodnia. Tutaj rozprawił się ze wszystkim w ciągu kilku dni. Zmienił więc dzisiaj taktykę. Uformował tym razem 3 klony, co okazało się o wiele trudniejsze. Musiał utrzymywać formę ich wszystkich... Nauczenie się tego, zajęło mu dużą cześć dnia. Dopiero pod wieczór, zrobił to, co chciał od początku - rozkazał klonom walczyć. Ten pomysł przyniósł nie oczekiwane efekty, oraz rzeczy, których wcześnie nie dostrzegł. Bowiem zauważył, że klony pod czas walki utrzymują cały czas poker face, w dodatku zachowują się dość nie naturalnie. Musiał więc to naprawić. I tym zajmował się resztę dnia, oraz noc. Chciał bowiem skończyć to jak najszybciej. Zasnął z wycieńczenie dopiero wtedy, kiedy słońce wychodziło już zza drzew. Owinął się kocem i spał przez większość dnia. Wstał, rozprostował kości, zjadł coś, wykąpał się i wrócił do treningu. Tego dnia powtarzał już tylko to, co robił wcześniej, po to, aby utrwalić zaklęcie w głowie i używać go tak szybko, jak kiedyś. Wieczorem, zadowolony z treningu, spakował swoje rzeczy i ruszył w stronę miasta.

[z.t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t107-konto-fem-a http://ftpm.forumpolish.com/t104-pheam-darksworth http://ftpm.forumpolish.com/t471-ekwipunek-relacje-i-co-tam-jeszcze-chcecie-o-nim-wiedziec

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Yves Zander Beaumont
Wiek : 22
Wzrost/waga : 183/72
Rodzaj magii : Ogień!
Gildia : Policja Magiczna
Staż w gildii : 4 lata
Liczba postów : 35
Dołączył/a : 09/05/2017
Skąd : Kraków

PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   Sob Lip 01 2017, 21:31

Niewykluczone, że przyprowadził tutaj Emkę właśnie po to, aby stało jej się jakieś kuku. W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie przychodził tutaj tylko po to, aby narażać się na jakieś bliżej nieokreślone zabawy z duchami, czy możliwość bezpośredniego obcowania z władającą tym miejscem legendą. Beaumont podczas spoczynku wyczulił swoje zmysły na tyle, że był pewien faktycznego pojawienia się zasłyszanych śmiechów. Natychmiast uruchomił się również Płomyczek, który, zupełnie, jakby również był podekscytowany całą przygodą, wyrzucił nad siebie dym w kształcie znaku wykrzyknienia i sam zaczął odpowiadać na chichot swoim nuceniem oraz dziecięcym śmiechem.
- Nie wiem, czy zwykłe oprowadzenie po mieście by Cię urządziło, ale stwierdziłem, że, jeżeli uda się sprowokować duchy ruin do pobudki, na pewno przez dłuższą chwilę nie zabraknie Ci atrakcji. - podniósł się, prawą ręką oparł o ścianę ruin latarni. Wyglądało na to, że spragnieni przygód magowie nie zawiodą się tym razem. Że dostaną tego, po co się tutaj pojawili. Tylko... czy rzeczywiście poradzą sobie z tym nawiedzonym miejscem? Przecież egzorcyzmów nie mieli raczej zamiaru tutaj przeprowadzać, bo takim lokalizacjom towarzyszyła odpowiednia atmosfera, zbyt tajemnicza i przejmująca, aby pozbywać się takiego uroku. Chcieli tu coś spotkać, coś tutaj przeżyć. Tylko... co potem? Duchy miałyby niby tak po prostu ich stąd wypuścić, pożegnać, posyłając ciumsy na odległość? No, nie wydaje mnie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4075-flota http://ftpm.forumpolish.com/t3998-project-icarus#79318

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Emily Okita
Wiek : 19 lat
Wzrost/waga : 154/50
Rodzaj magii : Strachu
Gildia : Szczury
Staż w gildii : jeżeli można powiedzieć to krótko
Liczba postów : 62
Dołączył/a : 05/03/2017

PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   Nie Lip 02 2017, 19:35

Straszące duchy, opuszczona latarnia... Blondynka czuła się prawie jak w raju, czy może lepiej ująć jako prawie jak w domu. Jej oczy błyszczały podekscytowaniem jak dwa światełka. Nawet przejście przez błotnistą drogę nie popsuły jej tej atmosfery grozy, strachu, tajemnicy. - Gdybym była kimś innym uznałabym, że chciałbyś się mnie pozbyć. Popatrzyła poważnie na chłopaka, a potem niespodziewanie wyszczerzyła do niego ząbki. - Jednak czuję, że będzie to fantastyczne przeżycie. Gdy usłyszała śmiech, wiedziała, że będzie bawić się fantastycznie. Rozłożyła rączki w jakby dosyć szalonym geście, jednak ona chciała delektować się tą sytuacją. Za pomocą PWM 10 zobaczy czy te duchy są w zasięgu niej 5 metrów, a jak dowie się w którą stronę to obróci się tam i pomacha. - Uh, zapomniałam. Nie mniej mnie za wariatkę, jestem po prostu magiem strachu. Wypnie delikatnie język. Teraz nawet Chichotki odeszły w cień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3926-emily-okita#78464

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Frederica/Takara Kikuta.
Wiek : 19 lat.
Wzrost/waga : 174/60.
Rodzaj magii : Earth Magic & Lightning God Slayer Magic
Staż w gildii : Ok 4 lat w Fairy Tail.
Liczba postów : 2469
Dołączył/a : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   Sro Lip 05 2017, 11:07

MG

Zdawać by się mogło, że wcale nie musieli długo szukać wszelakich zjaw czy zjawisk paranormalnych. Płomyczek również się zaśmiał, co znowu wywołało cichy chichot ze strony latarni. Tak, zdecydowanie coś tam było. Emily włączyła swoją pwm'kę i krótki rzut okiem na latarnię pozwoliło jej dostrzec jakiś kształt, jakiś obłok w pobliżu włazu do niższych kondygnacji. Obłok ten jednak jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął nie pozostawiając jakichkolwiek wskazówek. A może wskazówką było miejsce, w którym się pojawił? Chichot ustał, by po dłuższej chwili ci mogli go usłyszeć ponownie, jednak jeszcze bardziej przytłumiony niż wcześniej.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3201-czolg#58835 http://ftpm.forumpolish.com/t505-takara http://ftpm.forumpolish.com/t1923-z-notatek-t28 Online

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Mac Dara Curroi
Wiek : 20 lat
Wzrost/waga : 177 cm/ 65 kg
Rodzaj magii : Manipulacja Ethernano
Gildia : Szczury
Staż w gildii : 3 lata
Liczba postów : 20
Dołączył/a : 12/09/2014

PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   Sob Lip 08 2017, 19:05

Mac cenił sobie ciszę i spokój, oraz samotność, szczególnie wtedy, kiedy chciał się pomodlić. A dzisiaj właśnie miał zamiar spędzić kilka godzin na medytacji, na rozmowie z Bogiem i uporządkowania myśli. Udał się więc w znane mu miejsce, gdzie bardzo rzadko ktoś się zapuszczał i przeważnie można było tam odpocząć od zgiełku miasta. Szedł, myśląc o tym, że od kiedy przypłynął do Fiorę nie udało mu się jeszcze usunąć ani jednego plugawego grzesznika. Musiał patrzeć na to wszystko z boku, pozwalając na ta herezję... Tu miasta było o wiele lepiej strzeżone, niż te w Stelli. Co chwile spotykał patrole policji... zresztą były też te dobre gildie... DOBRE. Mac splunął. Cholerni grzesznicy. W końcu dotarł do latarni morskiej, gdzie miał zamiar pomedytować, ale... ktoś już tam był. A właściwie dwie osoby. Przyjrzał im się jeszcze z ukrycia. Jedną z nich znał z widzenia, należała do Szeptu. Ale ten chłopak? Kim był ten chłopak? Nie znał go. Może jakiś inny Szczur? Nowy? Jeśli tak, to nie będzie mógł go zabić... Ale może chociaż pozbawić magii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3871-mac-dara-curroi

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Frederica/Takara Kikuta.
Wiek : 19 lat.
Wzrost/waga : 174/60.
Rodzaj magii : Earth Magic & Lightning God Slayer Magic
Staż w gildii : Ok 4 lat w Fairy Tail.
Liczba postów : 2469
Dołączył/a : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   Sro Sie 16 2017, 12:05

MG

Mac z pewnością nie spodziewał się znaleźć przy latarni magów. A fe! A wśród nich rozpoznał nawet Emily, którą kojarzył gdzieś ze Szczurów. Z tym, że im bardziej się zbliżał do dwójki, tym bardziej ci się oddalali. Ot, poszli sobie. Chyba zmienili zdanie i sprawdzanie ruin zostawią sobie na potem. W tym, że Mac Dara miał wrażenie, że nie jest sam. Śmiech. Słyszał dużo cichych śmiechów dochodzących ze strony latarni. I weź tu medytuj. No nie da się...

//Yves i Emily - wolni

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3201-czolg#58835 http://ftpm.forumpolish.com/t505-takara http://ftpm.forumpolish.com/t1923-z-notatek-t28 Online
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Ruiny Latarni Morskiej   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny Latarni Morskiej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wschodnie Wybrzeża :: Hargeon-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows