facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Opuszczone Miasto - Page 10

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczone Miasto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Torashiro Byakuton
Wiek : 19/ponad 400
Wzrost/waga : 176 cm/69.3 kg
Rodzaj magii : Energetyczna Kreacja
Staż w gildii : 5 lat (FT) | 8 miesięcy (VP) | FT od 27 marca x802
Liczba postów : 4892
Dołączył/a : 10/05/2013

PisanieTemat: Opuszczone Miasto   Nie Paź 01 2017, 15:47

First topic message reminder :

Opuszczone miasto to tak naprawdę ogromna, niezamieszkała metropolia zbudowana z ciemnego kamienia. Idąc szerokimi ulicami tego miasta przytłacza człowieka zarówno jego ogrom, jak i przerażająca cisza przerywana niekiedy tylko podmuchami wiatru. Mimo braku w niej jakiejkolwiek żywej duszy, same budynki nie wyglądają na zaniedbane czy też porzucone w popłochu. Nie ma śladów żadnych uszkodzeń, a wyposażenie budynków nie nosi żadnych śladów zniszczeń innych niż zwyczajnego użytkowania. Znajdą się tu też normalne zapasy żywności, energii elektrycznej czy koców. Jedyne czego brakuje to... mieszkańców. No i mała ilość parków sprawia, że powietrze na ulicach zdaje się być suche i stęchłe.

MG:

Przed bramami miasta:
Na wydarzenie opatrzone dumną nazwą "Bitwy Legend" ściągnęła prawdziwa rzesza ludzi. Niektórzy skuszeni obietnicą spełnienia marzenia, niektórzy pewnie sprawdzenia swoich zdolności, jeszcze inni odkryciem co się wyprawia w tym nowym kraju, a jeszcze inni być może z zupełnie innych, znanych samemu sobie. Grunt, że zebrało się tutaj naprawdę sporo osób, tworząc dość spory tłum przed bramami miasta. Bo to właśnie tu mieli się udać. Tak wiedzieli, tak czuli wszyscy, którzy zdecydowali się wziąć udział w owej bitwie. Jednak bramy były zamknięte, ale tak samo, jak wszyscy instynktownie czuli gdzie mają się udać, tak w ten sam sposób wiedzieli, że zaraz się zacznie. Jak tylko zbiorą się wszyscy. A gdy tylko to się stało i tłum urósł jeszcze bardziej, nad bramą pojawiła się zakapturzona postać, która spojrzała na wszystkich zebranych i przemówiła donośnym głosem:
-Witajcie! - męski ton w każdym uchu rozbrzmiewał w języku, który znali najlepiej. -Gratuluję wytrwałości i motywacji by się tu dostać. Dla takich ludzi przyjemnością będzie spełnienie życzenia! - kontynuował, a wtedy wszyscy poczuli, jak zaczyna im lekko szczypać wierzch dłoni, a gdy nań spojrzeli, dostrzegliby coś na wzór 5 trójkątów, których wierzchołki schodzą się do centrum. Coś jak kwiat -Jednak nie będziecie walczyć sami! Na waszych dłoniach umieściłem 5 rozkazów! Każdy z nich pozwala wam walczyć ramię w ramię z Legendą! Bohaterami zamierzchłych czasów! Tymi, którzy zapisali się złotymi literami w historii! Każdy z nich posiada swoje imię. Każdy z nich posiada 5 słów, które go definiują. Znając je, możecie użyć jednego z rozkazów, by odwołać cudzego Bohatera. Wystarczy wypowiedzieć jego imię oraz właśnie te 5 słów by wyeliminować ostatecznie z konkurencji Legendę rywala. Słowa ta są tym, co definiowało te wyjątkowe osoby. A wskazówki o nich rozmieściłem po całym mieście! Dodatkowo, za każdy posiadany rozkaz możecie mieć więcej własnych Legend, o ile dana Legenda nie jest już do kogoś przypisana. Możecie też użyć ich by wzmocnić działania waszych Bohaterów lub w ostateczności uciec z Opuszczonego Miasta! Jednak kto chciałby utracić możliwość spełnienia własnego życzenia!? - rzucił donośnie przedstawiając zasady owych "5 rozkazów", nie zagłębiając się jednak w tę kwestię zanadto. -Ponadto, raz zużyte zaklęcie nie odnowi się nigdy. Możecie natomiast zyskać nowe, zabierając je przeciwnikom... np. ucinając im dłoń z rozkazami. - powiedział, po czym roześmiał się, jakby opowiedział naprawdę dobry dowcip. Jednak, czy na pewno był to dowcip? -Swoich bohaterów poznacie, gdy wpuszczę was do Miasta! I pamiętajcie... oni też chcą spełnić swoje życzenie, więc walczcie! Walczcie i spełnijcie marzenia! - następnie zaś rozłożył ręce, a obok niego pojawiła się szóstka innych postaci. -Poznajcie zwierzchników tejże bitwy. Będą oni czuwali nad prawidłowym przebiegiem waszej walki o spełnienie życzenia! - oj, a były to naprawdę ciekawe osoby. Poczynając od lewej, była to opalona, powabna kobieta, odziana w elegancki, acz kusy strój, zwiewny i jedwabny, wszystko to w odcieniach czerwieni. Jej długie, czarne włosy opadały jej na plecy, a złote ozdoby lśniły, sprawiając, że automatycznie przykuła wzrok większości mężczyzn. Zaraz obok, a dokładniej za wszystkim stał... olbrzym. Z 10 metrów wzrostu miał minimum. Potężnie zbudowany, kosturem, który kiedyś możliwe, że był jakimś drzewem, lecz ogołocony został z wszelkich gałęzi i korzeni oraz z brodą. Natomiast kolejną osobą był przy kości mężczyzna z udźcem kurczaka w dłoni, którym właśnie się zajadał. Mimo wszystko, jego twarz była całkiem pogodna i przywodziła na myśl jakiegoś "wujka dobrą radę". Obok niego stał chudy mężczyzna w płaszczu. Nie wyróżniał się niczym specjalnym, poza lekko nieobecnym spojrzeniem skierowanym gdzieś za horyzont. Miał bladą skórę. Obok niego natomiast stała młoda kobieta. Nie wyglądała tak imponująca jak kobieta w czerwieni, jednak miała w sobie coś uroczego, coś, co sprawiało, że na jej widok wszyscy czuli się miło i bezpiecznie, choć ona sama zdawała się być lekko przytłoczona całym tłumem, który na nią patrzył. I wreszcie, ostatnią osobą był mężczyzna odziany w eleganckie zdobione szaty, z starannie ostrzyżonym zarostem, jednak wyrozumiałym spojrzeniu. Acz miał w sobie coś, co jasno wskazywało, że ma on w sobie tajemniczą siłę, charyzmę, która sprawia, że nie jest on kimś pierwszym, lepszym. -Jeśli któryś z zarządców uzna, że przyłożyliście się do zachowania prawidłowego przebiegu bitwy, wówczas może was nagrodzić dodatkowymi Rozkazami! - dodał jeszcze, a następnie czas na "grand opening" -Teraz, kiedy wszystko już zostało wypowiedziane, zapraszam! Niech rozpocznie się bitwa! - a następnie wszystkich otoczyła jasnobłękitna energia i przeniosła w różne części miasta nie dając za bardzo możliwości zadania jakichkolwiek pytań. Jednak, gdy jakiekolwiek wątpliwości pojawiały się w głowach magów, były one niemalże natychmiastowo wyjaśnione w ich podświadomości...

Laen:
Mag prędkości ocknął się leżąc na kanapie w apartamencie. I to dość wysoko umiejscowionym. Chyba na trzydziestym piętrze. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy po tym "przebudzeniu" były otwarte, szklane drzwi, prowadzące na balkon. A z niego rozciągał się naprawdę wspaniały widok na całą panoramę Opuszczonego Miasta, które zdawało się ciągnąć jak okiem sięgnął. Nie licząc tych miejsc, gdzie widok zasłaniały inne wieżowce. A tych było tu wiele. Z kolei po rozejrzeniu się po pokoju dostrzegłby przy lustrze jasnowłosego mężczyznę, który się właśnie w nim przeglądał. Ten spojrzałby swoimi błękitnymi oczami na maga prędkości i powiedziałby:
-Och wstałeś. To dobrze. Będziemy współpracować. - po czym wrócił do przyglądania się w lustrze. -Raaany, jak łatwo w tych czasach zadbać o swój wygląd. - dodał z wyraźnym podziwem. Mężczyzna ten posiadał na plecach łuk, a przy pasie kołczan. Odziany był w skórzaną zbroję oraz płaszcz w odcieniach zieleni. Po chwili, gdy uznał, że już lepiej wyglądać nie może (a przystojny był, to trzeba było mu przyznać, podszedł i usiadł na krześle naprzeciwko czarodzieja i rzekł -Jakiś plan? Czy idziemy solować całą resztę?

Rin:
Czarodziejka gwiazd znajdowała się na środku jakiegoś dużego skrzyżowania. Grunt, że miasto było opuszczone, dlatego nic tu nie jeździło, więc mogła czuć się bezpiecznie. Naprzeciwko niej z kolei stała wysoka kobieta, odziana w zielone, skórzane ciuchy. W ręku miała kostur, który na szczycie rozgałęział się i siedział obecnie na nim jakiś wróbelek, który delikatnie zaćwierkał.
-Miło poznać. Liczę, że razem sięgniemy po nasze marzenia. - przywitała się miło, po czym dodała -Zejdźmy może gdzieś w cień. - powiedziała, po czym chwyciła dziewczynę za dłoń i pobiegły pod jeden z wieżowców, wchodząc do środka. -No. Tutaj nie jesteśmy na widoku. A nie chciałabym być zaatakowana od razu. - powiedziała, po czym dodała -Nie lubię tego miejsca. Za mało tu zieleni. Jeżeli dasz mi trochę czasu, mogę przemienić część tego miasta w las. Powietrze na tym na pewno zyska. - dodała uśmiechając się szeroko.

Never i Grey:
Ten duet znalazł się w magazynie. W jednym magazynie, jednak na jego dwóch końcach. Nie był to bowiem zwykły duet. Teoretycznie byli dwoma odmiennymi istotami, dlatego każdy z nich miał przypisaną do siebie Legendę i każdy z nich miał oddzielne Rozkazy. Ale jednocześnie... byli jednym magiem. Dlatego nie zostali tak rozdzieleni jak reszta. Jednak każdy z nich wpierw musiał sprostać Bohaterowi, który został mu wybrany. Never jednak się potknął, tak, że padł na twarz na ziemię. A gdy podniósł wzrok, stał przed nim rosły, potężnie zbudowany mężczyzna ogolonej, poważnej i surowej twarzy. Jednak lekko się uśmiechnął.
-No! Tak należy witać władcę! - ryknął głośno wyraźnie zadowolony z tego, jak zareagował (niechcący) Winter. Po chwili lekko się nachylił -To co?! Czas siać rozpierdziel, hę!? - znów ryknął. Jeszcze trochę i nam tu superbohater ogłuchnie. Grey naturalnie to też słyszała. Jednak ona miała przed sobą... dziewczynkę. Może z 10letnią maksymalnie na oko? Była bosa, ubrana w białą sukienkę oraz z długimi blond włosami aż do ziemi. Spoglądała ona z przejęciem na Eminence i rzuciła cicho:
-W-wróżka? - spytała, po czym próbowała lekko dotknąć lewitującej istotki. A gdy to się stało (bądź też nie), odskoczyła lekko z piskiem jak nastolatka i krzyknęła głośno i radośnie -Wróżka! Wróżka! Hej, hej! Macie ogony? Dlaczego tak mało się pojawiacie? Co zazwyczaj robicie? Jak się bawicie? Gdzie mieszkacie? - była tak szczęśliwa, że chyba jej życzenie zostało już spełnione. Jednak ten pisk zwrócił uwagę krzykliwego faceta, z którym był Never.
-KTO TAM!? - ryknął, szykując się do walki.

Północny Wiatr:
Magnus ocknął się, siedząc na schodach prowadzących do jakiegoś dużego budynku. Chyba muzeum. Schody prowadziły w dół, na rozległy plac, na środku którego stał imponujący, minimum kilkunastometrowy filar. A przed nim, na samym dole schodów, stał mężczyzna w sile wieku. Miał może z czterdzieści do pięćdziesięciu lat, ciemne włosy, kilkudniowy zarost oraz... szczerzył się do czarodzieja. Ubrany był w kitel lekarski. Gdy dostrzegł, że Mędrzec Powietrza się ocknął, zaczął powoli iść w jego stronę, mówiąc tym samym:
-Witam, witam. Niebezpiecznie jest tak siedzieć, gdy wokół... tyle szaleńców, nieprawdaż? - rozpoczął mówiąc cichym, lekko może wręcz syczącym głosem. -Lepiej nie dać im się złapać, mam rację? Trzeba ich wyleczyć. Tak! Wyleczyć. Co ty na to? - spytał, wystawiając do maga rękę, jakby chcąc tym samym potwierdzić ich "umowę" oraz pomóc wstać. Jednak, gdyby czarodziej dotknął go, wtedy poczułby, jak przez jego rękę przebiega ogromny wręcz ból, a osobnik przed nim lekko zachichotałby i powiedziałby -Ups... wybacz... przyzwyczajenie... hehehe...

Finn:
Policjant ocknął się w parku. Stał, opierając się o drzewo. O to samo drzewo, tylko z boku, opierał się też inny mężczyzna o podobnym wzroście. Miał dziwnie znajome rysy twarzy, jasnobrązowe oczy oraz włosy, ubrany był w solidnie wykonaną zbroję, przy pasie miał miecz, a na plecach - jakiś płaszcz bądź pelerynę. Ta, zaczepiona o zbroję była specjalnymi, metalowymi spinkami, na których znajdował się jakiś herb.
-Zaszczyt to poznać i móc współpracować. - powiedział spokojnym, męskim tonem. -Proponuję znaleźć bezpieczne schronienie oraz sojuszników. Wątpię by wielu zdecydowało się walczyć samemu, przeciwko wielu. - zasugerował kolejne kroki.

Will:
Mistrz Death's Head Caucus ocknął się, siedząc w pierwszym rzędzie w teatrze. Na scenie przed nim znajdował się za to potężnie zbudowany, rosły mężczyzna w zbroi, z mieczem u pasa, krótko ściętych rudych włosach oraz brązowych oczach.
-Ach! Jak to dobrze widzieć, że już wstałeś! Dobrze! Dobrze! Można działać! Tak! Pokazać im, że to właśnie nam przysługuje życzenie! Nam i nikomu innemu! - rozpoczął swą podniosłą przemowę, mocno przy tym gestykulując -Jednakże... nie jesteś za młody na tak brutalne walki? Dzieci nie powinno posyłać się na wojnę. Jesteś świadomy tego, w co się wpakowałeś młody? - przy ostatnich słowach podszedł trochę bliżej, klękając na skraju sceny i patrząc Willowi w oczy.

Władca Kasztanów:
Gonzales nie miał chyba szczęścia. Obudził się bowiem w sali lekcyjnej, a tuż przed nim stał starszy mężczyzna z kosturem oraz brodą. Miał surowy wyraz twarzy i gdyby nie fakt, że odziany był w lnianą koszulę oraz płaszcz, mógłby skojarzyć się z nauczycielem.
-Obudziłeś się. - stwierdził głosem, w którym dało się czuć lekką irytację, jednak czy faktem spania czy byciem młodocianym? Trudno było to powiedzieć. -Zostaniemy tu. To dobry punkt obserwacyjny oraz zdobywania wiedzy. Łatwy do obrony i kontroli. - oznajmił, po czym podszedł do tablicy i zaczął na niej rysować jakieś runy. -Znasz się na tym? - spytał jeszcze młodego wróżka, nie odwracając wzroku.

Aran:
Mężczyzna znajdował się w sypialni w jakimś mieszkaniu. Nie było ono może najwyższych lotów, ale przynajmniej łóżko było wygodne. Naprzeciwko niego znajdował się mężczyzna odziany w zbroję oraz na to nałożony skórzany płaszcz. Przez ramię miał przełożony łuk, a przy pasie - kołczan. Miał spokojny wyraz twarzy, a na czole - prostą koronę. Na zbroi widniał też jakiś herb, jednak był on dość mocno zamazany.
-Chodź. Nie możemy zwlekać cały dzień, gdy inni zaczynają już działać. Pośpisz sobie po wszystkim. Albo po śmierci. - mruknął, po czym wyszedł z pokoju, najwidoczniej nie planując stracić więcej czasu.

Samael:
Mistrz Fairy Tail znajdował się z kolei na placu zabaw pośrodku jakiegoś blokowiska. Siedział akurat na ławce, a gdy spojrzał w bok ujrzał siedzącą na oparciu tej ławki kobietę. Brodę miał wysoko uniesioną, była opalona, szczupła, ponętna dla męskiego oka. Podobnie jak kobieta w czerwieni przed bramami miasta, jej strój był podobny. Jednak zamiast czerwieni, dominowały w niej odcienie jasne, piaskowe. Ogólnie wyglądałaby naprawdę ładnie, gdyby nie spojrzała na maga błyskawic z pogardą i nie wysyczała przez zaciśnięte zęby:
-Ile mam czekać, aż wreszcie mi się pokłonisz? - warknęła, po czym dodała -Jak w ogóle śmiesz siedzieć tam, gdzie ja? - oj, była wkurzona jak na kobietę w połowie jej lat dwudziestych. Jednak ta mimika skutecznie odstrasza wszelkich adoratorów. -Pozwól, że wyjaśnię ci, co teraz zrobimy. Znajdziesz godną mnie salę, skąd przejmiemy władzę nad tą ruiną i innymi prymitywami, którzy się tu znaleźli. - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Amney:
Amney stała sobie natomiast w ciemnym zaułku. Ot, jakaś wąska, ciemna uliczka, między jedną szeroką ulicą a drugą, a nad nią - wielkie wieżowce rzucające cień tak wielki, że trudno było tu cokolwiek dostrzec. Pewnie nawet nie dostrzegłaby mężczyzny stojącego tuż obok niej, gdyby ten się nie odezwał. Niestety, trudno było go dostrzec w tym bladym świetle. Wiedziała natomiast, że był odziany na czarno, chyba elegancko, był szczupły i przeciętnego wzrostu. Wyglądał elegancko, choć prosto. Z twarzy dosłownie podobny do nikogo. Jedynie elegancko przycięty zarost dookoła ust go wyróżniał.
-Witam. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem pracować. - mówił cicho i spokojnie. -Proponuję nie wychylać się, zebrać informacje i czekać na odpowiednią okazję. - zasugerował.

Terrenco:
Chłopak znajdował się na recepcji jakiejś dużej biblioteki. Trochę pachniało tu starzyzną oraz kurzem, ale w tym wszystkim dało się słyszeć lekkie nucenie piosenki. Gdyby się mag rozejrzał, dostrzegłby młodą dziewczynę ubraną jak stereotypowa wiedźma - czarna szata, szpiczasty kapelusz, tylko ze sporą stertą książek radośnie sobie mruczącą jakąś melodię pod nosem i przechodzącą z jednej półki do drugiej, przy pomocy magii powiększając i tak już spory stos w jej rączkach. Po chwili, gdy stwierdziła, że to już wszystko odwróciła się i, choć książki zdawały się zasłaniać jej wszelaką wizję, dostrzegła czarodzieja. W ten samej chwili wszystkie książki odleciały, formując krąg dookoła duetu.
-Och, to do ciebie zostałam dopisana? Miło mi poznać! - powiedziała miłym dla ucha, dziewczęcym głosem. -Zostańmy tu trochę. Jak odkryjemy atrybuty innych Legend, będziemy mogli ich unicestwić nawet się stąd nie ruszając. A gdzie indziej znajdziemy dość wiedzy, jak nie tutaj? - spytała uśmiechając się uroczo.

Eris:
Dziewczyna ocknęła się w piwnicy. Światło żarówki mrugało, jakby ta miała zaraz przestać działać. Z sufitu co jakiś czas kapała kropla wody. Chyba trafiła do jednej z tych "gorszych" piwnic. Co gorsza, widziała jakiś wężowy ogon, który kierował się w cień, a stamtąd parę gadzich oczu.
-Witaj... - powiedział właściciel owych oczu, z lekkim syknięciem. Po chwili też wysunął się bardziej w światło. Była to istota wężowata, której tułów był może ludzki, ale od pasa w dół, był już wężowy. Całe ciało pokryte miał łuskami, przy "pasie" miał dwie katany, a na torsie i głowie - zbroję i hełm samuraja. -Ssssspróbujmy może najpierw wyjśśśść ssssstąd. - zasugerował, choć chyba gady lubią takie klimaty jak ta piwnica. -Wtedy można działaćććććć. - dodał.

Eisaku:
Czarodziej metalu obudził się w jakiejś jadłodajni. Siedział przy stole, a przy nim siedział również jakiś mężczyzna. Najchudszy to on nie był, widać było, że lubi sobie dobrze zjeść. Co zresztą teraz też robił. Gdy zorientował się, że jednak jego towarzysz kontaktuje, przełknął, wytarł elegancko chusteczką usta i powiedział radosnym tonem.
-Miło poznać! Obyśmy razem dokonali genialnego odkrycia! - rzucił dość głośno, a przez jego dość energetyczny ruch głową oraz szybkie uniesienie ręki w geście powitania, jego czarne afro lekko zafalowało.  Ubrany był w elegancki garnitur i posiadał monokl. -Jednak przed tym wszystkim, proponuję się solidnie najeść. Nic nie wychodzi dobrze na pusty żołądek! Haha! - zaśmiał się wesoło, po czym dodał -Choć byłoby jeszcze lepiej zjeść w większym gronie, nie uważasz?

Roe:
Dziewczyna znalazła się na spacerniaku w więzieniu. Oczywiście, była cisza i tylko wiatr wydawał jakikolwiek dźwięk, gdy nagle nie usłyszała prychnięcia. Na jednej z ławek znajdował się chudy mężczyzna o bladym kolorze skóry. Ubrany był w elegancką, zdobioną szatę oraz posiadał sygnet na prawej dłoni. Wydawał się trochę zmizerniały.
-Więc mi się trafiła dziewczynka. Cudownie. Jakby gorzej już być nie mogło. Może jeszcze wiedźma? - rzucił wyraźnie zawiedziony "przydziałem". -Czyli robimy tak. Ty się chowasz i nie dajesz się zabić, a ja dobijam tych co uciekli z walk, pasuje? - spytał po chwili, chyba godząc się z myślą, że musi się jej słuchać.

Master of Speed:
Chłopak obudził się na siłowni. Zapach jak to zapach na siłowni. Niezbyt przyjemny. Jednak to, co zwróciło jego uwagę był mężczyzna naprzeciwko niego. Umięśniony, wysoki, odziany w skórzaną zbroję z metalowym napierśnikiem, ciepły skórzany płaszcz oraz z mieczem przy pasie.
-Witaj. Naszym celem jest spełnić swe pragnienia, pozwolisz więc, że zasugeruję kolejne kroki? - przedstawił się od razu przechodząc do sedna sprawy, licząc się jednak z tym, że wpierw jego towarzysz może mieć coś do powiedzenia...

Ezra al Sorna:
Mag Grimoire Heart znajdował się na trybunach stadionu baseballowego, na samym dole trybun. Tuż nad polem do gry. Na nim natomiast znajdowała się młoda kobieta o jasnej skórze, powabnej figurze i misternie wykutej zbroi. Klęczała sprawdzając podłoże, po czym mruknęła:
-Hm... może być. Tylko mało. - po czym się wyprostowała i odwróciła do Ezry. Zmierzyła go wzrokiem. Był to wzrok jasno mówiący, że nie traktuje go jak równego sobie. To ona była tutaj tą ważniejszą. -Serio? - rzuciła wyraźnie zawiedziona. -Dali mi kadłubka? - westchnęła. Może, gdyby jej twarz rozjaśnił uśmiech lub chociaż delikatny spokój, a nie duma, wywyższenie i pogarda byłaby naprawdę piękną, urodziwą kobietą. -Może jeszcze mam cię niańczyć? - warknęła, widząc energetyczną rękę czarodzieja -Grunt, że chociaż próbujesz... - dodała z westchnięciem, próbując chyba znaleźć choć jeden pozytyw w całej tej sytuacji.

Hotaru:
Różowołosa czarodziejka ocknęła się w biurze w jakiejś fabryce. Siedziała za biurkiem tak, że mężczyzna w sile wieku, który siedział na przeciwko niej, wyglądał jakby to on został tu wezwany przez nią. Był to wysoki, umięśniony osobnik, z delikatnym zarostem na twarzy oraz czarną, metalową protezą ręki. Spojrzał na nią ze zdziwieniem i stwierdził z westchnięciem:
-Ech, wolałbym nie zostać wezwany jako obrońca. - stwierdził z przekąsem, po czym spojrzał na czarodziejkę przed nim -To zaszczyt poznać. Będziemy współpracować celem wygrania tej bitwy. - powiedział, na szybko podsumowując to kim jest. Jego ton był spokojny, męski i opanowany. Nie kojarzył się w ogóle z jego wcześniejszym narzekaniem -Proponuję znaleźć innych i założyć sojusz. W grupie mamy większe szanse przetrwania do dalszych etapów bitw. Działając pojedynczo mamy mniejsze szanse powodzenia. - zasugerował.

Ryudogon:
Mag po kilku przejściach z demonami ocknął się... w burdelu. Dokładniej to naprzeciwko akurat jednego z podwyższeń, na którego środku znajdowała się rura do tańczenia. Szkoda, że to miasto było Opuszczone i nie było komu na niej tańczyć... chociaż... czy aby na pewno?
-Możemy stąd wyjść? Nie czuję się tu zbyt... komfortowo. - dobiegł do jego uszu kobiecy głos. Za nim stała kobieta odziana w skórzane ubranie, które zostało również wyprawione w taki sposób, by zapewniało niezbędne bezpieczeństwo w razie walki. Zaczęła również kierować się w stronę wyjścia z tej sali.

Mikazuki:
Chłopak obudził się w kwiaciarni. Zapach kwiatów, choć niewatpliwie ładny i przyjemny, był jednak tutaj aż w zbyt wielkim natężeniu, co niekoniecznie dodawało im uroku. Siedział na jakimś fotelu, a przed nim, trochę z przodu jakiś mężczyzna odziany w zbroję, z krótkim sztyletem przy pasie. Obrócił się on twarzą do Mikazukiego, a widząc, że ten już się obudził wystawił do niego rękę, najpewniej chcąc pomóc mu wstać.
-Jak rozumiem, będziemy współpracować. Proponuję rozpocząć od pertraktacji z innymi. Pojedyncze jednostki są łatwymi celami, stąd unifikowanie się uważam za istotne. - zaproponował, trzymając rękę wystawioną do maga. Miał czarne włosy i brodę, oraz uważne spojrzenie szarych tęczówek, wpatrujących się intensywnie w rozmówcę.

Ryukehoshi:
Mag iluzji obudził się na recepcji w hotelu. A dokładniej to ocknął się, bo stał za ladą. Jakby przyjmował gościa. Przed nim natomiast stał mężczyzna. Potężnie zbudowany, odziany w zbroję płytową z delikatnym wizerunkiem krwawego kwiatu. Na plecach miał z kolei eleganckie, misternie wykonane Guan Dao. Skinął on głową, a jego czarne włosy opadły mu delikatnie na oczy. Odgarnął je na bok i spojrzał swoimi brązowymi oczami na maga złudzenia.
-Honorem jest poznać innego gotowego ruszyć po spełnienie marzenia. - powiedział na powitanie, po czym dodał -Bez działania nie dokonuje się odkryć, ani nie tworzy się historii. Nie możemy czekać.

Ren:
Trudno powiedzieć, by Ren sam się tu znalazł. Bardziej - on sam nie wiedział dlaczego tu jest. Jakaś magiczna siła musiała jednak uznać, że skoro wziął i wypełnił ankietę dodaną kiedyś tam do Fiore News, a ta została w jego pamięci, najwyraźniej chce wziąć udział. Tak oto znalazł się wpierw przed bramą, a następnie... w kostnicy. Leżał właśnie na stole do przeprowadzania sekcji zwłok, a przed nim stał ciemnoskóry mężczyzna, choć jego skóra miała ten "jaśniejszy" odcień brązu. Miał lekko przymróżone, jakby z niewyspania oczy, jasne, brązowe włosy, niekiedy wręcz zdające się przechodzić w blond oraz zmęczone, zielone oczy. Odziany był w lekką, jedwabną tunikę, misternie wyszywaną złotą nicią, a do tego na jego szyi, nadgarstkach i kostkach znajdowały się złote ozdoby, bardzo podobne do tych, które nosiła czerwona kobieta nad bramą. Na głowie miał złoty diadem.
-Och... obudziłeś się... szkoda... - stwierdził ziewając, po czym dodał -Najchętniej to przespałbym tę całą bitwę i brał udział dopiero w jej podsumowaniu. Co ty na to? - spytał znudzony, patrząc na swojego "towarzysza".

Winter:
Mag obudził się na dachu szpitala. A dokładniej to stał opierając się jedyną dłonią o siatkę, dzięki której jeszcze z niego nie zleciał. Z dachu tego budynku rozciągał się całkiem ciekawy widok na panoramę miasta. Usłyszał za sobą chrząknięcie, a gdy sie odwrócił dostrzegł rosłego, potężnie zbudowanego mężczyznę z tuniką przerzuconą przez bark, przez co doskonale widać było jego wyrzeźbione, przypakowane ciało. Górował nad magiem wzrostem, jednak zdawał się być ubrudzony jakimś ciemnym pyłem zarówno na torsie jak i na twarzy.
-Witam! Nie osiągniemy niczego zwlekając! To co?! Do roboty! HAHA! - zakrzyknął wesoło i roześmiał dość głośno, kładąc dłonie na swych biodrach.

Welt:
Kotowaty wampir ocknął się na moście. Pod nim wolno płynęła sobie rzeczka, z zamiarem pewnie wpłynięcia do oceny za wieledziesiąt lub wieleset kilometrów. Gdyby się rozejrzał, dostrzegły stojącego za nim na środku mostu i wpatrującymi się gdzieś w dal mężczyznę. Miał na sobie elegancką zbroję, na głowie koronę, przez jego polik przechodziła blizna. Miał ciemną brodę, ale za to bystre, czarne oczy. Jego kędzierzawe, krótkie i ciemne włosy zdawały się być równie nieposkromione co lawina. Jednak to on zdawał się nie dostrzec swojego towarzysza, będąc zbyt zajęty rozmyśleniami. Mruknął tylko coś do siebie, co oczywiście - kotowaty usłyszał:
-Będzie trzeba się stąd szybko zbierać i czekać na dobry moment.

Nanaya Byakushitsune:
Mistrzyni Grimoire Heart obudziła się w samym centrum studia fotograficznego, a dokładniej... siedząc na krześle przy aparacie fotograficznym. Z kolei w miejsce modela bądź modelki... stała piękna kobieta o delikatnej budowie. Wyglądała, jakby jej ciało było utworzone z wody, a odziana była w złoto i pianę morską. Rozglądała się uśmiechnięta, jakby czegoś szukając, aż w końcu jej wzrok spoczął na czarodziejce słońca. Wtedy lekko spoważniała, spuściła wzrok i powiedziała:
-W-witam. Będziemy współpracować. Miło... mi... - mówiła powoli i cicho, co jakiś czas zerkając nieufnie na maginię.

Info od MG:
Dzień I
Laen: 100MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Rin: 145MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Never Winter: 230MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Grey Eminence: 0MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Północny Wiatr: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Finn: 230MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Will: 160MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Władca Kasztanów: 200MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Aran: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Samael: 176MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Amney: --- | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Terrenco: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Eris: 115MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Eisaku: 130MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Roe: 130MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Master of Speed: 100MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ezra al Sorna: 180MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Hotaru: 130 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Ryudogon: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Mikazuki: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ryukehoshi: 100 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ren: 110 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Winter: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Welt: 100 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń) |
Nanaya Byakushitsune: 165 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |

Inne: W sprawie tych wątpliwości w podświadomości - jak coś będzie niejasnego z mojego posta - piszcie do mnie na GG/PW/FB. Wówczas wyjaśnię (lub się postaram) o co chodzi. Fabularnie wasze postaci podświadomie o tym wiedzą. Każdy na PW również dostanie informacje kogo dostał. Opisy ich zdolności są jednak uproszczone i bardziej "opisowe", aniżeli techniczne.

_________________

~Tora Theme~ ~Relaxation Theme~

Tora mówi z akcentem starofioryjskim


Just Female Tora stuff.


Ostatnio zmieniony przez Torashiro dnia Sob Paź 07 2017, 01:05, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1315-konto-torashiro#19555 http://ftpm.forumpolish.com/t962-torashiro#14231 http://ftpm.forumpolish.com/t1316-torashiro#19559

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Amney G.
Wiek : 15 lat
Wzrost/waga : 164.2 cm 56.6 kg
Rodzaj magii : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 298
Dołączył/a : 24/08/2016
Skąd : Spod harnasiowego tronu

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Lis 26 2017, 12:05

Poszło niezwykle gładko. Ale nie ten tego. Od ucha do ucha się wyszczerzyłam w duchu widząc jak gładko przeszedł mój plan. Niczego nie podejrzewali! Buahahaha! No i on też nieźle zagrał swoją rolę. Przynajmniej nie mogli zgadnąć jakie ma umiejętności, specjalności i tak dalej... Też powinnam tak zrobić. Pytanie tylko czy nie przesadzę.
Kiwnęłam głową w odpowiedzi aby nie pałał wrogością do nich. A jako iż nie miałam nic do roboty w obecnej sytuacji, ani to nikogo do zabicia a sojuszników na dzień dobry nie wypada, to napisałam na karteczce "popieram" i wysunęłam przed nos legendzie maga. Albo magowi. Zresztą obojętnie któremu. Chyba, że.... mają plan na jakieś nocne łowy. To mogłoby być ciekawe. Las, noc, z pewnością jest tutaj sporo ludzi wraz ze swoimi towarzyszami uwięzionych. Ale odpocząć też warto by potem za dnia nie padać na twarz ze zmęczenia.

_________________


theme  |  voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3461-amneyowe-cos http://ftpm.forumpolish.com/t3457-amney-do-oceny http://ftpm.forumpolish.com/t4116-amney

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Terrenco
Wiek : młody, po dwudziesce
Wzrost/waga : lekko ponad 170 cm w okolicach 60 kg
Rodzaj magii : magia teleportów
Staż w gildii : brak
Liczba postów : 90
Dołączył/a : 31/10/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Lis 26 2017, 13:22

Wszystko zakończyło się dosyć szybko. Myślał, że jego plan jakoś ostatecznie zawiedzie i będzie musiał ukraść kilka strzał łucznikowi w celu zabicia jego mistrza oraz jego samego, ale tak się nie stało. Może i dobrze. Kto wie czy i ten plan awaryjny mógłby w razie czego zadziałać? Gdy zlecieli na dół przeciągnął się mocno, ciesząc z możliwości rozprostowania nóg no i stałego lądu pod stopami. Tak trochę nieswojo czuł się na miotle, nie mówiąc już o tym, że go naciskało na klejnoty. Jednak nie spodobało mu się to w jaki sposób podszedł drugi mistrz do swojej legendy:
- Powinieneś się cieszyć, że nadal jesteś w grze i prawdopodobnie największy przeciwnik na chwilę obecną został wyeliminowany. Ja Ci pogratuluję za współpracę... Ilm? Dobrze pamiętam? - skomentował wszystko wyciągając dłoń do łucznika. Natomiast co do Penoly miał ciekawy pomysł. Kiedy Laen poszedł on zaprosił dziewczynę na słówko, ciągnąc gdzieś pod drzewa. Żeby jeszcze druga legenda nie podejrzewała, próbował wszystko zrobić tak, aby wyglądało to na podryw:
- Z tego co wiem, czerpiesz moc z innych sfer, madame? Czy jest opcja, że dasz radę stworzyć niewielką wyrwę do jakiegoś innego świata, na przykład demonów, a ja wrzuciłbym tam portal i go powiększył. Wiesz, tak na godzinkę dwie zostawić to otwarte by nieco demonów przyszło poszaleć w tym lesie. Z pewnością wielu nie będzie mogło z tego powodu zasnąć. A my... my możemy na twoich niezwykłych miotełkach odlecieć stąd w jakieś bezpieczne zacisze... Można wzmocnić ten plan rozkazem. W końcu tylko cztery zostały po tej biednej dziewczynie. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4161-terrenco#83834 http://ftpm.forumpolish.com/t4011-tele-teleport#79578 http://ftpm.forumpolish.com/t4160-terrenco#83833

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Samael Hiro
Wiek : 21 lat
Wzrost/waga : 1,83 cm\ 80 kg
Rodzaj magii : Magia Błyskawic
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : w FT od X799
Liczba postów : 858
Dołączył/a : 28/01/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Lis 26 2017, 21:15

Białowłosy ujawniając się w ten sposób, tłumacząc tym samym pojawienie się za plecami jednego z tutaj zebranych, dokonał najwidoczniej dobrego wyboru. Nikt z tej dwójki którą znał nie znajdował się pod kontrolą kogoś innego, mającego jakieś niecne zamiary, a przynajmniej tak zaczęło mu się wydawać po tym jak zareagowali na jego widok. Również pozostali nie mieli jakoś wobec niego, czy drugiej osoby z którą miał okazję tutaj podróżować, co mogło dać w przyszłości jakiś solidny sojusz w skład którego należą silne jednostki. Słuchał również uważnie słów przez nich wypowiadanych, a które wyjaśniły dlaczego obecnie wyglądają w takim stanie. Zarządca najwyraźniej wydawał się być kimś naprawdę silnym, skoro tak o nim opowiadali jak i uznali, że warto zmienić obecnie zajmowaną lokalizację.
- Jeśli jesteście zainteresowani i nie macie nic przeciwko to bardzo chętnie połączymy z wami siły - powiedział mag błyskawic do nich, gdy ruszył za grupą. Z jednej strony zostanie określonym przez Grey jako "przyjaciel" jak i reakcja Nevera na jego widok mogło sugerować, że nie ma wobec nich obecnie jakiś złych zamiarów. Z drugiej natomiast Sam należał do osób, a przynajmniej tak o sobie uważał, które wolą potwierdzać swoją przynależność czy to co zamierzają zrobić przy pomocy wypowiedzianych słów.
- Jeśli chcecie jeszcze bardziej zwiększyć siłę to przed rozpoczęciem tego całego wydarzenia widziałem kilka osób, które co nie co potrafią, a które powinny być chętne sojusz - powiedział kolejne słowa po pewnym czasie od momentu, gdy otrzyma odpowiedzieć na swoją wcześniejszą propozycję. Podróżując dalej za innymi, zamierza spróbować zrównać się z tą latającą, znaną mu towarzyszką jego znajomego z sierocińca.
- Możesz opowiedzieć mi trochę o tym waszym starciu z Zarządcą ? - powiedział Mistrz Fairy Tail do Wróżki, gdy znalazł się obok niej. Liczył na to, że ta odpowie mu na zadane przez niego pytanie, nie raz nie dwa miał okazję z nią okazję rozmawiać i jakoś nie wydawało mu się, że ta będzie miała jakieś pretensje do niego czy coś.
Co do samej podróży w tej większej grupie, Białowłosy nie zamierza tego traktować jako jakieś wakacyjnej wycieczki czy coś. Do tej pory mógł powstać sojusz silniejszy, bądź liczniejszy od tego, który w każdej chwili zaatakować, zrobić zasadzkę. Równie dobrze mogą zostać zaatakowani przez pojedynczy, dwuosobowy zespół, który nie uzna ich za zagrożenie, spróbuje zaatakować korzystając z zaskoczenie lub taki w którym jedno z nich ma nierówno pod sufitem jak to kiedyś usłyszał. Dlatego też Samael tak samo jak do tej pory od kiedy tylko pojawił się w tym miejscu, zamierza w dalszym ciągu mieć się na baczności.

_________________





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t589-konto-samael-a#7394 http://ftpm.forumpolish.com/t579-samael#7289 http://ftpm.forumpolish.com/t1096-notatki-samaela#16384

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Never Winter
Wiek : 17 liet
Wzrost/waga : 178 cm/68 kg
Rodzaj magii : Kontrakt z wróżką - Magia Szczęścia
Gildia : Brak
Staż w gildii : Dwa tygodnie
Liczba postów : 562
Dołączył/a : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Lis 26 2017, 22:48

ZERO IQ TEAM
- Samael-sempai! Samael-sempai! Samael-sempai!
Zacząłem skakać wokoło osoby którą podziwiałem (z podniecenia - przyp. Grey). To było takie niesamowite, że jesteśmy akurat razem! To oznacza... Że możemy stworzyć niezwyciężoną drużynę sprawiedliwości oraz pokonać całe zło które jest przed nami!
- Chodźmy, Samael-sempai! Pokażmy wszystkim złym, jak nasza wspaniała i niezwyciężona kombinacja wygra z wrogami!
Powiedziałem, śmiejąc się! Już straciłem mnóstwo nadziei w czasie walki z tamtym gościem, lecz teraz zyskaliśmy najlepszego sojusznika jaki mógł istnieć!

SMARTASS DUO TRIO QUATRO?
... Tak więc sytuacja najwyraźniej się wyjaśniła. Serpensis-sama była sługą Samaela. Mogłam się od razu domyślić. Och cóż. Pojawiło się trochę zamieszania, w pewnym momencie wydawało mi się nawet, że Seprensis-sama po moim komentarzu na temat relacji chciałaby mnie zjeść. Jednak nie można zaprzeczyć, że z jakiegoś powodu wybrała naszego rycerza. Ale jednak posłuchała się swojego ojca, a jeszcze Shodai-san pomogła, komplementując kobietę. Kiwnęłam głową Shodai-san na jej wnioski. Sama mogłam dojść do podobnych... chociaż pech działający na zarządcę powinien go nieco spowolnić. Niedługo będzie trzeba poza tym odnowić działanie zaklęcia szczęścia. Może mnie to nieco wyczerpać... Ale zebranie sił na samym początku było o tyle ważne, że potem mogliśmy całkowicie snowballować wszystkich na swojej drodze. Dlatego odwróciłam się do Hn'rse'al-samy.
- Spokojnie. Fakt że teraz tak myślisz to jest działanie zdolności Zarządcy. Przeżyliście z nim walkę oraz nasze siły teraz się zwiększyły. W naszej drużynie jest czterech potężnych władców... jest bardzo duże prawdopodobieństwo że obecnie nasza drużyna stanowimy jedną z głównych sił... Poza tym, Samael Hiro jest- wtedy przerwałam i odwróciłam się do Shodai-san. - Właśnie, ty też pewnie będziesz tym zainteresowana. Jest on dziesiątym mistrzem Fairy Tail. Z takim sojusznikiem i oczywiście z Serpensis-sama na pewno nasze szanse się zwiększą.
Powiedziałam pewnie, oczywiście pomijając fakt że drużyna Zarządcza wciąż stanowiła spory problem i mieliśmy czas póki oni nie rzucą wszystkiego co mają przeciwko nam. Ale w sumie mi się podobał ten koncept, że występujemy przeciwko systemowi. Tak jak wielu osób które prosiły mnie o kontrakt...
- Masz rację, Shodai-san. Powinniśmy ruszać, Zarządca pewnie już jest w drodze. Mam nadzieję że ma wystarczająco dużo pecha, aby zabłądzić.
Powiedziałam złowieszczo, jednak zanim ruszyłam wraz z Never-kunem, to zwróciłam się do Samaela, który chyba chciał mieć upewnienie.
- Oczywiście o tym nawet nie trzeba nawet mówić. Twoja siła i siła Serpensis-sama będą stanowiły dla nas nieocenioną pomoc - powiedziałam szczerze. Nad jego propozycją zastanowiłam się - Hmmm, mówisz kilka osób. To może się udać, oczywiście każde zwiększenie siły się przyda. Jednak nie jestem pewna, czy będą chcieli dołączyć już w sumie do czterech Masterów. Jeśli tego sytuacja będzie wymagała, to możemy zaryzykować, ale obawiam się że zamiast połączyć siły będą bardziej zainteresowani walką i pokonaniem nas. Chociaż mógłbyś powiedzieć coś o nich więcej?
Zapytałam się, lecąc za drużyną... Teraz prowadził Pietragoras-ou-sama, który też nie był w humorze. Jak zresztą Hn'rse'al-sama. Trzeba było się tym zająć, żeby nie zaczęli z tego powodu popełniać głupich błędów. Przy okazji odpowiedziałam Samaelowi.
- Tak naprawdę niewiele mogę powiedzieć, poza tym że był bardzo potężny i pierwsze ataki całej trójki odparł bez większych problemów. Tylko dzięki szczęściu i pomocy Zaklęć Rozkazów udało nam się wycofać. Więcej na pewno powiedzą Pietragoras-ou-sama i Hn'rse'al-sama.
To było zresztą moim celem. Po drodze, poza tym że ponowiłam wygasające zaklęcie szczęścia (Choukichi B=>A na całą drużynę wraz z Samaelem i Serpensis), postanowiłam wraz z Shodai-san wypytać się zarówno Hn'rse'al-samę, jak i Pietragoras-ou-samę, o ich walkę z Zarządcą. Na tej podstawie mogliśmy wypracować znacznie lepszy plan wiedząc, jakie nasz przeciwnik stosuje sztuczki. Co prawda mocno poranił obydwie Legendy, ale nie wierzę że to musiało przyszło mu łatwo. Im więcej będziemy wiedzieli, tym łatwiej nam będzie opracować plan naszego zwycięstwa. Byłam w ogóle ciekawa, czy kogoś takiego jak Zarządcę udałoby nam się przejąć... Poza tym standardowo, obecnie warto byłoby skoncentrować się na poszukiwaniu. Serpensis-sama zdawała się lepiej radzić w cichym chodzeniu, w końcu niespodziewanie podeszła do Hn'rse'ala-samy, więc zaproponowałam aby ona szła przodem i ewentualnie ostrzegała nas o grożących niebezpieczeństwach. Poza tym warto byłoby się skupić na poszukiwaniu rzeczy, które wciąż nam sprawią przewagę. W lesie sądziłam że raczej nie znajdziemy informacji o Legendach, ale same Legendy mogły się trafić. Bądź pojedynczych Masterów, których można by było przekonać do przyłączenia się do nas, a w ostateczności do osób o których Samael powiedział, jeśli okazaliby się godnymi przynajmniej odrobiny zaufania. Przy okazji zaproponowałam, aby Pietragoras-sama i Hn'rse'al-sama szli na naszych flankach, Never-kun z trzymał się bardziej z tyłu, aby zabezpieczyć nas od ataków od tyłu.
Przygoda rozpoczęła się dla nas dość brutalnie, ale na szczęście spotkaliśmy Samaela. Zobaczmy, ile razy jeszcze na przyjazne twarze trafimy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1552-superhero-national-funds-czyli-konto-nevera#24439 http://ftpm.forumpolish.com/t1507-never-winter http://ftpm.forumpolish.com/t1989-dzienniki-grey

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Władca Kasztanów - Gonzales Gick
Wiek : 14
Wzrost/waga : 140cm/38,8kg
Rodzaj magii : Magia żywiołu - Ogień
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 5lat
Liczba postów : 396
Dołączył/a : 28/01/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Pią Gru 01 2017, 19:06

żarty żartami, ale trzeba było wygrać ten turniej. Pozyskanie sojusznika i umocnienie twierdzy było dobrą drogą do tego. No i należało być wypoczętym, dlatego dobrze było jakoś odpocząć. Chłopaczek ziewnął przeciągle, okazując jak bardzo ten produktywny dzień go zmęczył. Przetarł oczka i zerknął jeszcze po obecnych.
- Dobra. To proponuję, byś ty z tym sprzętem - Gonzales wskazał na łucznika i jego łuk. - Byście poszli gdzieś na jakiś dach wypatrywać i pozbywać się wrogów. Ja będę pilnował bramy - oznajmił, po czym przysiadł przy drzwiach gdzie założył ręce za głowę, przygotowując siebie i swój umysł do pogrążenia się w słodkiej krainie snów. Raczej nie wyglądało na to, żeby coś im zagrażało, a ponieważ Gonzales Gonzo Gick nie miał w życiu zbyt wielu rzeczy, którymi mógłby się przejmować, sen przychodził mu niebywale łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2681-pjenjanzki-gonza#45826 http://ftpm.forumpolish.com/t2665-gonzo http://ftpm.forumpolish.com/t2682-cos-gonza#45827

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Aran von Baar
Wiek : 19 lat
Wzrost/waga : 190cm/75kg
Rodzaj magii : Demon Summoning
Gildia : LS
Staż w gildii : 4 lata
Liczba postów : 31
Dołączył/a : 20/05/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sob Gru 02 2017, 19:59

-Dobrze wiedzieć...-pomyślał, gdy słuchając słów starca rozejrzał się dookoła. Miejscówka rzeczywiście wydawała się bezpieczna. Runy na ścianach dawały dość osobliwe, ale zawsze jakieś tam poczucie bezpieczeństwa i mniejszą, lub większą pewność o spokojnie przespaną noc.
-Zastanówmy się...-Aran wyraźnie się nad czymś zamyślił, przyglądając się malunkom.
-Dobra myśl.-podsumował słowa ognistego starca, po czym zwrócił się niejako do obydwu legend: -Dokładnie nie wiem, jak z Wami jest. Wy też potrzebujecie snu? Myślałem nad rozłożeniem wart na cztery, by każdy z nas mógł przynajmniej przez chwilę zasnąć. Gdyby legendy również potrzebowały snu, Aran miał plan, by każdy z czwórki mógł przez sześć godzin wypocząć, a na dwie stać się systemem wczesnego ostrzegania. Spojrzał na układającego się do "pilnowania bramy" Gicka.
-Śpiąc niczego nie przypilnujesz...-dzieciak wyraźnie był senny i Aran doskonale o tym wiedział. Sam chętnie walnąłby się w jakimś miękkim łóżku i zasnął utulony przez blask gwiazd. -... ale dach to dobry pomysł.-może i Gonzales miał trochę oleju w głowie, choć Lamijczyk nie spodziewał się po nim zbyt wiele. Dobrze wiedział, kto pociągał za wszystkie sznurki w tej parze.
Każdy taki budynek miał wejście na dach. Białowłosy wziął pierwszą lepszą książkę i zwrócił się w stronę Gonzalesa i jego Legendy:
-Wszyscy będziemy pilnować na dachu, najwięcej z niego widać. Brama daje widok tylko na jedną stronę budynku, a tych jest cztery. Zostawimy otwarty właz. Kiedy wrzucę książkę przez właz, znaczy że ktoś się zbliża. Ty siądziesz pod włazem. Nawet jak zaśniesz, odgłos spadającej książki powinien Cię obudzić. Co Wy na to?
Następnie machnął ręką, by Łucznik za nim poszedł. Znaleźli właz, wspięli się na dach i zajęli się obserwacją terenu.
-Jeśli wygramy, jakie jest Twoje marzenie?-spytał swojej legendy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4207-aran-von-baar#85735 http://ftpm.forumpolish.com/t3997-aran

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Gru 06 2017, 22:18

Klik.

Ezra zdziwił się lekko, nawet jeśli nie dał tego po sobie poznać. Nie spodziewał się, że jego szarża będzie miała aż taki efekt. Jedną akcją udało mu się zranić wrogą Legendę, sprowadzić przeciwnika do defensywy oraz sprawić że wrogi łucznik zaprzestał ostrzału. Co prawda schronił się teraz za jakimiś fortyfikacjami, ale nie powinny one stanowić problemu. Zaś jego oponent... Al Sorna skrzywił się w myślach. Nie wiedział co takiego tamten planuje, ale nie wyglądało to dobrze, on sam zaś wykorzystał już znaczną część swojej mocy magicznej. Ale przecież nie walczył sam.

Brak ostrzału powinien sprawić, że Friederica będzie miała teraz swoje pole do popisu. Brak kontry ze strony oponentów powinien pozwolić jej na zepchnięcie ich do dalszej defensywy. W dodatku lada chwila powinna wrócić tutaj Xin, co tylko zwiększy ich siłę bojową. Jedyne co mogło pójść nie tak w tym planie, to ingerencja strony trzeciej. Opcjonalnie śmierć Ezry, ale póki co nie rozważał jeszcze tego scenariusza. Ze związaną mocą rozkazów Xin dało się na razie jakoś żyć. Ba, nawet nie musiał się obawiać, że dziewczyna strzeli mu w plecy! Czego chcieć od życia więcej?

Dlatego też biorąc pod uwagę powyższy tok rozumowania, którego niezwykłe zawiłości zajęły szermierzowi ułamki sekund, krzyknie on tak aby łuczniczka mogła go usłyszeć - zważywszy na jej umiejętności był pewny, że jest w stanie to zrobić:
- Frie, bierz ich!
Jednocześnie ruszy z pełna prędkością w bok, okrążając wrogów, co powinno sprawić, że bez trudu wyminie sztylety. Irytowało go to, że nigdzie nie widział Mistrza Legendy. Chociaż te kruki wyglądały znajomo...

* Sam Ezra zacznie okrążać przeciwników co powinno sprawić, że tamci obrócą się bokiem do wcześniejszej pozycji. Gdzieś w tamtym kierunku powinna znajdować się Friederica. Co prawda nie miała zbyt wiele czasu aby znaleźć lepszą pozycję, ale lepsze to niż nic. Al Sorna zeskoczy zaś momentalnie z dachu. Nie podobał mu się pomysł wystawienia na ostrzał dwóch Legend, tym bardziej jeśli były sojuszniczkami. No i pozostawał problem tego fortu. Dlatego też korzystając z Festiny, odbije się w stronę ściany, niszcząc ją Avarisem, poprzez uwolnienie jego mocy podczas ciosu. To powinno sprawić, że znajdzie się piętro niżej, tuż pod przeciwnikami. Oczywiście nie będzie stał w miejscu. W każdej chwili grad pocisków mógł przebić strop. Ruszy biegiem w stronę fortyfikacji, po drodze połykając cukierek zwracający mu nieco MM (nagroda z loterii). Następnym co zrobi będzie użycie kolejnej z Pieczęci.

- Ezra Al Sorna, korzystając z mocy rozkazu, nakazuje skopiowanie mocy mojej Sługi, Xin Qi i obdarzenie mnie podobną do jej siłą, ograniczając ją do poziomu, który nie uszkodzi znacznie mego zdrowia!
Istniała szansa, że rozkaz nie zadziała. Wolał też nałożyć sobie pewne ograniczenia, bowiem miał wrażenie, że bez nich powierzchnia jaką zajmował Ezra Al Sorna mogłaby się znacznie zwiększyć. We wszystkich kierunkach na raz. Eksplodowanie w wyniku nieokiełznanych mocy nie było na szczycie marzeń maga... Jednakże gdyby rozkaz zadziałał, to mag przywołałby wytrzymały samobieżny rydwan, mogący bez trudu przebić strop i zaatakował nim od dołu łucznika i jego mistrza, samemu cofając się w tył z dobytą wcześniej z rydwanu bronią. W sumie sam pojazd będzie bardzo niemiłą niespodzianką. Al Sorna zadba, aby był on najeżony wszelkimi ostrzami i ostrymi krawędziami, a oprócz tego, że będzie mógł sterować nim mentalnie, zostawi sobie możliwość wysadzenia go, poprzez naładowanie go materiałami wybuchowymi. Gdy Al Sorna wyskoczy ponownie z budynku, wysadzi rydwan. Jednocześnie za pomocą Festiny (x3) oddali się od niego, unikając odłamków i ewentualnego kontrataku. Jeszcze będąc w powietrzu odwróci się na chwilę w stronę wrogów, wykonując cięcie dzierżonym w dłoni mieczem.
- Saishūkusa.

Święty Miecz mogący przeciąć wszystko. Jeśli moc rozkazu pozwoli na przywołanie owej broni - nawet jej niedoskonałej kopii - to dzięki umiejętnościom Xin powinien być w stanie się nim posłużyć. Dlatego też tnie, mierząc w Legendę przeciwnika, bądź też w fort. Nie był pewny do końca jak działa ostrze, jednakże prawdopodobnie będzie w stanie zadać ten cios.

* Gdyby jednak rozkaz nie zadziałał, to zamiast niego użyje mocy magicznej  z ręki i przebije się do fortu za pomocą Avarisa (buff ), by błyskawicznie zaatakować wrogiego mistrza, korzystając z elementu zaskoczenia. Dzięki niemu oraz swojej szybkości powinien być w stanie poważnie go zranić, a może i zabić. Ostatecznie będzie próbował odciąć jego rękę bądź uszkodzić Legendę. Następne równie błyskawicznie wycofa się.

Ezra przeskoczy na sąsiedni budynek, posiłkując się Festiną i oceni szybko zadane szkody, uważając na wszelkie kontrataki. Jego szybkość powinna sprawić, że opisane akcje nie zajmą mu zbyt wiele czasu, a dzięki pomocy sojuszników jego przeciwnicy powinni mieć ręce pełne roboty.

Zaklęcia: Festina x 3, Avaris Serpens x1.

Umiejętności: Sprinter 3.1/ Szermierz 2,1/ Joker 2,1/ Wytrzymałość 1.1/ Sportowiec 1.1/ Regeneracja 1/ Zapasy magiczne 1/ Siła 0.1/ Skrytobójca 0.1/ Drapieżnik 0.1 + Półdemon (siła, szybkość i wytrzymałość wzrosła o 20%. Dodatkowo posiada przyśpieszone zdolności regeneracyjne.).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Torashiro Byakuton
Wiek : 19/ponad 400
Wzrost/waga : 176 cm/69.3 kg
Rodzaj magii : Energetyczna Kreacja
Staż w gildii : 5 lat (FT) | 8 miesięcy (VP) | FT od 27 marca x802
Liczba postów : 4892
Dołączył/a : 10/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sro Gru 06 2017, 23:27

MG:

Finn:
Po uzgodnionym planie i podziale na warty każdy mógł zająć się swoją robotą. Legendy poszły odpoczywać, a duet współczesnych magów mógł się lepiej poznać, by następnie zamienić się z robotą swoimi legendami. Ale nie znaczyło to, że spędzili ten czas w ciszy. Kobieta, choć uśmiechnięta uwodzicielsko przez większość czasu, zdawała się niezbyt reagować na uroki policjanta, chociaż z rozkoszą oddawała się rozmowie.
-Mów mi Mea. Moją legendą jest Hermit. - przedstawiła zarówno siebie, jak i swojego towarzysza, acz ile w tym było prawdy? Trudno powiedzieć. -Następnego dnia udalibyśmy się w stronę lasu i tam rozpoczęli batalię. - przedstawiła swoją propozycję planu na następny dzień. A następny dzień był pochmurny. Gęste ciemne chmury zapowiadały, że wkrótce lunie deszcz, który może potrwać może i cały dzień. Las widoczny z dachu w oddali wyglądał bardziej ponuro, cicho, a jego część zdawała się... spłonąć? -Widzę, że nie marnowali czasu. - stwierdziła Mea na ten widok.

Amney:
Duet towarzyszy Amney nie opierał się temu planowi. Znaleźli jakieś względnie suche, ukryte miejsce, gdzie następnie podzielili się na warty. Zgodnie z sugestią Legendy Szczurzycy, warty sprawować mieli na przemian legendy i ich współcześni towarzysze. Rozmowa w żaden sposób się jednak nie kleiła za bardzo, toteż noc niby powinna upłynąć w spokoju. I pewnie by upłynęła, gdyby nie gigantyczny pożar trawiący ogromne połacie lasu, który zagroził ich pozycji. Musieli oni gwałtownie zmienić swoją lokalizację, jeżeli nie chcieli skończyć jako kupka popiołu. Na ich nieszczęście, gdy nastał ranek, byli już zmęczeni, a dopiero wówczas zaczął padać deszcz, który opanował pożogę. Ale nie był to koniec niemiłych niespodzianek. Nie mogli nawet odpocząć z rana, gdyż napotkali... kogoś...

Eris:
Podróż dookoła płonącego lasu nie przyniosła jednak zbyt wielkich efektów. Jednak, co istotne, szybko też przerzedziła teraz i dała sporą wizję. Do tego, nie wszystkie budynki uległy zapłonowi i stanowiły całkiem przyjemne schronienie, w którym to grupa mogła, po ustaleniu wart, udać się na odpoczynek, by następnego dnia w pełni sił funkcjonować, będąc gotowymi do boju. A ten bój najwyraźniej miał zaraz nastąpić...

Ren:
Ren postanowił zadziałać, używając trochę magii na ich przeciwnika. A walka tam wyglądała całkiem... nieciekawie. Do momentu, gdy mag wspomnień zareagował, przeciwnik zdążył kilkoma potężnymi pchnięciami zranić ich "towarzysza", jednak ten wykorzystał tylko krew lecącą z jego ran, by w formie igiełek zaatakować drugiego włócznika. Ten uniknął jednak ataku i znowu naparł. W tym samym czasie, kobieta, która przyjęła jakiś pakt z ich towarzyszką, zaczęła coś mruczeć pod nosem, a w tej samej chwili walcząca obecnie w zwarciu po ich stronie Legenda zaczęła poruszać się efektywniej oraz jej rany zaczęły być leczone. Nawet zdołała zranić ich przeciwnika, który szybko jednak zwiększył dystans, czując na sobie moc wszystkich debuffów, które dostał w tej walce.
-Może być coś zrobił, hę? - warknęła współczesna czarodziejka do Renowej Legendy, ten jednak kompletnie ją olał, a następnie pstryknął palcami, posyłając w stronę wroga kilkanaście misternie robionych ostrzy, choć przeciwnik zasłonił się przed nimi kamienną ścianą. Nie stanowiła ona przeszkody dla ataku Faraona, który to nawet zdawał się nie stracić na impecie gdy przebił się przez osłonę. Ale za nią... człowieka już nie było. Gdzieś zniknął.

Laen i Terrenco:
Choć Laen nie był zadowolony z efektów, co innego mógł powiedzieć Terrenco. Ilm uścisnął mu rękę i następnie podszedł za swoim towarzyszem, który najwyraźniej strzelił na niego focha.
-Była przeciwniczką. Osłabioną. A my mieliśmy idealny punkt do ofensywy. Nie zareagowała, tylko zaczęła się czaić. Wolałem, byś nie umarł od gwałtownego ataku. - stwierdził spokojnie, po czym dodał -Wszak nie przystoi komuś takiemu jak ja podróżować samotnie! Winien mi jest orszak panien. - przyznał.
Tymczasem Terrenco ustalał plan ze swoją wiedźmą. Ta niestety pokiwała głową.
-To możliwe, ale nie efektywne. Coś takiego wzburzy strukturę wymiarową, więc zwierzęta, demony i inne istoty instynktownie będą traktowały to niepewnie. A to, co przejdzie, będzie ciągnęło za tą energią. Za nami. Przygotowanie takiego, by był niewykrywalny i długo się utrzymał wymagałoby sporo czasu. A tego nie mamy. Jest późno. Lepiej zachować te siły na później. - stwierdziła.
W ten oto sposób duet mógł udać się na zasłużony bądź nie odpoczynek. Choć może najwygodniej nie było, jakoś przetrwali tę noc i z rana, będąc wypoczęci mogli działać dalej. Tylko jak? Poza tym, że zaraz chyba spadnie deszcz, a z oddali do nozdrzy docierał im zapach palonego drewna.

Will, Winter, Roe i Hotaru:
Will postanowił działać i ponownie wpłynąć. Jego atak na kilka osób było bardzo dobrym pomysłem, jednak głównie skupił się na wsparciu swojego minionka, który z tymi wzmocnieniami praktycznie zmiażdżył ich przeciwnika, jednak co dziwne, po tym wszystkim upadł na kolana i drżał, jakby nie mogąc się ruszyć.
-Nie... zbliżaj... się... - wymamrotał, jakby walcząc z czymś. Jego przeciwnik, choć raczej już by umierał, zaśmiał się cicho.
-Dokładnie... khy khy... już za późno... - powiedział słabo, ostatkami sił.
Tymczasem Winter ruszył do wspomagania Hotaru, która zdecydowanie tej pomocy pomagała, jednak wcześniej wsparł swoją Legendę. Ta stanęła w miejscu, skierowała swój kilof w dół i powiedziała:
-Concordat of Three Strongholds! - i potężna energia praktycznie zdominowała okolicę. Ale wtedy też było widać, jak czerwona łuna otacza wrogiego czarodzieja z duchami, a jeden ze współczesnych przeciwników wskazuje na niego ręką. I dało się usłyszeć słowa tego czarnoksiężnika:
-Victory over Behemoths! - tym razem również nastąpiły wybuchy potężnej energii magicznej, jednak zamiast mieć swoje źródło we wrogiej Legendzie, było ono w kilku miejscach. Przywołanych bowiem zostało siedem, gigantycznych, pokracznych lodowych istot. Chodzących pochylonymi, wysokie na jakieś 7 metrów, acz kto wie, czy nie byłoby dwa razy tyle, gdyby się wyprostowały. Były szerokie na minimum 5 metrów, składające się z samych mięśni i z długimi szponami. Ich ciała zdawały się być pokryte lodem, a może też z niego były wykonane? Ciężko było powiedzieć, ale grunt, że Miner nie ustępował im w boju. A o dziwo... spychał je w tył, a każde jego uderzenie, ba! każdy jego krok zdawał się wprawiać całą ziemię w niemałe trzęsienie. Te same wstrząsy doprowadziły też do tego, że pociski Willa, choć zdecydowanie groźne, potrzebowały od niego więcej koncentracji w wycelowaniu. Ale też nie do końca dobiegły do celu. I choć snajperka dostała w brzuch i wkrótce zniknęła, tak czarodziej zablokował atak swoimi duchami, choć pod naporem Legendy Wintera musiał się cofać. Tymczasem, przestało przybywać nowych duchów, jakby ich przeciwnik skupiał się tylko na walce z Minerem, za to do Legendy Hotaru, różowowłosej oraz Wintera przyszedł mężczyzna, który po próbie otrucia czarodzieja energii dostał potężnym, kryształowym smokiem. Miał na swoim ciele niewielkie rany, westchnął i splunął na bok.
-Jak ja gardzę magią... - powiedział, po czym wyjął dwie fiolki z rękawa. Jedną wypił szybko, drugą natomiast rzucił w stronę grupy. Gdy Legenda Hotaru próbowała to zablokować, całą okolicę spowił gęsty, szary dym, a po chwili osobnik ten znalazł się przy wróżce i poderżnął jej gardło, kończąc jej udział w tej bitwie. Po chwili, jej ciało zniknęło, a ona sama znalazła się poza areną. -Wasza kolej. - powiedział znudzony.

Władca Kasztanów i Aran:
Plan jak to plan. Koniec końców Gonzo czatował, tam gdzie uznał za stosowne (czy przy włazie, czy przy bramie), bo starzec stwierdził, że poprzez runy mogą się tu spokojnie komunikować między sobą. W ten sposób wszyscy mogli zająć się sobą. Więc w przypadku Arana - rozmową z jego legendą. Ten odpowiedział dość lakonicznie i niechętnie.
-Urodzić się starszym. - proste życzenie, które nie wymagało dodatkowego wyjaśniania w jego opinii.
Minęła noc. I choć pogoda nie była ładna, bo zapowiadało się na sporą ulewę, tak każdy jakoś wypoczął. I w głowach zarówno Gonza, jak i Arana, pojawiła się myśl, by jednak wyjść z tej szkoły. Wszak ile oni mogą tu siedzieć? Ich Legendy natomiast milczały. Starzec robił swoje studia i runy, a łucznik obserwował z dachu okolicę.

Welt i Mor:
Nanaś zeszła na dół, znalazła jeszcze ciało jakiegoś chłopaka, które zaraz zniknęło i to wszystko. Była na parterze, a na zewnątrz nadal była walka. Wcześniej natomiast, minionek Legendy Welta cięciem wyeliminował przeciwnika i dostarczył w ten sposób do kotowatego 5 świeżutkich rozkazów. Po chwili też otworzył pustkę, z której wylazło... coś. To coś było rozmiarów psa i bardziej badało okolicę. Nie wydawało się za bardzo agresywne, ani też silne, ale było. I patrzyło z zaciekawieniem na kotowatego. A walka na dole wciąż trwała, choć o dziwo, patrząc na nią, to Legenda Welta przegrywała bitwę. Kimkolwiek nie byłby jego przeciwnik, zdawał się bardzo dobrze kontrować, a przynajmniej lepiej kontrolować własną sytuację. No i czerpał z niej niebywałą frajdę, o czym świadczył ten szaleńczy śmiech.

Never, Grey i Samael:
Wędrówka trwała. Praktycznie nie mogli spać, bo wkrótce Serpensis wykryła, że ktoś podąża ich śladem. W jaki sposób nie wspominała, ale po spotkaniu z Zarządcą lepiej było nie ryzykować. W międzyczasie prowadzili rozmowy.
-Nie przesadza... - wtrącił się Pietiagoras -Potrzebujemy potężnej siły ofensywnej, zdolnej zmieść go w jednym ciosie. Im dłużej się z nim walczy, tym ta walka staje się mniej efektywna.
-Jeśli nie zakończymy jej błyskawicznie, przegramy. - potwierdził Hn'rse'al.
Wtedy też Grey przedstawiła Shodai Samaela, a iskierki w jej oczach rozbłysły na powrót!
-Naprawdę!? Ojej! Jak gildia? Nadal świetnie sobie radzimy?! Świetna ekipa? Jak stoimy w kraju!? - zadała serię pytań, po czym trochę się zarumieniła, odchrząknęła i spojrzała na Grey -Grey-sama, jeśli pozwolisz... - a gdy ta pozwoliła powiedziałaby -Jestem Mavis Vermillion, założycielka i pierwsza mistrzyni Fairy Tail. Jeśli potrzebujecie potężnej siły ofensywnej, mogę użyć dwóch z Wielkich Wróżkowych Magii przeciwko zarządcy. Jednak nie wiem czy bez rozkazu ich siła będzie dostateczna, by zranić go na tyle krytycznie. Może jednak dać czas na przeprowadzenie ofensywy przez naszą resztę. - zasugerowała plan podczas podróży.
I ledwo co wstał świt, gdy naprzeciwko zmęczonej ósemki pojawił się ich przeciwnik. Był to ten sam zarządca co wcześniej. Nie wyglądał na rannego ani na zmęczonego. Stanął od razu w pozycji gotowości, jakby nie chcąc dać im za bardzo czasu na reakcję...

Mikazuki:
Gdy Mikazuki stwierdził, że wbijanie się tam nie ma sensu powrócił i podstępem sprawił, że Eisaku stracił dla niego głowę. Czarodziej, spojrzał na niego z lekką odrazą i cofnął się o kilka kroków.
-Nie będę służył komuś, kto nie ma dość dumy by zmierzyć się w uczciwej walce. - powiedział opierając się o pobliskie drzewo. Ciało Eisaku znikło, przenosząc go poza miasto, jednak rękę Mikazukiego zdobiło wówczas już 9 rozkazów. -Teraz co? Zabijesz mnie? - mruknął z pogardą patrząc na czarodzieja i przełykając głośno ślinę.

Ezra al Sorna i Ryukehoshi:
Friederica nie czekała. Wykonała potężny ostrzał, jednak cały jego impet był przyjmowany na pojawiające się bariery, mury oraz wieże. Coraz bardziej miejsce to zaczynało przypominać jakiś fort aniżeli stadion. Sprawiło to, że gdy Ezra zaczął obiegać to miejsce, wkrótce znalazł się poza nim. Ale co to dla niego. Przebił się przez budynek poniżej, a następnie zrobił coś szalonego. Użył kolejnego rozkazu. I poczuł jak jego energia gwałtownie rośnie. Czuł w sobie potęgę. Gigantyczną potęgę. Jednak nawet z tak ogromną mocą proces tworzenia nie był taki prosty. Nie był on inżynierem. Przygotowanie czegoś takiego przez niego zajmowało trochę czasu, a z góry słyszał spore odgłosy strzelaniny. Ale wreszcie przywołał swój upragniony rydwan. I zrobił nim istne Sukue Akbar. Przebił się przez podłoże, kilka ścian bariery, a następnie wyskoczył i zrobił istne i solidne kaboom, lądując dość daleko. Ale w obecnym stanie, z mocami Xin i całą resztą nie potrzebował użyć aż tyle Festiny. Wylądował w sporym oddaleniu niszcząc sporo fortyfikacji, zwłaszcza w jej górnej części, a także wszelaki ostrzał ustał. Problem był taki, że wzbiło się sporo dymu i pyłu. W oddali widać było wracajacą Xin. Gdyby Ezra i Friederica widzieli co się dzieje w tym dymie dostrzegliby spore płatki kwiatów, które ochroniły zarówno Ryuke i jego Legendę, co i ich sojuszników częściowo przed wybuchem. Problem był jednak taki, że wrogi łucznik też oberwał, choć aromaterapia zaczynała powoli leczyć ich rany. Ale czasu za wiele nie mieli.

Amney i Eris:
Na wypalonej ziemi, gdy grupa szczurzycy szukała właśnie schronienia, czy to przed deszczem, czy by wreszcie odpocząć po nocy, usłyszeli nagle głos:
-Och, jakaż to szkoda. Wielka szkoda! - słowa te mówił wysoki, chudy i elegancko odziany mężczyzna. W jego towarzystwie była dwójka kobiet oraz wężowo-ludzka istota odziana jak typowy samuraj. -Tak piękno skrywać pod tymi szatami kobiety niegodnymi. Uwolnij się z nich cna panno! Uwolnij i pokaż swą urodę światu! - słowa te mówił strasznie gestykulując i wskazując na... Amney. Która była w towarzystwie trójki mężczyzn - odzianego w pancerz i włócznię, jednego odzianego w miarę współcześnie oraz kogoś odzianego w skromne szaty i płaszcz.

Info od MG:
Dzień II: Ranek
Laen: 100 MM | 7 rozkazów (prawa dłoń) | Złamane lewe żebro
Never Winter: 220 MM | 3 rozkazy (lewa dłoń) | Mniejsza motywacja do walki
Grey Eminence: 0 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń), Choukichi (B->A) (6 osób) 5/5, Choukyou (B->A) (1 osoba) 5/10, Choukichi (B->A) (8 osób) 1/3 |
Finn: 230 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) | Obolały, kręci mu się w głowie, ale poza tym to nic
Will: 148 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń), 3x Drop 3/3, Copy 2/3, Epinephrine 1/3 50% | -600ml krwi
Władca Kasztanów: 200MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Aran: 130 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Samael: 176 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) | Czuje się słabo, kręci mu się w głowie, ma problemy z koncentracją
Amney: --- | 5 rozkazów (prawa dłoń) | Zmęczona
Terrenco: 100 MM | 7 rozkazów (lewa dłoń) |
Eris: 115 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń) |
Ezra al Sorna: 74 MM | 2 rozkazy (prawa dłoń), Infernum Vox 2/2, Avaris Serpens 2/2, Moce Xin 1/5 | Rozcięta twarz, lekko krwawi i piecze, strzała na prawo od lewego barku, blisko szyi, wbita, przeszkadza, rana krwawi i boli, utrudnia władanie lewą ręką
Mikazuki: 130 MM | 9 rozkazów (prawa dłoń) |
Ryukehoshi: 100 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń), Supesu no Mage 2/2 |
Ren: 110 MM | 5 rozkazów (lewa dłoń), Wywołanie: Ból 1/1,
Wywołanie: Przemęczenie 1/2 |
Winter: 87 MM | 3 rozkazy (lewa dłoń) | Dusisz się, kaszlesz
Welt: 100 MM | 9 rozkazów (lewa dłoń) |
Mor: 165 MM | 5 rozkazów (prawa dłoń), Arrow 1/2 strzały 4/5 postów |

Wyeliminowani:
Roe: +5 PD, ból brzucha i nóg, który utrzyma się do stycznia x805 roku (chyba, że magicznie wyleczony [fabuła])
Hotaru: +5 PD, ból szyi i gardła, który utrzyma się do stycznia x805 roku (chyba, że magicznie wyleczony [fabuła])
Północny Wiatr: +5 PD, ból klatki piersiowej i brzucha, który utrzyma się do stycznia x805 roku (chyba, że magicznie wyleczony [fabuła])
Eisaku: +5 PD, ból karku i pleców, który utrzyma się do stycznia x805 roku (chyba, że magicznie wyleczony [fabuła])

_________________

~Tora Theme~ ~Relaxation Theme~

Tora mówi z akcentem starofioryjskim


Just Female Tora stuff.


Ostatnio zmieniony przez Torashiro dnia Pią Gru 08 2017, 18:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1315-konto-torashiro#19555 http://ftpm.forumpolish.com/t962-torashiro#14231 http://ftpm.forumpolish.com/t1316-torashiro#19559

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Laen Nightsky
Wiek : 21 lat
Wzrost/waga : 188cm / 75 kg
Rodzaj magii : Magia Szybkości
Gildia : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 111
Dołączył/a : 09/08/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Czw Gru 07 2017, 16:09

Laen westchnął na słowa Ilma. Wiedział, że ze swojego punktu widzenia miał rację. I tak, krwistooki nawet myślał czasem poważniej. Sam najpewniej by to zrobił, chociaż mniej elegancko, gdyby nie fakt kim była jedna z zabitych dziewczyn. Odwrócił się do swojego towarzysza i spojrzał mu prosto w oczy.
-Rozumiem. Ty była sensowna decyzja... chodzi o to, że jedna z nich była moją siostrą. Jedyną pozostałą mi rodziną. Zobaczenie na własne oczy śmierci osoby, którą obiecałem bronić... niezbyt miłe po prostu. - dokończył wzruszając ramionami. No co zrobisz no. Jedyne co mu teraz pozostało, to zwyciężyć w tej grze i poprosić o jakiś nadajnik, który podawałby mu pozycję jego siostry. Lub poprosić o wyleczenie jej. Stalkerzy mieli takie informacje o swoich ofiarach. Lub coś epickiego. To drugie brzmiało przyjemnie. Z westchnięciem, zaczął wracać by zebrać się w większą grupkę i zacząć szukać miejsca do spędzenia nocy. Nikt nie był w stanie dobrze działać będąc porządnie zmęczonym.
-A. I nie ufaj naszym sojusznikom. Tak jak wiedźma pokazała jakieś negatywne emocje, tak ten drugi nie. Z tego co wiem. Z jakiegoś powodu się tu znalazł, i podstęp mógł być jednym z nich. - powiedział jeszcze Ilmowi, nim przyszło im się ponownie spotkać z drugą parą. Gdyby się już przy nich znaleźli, zapytałby od razu.
-Okej... chyba wszyscy czujemy jak coś się pali. Pytanie czy chcemy tam iść i w tamtym miejscu znaleźć schronienie, czy gdzieś indziej, gdzie jest mniejsza szansa na spotkanie innych ludzi? - osobiście, chłopakowi pasowały obie opcje. Może nawet by zdobyli następną osobę do sojuszu czy coś. Cały czas jednak był w gotowości do walki, i trzymał swój zardzewiały mieczyk w prawej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4175-swiat-bogactw-en-a#84318 http://ftpm.forumpolish.com/t4170-en-nightsky http://ftpm.forumpolish.com/t4184-en

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Amney G.
Wiek : 15 lat
Wzrost/waga : 164.2 cm 56.6 kg
Rodzaj magii : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 298
Dołączył/a : 24/08/2016
Skąd : Spod harnasiowego tronu

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Pią Gru 08 2017, 11:47

No zasnąć nie zasnęłabym i tak. Nie przy nich. Może i jeden wygląda na rycerza i zapewne chciałby walczyć honorowo, ale o drugim nie miałam bladego pojęcia. A nawet gdyby coś ten, tego to mógłby rozkazem zmusić swego towarzysza. A wtedy mogłabym się nie obudzić już, szczególnie, że wykorzystaliby zapewne moment w którym moja legenda stałaby na warcie. A i gadać się nie chciało zbytnio. Po prostu oparłam się o coś i z pół zamkniętymi oczami odpoczywałam choć długo w takim stanie nie przyszło mi być. Jakiś dureń podpalił ten las, nieważne czy było to celowe działanie albo przypadek. I tak koniec końców cała nasza czwórka musiał niemal całą noc zmykać przed ogniem. I nici z odpoczynku...
Jakże wkurzające było to, że deszcz dopiero rano zaczął padać. Człowiek całą noc chodzi i chodzi byle jak najdalej od ognia, by następnie capić dymem niczym, niczym... ognisko. Okej byłoby gdybyśmy znaleźli teraz jakąś kryjówkę na dłuższy odpoczynek i przerzucenie się na nocne działania, ale nie! Zawsze musi się pojawić jakiś idiota jak ten tam. I to pewnie jeszcze pedofil sądząc po słowach. Nie chcąc mi się bawić w samolociki, szczególnie, że pada, po prosto napisałam na kartce w zeszycie co o nim sądzę i podsunęłam to jednemu z mężczyzn by przeczytał. Było krótko i zwięźle "powiedz mu, że jest z niego pedofil" a kto mu to przeczytał niezbyt mnie obchodziła. Moja legenda, jego legenda czy ten mag. Co się będzie rządził i kazał dziewczynie rozbierać! Na wszelki wypadek sprawdziłam otoczenie by wiedzieć gdzie móc na wszelki wypadek uciec bądź wykorzystać do walki to i tamto w ten i inny sposób.

_________________


theme  |  voice
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3461-amneyowe-cos http://ftpm.forumpolish.com/t3457-amney-do-oceny http://ftpm.forumpolish.com/t4116-amney

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Finnian Jerome
Wiek : 18/23(fizycznie)/444(to skomplikowane)
Wzrost/waga : 170 cm | 61 kg
Rodzaj magii : Grzechów
Gildia : Magiczna Policja
Staż w gildii : -
Liczba postów : 3931
Dołączył/a : 17/11/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sob Gru 09 2017, 21:23

Rozmowa wydawała się całkiem spokojną ewentualnością. Mimo wszystko, nie mógł też narzekać na inne walory otoczenia. Przynajmniej nie znajdował się aktualnie w płonącym lesie. Mimowolny przejaw czujności zdawał się towarzyszyć białowłosemu, jednak ten z pewnością nie zamierzał milczeć.
- Miło poznać... - odparł dość krótko w kwestii wymiany uprzejmości, aby następnie przyjrzeć się czemuś, co raczej nie wyglądało na zbyt naturalne. Mogliby ruszyć tam teraz, jednak skończyłoby się to tylko problemami. Lepiej pozwolić innym walczyć. Spróbowałby jednak swoim sokolim wzrokiem dostrzec coś więcej, jednak raczej jego próby na nic. Chociaż... może dostrzegłby kontury oponentów, albo jakieś nieprzyjazne postaci, a wtedy mógłby zasugerować jego towarzyszce zestrzelenie celu. O ile jej Legenda by wstała. Ich zbombardować potrafili. - Brzmi ciekawie, chociaż... nie przydałby się ktoś do zwiadu? - dopytał się jeszcze policjant, uśmiechając się przy tym. Mogło wydawać się to dość nienaturalne zważywszy na warunki otaczające ich, ale musiał jednak zachować jakieś pozory nierozeznania i nieświadomości, a przynajmniej względnie pojętej naiwności strategicznej. Tak. Z pewnością. Wszystko po to, aby w razie spokoju zadać jeszcze proste pytanie: - Dlaczego em... wzięłaś udział w no... tym?

_________________

M a i n | L o v e | P i e r r o t | S c a p e g o a t | S t o r y | #d8b055

Zarobki policjanta są o 46 % większe, niż zwykłej osoby. Mag S, Mecenas, Greed.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t366-depozyt-finniana-jerome http://ftpm.forumpolish.com/t350-finnian-jerome http://ftpm.forumpolish.com/t432-o-wszystkim-i-o-niczym-co-sie-finniego-tyczy#4423

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : William Conrad Ramsey
Wiek : 11
Wzrost/waga : 145/40
Rodzaj magii : Krew + Medycyna
Gildia : DHC
Staż w gildii : od maja X801
Liczba postów : 506
Dołączył/a : 01/10/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Sob Gru 09 2017, 22:09

Nastolatek nie miał zamiaru zaprzeczać słowom swojej Legendy. Mimo wszystko, nie mógł przerwać ot tak wspierania go. Jakby nie spojrzeć na zaistniałą sytuację, musiał jakoś działać aby mu dopomóc. W końcu jeśli jego Legenda polegnie, zostanie pozbawiony dość przydatnej siły w walce.
- Rider. Wykorzystaj moc rozkazu, aby zwalczyć swojego przeciwnika i wrócić do normy - powiedziałby brązowowłosy mając na myśli fakt, że zdolności ich wroga najwyraźniej wpływały na mentalność jego sojusznika. Miał nadzieje, że Arn da radę pokonać oponenta, a rozkaz obdarzy go odpowiednią siłą, aby to okiełznać. Sam z kolei pilnował tego, co dzieje się dookoła. Uważał, aby nagle nie ucierpieć i co dzieje się z jego sługą. Liczył, że to wystarczy, aby ten zwalczył negatywne skutki klątwy czy czegoś ze strony ich przeciwnika, ale kto wie, co się stanie. Gdyby jednak odzyskał jakoś rezon w tej sytuacji, zależnie od jego stanu - zarządziłby odwrót lub też zwyczajnie doprowadził do innej kwestii. Stratowania legendarnym aktem ich przeciwnika. Tego dalszego. Gdyby jednak potrzebna była jakaś kolejna ingerencja rozkazem. Był gotowy użyć rozkazu, aby cofnąć Arna do jego stanu 'początkowego' z tych zawodów, czyli bez oponentów w głowie, bez problemów psychicznych, czy osłabienia organizmu.

_________________


MAIN | INFIRMARY | MEMORY | MOON-VIEWING RECITAL | VOICE | AVATARY | #4D3322
Czeladnik - zapewnia 1% do klejnotów i 5% do PD za misje.
Bonusy w sumie: 31% klejnotów | 5% PD.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1516-takie-tam#23706 http://ftpm.forumpolish.com/t1498-takie-tam-czerwonym-tuszem http://ftpm.forumpolish.com/t1830-krwawe-literki#30645

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ryu Hexeris
Wiek : 16 lat
Wzrost/waga : 175cm / 63kg
Rodzaj magii : Magia Energii
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 8 lat
Liczba postów : 187
Dołączył/a : 19/11/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Gru 10 2017, 15:39

Winter zaklął w myślach i szukał w dymie przeciwnika, który wyeliminował jego towarzyszkę z tej bitwy. Pamiętał, że miało to być coś w stylu "gry". Ta informacja dawała mu nadzieję, że z Hotaru wszystko w porządku. Nie miał jednak czasu teraz się nad tym zastanawiać. Przed nimi stał potężny przeciwnik, poza ligą Wintera jak to się okazało wcześniej. Westchnął pod nosem i podszedł jak najbliżej legendy Hotaru. Musieli coś ustalić we dwójkę, bo Miner był zajęty walcząc z potworami po drugiej stronie. Białowłosy zdecydowanie nie mógł górnika nazwać słabym.
- Mógłbyś nas otoczyć jaką barierą, żeby przeciwnik nas nie atakował przez chwilę? Gdybyś był w stanie, mile widziana byłaby dźwiękoszczelność. - zapytałby się, uważnie szukając wroga w otoczeniu. Sam Winter nic nie mógł zrobić, szczególnie że jego przeciwnik wydawał się dość szybki.
- Raczej się nie mylę, kiedy powiem że jesteś tarczą naszej drużyny. Ale tarcza nadaj się też do ofensywy. W końcu można z niej uderzyć. Wiem, że dobrze się nie znamy, ale może byłbyś w stanie zamknąć wroga w jakiejś barierze, a następnie ją zacisnąć? Lub coś innego, co miałoby szanse na powstrzymanie go. Gdybyśmy chociaż mogli powstrzymać go od działania dopóki Miner nie załatwi tamtej legendy, mielibyśmy większą szansę na wygraną. No, chyba że byłbyś w stanie dać mi jakieś wzmocnienie. Atak Minera niewiele zrobił, więc mój tym bardziej. I druga sprawa. Zawarłbyś ze mną kontrakt? Mógłbym Cię wtedy wzmocnić jeśli byłaby taka potrzeba, a Twoja mistrzyni niestety odpadła. Poza tym, jak mam się do Ciebie zwracać? - powiedziałby szybko i cicho, ale na tyle by silniejszy mag energii usłyszał. Trochę źle czuł się w pewnym sensie "kradnąc" legendę Hotaru, ale nie było teraz czasu na takie uczucia. Nie wiedział, czy kontrakt z nową legendą wymagał jakiejś przysięgi, ale był gotowy ją złożyć. Mieli przeciwników do pokonania, więc nie mogli na ten moment odsapnąć. Winter pomijał trochę fakt, że był bezużyteczny i mógł tylko wzmacniać legendy rozkazami. Taki już jego los.
Przez cały ten czas, uważałby na otoczenie. Nigdy nie wiadomo kiedy pojawiłby się ich wróg, nie lubiący magów. W razie czego, gdyby legenda Hotaru miała jakiś plan ale potrzebowałaby wzmocnienia, był gotowy użyć rozkazu by go wzmocnić. Nie zostało mu ich wiele, ale jaki sens był w niewykorzystywaniu ich i odpadnięciu na początku. W razie nadchodzących ataków, starałby się ich jakoś unikać. Gdyby trzeba było, użyłby do tego Blue Shell'a (A).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3611-skarbiec-wintera http://ftpm.forumpolish.com/t3599-ryu-hexeris

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Władca Kasztanów - Gonzales Gick
Wiek : 14
Wzrost/waga : 140cm/38,8kg
Rodzaj magii : Magia żywiołu - Ogień
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 5lat
Liczba postów : 396
Dołączył/a : 28/01/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Nie Gru 10 2017, 22:27

Noc minęła spokojnie i szczęśliwie. Gonzales się wyspał, pomimo tego, że nie spał u siebie i miał w budyneczku jakichś trzech starszych typów, których ledwo co znał. Przynajmniej każdy zajęty był sobą. Niby przebudzony chłopaczek też mógłby podjąć się jakichś egoistycznych działań, polegających na dążeniu do zwycięstwa w tym turnieju i spełnienia własnych, ale tylko i wyłącznie własnych marzeń. Jednakże Gonzalesowi aż tak bardzo na tym nie zależało, żeby to poza umocnieniem twierdzy podjąć jakiekolwiek działania. Zamiast tego przeszukał szkółkę, czy nie było w niej nic do zjedzenia, co mógłby zjeść na śniadanie, po czym udałby się do jakiejś sali narad, lub czegoś w tym rodzaju, aby to oddać się wspaniałej interakcji ze społeczeństwem! A najlepszą interakcją są oczywiście żarty, żarciki!
- Ej staruszki! Wiecie czemu choinka nie jest głodna?! - zapytał wykrzykująco, żeby zwrócić na siebie uwagę, a tym samym dać powód starszym powód do rozważania, przez najbliższe dwie i pół sekundy.
- Bo jodła! Hahahahaha! Rozumiecie? Takie drzewo! Iglaste! Jodła. Z którego robi się choinki! I jodła nie jest głodna! Haha!
Po tych słowach pogrążył się we własnym śmiechu, wydobywanym z jego ust w czasie gdy on sam tarzał się po podłodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2681-pjenjanzki-gonza#45826 http://ftpm.forumpolish.com/t2665-gonzo http://ftpm.forumpolish.com/t2682-cos-gonza#45827

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Never Winter
Wiek : 17 liet
Wzrost/waga : 178 cm/68 kg
Rodzaj magii : Kontrakt z wróżką - Magia Szczęścia
Gildia : Brak
Staż w gildii : Dwa tygodnie
Liczba postów : 562
Dołączył/a : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   Wto Gru 12 2017, 23:29

AVENGERS ASSEMBLE
... Więc nie tylko Hn'rse'al-sama miał taki dylemat. Także Pietragoras-ou-sama. Ech... Nie powinnam ignorować słów dwóch Legend. Zdecydowanie jedynie szybkie skończenie tej walki mogło zaprowadzić nas do zwycięstwa, jeśli wróg zyskiwał znaczną przewagę przy przedłużaniu...
- W takim razie pozostaje nam zaplanować strategię...
Powiedziałam... Wtedy wreszcie Shodai-san... Nie, Mavis-san zdradziła swoje prawdziwe imię. Nie przeszkadzało mi to, zresztą miałam wrażenie że ktokolwiek o nawet podstawowej inteligencji po tym pokazie zorientowałby się, kto to jest. Przynajmniej tak będzie odrobinę zadowolona... Chociaż bardziej mnie zaskoczyła, gdy powiedziała o Wróżkowych Zaklęciach. Słyszałam o nich wiele, ale nie sądziłam że potrafi Mavis-san ich użyć... Gdyby tak było, na pewno walka wcześniejsza z zarządcą sprawiłaby mniej problemów. To musiało być kolejne ograniczenie, ech?
- Hmmm, Wróżkowe Zaklęcia są z pewnością naszym obecnie asem w rękawie... Jednak boję się, że po ich użyciu będziemy totalnie wyczerpani. Nie możemy zapominać, że poza zarządcą są jeszcze inni wrogowie. Jeśli zużyjemy wszystkie nasze triki, możemy na następnym spotkaniu być bezbronni. Mam jednak jeszcze inny pomysł, Mavis-san. Moją siłą jest manipulacja szczęściem, ale nie tylko... Jeśli skoncentruję pech na zarządcy, mogę sprawić, aby jego zdolności były drastycznie ograniczone, a działania utrudnione. A jak użyję pełni mocy, to z pewnością nie uda mu się działanie, jednak moment musi być precyzyjny...
Fairy Law atakowało wszystko wokoło, może nie miało takiej olbrzymiej siły, ale ciężko było tym spudłować... Za to Fairy Glitter ma potężną siłę ognia i z pewnością zniszczyłoby zarządcę, ale pierwsze musimy trafić. Mavis-san zaś nie należała do osób które mogą walczyć na pierwszej linii. Więc jak można to zrobić?
-...
Chociaż chwila... Możliwe że zarządca nie wiedział wszystkiego. Pamiętam że zaatakował iluzje, nie rozpoznając ich. Następnym razem może bardziej uważać, ale czemu by nie wykorzystać odrobiny przesunięcia... Aby zrobić pułapkę. Nie całkowitą. Chodzi po prostu o to, żeby akurat był w jednym miejscu. Miejscu, gdzie spadnie Fairy Glitter.To... Mogło się udać.
- Tak więc może przedstawię swój plan... Grunt to trafić przeciwnika za pomocą Fairy Glitter. Nawet jeśli jest zarządcą który jest silny jak nikt, nawet on może nie przetrwać bezpośredniego uderzenia. Zwłaszcza gdy jego obrona jest osłabiona. Jednak Mavis-san potrzebuje odpowiedniego dystansu, aby tego użyć, a nie powinna wchodzić bezpośrednio w obszar gdzie zarządca mógłby jej zagrozić. Co jednak jeśli stworzymy sytuację, która dla zarządcy będzie taka, że grzechem byłoby jej nie wykorzystać? Pierwsze, użyje swojego zaklęcia, Kyou Shougeki (B=>A), aby drastycznie zmniejszyć zdolności naszego zarządcy. Następnie... Pietragoras-ou-sama, Hn'rse'al-sama, Serpensis-sama... Powinniście zaatakować jak najszybciej się da. Jednak tak spróbujcie to zrobić, aby droga do mnie była niestrzeżona i zarządca tam właśnie się udał. Samael-san, możesz wspomóc ich jakimś atakiem z dystansu, ale nie próbuj podchodzić na zbyt bliski dystans. Widząc że do mnie jest czysta droga, zacznę się wycofywać... Wtedy Mavis-san, jeśli wtedy byś mogła, daj mi odrobinę iluzorycznego przesunięcia i jednocześnie uczynić mnie niewidoczną. Zacznij również przygotowywać Fairy Glitter i naceluj je na jedno z drzew. Niewiele, ale tak, aby zarządca się zorientował że to iluzja. Możesz na przykład sprawić, aby ręka moja przeniknęła przez pień drzewa. Wtedy do akcji wkroczy Rider Master-san. Twoim zadaniem byłoby wywołanie trochę dalej odgłosu przypadkowego uderzenia o pień przy naszym drzewie-celu. Tak, aby zarządca mógł się zorientować skąd dochodzi. Może jeszcze moje delikatne stęknięcie. To powinno sprowokować przeciwnika, aby zaatakował to miejsce. Wtedy ja użyję na niego mojego najpotężniejszego czaru, Daikyou Shougeki (A), aby nie mógł uciec ani niczego zablokować, a Mavis-san może zacząć używać Fairy Glitter na wrogu, który znajdzie się w pozycji dokładnej, jakiej byśmy  chcieli. Jeśli by jakimś cudem przeżył, to wzmocnię Sure Criticalem (C) ataki Pietragoras-ou-sama, Hn'rse'al-sama bądź Seprensis-sama, aby go ostatecznie pokonać w pełnym ataku. Chociaż osobiście wolałabym go nie zabijać, pewnie byłby świetnym źródłem informacji oraz może nawet byłoby możliwe przerwanie jego więzi... Ale ten krok jest zbyt ryzykowny, jeśli nie wiem dokładnie kto to oraz kto jest jego mistrzem.
W końcu powiedziałam, proponując takie rozwiązanie. Never-kun by w tym czasie pilnował Mavis-san i blokował ataki tarczą, jeśli by zaszła taka przykra ewentualność, a wspomagałby go również Rider Master-san i Samael-san. Wtedy jednak zarządca mógł się narazić na bezpośredni atak Fairy Glitter. W tym planie wykorzystywałam, że jako chowaniec właściwie nie daję znaku życia, a lewitacja jest bezszelestna, w przeciwieństwie do lotu, Nawet gdyby zmienił cel, na jego drodze stanąłby w pełni broniący się Never-kun, który po zablokowaniu ciosu miał odskoczyć, aby zrobić miejsce na atak Fairy Glitterem Mavis-san. Osobiście jednak wolałam ja służyć za przynętę. Nawet gdyby jakimś cudem mnie zabił, to nie zniknę, póki Never-kun tutaj jest i może walczyć. Taki właśnie plan proponuję, jednocześnie byłam otwarta na ewentualne poprawki od Mavis-san... Bądź poprawkę koncepcji albo cokolwiek innego. Chyba że absolutnie odrzuciłaby mój plan, wtedy byśmy postąplili jak ona to zaplanowała.
Jakkolwiek by się to nie zakończyło... To po spotkaniu zarządcy przystąpiliśmy do realizacji planu. Czy to mojego, czy to Mavis-san.. Wciąż jednak rozpoczęłam od rzucenia na zarządcę Kyou Shougeki (B=>A). A potem realizacja zadania... Byliśmy zmęczeni, pewnie w czystej sile słabsi... Ale mieliśmy ze sobą najpotężniejsze umysły w tym świecie. Nieważne jaki byłby przeciwnik, to jak zjednoczymy siły jesteśmy w stanie pokonać go, ponieważ wtedy nie dodaje się sił, a się je mnoży.
(w razie ewentualnych pytań zapraszam na rozmowę - przyp. Grey)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1552-superhero-national-funds-czyli-konto-nevera#24439 http://ftpm.forumpolish.com/t1507-never-winter http://ftpm.forumpolish.com/t1989-dzienniki-grey
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Opuszczone Miasto   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczone Miasto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Inne tereny :: Pozostałe kraje :: Norgath-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows