IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fate/Leave Day - Prolog

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Kirino Ayame
Wiek : 18
Wzrost/waga : 165 (zyskała 10)cm/48 kg
Rodzaj magii : Magia kwiatów
Gildia : Brak
Staż w gildii : W FT od października x800 ale potem nie pykło i już nie jest
Liczba postów : 2827
Dołączył/a : 14/11/2012

PisanieTemat: Fate/Leave Day - Prolog   Nie Lip 09, 2017 2:45 am

First topic message reminder :

Pośród ław kościelnych przechadzała się pojedyncza postać. Postać, która dopiero niedawno do tego miasta przybyła, a która już miała sporo na głowie i tylko chwile takie jak ta, gdy było jeszcze ciemno, a księżyc wysoko unosił sie w powietrzu, pozwalały jej na chwilę wytchnienia. Puste ławy przybytku Bożego w ten dziwny, bardzo nietypowy sposób zachęcały do zrobienia czegoś nie na miejscu, zupełnie jakby łamanie sfery sacrum było czymś co przynieść mogło niezmierną satysfakcję i zadowolenie.

- ...fałszywy jęk świata bez bohaterów, gniewne jak morze to miasto co śpi... -

Rozległ się w kościele delikatny i melodyjny śpiew postaci, która najwyraźniej w ten sposób postanowiła przełamać ciszę i spokój tego miejsca. Stres ostatnich dni odbijał się wyraźnie na jej twarzy, która choć teraz spokojna, to nosiła wyraźne znaki zmęczenia. Szczególnie delikatne wory pod oczyma rzucały się w twarz, a także znajdujące się w sporym nieładzie dlugie, brązowe włosy. Postać nie wydawała sie jednak tym przejmować, a jedynie tanecznym krokiem przemierzała przybytek, nad którym powierzono jej pieczę. Ile ten kościół miał już okazję widzieć wiedziały tylko mury tego miejsca, jednak i śpiewająca poinformowana została o tym co zaszło tutaj w ciągu ostatnich lat. Być może też dlatego poza widocznym zmęczeniem, w ruchach postaci doszukać można było się też oczekiwania i lekkiego zniecierpliwienia.

Don. Don. Don. Don. Don. Don. Don.

Siedmiokrotnie zabił kościelny dzwon, a postać musiała zaprzestać śpiewania piosenki. Zamiast z tego z szerokim uśmiechem sięgnęła do kieszeni swojego kapłańskiego odzienia. Szybko wyłowiwszy z niej komórkę i przytknąwszy ją do ucha uświadomiła sobie, że dopiero teraz zacznie się prawdziwa praca. Praca? A może jednak rozrywka? Niepewna tego zaśmiała się wesoło i melodyjnie, zupełnie podobnie jak wtedy gdy śpiewała. Czas zacząć działać.

- A, no tak. -

Dopiero teraz zauważyła, że najpierw należało wykręcić numer, a dopiero potem przyłożyć telefon do ucha. A, da im jeszcze chwile. Chwilkę.


***

Regis


Kilkanaście kilometrów od miasta postanowił udać się Regis by dokonać aktu przywołania swojego sługi. Jak na leniwego człowieka jakim niewątpliwie był, tym razem pokazał, że gdy czegoś mocno chce, to w stanie jest się do tego przyłożyć - miejsce to wydawało się być nad wyraz bezpieczne, spokojne i ciche, nikogo w pobliżu nie było, żadnego domostwa, a i do drogi trzeba było się przedrzeć przez niemały lasek, no i był to środek nocy. Taksówkarz, który przywiózł tu Regisa obiecał poczekać na niego, jeśli ten z wszystkim uwinie się w godzinę, więc i powrót do miasta chłopak miał zapewniony. Teraz wystarczyło tylko odbębnić rytuał, a następnie wrócić ze sługą do miasta, pokonać resztę mistrzów i zdobyć Graala dla siebie. Kaszka z mleczkiem.

Ach, czy na pewno tak miał wyglądać magiczny krąg? Chyba tak. Może troszkę odstawał od tego prezentowanego w księgach magicznych, ale komu chciałoby się dokładnie go przerysowywać? Poza tym, na pewno mu się uda. W końcu na jego ręce widać było Zaklęcia Rozkazu, całe 3, w kształcie kwiatu o dwoch prostokątnych płatkach. Był godzien by przyzwać sługę, dlaczego więc miał dbać o takie pierdoły jak to, by jedna linia dokładnie zawierała się w okręgu? Pf.

Inkantacja... a tak, pamiętał ją. Już gdy zaczął ją wypowiadać poczuł, że jego życie zaraz zmieni się o 180 stopni. Pokaże wszystkim na co go stać i zaśmieje się ludziom, którzy w niego nie wierzyli w twarz. Zrobi to. Teraz. Wraz z każdym kolejnym słowem wiatr, który z początku cieszył chłopaka delikatnym chłodem stawał się coraz mocniejszy, silniejszy, potężniejszy. Przy ostatnim słowie Regis bliski był przerwania rytuału, bo dęło już jak podczas tajfunu. Po chwili jednak, gdy blask rozjaśnił teren przed nim, gdy delikatne wyładowania atmosferyczne pojawiły się na linii okręgu magicznego, gdy wyczuł nadciągającą w to miejsce energię magiczną, przewyższającą wszystko co do tej pory czuł, wtedy zrozumiał, że dobrze było, że nie przestał. Przez chwilę musiał nawet zakryć swoje oczy i dopiero gdy jasność opadła, mógl z powortem wpatrzyć się w krąg, gdzie siedząc na ziemi po turecku stała ona.

- Haaa... A więc to ty jesteś moim sługą? - powiedziała postać ubrana w prześwitujące, a przy tym i tak skąpe szaty, oblizując swoje wargi na widok Regisa. Ten zaś momentalnie zrozumiał z kim ma do czynienia. Och, czy akurat ją spodziewał się tutaj zobaczyć? Na to pytanie mógł odpowiedzieć już tylko sam mężczyzna...



David

W Fuyuki David był od kilku dni. Jak szybko zrozumiał na własnej skórze, tak nagła przeprowadzka, na jaką się pokusił, zawsze wiązała się z ogromnym szeregiem problemów. Znaleźć miejsce do zamieszkania było trudno, gdy nie był w stanie przedstawić żadnego dowodu na to, że ma stabilne źródło utrzymania. Ostatecznie, jedna kobieta o dobrym sercu, widząc twarz chłopaka, stwierdziła chyba, że zwyczajnie mu pomoże. Mógł mieszkać na strychu jej domu, tak długo jak pomagał z koszeniem trawy i czasem w noszeniu zakupów lub wnoszeniu towaru na zaplecze sklepu, który kobieta prowadziła na parterze. Darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, a David i tak miał teraz dobrze, zwłaszcza, że Wojna o Graal raczej nie miała trwać zbyt długo.

No i w końcu nadeszła też chwila, w której cały trud Davida miał zostać nagrodzony. To tej nocy zdecydował się przyzwać swojego sługę, kimkolwiek ten by nie był. Relikwia dość jednoznacznie wskazywała na przedział wiekowy, z którego mógł pochodzić heros, ale kto konkretnie to miał być i co właściwie mógł umieć? To była dopiero cholerna zagadka. Tak czy siak, widok Zaklęć Rozkazu, które w jego przypadku, przybrały widok trzech zachodzących na siebie trójkątów, dodawał mu niezmiernie otuchy - ktokolwiek nie okazalby sie jego sługą.

Szczerze mówiąc David nie wiedział za wiele na temat rytuału przyzwania. Coś słyszał o kręgu magicznym, coś o inkantacjach, ale w jego przypadku duża część dzialania polegała na improwizowaniu i stosowaniu generalnych zasad magii w stosunku do rytuału, który był całkiem precyzyjnie określony. Niemniej obecność relikwi pomagała, co David zrozumiał bardzo szybko, gdy na obszarze jego strychu zaczęło nagle błyskać, a przypadkowe miejsca strychu zaczłęy płonąć zimnym, o dziwo, ogniem. Kilka głośnych wystrzałów sprawiło, że David zaczął bać się o to, że zaraz kobieta użyczająca mu miejsca do spania zdecyduje się tu wkroczyć i faktycznie, po chwili usłyszal bicie tyłem miotły o sufit - wyraźny znak by David się zamknął. Ostatecznie było już późno. Na szczęście dla Davida po chwili wszystko się skończyło, na ostatnim finalnym wybuchu zimnego ognia przez który chłopak musiał przymknąć oczy. Gdy je otwarł jednak... nikogo przed nim nie było.

- Oi. Ty tu dowodzisz, więc orientuj się trochę lepiej. - usłyszał za sobą głos, a gdy odwrócił się w tym kierunku dojrzał siedzącą na jego posłaniu dziewczynę. - Powodzi ci się. - rzuciła jeszcze dość opanowanym głosem.  

Gorzej, że dokładnie po tym jak ona się odezwała David usłyszał pukanie do swoich drzwi. A kobieta, która wynajmowała mu mieszkanie postawiła mu także dodatkowy warunek - żadnych wizyt ze strony kochanek i innych tego typu pań.



Nobuyuki

Ach, jaki luksus miał Nobuyuki, że rytuału nie musiał odprawić w zimnie, na zewnątrz, za światło mając do dyspozycji tylko to księżycowe. Jakże przyjemnie wręcz było poświęcać się najważniejszemu być może rytuałowi w życiu chłopaka - przywołaniu swojego sługi. Nobuyuki miał świadomość tego, jak wielka odpowiedzialność spoczywała na jego barkach i jak skrupulatnie patrzono mu na ręce nawet jeśli pozorowano wobec niego dużą dozę swobodoy. Sam chłopak miał swoje powody do tego, by uczestniczyc w tym jednym wielkim turnieju magicznym, który tuż tuż rozpocząć się miał. Motywacja do działania była na swoim miejscu, artefakt był idealnie w środku magicznego krągu wyrysowanego przez niego i asystujących mu w rytuale czlonków. Ci sami członkowie stali teraz za plecami chłopaka przyglądając się jego kolejnym ruchom, wyraźnie nie zamierzając opuścić tego miejsca. Oficjalnie mówili, że są tutaj by w razie czego pomóc. W praktyce... kto wie czy po prostu nie szpiegowali chłopaka. Tylko skąd aż taka doza nieufności wobec młodego Nobuyukiego? Ciężko było to określić.

Być może nie wszyscy byli zadowoleni z wyboru jakiego dokonał młodzieniec w kwestii artefaktu, który użyty został w rytuale? Być może nie wierzono, by akurat taki sługa mógł pchnąć panicza w zwycięskie objęcia Graala? Tak czy siak, Nobuyuki postawił na swoim i nie można było go już odwieść od celu, a na twarzach niektórych z magów, którzy znajdowali się obok niego malowało się coś w rodzaju niezadowolenia przemieszanego z rozczarowaniem. Przecież oni mieli o tak wiele lepsze pomysły, które wręcz gwarantowały zwycięstwo! A poza tym oni powinni byli być na jego miejscu! Nutka zazdrości unosiła się w powietrzu. Nutka, którą uszy chłopaka starały się mocno ignorować.

Inkantacja popłynęła z ust chłopaka w wybitnie doskonały sposób. Ani jedno zająknięcie nie zepsuło ciągu słów, który pojawił się w powietrzu. Nobuyki mówił, a magowie skupili się na strudze energii, która pojawiła się po środku kręgu, na wysokości ich piersi. Wszystko odbywało się jednak we względnej ciszy i spokoju - nie było tu żadnych wybuchów ani agresywnych manifestacji mocy, jedynie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z energii poczęła wyłaniać się postać. Niewielka, kobieca postać, która bez otwierania oczu czekała aż proces przywołania dobiegnie końca. Powoli zyskiwała na konturach, na ostrości, na konkretach. Nobuyuki patrzył zaś na kobietę z lekkim zaniepokojeniem. Czy na pewno wszystko zrobił dobrze?

Kobieta pojawiła się po środku kręgu, a następnie momentalnie przyjrzała się temu jak został on wykonany. Po chwili ciche kliknięcie języka rozdarło ciszę, która pojawiła się na miejscu zaraz po jej przyzwaniu.
- Kiepska robota. Kto z was odpowiadał za tamtą część? - wskazała różdżką na położoną bezpośrednio za nią część kręgu. Następnie spojrzała na Nobuyukiego, przyglądając się zwłaszcza odsłoniętej dłoni chłopaka, na której widać tatuaż w kształcie trzech kropli łez - Zaklęcia Rozkazu należące do chłopaka. - Mistrzu. Następnym razem, jeśli będziesz chciał coś zrobić dobrze... zrób to sam. Którą część kręgu zrobiłeś ty? - zapytała zaś magowie będący za plecami chłopaka wydawali się być w rozgardiaszu, na widok czego kobieta uniosła brew w górę w wyraźnym geście dezaprobaty.



Pacek

Bo nie ma to jak za ostatnie pieniądze kupić sobie artefakt. I nie ma to jak znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie takie artefakty kupić można. Nic trudnego jednak dla naszego Packa, chłopaka który potrafił zrobić wiele, a najlepiej wychodziły mu kanapki promocyjne w McDonaldzie, w którym, nomen omen, pracował. Haha, cóż jednak z tego, że McDonald był prawie jego domem i wszystkie jego ciuchy niemal przesiąknięte były już zapachem oleju od frytek dodawanych do każdego zestawu - już niedługo wszystko w jego życiu miało się zmienić. Wystarczyło tylko, że przywoła sługę, a następnie pokona wszystkich swoich przeciwników - potem będzie mógl zażyczyć sobie czego tylko będzie chciał, na przykład... mnóstwa kanapek z McDonalda?! Mogło i tak być. Ostatecznie to jakie życzenie miał Pacek zależało tylko od niego, a warto by to sobie jeszcze przemyślał.

Mieszkanie Packa wielkie nie było, to i chłopak nadzieję miał, że sługa nie okaże się może za wielki fizycznie, byle sufitu nie rozwalił. Sam rytuał odprawiany przez niego był tak trochę prowizorycznie, ale nie miało to znaczenia, bo przecież trzeba było do życia podchodzić optymistycznie i z nadzieją na lepsze czasy. Pacek wiedział czego chce, a ponoć dla maga czasami najważniejsze było to, by mocno wierzyć we własną wizję świata i tego co się chce osiągnąć. A Pacek tak bardzo chciał to osiągnąć, że o kurczę pieczone i Wieśmac. Dokładnie tak!

Łububudubu i szuruburu - rytuał wyszedł dziwnie, a Packowi wydawało się przez chwilę, że zamiast przyzwania sługi, prawie odesłał siebie w jakiś inny świat, może nawet zaświaty, ale po chwili wszystko się ustabilizowało, a dziwnie czerwony, płonący ogniem piekielnym świat przestał nakładać się mu na jego własny pokój. Zamiast tego tuż nad nim pochylała się pewna męska postać i patrzyła z lekkim niepokojem na chłopaka.

- Hmm... Nie wiem czyś wróg, czy mój mistrz, więc może najpierw cię przebiję, a potem porozmawiamy? - zastanawiał się na głos mężczyzna, w którym Pacek rozpoznał swojego sługę. A niech to, to dopiero początek. Czyżby zasłabł w trakcie odprawiania rytuału? Niemożliwe! A jednak? Straszne. Tak czy siak, wyglądało na to, że jego sługa stał właśnie przed nim i zastanawiał się czy go nie zabić... co nie było zbyt optymalnym wyjściem z sytuacji. Świat nie drwił sobie jednak z Packa jeśli chodziło jego zaklęcia rozkazu - a tych miał, o dziwo, cztery - ułożone w czterolistną koniczynę.



Haruka

Cóż... jak to się konkretnie stało? Szczerze mówiąc ciężko było to biednej Haruce wytłumaczyć, ale jakoś musiało się ostatecznie zmierzyć z zastanym stanem rzeczy. Zastanym stanem? O tak, krasomówstwo na niesamowitym poziomie. Tak czy siak, dziewczyna znajdowała się w bardzo nietypowym położenie i niekoniecznie potrafiła zrozumieć jak właściwie do tego doszło. Oczywiście, chciała by stało się to, co się własnie stało, cieszyła się, że była godna nosić na ręcę zaklęcia rozkazu o prostym wyglądzie dwóch pionów otaczających króla, lecz dlaczego po wezwaniu swojego własnego sługi, w swoich własnych czterech progach stało się to co się stało? Jakie były szanse na to, by jej własny sługa był taki... taki... taki?!

Dość powiedzieć, że właśnie klęczał na jednym kolanie przed dziewczyną, w obu swoich dłoniach trzymając rękę dziewczyny i szykując się do ucałowania jej z niesamowitym namaszczeniem wręcz. Hej, czy to było normalne zachowanie sług? Chyba nie. A może tak? Może wszyscy przysięgali wierność w pierwszy swoich słowach przysięgając dozgonną wdzięczność pani swoich snów? Jednocześnie tak znacząco podkreślając swoją własną bezwartościowość? Całe szczeście, że Haruka zamknęła drzwi do swojego pokoju przed rozpoczęciem rytuału przywołania, bo jak miałaby się tłumaczyć członkom swojej rodziny z tego wszystkiego co tu się działo? Jeszcze ktoś pomyślałby, że nakazała mu kochać ją z całego serca, a to przecież była nieprawda.

Tak czy siak, chłopak tkwił tak od 15 minut i nie mówić, wpatrywał się tylko w jego oczęta, a ona nie bardzo wiedziała co ma powiedziec, tak z początku była tym wszystkim zszokowana. Ostatecznie po tak długim czasie on w końcu drgnął, lecz tylko po to, by odgarnąć kosmyk swoich włosów i uśmiechnąć się w cudowny sposób do swojej mistrzyni. Ach, coś tu było wyraźnie nie tak z tym obrazkiem.
- O pani. - odezwał się w końcu sługa, który po pierwotnym wybuchu emocji, trochę się uspokoił, gdy zobaczył, że biedna Haruka skonfundowana nie odzywa się praktycznie wcale. - Jeśli me towarzystwo przynosi ci smutek, daj jeno znać, a od razu zniknę, utonę w odmętach tego świata i nigdy nie powrócę. Jeśli jednak tak nie jest... O pani! Li jesteś ty moją mistrzynią? -

O szlag. O Chryste. O Panie. I co teraz?



Akira

Aaaach, nie ma to jak stara, dobra rodzina magów. Magowie, magowie, magowie, ci to są jednak fantastycznymi ludzkimi stworzeniami, można by powiedzieć wręcz czubkiem, ostatnim elementem ewolucji ludzkiej. Nic tylko przyklasnąć widząc magow i ich codzienne czynności. Jakże magowie byli fantastyczni. A dobra rodzina magów to już w ogóle, ze świecą takiej szukać. Taka rodzina to i pokieruje dokładnie swoim potomkiem, i wskaże mu cel, i drogę do osiągnięcia tego. Nie pozostaje nic innego jak tylko wykonywać rozkazy... to znaczy - podążać za wskazówkami i cieszyć się, że los tak łaskawy był, że akurat zesłał takich kochanych rodziców i dalszych krewnych. No po prostu łut szczęście nie z tej ziemi.

Mówiąc całkiem szczerze - Akira zadanie miał banalne. Musiał tylko powiedzieć kilka słów nad krągiem, a widząc jak na jego ręce pojawiły się Zaklęcia Rozkazu (wyglądające jak dwoje oczu i uśmiehcnięta buźka), wiedział, że na pewno słowa te się mu uda wypowiedzieć z odpowiednią tonacją i nastawieniem. Następnie musiał przywitać sługę, który zstąpił do tego świata i poprowadzić go do zwycięstwa. Tyle. Proste. A w razie pytań czy wątpliwosci - pytać rodzinę. Proste.

I faktycznie, proste. Akira dokładnie tak postąpił i gdy do magicznego kręgu zstąpiła czerwonowłosa dziewczyna w wieku sugerującym nastoletni chłopak ani się nie zdziwił, ani nie zasmucił, ani nie rozczarował. Po prostu przyjął to do wiadomości, tak jak na niego przystało. Gdy jednak ta sama dziewczyna podeszła do niego bliżej i mocno do siebie przytuliła - nie bardzo wiedział jak na to zareagować. Tym bardziej, że ta zaczęła łkać prosto w jego ubranie, a on czuł jak to staje się coraz bardziej mokre. No i nic ona nie mówiła, a to też było dość niekomfortowe. Spodziewal się standardowego pytania "czy jesteś moim mistrzem", a tu nic. Kompletnie. I co teraz? Wołać ojca albo dziadka?



Grey

Piwnice są spoko. Piwnice i strychy to chyba najbardziej popularne miejsca, jeśli chodzi o odczynianie rytuału przyzwania swojego sługi. Tak można by wnioskować na podstawie... cóż, róznych czynników. Gdyby istniał ogólny statystyk, który zajmowałby się zliczaniem wszelkich danych dotyczących wojen o świętego Graala to na pewno poratowałby nas teraz odpowiednimi informacjami, a tak to tylko można było przypuszczać. Ostatnią osobą jednak, która przyzwała swojego sługę tej nocy - tak, dokładnie tej, bo tak właśnie nietypowym zbiegiem okoliczności podczas tej wojny wszystkie sługi zostały wezwane jednej i tej samej nocy - była... Grey. Wiedziona szlachetnymi i bardzo skonkretyzowanymi pobudkami nie zamierzała cofać się przed niczym byle tylko osiągnąć swój cel, jakże dobry i praworządny. Czego mogła się spodziewać się Grey w takim razie gdy zeszła do piwnicy? Potęgi? Mocy? Zapewnienia zwycięstwa? Może tego, że jej sługa samym przyzwaniem zburzyłby podstawy tego świata i zakpiłby z zasad świętego Graala?

Jeśli tego się spodziewała - musiała być srogo zawiedziona. Sam rytuał był najspokojniejszym rytuałem ze wszystkich, które nastąpiły tej nocy. Cichutki, spokojny, pozbawiony praktycznie jakichkolwiek odgłosów - gdyby tylko odbywał się na zewnątrz zapewne nikt nawet by go nie zauważył. Tak na ziemię zstąpił kolejny sługa, kolejny potężny heros o niesamowitych zdolnościach, heros, który miał pomóc Grey i na którym Grey miała móc polegać.

Mężczyzna wyszedł z niebieskiego portalu o bladawej poświacie, stawiając spokojny krok prawą nogą na posadzce piwnicy. Zamknięte oczy otworzyły się u niego dopiero, gdy i druga noga dołączyła do poprzedniej. Wzrok momentalnie skierował w kierunku Grey i z delikatnym uśmiechem na ustach powiedział tylko trzy słowa.

- Wszystko rozumiem. Wygramy. -

_________________


Her voice
♫ I remove withered flowers~ ♪
~past is not important anymore~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t355-konto-kirino http://ftpm.forumpolish.com/t341-kirino-ayame http://ftpm.forumpolish.com/t875-platki-kiri

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Egregoris II Pace
Wiek : 25
Wzrost/waga : 187/62
Rodzaj magii : Magia Wody
Gildia : Kiedyś Lamia Scale, teraz samotnik
Staż w gildii : LS 2,5 roku, od tygodnia samotnik
Liczba postów : 584
Dołączył/a : 04/01/2013

PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   Pon Sie 14, 2017 1:34 pm

"No i się zaczęło" - pomyślał Pacek. Don się rozszalał. No, z jednej strony to super, że ma taki zapał, ale... no jest problem w tym, że chyba nie bardzo wie od czego zacząć. I tutaj musiał wkroczyć on. Z zimnym osądem i właściwym spojrzeniem. Kiedy już Don zabrał swojego mistrza na dwór, zadaniem priorytetowym było uspokojenie go, zanim przeciwnik zobaczyłby dwóch beztroskich ziomków, szkalujących ludzi na ulicach...
Kiedy już powoli dochodziło do rękoczynów, Pacek nie wytrzymał. Westchnął i szybko obrócił się tak, by być twarzą w twarz z Donem i położyć mu ręce na ramionach.
-Słuchaj chopie... Bez planu nie da rady. Ich jest... kilku. Musimy się zaczaić, a nie lecieć bez kappy, bo bez kappy nie wyjdzie... I wtedy będzie kappa... taka na zawsze... I nici ze zbroi i super rumaka... Po pierwsze, pusią...- Pacuś wskazał na kolegę, którego Don trzymał za ramię, zaś do tłumku, który zebrał się wokół nich... Chłopak spojrzał przepraszającym spojrzeniem i powiedział dość głośno
-Kuzyn z Europy, przepraszam za niego. Jest z... Toskanii. Oni tam bardzo... przyjaźni i bezpośredni-
"Toskanii? Serio? Ty wiesz chociaż gdzie to leży?" - zganił się w myślach odważny Paceusz, licząc, że uwierzą, a Don puści przechodnia.
Chłopak zwrócił się znowu do Dona.
-Wróć ze mną do domu... Obgadamy wszystko. Jakaś Ksiądzka napisała mi SMSa. Podobno wie to i owo. Ale musimy to obgadać. Jesteśmy partnerami w tej bitwie i musimy siebie słuchać, Don-
Białowłosy starał się uspokoić Dona i przemówić mu do rozsądku. No po prostu masakra... Z takim to nie można przegiąć w żadną stronę, tylko trzeba lawirować na cienkiej granicy między nadmierną motywacją a studzeniem zapędu...
-Nie bądź trollem, Don. Chodź do domu- uspokajał Paceusz, chcąc zapaść się pod ziemię, ciągnąć swojego kumpla do chaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t556-skrytka-u-gringotta-nr-723#6754 http://ftpm.forumpolish.com/t508-egregoris-ii-pace http://ftpm.forumpolish.com/t947-pacek-of-the-placek

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Pheam Darksworth
Wiek : 20 lat
Wzrost/waga : 175/69
Rodzaj magii : Magia Dymu
Staż w gildii : 2 lata w FT;
Liczba postów : 2103
Dołączył/a : 15/08/2012

PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   Nie Sie 27, 2017 7:57 pm

Życie nie było dla niego łaskawe. Nie miał pojęcia, dlaczego Graal wybrał go na mistrza, ale miał nadzieję, że był to piekielnie dobry powód. Bo teraz przechodził przez prawdziwą męczarnie... Sługa najwidoczniej chciał go zabić, w dodatku się go nie słuchał... Przynajmniej udało mu się dostać do samochodu i złapać za telefon. Jednak kiedy czytał smsa, na zewnątrz auta stało się coś, co zmroziło mu krew w żyłach. Jego sługa... Czy ona właśnie...? Nie. Nie, nie, nie, nie... Nie możliwe. Drżącymi rękami włożył telefon do kieszeni i wyszedł z auta, aby sprawdzić co się stało. Oczywiście, spodziewał się zobaczyć martwego taksówkarza... Co on teraz zrobi? Kościół nie patrzył przychylnie na ludzi, którzy wciągali cywilów w wojne o Graal. A Maria właśnie zabiła niewinnego człowieka! Kurwa mać.-pomyślał Regis, patrząc z przerażeniem na swojego sługę. Ona... to był 100% Berseker. Zachwiał się, bo z nerwów zrobiło mu się słabo, więc oparł się o maskę samochodu i spod przymrużonych powiek spojrzał na Marie.
-Dlaczego to zrobiłaś?! Do jasnej cholery, nie zmuszaj mnie, abym użył zaklęcia rozkazu! Wiem, że i tak nie obejdzie się bez ofiar, ale będę miał na głowie policje! Wiedzieli, do kogo wysłali tą taksówkę i będą go szukać. Ja pierdole, ja jestem twoim mistrzem! Masz się mnie słuchać!-wybuchł nagle. Jeśli starzec jeszcze żył, Regis szybko do niego podbiegnie i użyje zaklęcia Recreando, aby go uleczyć... Jeśli będzie nie żył, poprosi Marie o pomoc, aby wsadzić go do bagażnika... Nawet jeśli ta mu nie pomoże, to sam go tam zaciągnie.

_________________



Na Fema nie działa magia lecząca, nie da się magicznie wyleczyć jego ran. Na dodatek jego regeneracja jest upośledzona. Jego rany goją się dłużej, w szpitalach przebywa dłużej. Działa jak -1 poziom do umiejętności Regeneracja. Na dodatek wyższe poziomy rozwijają się bardzo słabo. Gdyby miał umiejętnosciami osiągnąć poziom powyżej 0, umiejki te działają znacznie słabiej. Tak że nawet z Regeneracją na poziomie 4, ledwo dorównywałby innym na poziomie 2. Jednakże, Fem rozprzestrzenia część efektów na innych. Każda osoba której zada ranę rangi przynajmniej B, zaczyna posiadać upośledzoną odporność działającą jak -2 poziomy do tej umiejętności. Na dodatek wykupienie konkretnych poziomów tej umiejętności jest droższe o 20% a osiągnięcie poziomu 4 niemożliwe. Wyleczenie tego statusu u innych osób za pomocą magii jest niemożliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t107-konto-fem-a http://ftpm.forumpolish.com/t104-pheam-darksworth http://ftpm.forumpolish.com/t471-ekwipunek-relacje-i-co-tam-jeszcze-chcecie-o-nim-wiedziec

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Kirino Ayame
Wiek : 18
Wzrost/waga : 165 (zyskała 10)cm/48 kg
Rodzaj magii : Magia kwiatów
Gildia : Brak
Staż w gildii : W FT od października x800 ale potem nie pykło i już nie jest
Liczba postów : 2827
Dołączył/a : 14/11/2012

PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   Pią Wrz 01, 2017 1:50 am



David

Śmierć kobiety nie była ani piękna, ani romantyczna i David prawie mógł być pewnym tego, że odchodziła z tego świata pełna wyrzutów, bez spokoju duszy i bez zrozumienia sytuacji, którą zastała. Jedynym dobrym akcentem tej śmierci było to, że umarła szybciej i nie musiała doświadczyć duszenia za pośrednictwem rąk pośredniego zabójcy. David mógł w gruncie rzeczy odetchnąć z ulgą - oszczędzone zostało mu zabieranie jej życia własnymi możliwe, że trzęsącymi sie rękoma.

- Twoja odpowiedź jest satysfakcjonująca. - rzuciła Maria, podnosząc się z łóżka i podchodząc bliżej do maga, obserwując jak ten przywraca do "zycia" kobietę. Być może nie był to najlepszy możliwy materiał na pierwszego żołnierza, tak jednak czyn stał się faktem i kobieta po chwili podniosła się na nogi, nieco tylko wahając się podczas swojego bezmyślnego postoju. Maria nieco krytycznym wzrokiem przyjrzała się swojego podkomendnemu, choć nie skomentowała jego powstania ani słowem. - Brakuje ci jednak hartu ducha. Uspokój się. - nie było w głosie Marii pretensji do swojego mistrza, nie mówiła tego gniewnym tonem, nie wydawało się też by rugała mężczyznę. Bardziej brzmiało to jak stwierdzenie faktu, może nawet delikatne polecenie. Po chwili Maria bez słowa wyjaśnienia pchnęła mocno powstałe dopiero co zombie na ziemię, następnie w ciszy obserwując jak to się podnosi.

- Będziemy potrzebowali setek jeśli mają nam się do czegokolwiek przydać. Zapewnisz mi liczby, ja zapewnię odpowiedni kierunek. - mruknęła pod nosem, następnie wracając na łóżko, ponownie kładąc się na nim i wbijając wzrok w sufit. - Nie odmówię. Trzy kostki cukru. - odpowiedziała na pytanie o herbatę. W żaden sposób nie skomentowała jednak Carei. Maria póki co pozostawała bardzo pasywna. Być może była zamknięta w sobie, być może taki miała charakter, być może nie ufała jeszcze do końca Davidowi. Ciężko było dotrzeć tu do sedna sprawy.

Haruka

- Och nie, Pani, to bardzo nie dobrze, że ośmielę się tak powiedzieć. -

Być może ciężko było w to uwierzyć, ale sługa Haruki najwyraźniej uznał, że może przeciwko niej wystąpić w bardzo bezpośredni sposób. I chyba właśnie to robił. Mogło to trochę zaskakiwać, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego niedawne wyskoki. Sługa jednak nie zamierzał poprzestawać tylko na wyrażeniu swojej opinii. W międzyczasie złapał się za własną twarz, zakrywając ją przed Haruką i szepcząc coś cicho do siebie, po to tylko by po chwili kontynuować swoją myśl.
- Musi panienka mieć cel. Musi panienka go znaleźć. Wszystko co mówię może zostać odrzucone na bok, ale to jedno musi pamiętać - cel jest tu najważniejszy. Tylko mając cel można wznieść się na wyżyny możliwości, można dać z siebie wszystko. Panienki obecny cel nie jest celem, jest tylko pobudką. To dwie różne rzeczy. Jakze od siebie odmienne... - sługa mówiąc to przespacerował się po pokoju, zupełnie jakby wygłaszał teatralny monolog, a nie mówił do konkretnej osoby. Ba, być może przez to jak bardzo wzburzyły go słowa Haruki dotyczące celu, kompletnie nie zauważył tego, że dziewczyna powiedziala, że mają szansę. Mówiąc krótko - on miał pecha, a Haruka szczęście, przynajmniej w tej konkretnej sytuacji. Jego wzburzenie uległo tylko dalszemu nasileniu gdy dziewczyna zapytała o jego własny cel. Przez chwilę jego spojrzenie miotało się po pokoju, następnie osiadając znowu na dziewczynie, on sam zaś podbiegł do niej, po chwili przyklękając przy jej nodze i składając swą głowę na jej udzie. Wzrok musiał mieć wbity teraz w ziemię.

- Jest... coś co zgubiłem. Jakiś czas temu. Muszę to coś odnaleźć zanim będzie za późno. Ha, możnaby powiedzieć, że mój czas jest ograniczony. Dlatego nie możemy zwlekać o pani! Kiedy wyruszamy? Choćby teraz, choćby zaraz! - mówił sługa, nie zwracając uwagi na to, że za oknem było kompletnie ciemno, a on sam niedawno dopiero został przyzwany do tego świata. Haruka czuła jednak, że nie posiadał on w tym momencie w sobie zbyt dużej ilości energii magicznej.

Perspektywa MG

- Sugerowałbym zaprzestanie pojenia go krwią. - powiedział krótko Archer, nie wdając się jednak w szczegóły tego co miał na myśli. Skoro jednak Grey oczekiwała jego zdania i swobodnego wypowiadania tegoż to on nie zamierzał się hamować, mówiąc wprost co ma na myśli. Widać było jak na dłoni, że nie podobał mu się ten element planu Grey. Jego słowa jednak kipiały wręcz od goryczy, widać było, że nie był ani trochę szczęśliwy z tego, że musiał to zdanie akurat wygłosić. Do tego stopnia był nimi rozgoryczony, że szybko postanowił zmienić temat na inny. - Będę miał baczenie na okolicę. Jeśli zauważę coś niepokojącego momentalnie dam znać. Pamiętaj jednak, że musisz być w dobrej formie. Nasze zwycięstwo... zależy od naszej dwójki. W równej części. Dlatego proszę, nie zapomnij o własnej kondycji. Dobrze? - Archer uśmiechnął się delikatnie do Grey, w następnej chwili znikając, najwyraźniej przechodząc w swój niematerialny stan, Grey wyczuwała jednak, że jest w pobliżu, choć jednocześnie czuła, że nie na tyle blisko by szkodzić jej poczuciu prywatności.

Bez przeszkód mogła więc udać się do Kevana, który chyba wyczekiwał jej powrotu bo oczy miał szeroko otwarte, a gdy kobieta pojawiła się i spojrzala w nie mogła w nich ujrzeć szklistą powłokę, zupełnie jakby tworzącą się łzę. Ciężko było powiedzieć dla kogo sytuacja, w której się znaleźli była trudniejsza - dla nie mogącej w tym momencie nic poradzić Grey, czy dla Kevana, który musiał borykać się ze swoją przypadłością mimo pełni trzeźwości umysłu. Grey siedziała więc u boku swojego męża, nie do końca będąc świadoma tego czy spędzi tak całą noc... po pewnym czasie jednak Kevan zasnął. Grey nie musiała już przy nim tkwić, choć jeśli chciała mogła to oczywiście zrobić. Mogła też najzwyczajniej w świecie pójść spać. Ostatecznie Archer był na straży.

Akira

Być może niezmienność twarzy dziewczyny była wynikiem jej dość nietypowego przyzwania? Ciężko było tego domniemywać, jednak gdy Akira się uśmiechnął, dosłownie przez ułamek sekundy wydawało mu się, że i usta dziewczyny delikatnie wygięły się w podobnym do jego własnego uśmiechu, choć nieco mniej naturalnym, a bardziej wymuszonym. Było to jednak wrażenie tak ulotne, że nawet przekonać samego do tego, że się to widziało było trudno. Czy dziewczyna próbowała się uśmiechnąć lecz się jej to nie powiodło? To mogła wiedzieć tylko ona, a może nawet i to nie. Akira mógł jeszcze o tym rozmyślać, gdy dziewczyna uniosła swą prawą dłoń i przyłożyła otwartą do własnego serca. Odetchnęła głęboko i zamknęła oczy, wyraźnie zastanawiając się nad tym co chciała powiedzieć. Dopiero po chwili przerwy, chwili kompletnej ciszy przerywanej tylko zwyczajnymi odgłosami nocy zdecydowała się odpowiedziec.
- Tak. Moje przekonania. Były ze mną do samego końca. Są... nawet teraz. - powiedziała, chyba nieco zaskoczona własnymi słowami. Rękę odciągnęła od serca, a następnie przyjrzala się wyraźnie swojej dłoni. Zupełnie jakby widziała ją pierwszy raz w życiu. Akira mógł mieć wrażenie, że dziewczyna wpatruje się w coś konkretnego na swojej dłoni, lecz on sam nic na niej nie widzial.

Wzrok dziewczyny podążył jednak za palcem Akiry tak szybko, jak tylko skierował on go na niebo. Dziewczyna przez chwilę wydawała się przyglądać gwieździe wskazanej przez mężczyznę z ogromnym skupieniem, kto wie czy gdyby teraz ktoś ją zaatakował to byłaby w stanie w ogóle zrozumieć, że jest atakowana. Po chwili dziewczyna przytaknęła głową i cicho coś wyszeptała, następnie zaś spojrzała wprost w oczy Akiry.
- Tak jest lepiej. Zdecydowanie. Aryia to ładne miano. Twoje miano. Ty je nadałeś i ty o tym zdecydowałeś. Nadałeś pojedynczej gwieździe dodatkowego sensu, sprawiłeś, że coś zostało uczynione, coś się zmieniło, nawet jeśli tylko dla ciebie i mnie. - mówiła dziewczyna, jakby mając na myśli przez to coś więcej. Gdy jednak mężczyzna zwrócił jej uwagę na marznięcie ona sama zachowała się zupełnie jakby nie rozumiała jego troski, dopiero po chwili samej uświadamiając sobie, że w istocie czuła zimno. - Dziękuję. - powiedziała, choć zanim ruszyła za mężczyzną z powrotem w ciepło budynku rzuciła ostatnie spojrzenie gwieździe wybranej przez mężczyznę, odnajdując ją bez najmniejszego problemu.


Nobuyuki

Sługa Nobuyukiego przestała bawić się własnymi włosami, a jej wzrok ponownie wylądował na twarzy jej mistrza. Wojna się zaczęła, wraz z tymi słowami rysy Miki nabrały ostrzejszego wyrazu, a jej twarz wyraźnie się napięła. Choć była sługą, a co za tym idzie obdarzona była niezwykłymi zdolnościami, to nawet u niej widać było pewnego rodzaju zdenerwowanie sytuacją. Mawiano, że stres czasami bywa pomocny, wspiera ludzi w ich dążeniach i pomaga w osiąganiu celu napędzając ich. Być może z nią było tak samo? Zdecydowanie nie widać było po niej strachu, to było pewne.
Sługa pokiwała tylko głową słysząc słowa swojego mistrza, pod nosem wymawiając tylko ciche "umu, umu", zupełnie świadczące o tym, że nie zamierzała kłócić się z jego zdaniem, nawet jeśli mogło być troszeczkę inne od jej samego. Pewna nić porozumienia na płaszczyźnie idei została pomiędzy nimi osiągnięta.
- Szkoda słów na osobę, która nie potrafi utrzymać porządku we własnych czterych ścianach. - powiedziała tylko ostatecznie, gdy jej mistrz zakończył swoje myśli. Faktycznie, ostatecznie cały ten świat można było przecież nazwać jego czterema progami, w których wytworzył sie niezły bałagan. Przytaknęła także z powagą na jego kolejne słowa, nie komentując ich już jednak. Nobuyuki miał w jej osobie partnera, który jak na razie nie zdawał się za bardzo kwestionowac jego słów.

Następne słowa jednak nieco wybiły dziewczynę z balansu, aż przez chwilę spojrzała na mistrza lekko zdziwionym wzrokiem, tylko po to by po chwili przyłożyć własnę piąstkę do brodu, w geście wyraźnie sugerującym zastanowienie. Myślała tak sobie przez chwilę zanim w końcu się odezwała.
- Odpoczynek jest ważny lecz przed tym... ma mistrz może w swym domostwie jakąś biblioteczkę? Z chęcią poczytałabym troche. W Tronie Bohaterów o dziwo nie ma ku temu wielu okazji... choć może raczej powinnam powiedzieć, że samo czytanie wygląda tam nieco inaczej. Nie sprawia tyle przyjemnosci, ile sprawia normalne czytanie. - wyglądało więc na to, że pierwszą prośbą dziewczyny były po prostu książki. Jakiekolwiek.

Regis

Regis po pierwszym rzucie oka na to co został po wyjściu z taksówki szybko mógł określić, że żadnego zaklęcia nie będzie musiał używać. Taksówkarz był dosłownie w częściach. Większość jego poszatkowaneog ciała znajdowała się co prawda blisko względem poszczególnych części (choć Regis łatwo zauważył rękę kilka metrów dalej na drodze i coś co wyglądało na jelito rozwieszone na gałęziach okolicznych drzew). Nie istniała nawet najmniejsza szansa na to by "reaktywować" człowieka z powrotem do zycia, nawet największy fanatyk puzzli, przy okazji pozbawiony kręgosłupa moralnego, byłby w stanie zgodzić się z tym faktem. Pierwsza krew ze strony Marii została przelana. Dodatkowo, wybuch mistrza nie zrobił na dziewczynie żadnego wrażenia. Przyglądała mu się delikatnie chichocząc, gdy ten bulwersował się z tytułu tego co nastało. Gdy jednak skończył, szybko odczuł, że wcześniejsze wrażenie dotyczące poczucia chęci dokonania morderstwa, checi wiszącej gdzieś w powietrzu obecnie zanikło. Zupełnie, jakby zostało zaspokojone i wyciszone. Regis nie odczuwał obecnie zagrożenia ze strony swojej sługi.

- Nie on pierwszy. Nie on ostatni. Nawet jeśli ktoś zauważy jego nieobecność to zostanie ona zgłoszona dopiero po pewnym czasie. Po pewnym oczekiwaniu zostanie podjęta decyzja o jakichkolwiek działaniach. Myślisz, że tak szybko dojdą do ciebie? Proszę cię, nie zabawiaj mnie aż tak potężnie bo rozbawisz mnie bardziej niż on gdy posikał się we własne gacie. A nawet jeśli to myślisz, ze dadzą radę mi? - powiedziała pani berserker odkopując jedną z części taksówkarza na bok, czymkolwiek by ta nie była, teraz ciężko było to określić. Następnie podeszła do tylnich drzwi samochodu, otwarła ja i wylądowala na siedzeniu z tyłu. - Nie przejmuj się tym aż tak. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia, a będzie miało jeszcze mniejsze po zdobyciu Graala. Skup się lepiej na tym, co trzeba mistrzu. - najwidoczniej nie zamierzała pomagać w zbieraniu taksówkarza do kupy, obserwowała za to ruchy swojego mistrza ze swojego miejsca, nie odzywając się ani słowem, tylko przyglądając się jego ruchom. Ostatecznie Regisowi udało się zebrać widoczną mu część faceta i schować ją w bagażniku. Nie likwidowało to rzecz jasna plamy krwi widocznej na jezdni ani na samym aucie. Niestety na to Regis nie mógł nic poradzić, ale nad jego głową zaczynały zbierac się chmury. Być może tym razem matka natura będzie go miała w opiece? Tak czy siak taksówkarz został zamieciony, a berserk leżała na dwóch siedzeniach z tyłu taksówki i wydawała się przysypiać.  

Pacek

- Czym jest Pusia? - inteligentnie zapytał sługa Packa, gdy tylko usłyszał nieznane mu słowo. Wydawał się być faktycznie strapiony faktem nieznajomości tego konkretnego wyrazu. Było to dla niego dziwne, bo przecież Tron Bohaterów powinien był zadbać o odpowiednie podstawowe wyedukowanie wszystkich sług, tak by bez problemu odnajdywali się w nowych realiach świata. Tymczasem on... nie znał tego słowa. W całym swym stropieniu zaplótł ręcę na swoich własnych piersiach, co jednoczesnie oznaczało, że wcześniej trzymany przez niego osobnik został puszczony. Great success? Po chwili jednak Don oprzytomnial, gdy usłyszał, że Pacek go przedstawia. - Nieprawda! Wcale nie jestem z Toskanii, tak naprawdę jestem z... zaraz, czym jest ta cholerna pusia? Zanim cokolwiek muszę się tego dowiedzieć. Gdzie jest biblioteka? - zapytał tego samego przechodnia, którego wcześniej trzymał za rękę. Ten natomiast, prawdopodobnie byle uniknąć dalszych problemów, wskazał po prostu kierunek północny. Pacek faktycznie wiedział, że w tym kierunku znajduje się biblioteka. Don skonfrontowany został z momentem wyboru - jego mistrz proponował mu powrót do domu, ale przechodzień powiedział gdzie można dowiedzieć się o Pusii. W końcu Don pomachał tylko ze zrozumieniem głowy.
- Chodźmy mistrzu. Obgadamy wszystko w drodze. Możemy już zacząć. Obgadujmy. Zaczynasz ty, ja odpowiadam, potem zmiana. Tak będzie super. - powiedział Don, a następnie spokojnym, aczkolwiek żwawym krokiem ruszył w kierunku biblioteki. Obrał cel i poszedł na rękę mistrzowi. Z jego perspektywy - zachował się wzorowo. Pytanie czy Pacek podzielał jego myśl...

_________________


Her voice
♫ I remove withered flowers~ ♪
~past is not important anymore~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t355-konto-kirino http://ftpm.forumpolish.com/t341-kirino-ayame http://ftpm.forumpolish.com/t875-platki-kiri

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Han Chun-woo
Wiek : 24
Wzrost/waga : 191cm/90kg
Rodzaj magii : Ciała
Gildia : Grimoire Heart
Staż w gildii : od Marca x797 do Kwietnia x799 a potem od Lutego x800
Liczba postów : 2778
Dołączył/a : 22/10/2012

PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   Wto Wrz 19, 2017 3:15 pm

Na całe szczęście nie musiał osobiście jej zabijać. Odetchnął z ulgą i uspokoił, tworząc pierwszego ze swoich zombie. Pierwszego z "podwładnych" ich armii. Maria na dodatek zdawała się specjalnie nie przejmować losem staruszki. Zdecydowanie podbudowało to Davida. Oznaczało to że Maria popierała jego pierwotny plan, nieważne jak obrzydliwy mu się nie wydawał. Więc nie mógł być wcale taki zły prawda? Prawda? Skoro Maria go akceptowała, to oznaczało że robił dobrze. Że wcale nie był czarnym charakterem. Na jej polecenie nic nie odpowiedział, choć uszy mu poczerwieniały. Skinął jedynie jej głową. Było mu wstyd własnej słabości. Zdawał sobie z niej sprawę i wiedział, że musi nad nią lepiej panować.

Koniec końców faktycznie udał się do kuchni, by tam zaparzyć dwie filiżanki herbaty i razem z cukierniczką zanieść do góry. Nad emocjami zdążył już zapanować i pozostały tylko chłodne kalkulacje. Zwłaszcza - przemyślenia dotyczące ich następnego ruchu. A możliwości było sporo, choć szczerze mówiąc David wolał uniknąć rozgłosu. Zwłaszcza, że kościół na pewno nie będzie mu przychylny. Postawił filiżankę wraz z cukierniczką obok Marii, sam zaś z gorzką herbatą, usiadł na ziemi, opierając się o drzwi i przyglądając swojemu zombie.-Zaczniemy od zbierania armii. Oprócz zombie, potrafię również stworzyć wielkie i silne golemy. Nie sądzę jednak by walka teraz miała sens. Powinniśmy poczekać aż reszta sama się wykończy i zaatakować tego, kto się ostanie, do tego czasu powoli zmieniając miasto w twoją armię.-Taki był jego plan. Ale nie był strategiem ani taktykiem. Nie był nawet żołnierzem. W porównaniu do niego, Maria miała o wiele więcej doświadczenia.

_________________

Ważne informacje:



Wszystkie zaklęcia mają teraz 1/10 szansy na bycie wzmocnionymi o 25%, 1/10 szansy na bycie osłabionymi o 25%, 1/10 szansy na to, że nie zadziałają (rzut kostką k10, efekty pojawią się jeśli wypadnie 1 lub 2 lub 3)

&

Jajko Ciała - Niebieskie jajko faberge w czarne paski pokrywające dość randomowo powierzchnię jajka (jego zniszczenie skutkuje omdleniem, nie naprawienie go w ciągu następnych 6 postów powoduje rozpadnięcie się ciała na kawałki). Aktualnie zamknięte w pasku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t528-konto-hana http://ftpm.forumpolish.com/t329-goomoonryong http://ftpm.forumpolish.com/t921-gumisiowe-relacje#13545

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Frederica/Takara Kikuta.
Wiek : 19 lat.
Wzrost/waga : 174/60.
Rodzaj magii : Earth Magic & Lightning God Slayer Magic
Staż w gildii : Ok 4 lat w Fairy Tail.
Liczba postów : 2383
Dołączył/a : 14/02/2014

PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   Sob Wrz 30, 2017 4:55 pm

Nie dobrze? Źle? Brak celu? Haruce wydawało się, że ten mówi o rzeczach niezwykle ważnych, wzniosłych, bez których nie mogła przecie ruszyć dalej w bój o Gralla. A ona sama nie wiedziała, co o tym wszystkim sądzić. Nie miała marzeń. Nie miała niczego, co chciałaby osiągnąć za pośrednictwem Gralla. O jakże lepiej smakuje zwycięstwo osiągnięte za pośrednictwem własnych wysiłków, a nie zdobyte za pomocą sztuczek i magicznych artefaktów minionej ery? Czy zwycięstwo dla samego zwycięstwa więc nie było dobre? - Przepraszam, ale ciężko mi znaleźć cel... Jeżeli celem nie może być sama wygrana... Czy dopóki nie odnajdę własnego, mogę pożyczyć twój? Nie mam pojęcia, czego szukasz, ale z chęcią zrobię co mogę, by pomóc. - zaproponowała, starając się znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie problemu. Jakieś chwilowe, dopóki ten nie rozwiąże się sam. Uśmiechnęła się nawet delikatnie widząc zapał Sabera. - Nie nie, nie dzisiaj. To będzie bardzo niemądre. Póki co oboje winniśmy odpocząć, przygotować się na jutro. Zdobyć informacje, obmyślić plan. Jeśli chcemy wygrać, nie możemy działać... działać... Tak po prostu, idąc na żywioł. - nie była w stanie znaleźć odpowiedniego słowa, ale zdawało jej się, ze wybrnęła dość dobrze. Szybko też zaczęła myśleć, gdzie ewentualnie powinna dać swojemu słudze odpocząć. Który kąt domu by się nadawał, by ten mógł odzyskać siły... A najgorszym wypadku zapyta tatę.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3201-czolg#58835 http://ftpm.forumpolish.com/t505-takara http://ftpm.forumpolish.com/t1923-z-notatek-t28
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Fate/Leave Day - Prolog   

Powrót do góry Go down
 
Fate/Leave Day - Prolog
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Off Top :: Wydarzenia Offtopowe :: Sesje OT-




Cytat Lipca
"- Czy wszystkie moje alter ego muszą być spedalone?-spytał sam siebie w myślach."
~ Pheam
Layout autorstwa Frederici
Forum opartę o mangę & anime Fairy Tail autorstwa Hiro Mashimy.
Grafika (po uprzedniej obróbce), kody, skrypty jak i sama zawartość pod postacią postów należy do ich twórców i nie życzymy sobie kopiowania którychkolwiek z tych elementów bez zgody prawowitych autorów.
BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows
Forumowy Team Speak!
Adres: 178.217.190.14:6300 | Nazwa serwera: Net-Speak.pl | Nazwa pokoju: ~~~~FTPM~~~~ (i wszystkie podpokoje)
HASŁA! FTPM: FTPM | Psychiatryk: nie | Cmentarz: nerf | Dom spokojnej starości: OP
FORUMOWY DISCORD