facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Wto Lis 01 2016, 01:42

Październik X798

Podkute kopyta zaprzęgu składającego się z 4 koni stukotały o mokrą kostkę. Deszcz padał już 3 dzień i nic nie zapowiadało tego, żeby ten stan rzeczy miał się zmienić. Większość drzew straciła już liście i wyglądały, jakby chciały pochwycić niebo w swe powykręcane, nagie korony. Warstwa snujących się nisko, ciemnych chmur potęgowała ponurą atmosferę. Powóz minął właśnie tabliczkę oznajmiającą, że do Calthy pozostało jeszcze 20 km. Ezra opuścił zasłonę ponownie pogrążając wnętrze dyliżansu w półmroku, a następnie oparł się wygodniej o siedzenie i przymknął oczy. A przynajmniej tak to wyglądało. Białowłosy obserwował spod półprzymkniętych powiek siedzącą naprzeciwko towarzyszkę. Nanayę.

Cholerna Tsukiko...

Mistrzyni GH wysłała go razem z dziewczyną na wspólną misję, w końcu oboje posiadali dość krótki staż w gildii, a pierwsze w pełni samodzielne zadanie pozwoli przekonać się, czy nadają się na pełnoprawnych członków gildii. Od pamiętnej - i jedynej - rozmowy z Nan na statku minęło już ponad pół roku. Przez ten czas starał się ignorować dziewczynę, zresztą ona wybrała podobną strategię. A teraz trafili razem do jednego dyliżansu. Ezra zmienił się nieco przez ten czas. Można powiedzieć, że przeobrażał się w prawdziwego maga z GH. Odmienny wygląd sprawił, że odizolował się od reszty towarzyszy z gildii, spędzając dnie na treningach, w towarzystwie własnych myśli. Zamknął się w sobie, z każdym dniem coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że nie warto zadawać się z innymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. W jego spojrzeniu pojawiły się stalowe refleksy, oznajmiając innym, że nie warto zaczynać z nim bójek. Jednak nawet dla niego przeciągająca się cisza była irytująca. Otworzył oczy, spojrzenie wężowych tęczówek spoczęło na Nanayi. Wciąż pamiętał jej słowa skierowane do niego i nie miał zamiaru odzywać się pierwszy. Jeśli utwierdzi ją tym samym w przekonaniu, że jest "dzikusem"...mówi się trudno. W końcu to ona kazała mu nigdy więcej się do siebie nie zbliżać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Mor, była też znana jako Nanaya zanim odrzuciła to imię
Wiek : 19/24
Wzrost/waga : 165/55
Rodzaj magii : Słońca
Gildia : Mistrz Grimoire Heart
Staż w gildii : Ponad 4 lata
Liczba postów : 2762
Dołączył/a : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Wto Lis 01 2016, 02:14

Deszcz nigdy nie napawał jej optymizmem. Zwłaszcza taki, który padał już kolejny dzień i nie zapowiadało się na zmianę. Tym razem jednak wolałaby, żeby na ziemię padał deszcz ognia, paląc wszystko, co napotka na swojej drodze. Włącznie z dyliżansem, którym dwójka magów tak beztrosko sobie podróżowała. Jej wściekłość była uzasadniona. Z woli mistrzyni miała udać się na misję zabicia jednego z "niewygodnych już" wspólników w jednym z wielu przedsięwzięć Tsukiko. Problem w tym, że towarzyszył jej nikt inny jak Ezra, do którego żywiła co najwyżej chłodne uczucia od ostatniego spotkania. Drugą sprawą było też to, że po raz pierwszy przydzielono jej misję "uciszenia" kogokolwiek i niezwykle niekomfortowo czuła się z myślą tego, co mieli zrobić. W połączeniu - była wściekła, rozżalona, przerażona i zestresowana jednocześnie. Wystarczająco, by nawet kijem jej nie tykać.
Większość podróży spędziła ze wzrokiem wlepionym w szary krajobraz pod zasłonką, całkowicie ignorując obecność tej drugiej osoby. Ezra był niczym manekin siedzący naprzeciwko niej, podczas gdy ona biła się z myślami, będąc raz wściekła na niego, raz na siebie, raz na Tsukiko, a ostatecznie na cały świat. Chcąc nie chcąc chciała wrócić cało z tej wyprawy, ale ucieczka nie wchodziła w grę. Pozostawało albo zrobienie wszystkiemu samemu (sama myśl wywoływała nieprzyjemny skurcz żołądka), albo przełknięcie własnej dumy i współpraca z pawianem, który zachował się jak napalony nastolatek... pół roku temu. Nie była do końca pewna, co było gorsze.
Poruszyła się niespokojnie, po czym westchnęła i założyła nogę na nogę, ręce na ramiona i po raz pierwszy odkąd stanęli w gabinecie mistrzyni Tsukiko, Nanaya spojrzała na winowajcę jej podłego humoru. Jej mina wyrażała wielkie niezadowolenie z samego powodu, że musiała pierwsza się odezwać, jednak, przyrzekała sobie, jeden głupi tekst z jego strony i...
- Masz jakiś plan? - zapytała niemalże wrogo, wpatrując się w żółte ślipia Ezry z nieukrywaną złością. Wdech, wydech, wdech... Tylko jedno złe słowo...

_________________


My... | End of the story | The Light | Sacrifice | Beutiful Day

Każdy członek Grimoire Heart dostrzega nad jej głową aureolę i boski nimb, jakby była świętą z obrazka. Podświadomie wiedzą, że dziewczyna została wybrana przez Aratę na swoją zastępczynię.

PD: 29
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t376-konto-nanas http://ftpm.forumpolish.com/t105-nanaya-byakushitsune-znana-jako-byaku http://ftpm.forumpolish.com/t550-pamietniki

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Czw Lis 03 2016, 03:49

Ezra z trudem powstrzymał uniesienie brwi do góry. No proszę, wygląda na to, że Nanaya jedna pierwsza przełamała tą ciągnącą się od początku podróży ciszę. Kto by się spodziewał... Al Sorna poniekąd rozumiał jej zachowanie, musiał przyznać sam przed sobą, że jego zachowanie podczas ich ostatniego spotkania nie należało do najrozsądniejszych. I nawet wypity alkohol go nie usprawiedliwiał. Z drugiej strony reakcja dziewczyny była jak dla niego mocno przesadzona. Jeśli jednak nie chciała go w swoim życiu, to on nie zamierza się w nie pchać. Tego kwiata jest pół świata, itd... To że Nanaya mu się podobała nie oznaczało jeszcze, że musi się z nią zaprzyjaźniać. Ani tym bardziej ona z nim.

Monotonny turkot kół zmienił swój rytm, gdy dorożka przejechała po mostku przerzuconym nad niewielkim strumykiem. Białowłosy ponownie wyjrzał przez okienko w drzwiczkach, jednocześnie odpowiadając na pytanie głosem wypranym z emocji, po którym nie dało się wywnioskować ani jego humoru, ani nastawienia do rozmówczyni:
- Owszem. Mam pewną...wprawę w takich zadaniach. Ale zanim zaczniemy go omawiać, chyba najpierw muszę cię prze- - mag popatrzył rudowłosej prosto w oczy. Już w następnej sekundzie w małym dyliżansie zaczęło się dziać bardzo dużo rzeczy, w bardzo krótkim czasie, tak że Nanaya ledwo mogła nadążyć za tym co się stało.

- Ryuuzume!
Al Sorna uciął w połowie wypowiadane zdanie, jednocześnie rzucając się na nią. Tuż za nim zaczął kotłować się czarny dym, formując się w rząd sześciu gigantycznych ostrzy, które rozsadziły dorożkę. Czy też raczej rozsadziłyby ją, bo kula ognia posłana w jej kierunku była pierwsza. Potężne uderzenie wstrząsnęło niewielkim pojazdem i przewróciło go na bok. Lewa część dyliżansu zniknęła, zamieniona w chmarę większych i mniejszych odłamków, które eksplodowały na wszystkie strony wraz z odłamkami szkła. Gdzieś z zewnątrz dobiegło pełne bólu i strachu rżenie zaprzęgu, palonego żywcem, który jednak szybko ucichł. Nanaya mogła poczuć na sobie spory ciężar, w dodatku coś przesłaniało jej wzrok. W ciemności mogła usłyszeć jedynie syk ostatnich języków płomieni gaszonych przez ulewny deszcz oraz niespokojny, urywany oddech.

- Jesteś...cała?... - lekko ochrypły głos z pewnością należał do Ezry, chociaż pojawiły się w nim nieobecne wcześniej tony. Nieznany ciężar przesunął się i zniknął całkowicie, jednocześnie Nanaya odzyskała zdolność obserwowania świata za pomocą swoich ślicznych oczu, tylko po to, by zobaczyć wpatrujące się w nią wężowe tęczówki. Deszcz zacinał ostro, sprawiając że białe włosy Ezry przylgnęły zarówno do jej, jak i jego skóry. Chłopak drżał mocno, w powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemny zapach palonego ciała. Do kompletu tajemniczych wzorów tatuaży i poparzeń na twarzy dołączyło kilkanaście głębszych i płytszych ran z których płynęła krew. Ubranie białowłosego było w strzępach, odłamki szkła i drewna poraniły go w wielu miejscach. Widać było, że stara się zwalczyć ból siła woli i udawać, ze jest z nim lepiej niż w rzeczywistości, jednak jego oczy wyraźnie zdradzały, że oberwał całkiem mocno. Jego plecy zamieniły się w jeden wielki płat poparzonej skóry.
- Ugh... Dobrze...że zdążyłem. Na szczęście kula ognia to raczej niespodziewany widok w strugach deszczu... - krzywy uśmiech wykrzywił jego twarz gdy spróbował zażartować. A potem zwalił się na bok, padając na resztki zniszczonego powozu. Jego klatka piersiowa podnosiła się i opadała w ślad nierównych oddechów.
- Szlag. Porządnie przypierdolili, wszystkie ostrza Ryuuzume poszły w drobny mak... - chłopak zacisnął mocno szczękę i wskazał rękę w stronę mostku który minęli. - Zaatakowali gdzieś stamtąd, zaraz powinni tutaj być. Będziesz tak miła i zajmiesz ich chwilę? Ja muszę...nieco odpocząć. Tenseiga...

Ostatnie słowo chłopak wypowiedział prawie szeptem, chwytając wyciągniętą dłonią powietrze. W ułamku sekundy pojawił się w niej miecz. Powieki białowłosego opadły ciężko, a wraz z nim opadło ostrze miecza, wbijając się w środek jego klatki piersiowej. O dziwo z rany nie popłynęła nawet najmniejsza strużka krwi. Ba! Wyglądało na to, że kilka co drobniejszych skaleczeń i rozcięć zaczęło się zrastać.

W tej samej chwili Nanaya usłyszała charakterystyczne mlasknięcia. Ktoś nadchodził, nie kryjąc się zbytnio z tym faktem. Widać było, że nieznajomy jest pewny, że osoby znajdujące w dyliżansie nie przeżyły wybuchu. Czy też nieznajomi, bowiem dało się usłyszeć dwa osobne rytmy kroków, jeden wyraźnie lżejszy od drugiego. Ubrani w długie, czarne płaszcze z kapturami napastnicy zatrzymali się kilka metrów od powozu. Członkowie GH nadal byli ukryci przed ich oczami.
- Nie przesadziłaś nieco, Lily?
- Spierdalaj. Mięliśmy ich zabić, tak? Są martwi, więc robota wykonana.
- Musiałaś sprzątnąć też woźnicę i konie?

- A co, szkoda ci ich? Od kiedy jesteś takim niewiniątkiem, co? Kurwa, James. To byli magowie z pierdolonego GH. Miałam zaprosić ich na herbatkę? I może jeszcze podać ciasteczka? - głos kobiety zdradzał wyraźną irytację. - Wiesz dobrze, ile zapłacił za nich ten dupek, Dukes. Po kiego chuja zaczynał w ogóle interesy z tymi mordercami? Ma pierdolonego farta, że może tak srać forsą na prawo i lewo, a w szeregach GH też lubią mieć pełne sakiewki. Zresztą...co mnie to obchodzi. Chodź, upewnimy się, że nie żyją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Mor, była też znana jako Nanaya zanim odrzuciła to imię
Wiek : 19/24
Wzrost/waga : 165/55
Rodzaj magii : Słońca
Gildia : Mistrz Grimoire Heart
Staż w gildii : Ponad 4 lata
Liczba postów : 2762
Dołączył/a : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Pią Lis 04 2016, 02:18

Najgorsze sytuacje dzieją się w momencie, którego nie dało się przewidzieć. Wnioskując po ciszy, która trwała w powozie, ani on, ani ona nie mieli nastroju na przyjazną wymianę zdań, ale kiedy już Nanaya się odezwała, wydawało się, że może nie wszystko stracone i może wszystko da się jeszcze naprostować. A przynajmniej dałoby, gdyby nie nagłe wydarzenia, rozgrywające się tuż po tym, jak Ezra zaczął mówić. Byaku nie zdążyła do końca zarejestrować tego, co mężczyzna powiedział, gdy wokół niej zaczęła rozgrywać się scena jak z filmów - tak samo nierealna i nagła.
Nie była w stanie jakkolwiek zareagować, gdy Al Sorna się na nią rzucił, a ostrza i ogień siały spustoszenie w malutkim powozie. Nie widziała nic, jedynie słyszała, co dzieje się wokół i nie były to dźwięki napawające ją optymizmem. Było ciężko, duszno, ciemno, choć nie czuła bólu. Czy to był koniec? Ale dlaczego? Powoli dochodziły do niej szczegóły, ale nie tworzyły żadnego, logicznego sensu. Następnie pojawił się głos, co wywołało w niej wiele sprzecznych myśli i uczyć, ale nie była w stanie nic powiedzieć. Nawet gdy ciemność i ciężar zniknęły, i Nanaya widziała przed sobą szary świat oraz Ezrę, nie rozumiała, co właśnie zaszło.
- Co...? - Wiadomości docierały do niej z opóźnieniem, lecz zanim białowłosy się odezwał się ponownie, połączyła wszystkie kropki. Była przerażona i wściekła zarazem, ale najbardziej dobił ją widok mężczyzny, który właśnie zasłonił ją własnym ciałem i ochronił przed możliwe najgorszym. - Nie żartuj sobie z tego... - powiedziała przez zaciśnięte gardło patrząc, jak poważne są obrażenia jednorękiego. Jak on mógł teraz w ogóle żartować? Nie polepszy to jego sytuacji, a jej... Walczyła ze łzami. Pierwszy raz widziała coś takiego i nie potrafiła sobie z tym poradzić, zwłaszcza, że czuła, że nic nie może zrobić. Mimowolnie zaczęła płakać, widząc na własne oczy cierpienie drugiej osoby. I jeszcze skwitowane takimi słowami...
- ... Odpoczywaj. - Wyszeptała, zdając sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec.

Nanaya słyszała kroki, a niedługo później słowną przepychankę, która dała jej wystarczająco czasu. Ucieczka nie miała sensu, skoro Lily miała na tyle mocy, by rozwalić powód w drobiazgi, a Byakushitsune doskonale wiedziała, ze jest co najwyżej wymiernym magiem. Dlatego czekała. Kroki się zbliżały, a ona była coraz bardziej zdenerwowana i niepewna, czy plan w ogóle się powiedzie, ale im bliżej była para zabójców, tym bardziej nie było wyjścia. Przełknęła nerwowo ślinę, gdy przystanęli obok, a ona czekała schowana za Ezrą.
- Hej, nie ma tej drugiej! Musi się gdzieś chować!
Nanaya mocniej ścisnęła w dłoni kawałek drewna z wozu, mając go w zanadrzu jako prowizoryczną broń.
- Nigdzie nie uciekła! Widzielibyśmy to. Gdzieś musi się chować. Po prostu spalę to wszystko i znikajmy.
- Wiecie, w sumie ciasteczka i herbata to nie była taka głupia opcja - wychrypiała Nanaś wychylając się i odpalając zaklęcia, które rozstawiła dookoła resztek wozu. Dokładnie przed dwójką najemników, którzy wydali się równie zaskoczeni jakąkolwiek odzywką w ich stronę, co sama Nanaya, która najchętniej by się rozpłakała. W tym samym momencie pod stopami wrogich magów wybuchły kamyczki, a ruda wyskoczyła ze swojego ukrycia, rzucając kulami światła prosto na dwóch magów. Zamachnęła się porządnie kawałkiem drewna, celując w głowę najbliższej osoby, mijając dosłownie o kawałek, ale nie zraziło jej to, bo już musiała zmienić swoją pozycję unikając kuli ognia. Niedobrze. Szybko wyskubała kolejne kamyczki i rzuciła całą garścią prosto w upierdliwą kobietę, a te wybuchły, gdy były blisko niej. Byaku usłyszała krzyk i jęk, ale dotarło to do niej jak przez mgłę. Zamachnęła się po raz kolejny, tym razem trafiając w ramię mężczyzny, ale bez większych efektów. Nie było innej opcji... Zbliżyła się do rannej kobiety, rzucającej zaklęciami na oślep, na tyle, by w zasięgu pozostał też mężczyzna i zrobiła to, co potrafiła najlepiej - użyła Sunlighta.

Siedziała z podkulonymi nogami w kącie starej, zrujnowanej chaty. Kiedyś musiała tu być wioska, jednak teraz zostały tylko ruiny dawnej górniczej osady, w których skryła się ona i chyba-jeszcze-żyjący Ezra. Nie była pewna. Gdy tylko dotaszczyła go tutaj, zasnęła, zmęczona wszystkim, co się stało. Było ciemno, więc przyświecała sobie niedużym światełkiem. Wyciągnęła wszystkie drzazgi i szkło wbite w ciało towarzysza. Po czym poszła znowu spać. Był ranek. Dalej padało, a ona nie wiedziała, co dalej robić. W każdej chwili mogli pojawić się tamci magowie, choć po tym, co stało się z buźką Lily wątpiła, by pojawił się pościg. Z kolei białowłosy wydawał się bez życia, choć oddychał. Obserwowała każdy ruch jego klatki piersiowej odkąd się obudziła.

_________________


My... | End of the story | The Light | Sacrifice | Beutiful Day

Każdy członek Grimoire Heart dostrzega nad jej głową aureolę i boski nimb, jakby była świętą z obrazka. Podświadomie wiedzą, że dziewczyna została wybrana przez Aratę na swoją zastępczynię.

PD: 29
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t376-konto-nanas http://ftpm.forumpolish.com/t105-nanaya-byakushitsune-znana-jako-byaku http://ftpm.forumpolish.com/t550-pamietniki

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Wto Sty 24 2017, 23:24

Nanayi jakoś udało się uciec z miejsca walki. Ba!, udało jej się nawet zabrać ze sobą Ezrę! Niestety białowłosy był nadal nieprzytomny.

Tymczasem nasz wesoły zespół R bez kota duet najemników pozbierał się jakoś i zaczął tropić dziewczynę. Niestety deszcz oraz niedawno otrzymane obrażenia utrudniły pościg. Dlatego też para postanowiła poczekać z nim do rana.
- Niech tylko dorwę tą rudą kurwę... - wymruczała do siebie pod nosem Lily...

Byakushitsune w pewnym momencie zauważyła, że Al Sorna nabiera głębiej powietrza, a zaraz potem otwiera oczy. Mag szybko zerwał się na nogi, od razu lustrując otoczenie. Kiedy zauważył, że nic mu nie grozi uśmiechnął się do Nan.
- No proszę. Widzę, że ci się udało.
Ezra westchnął lekko i podszedł, żeby usiąść obok dziewczyny. Niepewnie wyciągnął do niej rękę i poczochrał ją po głowie. Szermierz zdawał sobie sprawę, że Nanaya najpewniej nie jest równie przyzwyczajona do takich sytuacji jak ta teraz. Do walki o własne życie, do utraty sojuszników walce...
- Przepraszam. Powinienem być bardziej czujny. - powiedział cicho. - Musiałaś się wystraszyć tym wszystkim. A mimo to mnie nie porzuciłaś. Dziękuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Mor, była też znana jako Nanaya zanim odrzuciła to imię
Wiek : 19/24
Wzrost/waga : 165/55
Rodzaj magii : Słońca
Gildia : Mistrz Grimoire Heart
Staż w gildii : Ponad 4 lata
Liczba postów : 2762
Dołączył/a : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Sro Sty 25 2017, 02:38

Moment, w którym klatka mężczyzny uniosła się nieco wyżej, z głębszym oddechem, rozbudził w niej iskierkę nadziei, która szybko przerodziła się w falę ulgi, gdy tylko wstał. Żył. I wszystko było z nim w porządku. Chyba. Takie miała wrażenie. Nie wiedziała. Ale skoro się ruszał, to chyba wszystko było w porządku, prawda? Poruszyła się ze swojej skulonej pozycji po raz pierwszy od dawna. Zasiedziałe mięśnie i stawy zabolały w proteście przed tak gwałtowną zmianą pozycji, więc zamiast w stać, dalej siedziała na zimnej, mokrej ziemi, patrząc na ten mały cud przed swoimi oczami.
Nie docierało do niej zupełnie, co mówił - liczyło się to, że przeżył. Była na niego wcześniej zła, niczym naburmuszona osa, ale jednak wizja tego, że tak nagle ktoś miałby umrzeć tuż obok niej, po tym, jak ją obronił całkowicie ją rozbrajała. Jak mogła być dalej zła o taką głupotę w obliczu tego... wszystkiego? Nawet ona miała jakieś ludzkie odruchy. Nawet ona potrafiła docenić coś takiego i zmienić swoje zdanie, na bardziej przychylne. Może nawet mogli się dogadać.
Udało? Zaśmiała się gorzko, walcząc ze łzami. Nie uważała, by cokolwiek jej się udało. Cudem przeżyła, cudem dowlekła tu ciało mężczyzny, cudem udało im się mieć spokojną noc. Nie była pewna, czy przeżyłaby drugie takie natarcie. Czuła się jak wyprana i wyrżnięta jak szmata, a przecież mieli jeszcze zadanie do wykonania. Tylko gdy zbliżył się i wyciągnął dłoń w jej stronę, nieco zesztywniała, nerwowo oczekując jego kolejnego ruchu, ale on tylko dotknął jej głowy. Tylko... Dotyk ciepłej dłoni sprawił, że do oczu zaczęły napływać jej łzy, które szybko przemieniły się w ciche łkanie. Nie zważając już na nic, wtuliła się w starszego maga. Czuła ulgę, z wielu powodów. Czuła też strach, ale teraz nie była sama, by się z nim mierzyć. Bliskość drugiej osoby sprawiała, że czuła się bezpieczniej. Zacisnęła mocniej dłonie na materiale kimona, jakby bojąc się, że zaraz Ezra zniknie.

_________________


My... | End of the story | The Light | Sacrifice | Beutiful Day

Każdy członek Grimoire Heart dostrzega nad jej głową aureolę i boski nimb, jakby była świętą z obrazka. Podświadomie wiedzą, że dziewczyna została wybrana przez Aratę na swoją zastępczynię.

PD: 29
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t376-konto-nanas http://ftpm.forumpolish.com/t105-nanaya-byakushitsune-znana-jako-byaku http://ftpm.forumpolish.com/t550-pamietniki

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Czw Cze 22 2017, 23:22

Ezra patrzył na wtuloną w niego dziewczynę, jednocześnie zastanawiając się jak mógłby określić uczucia które się w nim kłębiły. Objął ją, przytulając do siebie i zaczął kołysać w ramionach spokojnym, jednostajnym rytmem.
- Shhh... Już dobrze. Możesz się wypłakać, nie ma w tym nic złego... - mruknął cicho. Kierując się impulsem, pochylił się lekko i pocałował ją delikatnie w czoło:
- Dzielna dziewczyna. Świetnie sobie poradziłaś.

Kołysząc Nanayę, Al Sorna uśmiechnął się ponuro w myślach. Czy i on był kiedyś równie wrażliwy? Czy i on przeżywał tak kryzysowe sytuacje? Nie znał historii swojej towarzyszki, nie wiedział też, co skłoniło ją aby dołączyła do GH. Ale zdecydowanie nie nadawała się do walki. A jednak siedziała teraz tutaj razem z nim, co znaczyło, że udało jej się jakoś pokonać, lub zmylić przeciwników. Najprawdopodobniej zawdzięczał jej teraz życie. I chociaż Ezra nie był w stanie zrozumieć w pełni tego co czuł do tego rudowłosego, drobnego i kruchego stworzenia, to jednak wiedział, że nie powinien obarczać jej takim ciężarem. Pozwolił jej spokojnie się wypłakać, a następnie spojrzał poważnie w oczy. Musiał dowiedzieć się jaka jest ich aktualna sytuacja. Uniósł dłoń, ocierając kciukiem łzy płynące z jej oczu.
- Nanayo, kto nas zaatakował? Ilu ich było? I co się z nimi stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Mor, była też znana jako Nanaya zanim odrzuciła to imię
Wiek : 19/24
Wzrost/waga : 165/55
Rodzaj magii : Słońca
Gildia : Mistrz Grimoire Heart
Staż w gildii : Ponad 4 lata
Liczba postów : 2762
Dołączył/a : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Sro Lip 12 2017, 18:35

Byakushitsune nie czuła żadnych z tych emocji, które miotały mężczyzną. Była tylko dziewczynką wrzuconą w sam środek zadania, które niespodziewanie ją przerosło. Pomimo nieznacznie dłuższego stażu w gildii wciąż czuła się w niej obca, więc zapewne o to chodziło Tsukiko - by ja przygotować do wszystkiego. Tylko to wszystko było za szybko, zbyt intensywnie... Otarła łzy z policzków, powoli się uspokajając. Nie spodziewała się aż takiej otuchy od niego. Jednak miał pewną rację. Wrogowie mogli wciąż się gdzieś na nich szykować, a sądząc po szybkiej wymianie zdań, którą zasłyszała wcześniej - byli wręcz na liście śmierci po prostu dlatego, że zleceniodawca postanowił się wypiąć na umowę. Zadrżała. Faktycznie. Mogli wciąż tu być. Struchlała, szybko się cofając, niczym przerażone zwierzę.
- Dwoje. Wysłał ich Dukes. James i Lily. Zleceniodawca wysłał najemników. Wciąż gdzieś są, kobieta jest ranna. Chyba. Była. Jesteśmy w lesie nieopodal Calthy. Daleko od miasta. - Zaczęła szybko wyliczać, mówiąc bardzo krótkimi zdaniami, próbując w miarę sensownie powiedzieć, co się stało, ale była wciąż zbyt przestraszona wizją tego, że dwoje najemników mogło nagle na nich wyskoczyć i ostatecznie dobić. Było to aż zbyt widoczne w jej szeroko otwartych oczach. - Co... Co teraz zrobimy? - Przełknęła ślinę by choć trochę nawilżyć wyschnięte gardło.

_________________


My... | End of the story | The Light | Sacrifice | Beutiful Day

Każdy członek Grimoire Heart dostrzega nad jej głową aureolę i boski nimb, jakby była świętą z obrazka. Podświadomie wiedzą, że dziewczyna została wybrana przez Aratę na swoją zastępczynię.

PD: 29
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t376-konto-nanas http://ftpm.forumpolish.com/t105-nanaya-byakushitsune-znana-jako-byaku http://ftpm.forumpolish.com/t550-pamietniki

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 399
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   Pon Sie 14 2017, 22:25

Era uśmiechnął się ponuro:
- Co teraz zrobimy? Powiem ci moja droga Nanayo. Mieli szansę, żeby nas zabić, ale im się nie udało. Teraz pora na nasz ruch.

[kilka godzin później]

Al Sorna oparł się o ścianę i osunął wzdłuż niej ciężko. Był zmęczony. Chociaż nie, wykończony. Tak, wykończony to lepsze słowo. Białowłosy przeniósł spojrzenie zmęczonych oczu z sufitu na stojącą przed nim Nanayę. We dwójkę udało im się zwabić parę najemników w pułapkę, a następnie zabić, chociaż nie było to łatwe zadanie. Część kimona Ezry uległa spaleniu, to samo stałoby się z jego lewą ręką, gdyby nie stracił jej wcześniej. Koniec końców mag zabił oboje przeciwników, chociaż musiał przyznać, że Nanaya znacznie mu pomogła. Nawet jeśli zwymiotowała tuż po tym jak zdekapitował tamtego mężczyznę, a kobietę przebił trzema ostrzami Ryuuzume. Rudowłosa stała teraz przed nim, on zaś wpatrywał się w nią intensywnie. Czy teraz będzie widziała w nim tylko mordercę? A może ich krótkotrwały rozejm to początek czegoś większego? Wyciągnął rękę, jakby chciał pogłaskać ją po policzku.
- Nan... Usiądziesz obok? Nie będę cię całował, chyba że sama zachcesz, obiecuję. - posłał jej zmęczony uśmiech. - Wcześniej nam przerwano, ale powtórzę to jeszcze raz. Przepraszam, że przy pierwszym spotkaniu wyszło jak wyszło. Po prostu uważam cię za piękną dziewczynę i mam wrażenie, że... Z resztą... Nieważne. Nie chcę psuć naszej znajomości, zwłaszcza, że zdąża ku lepszemu. Chyba. Nawet jeśli trzeba było nas prawie pozabijać, żeby to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).   

Powrót do góry Go down
 
Love me, hate me, even try to break me! (I don't give a damn).
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Off Top :: Wydarzenia Offtopowe :: Retrospekcje-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows