facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Szpital Hargeon - Page 3

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szpital Hargeon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Wielki Kot.
Wiek : Tyle, ile Uniwersum.
Wzrost/waga : Kocia.
Rodzaj magii : Panel Administracyjny.
Gildia : Gildia Administracyjna.
Staż w gildii : Od zawsze.
Liczba postów : 1109
Dołączył/a : 10/08/2012

PisanieTemat: Szpital Hargeon   Sob Sie 11 2012, 12:51

First topic message reminder :

Do szpitala trafia prędzej czy później każdy mag. Taka specyfika zawodu. Hargeoński szpital, dzięki dużej ilości pieniędzy przewalającej się przez port (tych legalnych i tych mniej) jest bardzo dobrze wyposażony. Szczególnie rozbudowana jest Izba Wytrzeźwień, Detoks, Ortopedia, Oddział Chorób Lokomocyjno-Głębinowych, Chirurgia oraz przyszpitalny Zakład Medycyny Sądowej. Również chlubą jest Oddział Ratunkowy, który na standardowym wyposażeniu ma takie urządzenia jak młot pneumatyczny do cementowych butów, czy elektryczny pastuch na rekiny do użytku podwodnego. Co prawda wielu złośliwie komentuje ulokowanie szpitala blisko fabryki przynęt dla ryb, ale to oczywiście bezpodstawne pomówienia ;)...
Sam gmach jest dość duży, pięciopiętrowy a z lotu ptaka ma kształt karpia koi...

/by Alezja



[EDIT z 26 listopada 2013]
Plany budynku. Plany pięter wiszą przy każdych schodach, reprezentując plan odpowiedni dla danego piętra. Są to plany powstałe na potrzeby misji, więc jeśli ktoś trafi do tego szpitala i wpadnie w panikę, gdzie się powinien położyć, niech nie krępuje się położyć na piętrze/oddziale, na którym chce, choćby wyszło, że leczy rany po misji między noworodkami. No, tylko w piwnicy nie zalegajcie ;P ...


  • Szpital kliniczny w Hargeonie, im. prof. dr hab. Cipirzboga Kuternogi - wejścia i zewnętrze
  • Plan - piętro -2.
  • Plan - piętro -1.
  • Plan - parter
    Spoiler:
     
  • Plan - piętro 1.
    Spoiler:
     
  • Plan - piętro 2
    Spoiler:
     
  • Plan - piętro 3.
    Spoiler:
     
  • Plan - piętro 4.
    Spoiler:
     
  • Plan - piętro 5.
    Spoiler:
     



Alezja
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hibari Goto
Wiek : 22
Wzrost/waga : 182/78
Rodzaj magii : Magia Perfum
Gildia : x801 Violet Pegasus
Staż w gildii : 5 lat Blue Pegasus
Liczba postów : 86
Dołączył/a : 16/06/2013

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pią Gru 13 2013, 16:23

Chłopak szedł za towarzyszami w odległości niecałych dwóch metrów, uważnie przy tym nasłuchując i niuchając czy czasem nic nieznajomego się nie zbliża, przy czym warto wspomnieć, że rudowłosy ma dosyć mocno wyczulony nosek na zapachy. Gdyby przypadkiem udało mu się wyczuć coś nienaturalnego, a w szczególności zbliżającego się do nich, to bez chwili namysłu informuje o tym innych. W razie czego lewą rękę trzyma blisko swej broni białej (Tasaka), natomiast drugą przy swych perfum. Jeśli by zostali zaatakowani przez coś to pierwszym co perfumiarz robi to unik (oczywiście w razie możliwości), bądź blokuje potencjalny atak w jakikolwiek możliwy sposób. Natomiast w przypadku w którym nie doszło by do żadnych komplikacji/incydentów w trakcie ich drogi, to starając się zbytnio nie hałasować  kontynuuje swą wcześniejszą czynność, idzie dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/f43-fairy-tail http://ftpm.forumpolish.com/t1076-hibari

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pią Gru 13 2013, 22:13

MG


Syczenie zostało zignorowane, a nasi bohaterowie poszli dalej. Po schodach na górę ostrożnie na górę weszła pierwsza Alezja, która spojrzała w stronę lądowiska. Przeźroczyste drzwi dobra rzecz, bo ujrzała, że coś się wije tam na ziemi i znaczącej kupie, ale przez deszcz i zaparowaną szybę nie mogła dokładnie dojrzeć co to było. Huang wszedł następny i posłał swojego szczura, który popędził przed całą grupą. Hibari również próbował coś wypatrzeć, ale mu nie szło za bardzo (dodaj umiejki do profilu, please XD), niuchanie też zbyt wiele nie dało, bo waliło tu jak w zwyczajnym szpitalu tylko dało się wyczuć zapach zakiśniętych ubrań, prawdopodobnie nie wysychały, więc zaczęły walić. Cała grupka z przewodnikiem z północy Alezją szła na przód. Gdzieś tak w połowie drogi dało się usłyszeć ponowny syk, ale tym razem zapiszczał dość głośno szczur Huanga. Tak... coś tam zdecydowanie było. Hibari i Alezja zobaczyli kilka długich pasków zwisających z sufitu. W ten uderzyła błyskawica, a wszystkie naraz po prostu zniknęły jakby nigdy nic, a dźwięki same ustały... Cóż, na razie tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pon Gru 16 2013, 20:05

Syczenie na dole. Tu na lądowisku wijące się serpentyny. Czyżby "Jurassic Park: nim jaszczurki dostały nóżek"?... I jeszcze ta sterta czegoś na lądowisku, poza wijącymi się elementami krajobrazu. Coś w niej martwiło Alv. Miała ochotę iść na lądowisko i sprawdzić. Nie stała jednak w miejscu i rozmyślała, a szła bardzo ostrożnie dalej, walcząc z chęcią cofnięcia się, a rozsądkiem nakazującym w pierwszej kolejności ewakuację doktorka. No przecież poza nim nikogo innego do ewakuacji miało tu nie być. W każdym razie Alezja przemierzała korytarz, starając się iść środkiem, najostrożniej jak się da...  

Jeśli przywołanie przez Huanga szczura jest związane z jakimiś efektami dodatkowymi typu dźwięk/powiew/światło/etc., Alv tylko przystaje i do tyłu odwraca się, by sprawdzić co się dzieje za jej plecami. Zaraz jednak wraca do patrzenia przed siebie i dalszych kroków, gdy już wie, że szczur jest efektem magii. Wówczas też, kiedy zobaczy wiszące z sufitu ogony, odwróci tylko głowę lekko do tyłu:
- Chyba węże... - poinformuje resztę. Niby syk i pełzanie powinny zabrać to "chyba", jednak lepszy nadmiar niepewności jak pewności siebie...
To samo ma miejsce, jeśli nikt się nie przyzna do szczura (o czym niżej)...

Jeśli przywołanie przez Huanga szczura nie wiąże się z kompletnie żadnymi efektami, to gdy pulchny cień z ogonkiem minie Alv, ta staje jak wryta. Nie, nie boi się szczurów. Inaczej znajomość z Tarikiem byłaby raczej niemożliwa. Po prostu idąc przez opuszczony, "nawiedzony" szpital, ciemnym korytarzem, oczekując ataku z każdej strony, szybkie przetuptanie niemal pod nogami kudłatej kulki ciężko, by skończyło się bardziej pokojowo niż przez gwałtowne zatrzymanie zarówno nóg jak i płuc. Po bardzo krótkiej chwili "posągowania" powoli i bezgłośnie wypuszcza w końcu wstrzymane powietrze, przywracając sobie oddychanie. Odwraca się też do towarzyszy...
- Wasz szczur?... - szepnęła bezemocjonalnie. Nie, nie zakładała, że to wspólny szczur Hibariego i Huanga. Liczyła w tej kwestii na domyślność chłopaków, że pyta potencjalnego właściciela, będącego jednym z nich dwóch. Jeśli żaden się do niego nie przyzna, to Alv rejestruje po prostu, że w szpitalu są szczury, i tyle. Bo skoro jest jeden, to pewnie jest więcej. W pewnym momencie Inu zauważa zwisające ogony, a i syczenie jakoś nie umyka uwadze. Tak samo jak to, że po chwili zniknęły zarówno ogony jak i to, że zrobiło się ciszej. Jeśli któryś z chłopaków wcześniej się przyznał do zwierzaka, to Inu najciszej jak się da zwraca się do niego (drugi też słyszy):
- Chyba węże. Zawołaj szczura. Szkoda go... - w końcu nie wiedziała, że to efekt magii. No chyba, że przy pytaniu o szczura Huang (albo Hibari, jeśli widział przywołanie) ją o tym poinformuje...

Zaraz też po poinformowaniu "tyłów", przywołuje tuż przed sobą zwiadowcę w postaci Urny twarzowej. Zadanie Ignacego jest proste. Ma polecieć przed nich i penetrując zarówno okolice sufitu jak i podłogi, sypać popiołem na wszystko, co żywego spotka (poza - oczywiście - naszą bohaterską drużyną, w tym szczurem Huanga. Oni są na popiół Ignacego odporni). Jeśli gdzieś w suficie znajdzie się dziura, którą węże mogły uciec a Ignacy się tam zmieści, to ją też sprawdza. Dusząca się istota powinna zacząć się głośno zachowywać, bo nie dość, że dźwięki samego duszącego się organizmu, to jeszcze podczas duszenia się, ciało zachowuje się dość desperacko i chaotycznie, w związku z czym potencjalne ofiary narobią hałasu, tłukąc się po otoczeniu jak kot zamknięty dużej puszce. Alv idzie w niewielkiej odległości za lecącą urną, ale w na tyle dużej, by nie ryzykować, że na skutek posypki Ignacego, spadnie na nią jaki wąż czy inny gekon. Gdyby coś wężowatego na nią spadło to chwyta to w rękę i uderza o ścianę (raczej jednym) mocnym ruchem, by ogłuszyć (ale nie zabić, póki co) i przyjrzeć się temu, choćby w świetle błyskawicy. Wówczas trzyma takiego delikwenta tuż przy łbie, z kciukiem w okolicy jego podgardla, by w razie pobudki obezwładnić zwierzę, naciskając na podgardle palcem. Natomiast gdyby trafiła na coś, co próbuje ją zdecydowanie atakować, to dobywa falkaty prawą ręką i stara się ciąć w istotę, natomiast lewą ręką (a konkretnie karwaszem) osłania się przed potencjalnym ugryzieniem. Jako, że karwasz ten zawiera Łuskę Totha, nie ma szans, by coś się przez niego przegryzło...
Oczywiście Inu idąc non stop uważa, by na coś nie wlecieć. Ogarnia też czujnością swoją okolicę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0



Imię i nazwisko : Optimus Prime
Wiek : Dużo
Wzrost/waga : 10 metrów i kilka ton
Rodzaj magii : Magia transformersów ps. je*ać megatrona
Gildia : Transformersi
Staż w gildii : 4 miliony lat od walki z deceptikonami ps. mówiłem, że j*bać megatrona?
Liczba postów : 81
Dołączył/a : 29/06/2013
Skąd : Cybertron

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Sob Sty 04 2014, 18:14

MG


(Wybacz Alv, ale nie mogłem odpisać, bo nie wiedziałem, co z tymi ciołami, ale przesadzili...)

Dwójka naszych panów stała jak wryta, gdy Alezja dzielnie przemierzała korytarz. W sumie to nic wielkiego się nie działo, Ignacy poleciał pierwszy. Dziury były małe, bardzo małe i urna nie miała jak się tam dostać, po prostu ciężko, a wręcz to awykonalne.  W sumie to spoko, bo szła dalej przed siebie... a panowie? Oni stali jak wryci, gdy nagle długie ogony obwinęły się wokół szyi tej dwójki... oj raczej nie było fajnie, a wręcz przeciwnie, zaczęli tracić życiodajny tlen robiąc „YHYYHYHYHY” niczym dziadek Jasia z kawału. Oj, zdecydowanie właśnie są duszeni przez coś z łuskami o ciemnej łusce...

Stan:
Alv: 90% mm, Ignacy 1/3
Huang i Hib: Dusicie się... kara za brak odpisów :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1325-robo-robo http://ftpm.forumpolish.com/t1162-serge http://ftpm.forumpolish.com/t1388-warsztat-naprawy-mechow

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hibari Goto
Wiek : 22
Wzrost/waga : 182/78
Rodzaj magii : Magia Perfum
Gildia : x801 Violet Pegasus
Staż w gildii : 5 lat Blue Pegasus
Liczba postów : 86
Dołączył/a : 16/06/2013

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Wto Sty 07 2014, 17:14

Z niewiadomych przyczyn (braku odpisu) perfumek stał jak wryty przez dłuższy czas wraz z towarzyszącym mu łysym łysolem. W tym też czasie to co syczało pojawiło się. Tak jak można było się spodziewać to coś co się pojawiło (prawdopodobnie wąż) chwyciło ich oby łuskowatym ogonkiem dusząc ich przy tym. Było naprawdę źle, mnichmen zemdlał (uzgodnione z Daxem). Hibuś nie chcąc podzielić tego samego losu postanowił użyć perfum mocy. Jeśli owa akcja się powiedzie to powinien lekko przytyć mięśniowo, co też zaowocuje lekkim przypływem sił. Zbufowany rudzielec za pomocą przykokszonych rączek stara się oswobodzić. Gdyby doszło do udanej akcji powtarza ją by uratować lekko przyduszonego mniszka. Kolejną czynnością jest pochwycenie za wcześniej duszący go ogon owego stworka i ciśnięcie nim o ścianę z całej siły (tu trzeba przypomnieć o olbrzymiej sile danego spella, która umożliwia mu rzut). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem bestyjka powinna zniszczyć ścianę, w tym oto momencie uzależniony od perfum człowieczek z miną herosa mówi do towarzyszki, którą uważa za towarzysza - Przykro mi, ale dalej musisz radzić sobie sam, ja zabiorę tę oto łysą osobę do najbliższego szpitala -. W swej wcześniejszej wypowiedzi nie powiedział Huanga, ponieważ zapomniał jak miał na imię. - A oto prezent na koniec - natomiast po tych słowach użył swych perfum tworzących herosów (perfum mocy) na towarzyszce/towarzyszu, po czym trzymając Lamijczyka wyskoczył przez wcześniej stworzoną dziurę i pobiegł trzymając go do najbliższego miasta ze szpitalem. Jeśli natomiast wcześniejszy rzut ogoniastej bestii w ścianę nie powiódł się to robi ową dziurę piąchą, zaraz po której robi wszystko to co było wcześniej napisane.

Jeśli all pójdzie zgodnie z planem to 2 razy Z.T.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/f43-fairy-tail http://ftpm.forumpolish.com/t1076-hibari

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pią Sty 10 2014, 22:32

//Spoko, Dax. Nawet lepiej wyszło, niż jakbyś dał odpis wcześniej, jak chciałam :) ...
PS. I perdon za obsuwę z tym postem. Miałam problem mimo wszystko, co zrobić Alezją w tej - dość dla niej niefortunnej z pewnego powodu - sytuacji x] ...

Początkowo długowłosy kudłacz nie dostał odpowiedzi. Wzruszyła ramionami. Nie to nie. Łaski bzy. Ale jeśli szczur jest któregoś z nich i go zeżrą węże, to mam Nadzieję, że milczący buc odpokutuje za to... ciskała piorunami w Duchu, ruszając w głąb korytarza. W pewnym momencie usłyszała gdzieś za sobą głuche pacnięcia, po czym nastały dźwięki, jakby ktoś coś szpachlował przeciągłymi ruchami i dość nieśmiało. Gdzieś podskórnie przeszły ją ciary, że to pewnie remont po wizycie FT. Na szczęście zaraz chomiki rozbujały kołowrotki, wytwarzając wystarczająco energii by zapalić żarówkę rozumu. Bo w sumie to mamy szpital. Zamknięty. Ewakuowany z wszelkich istot rozumnych. Zamieszkały przez pieszczoszki szalonego ofiologa. Bez prądu. Szpital nie węże, bo te na prąd chyba nie są. Ignacy leciał sobie z przodu, uważając na wszelkie przejawy życia innego niż nasza trójka, a Alv podążała kawałek za nim. W pewnym momencie zdziwiła się, że nie słyszy, by za nią ktoś szedł. Nie czuła też obecności. Odwróciła się. Okazało się, że owo rzężenie szpachli to nic innego, jak duszący się Hibari i Huang, który zdążył już "spłynąć". Obaj mieli... Szaliki?... Tak. Szaliki. Na to mógł być tylko jeden komentarz. Chomiki przyspieszyły i Alv rzuciła się w stronę obu panów, chcąc ratować ich żywoty. Na szczęście Hibari zdążył wyswobodzić się sam i jeszcze ogarnął Huanga. Gdy pędząca Alv w świetle błyskawicy ujrzała potwora tam, gdzie chwilę temu stał Hibari, "depnęła na hamulec", niczym rozpędzony koń na końcu jeziornego pomostu, dobywając falkaty. Na szczęście zaraz poznała głos chłopaka i schowała miecz, nie przyznając się na głos, że nieziemsko się wystraszyła. Eru dzięki w tym nie-świetle kredowość jej twarzy pozostała niezauważona. A przynajmniej taką Alv miałaby Nadzieję, gdyby wiedziała, że może stawać w konkury z osobą poddaną bardzo pedantycznej flebotomii...
- Nie ma sprawy. Nawet lepiej. Choć tu jest szpital, my nie jesteśmy lekarzami. Nawet nie ma światła na ocenę, czy coś mu poważniejszego dolega... - spojrzała na Huanga. Gdzieś w środku czuła satysfakcję, że członek Lamii odpadł. Przy czym sama jego krzywda nie cieszyła Alv. "Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe". Po prostu nie lubi tej konkurencyjnej gildii. Nie zmienia to faktu, iż miała Nadzieję, że poza omdleniem nic więcej lamijczykowi się nie stało. Nie próbowała sprawdzać, co mu jest. Sprawdziła mu tylko tętno. Miał. W tych warunkach, przy tej wiedzy i tak nie miała szans na "diagnozę", a skoro wąż go dusił, to raczej nie ukąsił. Nie przypomina sobie by słyszała o wężu, który stosuje obie techniki łowieckie, a więc prawdopodobieństwo, że w ciele Huanga nie ma żadnej fizycznej toksyny wprowadzonej tam przed chwilą, choć nie było stuprocentowe, to jednak było bardzo optymistyczne...
Mówiła normalnie. Początkowo szeptała, jednak akcja chłopaka z VP i tak powiadomiła prawdopodobnie wszystko w bardzo najbliższej okolicy, że tu są magiczni intruzi. Chipsy przyszły... przemknęło jej gorzko przez myśl, przyglądając się dziurze w ścianie. Pocieszyła się jednak informacją, że będzie z wrogiem sam na sam, a nie w towarzystwie momentalnie nepritomnych, na których trzeba uważać, by ich co nie zeżarło. Nawet jeśli Hibari by został, i tak byłaby kwestia niańczenia Huanga. No i pocieszające było to, że tym razem to nie Wróżki demolują szpital...
Natomiast przy kwestii:
Cytat :
- A oto prezent na koniec - natomiast po tych słowach użył swych perfum tworzących herosów (perfum mocy) na towarzyszce/towarzyszu
Inu z miejsca rozpoznała co to jest. PERFUM MOCY ICHIYI... uświadomiła sobie z przerażeniem. Z soczystym:
- O KUR... - odwróciła się na pięcie, nim perfum zaczął działać. Błyskawicznie odpięła sajdak, by pasek nie zgruchotał jej klatki piersiowej i poluzowała prawy karwasz, niespecjalnie bojąc się o lewy (no i o dłoń). Kamizelkę taktyczną zdążyła tylko rozpiąć z zamka błyskawicznego po całości, "idącego" z przodu przez środek od góry do dołu. Nie wygrała z parcianym paskiem, spinającym kamizelkę w pasie, nim nie wydała z siebie mimowolnego - HYP! - zamieniając się w spłoszoną rybkę fugu, momentalnie czerwieniąc się by powoli zacząć sinieć. Tak, pasek kamizelki widocznie miała ciaśniejszy, niż pasek przy spodniach, bo ten drugi dalej był, a nie przeszkadzał oddychać. Natomiast przy nagłym przyroście masy na korpusie, poły kamizelki poszły na boki, spięte w tym momencie tylko tym nieszczęsnym paskiem, który powędrował do góry, robiąc niemiłosierny ucisk na przeponę i zatrzymując się dopiero w momencie, gdy żebra powiedziały mu "you shall not pass". Jeszcze nigdy nie wypięła się z tylu rzeczy tak szybko. Potrenuje trochę i da radę konkurować z magami podmiany. Niesamowite, ile można osiągnąć przy odpowiedniej motywacji, a taką była wizja gruchotanych żeber przez ucisk niezniszczalnej kamizelki oraz prawej dłoni, która rozpoczęła życie "na własną rękę", pozwalając sobie odpaść. Niestety mundur i odzież, które miała pod kamizelką przetrwały tylko częściowo. To samo nogawki spodni. Kieszenie były wzmocnione, więc one przetrwały w całości, wisząc na strzępach materiału. Spodnie na szczęście tylko rozpruły się na udach i łydkach, oszczędzając odwłok. Na szczęście on w spodniach miał sporo miejsca wcześniej. Nogi niby też miały dużo miejsca, jednak rozrost ich mięśni może się zrobić czymś naprawdę potwornym. Tak więc choć głównie spodnie były w strzępach, to o tabu dolnego strategicznego miejsca Alv nie miała się co bać. Natomiast góra... Góra to trochę co innego... Tak więc gdy już udało się i pasek kamizelki odpiąć i przywrócone zostało oddychanie:
- ...oliszek, jaki czad! Dź-dzięki, Hibari! T-teraz jestem prawdziwa hałda!... Tfucojabredzę. Koks!... - starała się robić dobrą minę do złej gry, oczywiście cały czas stojąc tyłem do Pegaza. Biorąc jednak pod uwagę, że te górne strategiczne punkty, między szyją a pępkiem, nie miały tyle szczęścia co dolny, była na skraju paranoi, żeby Hibariemu nie zachciało się stanąć z nią twarzą w twarz. Prawdopodobnie niechcący zabiłaby biedaka w afekcie, biorąc pod uwagę, że własnej nagości wstydzi się nawet przed samą sobą... - S-słuchaj. Wybacz, że tak tyłem stoję. Ani ręki uścisnąć, ani nic. Ale... ten... no... Nie mów nikomu. Ja taki... no... Kompleks mam!... Nawet w gildii nie wiedzą. Bo ja... ten... tego... taki dołek mam na klacie. Deformacja taka. Na mostku. Od początku dorastania. I... ten... no... Nawet przez niego mam kategorię w wojsku... E! Tak, E!... Czyli brak zdolności bojowej w czasie wojny i pokoju! Serio!... Lekarz na komisji to jakiś konował był. Jako "kurzą klatkę" mi to wpisał! Chyba kury na oczy nie widział. No, a teraz leć już. Do kiedyś!... Tylko nie mów nikomu, że tak mam, OK? Strasznie mnie to krępuje... No, to trzym się, chłopie!... - po czym ukucnęła (nie, nie nachyliła się!), oczywiście nie odwracając, chwyciła za sajdak, zapięła go z powrotem, tym razem z nową regulacją - na mamuta, nie humanoida o wzroście 160cm - Po czym ze stoickim spokojem, wciąż plecami do dziury w ścianie, ruszyła do przodu, szukając ręką na boki jakiegoś szpitalnego łóżka, stojącego sobie pod ścianą. Jak tylko takie znajdzie (Dax, błagam, niech tam takie jest OvO ), to szybko ściąga z niego prześcieradło i owija się nim jak grecką togą. Jeśli kogoś spotka, "czy wróg, czy swój" postanowiła iść w zaparte, że wraca ze spaceru do swojej sali na oddziale psychiatrycznym...
Jeśli w międzyczasie usłyszała burzoną ścianę. Nie odwróciła się. Jeśli to wróg, to z całą stanowczością postanowiła zostawić go Hibariemu. Nie odwróci się. Nie odwróci się i już...
Modliła się w Duchu do Iluvatara, by nie spotkała na swej drodze żadnego humanoida, nim nie znajdzie sobie normalnego, przynajmniej górnego, odzienia. Kojarzyła, że na jednej z "płetw" jest pokój ochrony. Była szansa, że znajdzie tam jakiś mundur na siebie. A to i tak blisko schodów na piętro wyżej. Nadłoży trochę drogi. ALE PRZECIEŻ WARTO I TAK. Oczywiście czujność osłabła tylko przy zdarzeniu z Hibarim i perfumem mocy. Po ulotnieniu się Pegaza, Inu wrzuciła uwagę na najwyższe obroty. Szczególnie, że bała się iż przed nią KTOŚ może być. COŚ to pół biedy. KTOŚ, to już poważny problem. Nie wiadomo, czy pierwsze to dobycie broni, czy osłona klaty, jeśli do tego momentu jeszcze nie miała togo-prześcieradła...

Natomiast Ignacy czujnie non stop krążył w powietrzu. Jeśli coś miałoby stanąć na drodze Alv, czy na nią spaść, zaatakować, etc. to oczywiście urna sypie na to hurtowo popiół. Niech się dusi, zbok-podglądacz o morderczych zamiarach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pią Sty 10 2014, 23:12

MG

Iście heroiczną akcją w stylu animcowym Hibari napompował się niczym penis po viagrze i cisnął owym skórzanym szaliczkiem o ścianę pozbywają się go. Łuskowata gadzina uderzyła o ścianę i nakruszyła trochę ją, że aż tynk poleciał i zrobiło dziurę. Padło gdzieś i... odpełzło jakby nigdy nic. Uwolnił siebie i Huanga i został herosem dnia ratującym łysą niewiastę, dziewicę z żelaznym pasem zwanym również celibatem mnichów. Skok jednak nie był dobrym pomysłem, gdyż... nadwyrężył sobie nogi, wcześniej jednak użył na Alezji swoich perfum. Mimo wszystko przez jakiś czas będzie kuleć. Co tym czasem u Alv? A no zaczęła się u niej gwałtowna przemiana, a testosteron (XDDD) pomógł jej nabrać męskich kształtów rozrywając jej ubranie robiąc jej bicki + ileś tam w obwodzie. Alv szybko zaczęła szukać jakiegoś ubrania czy czegoś tam... znalazła wejście do pokoju, gdzie leżało prześcieradło, które pociągnęła i założyła na siebie. Usłyszała, że coś spada na ziemię. To co spadło to była sporych rozmiarów strzykawka z igłą tak dużą, że ukucie w dupę skończyłoby się wyjściem z drugiej strony mówiąc przenośniom. Była pusta, wypełniona tylko jakimś żółtym syfem świecącym w ciemności. Ciekawe, co to było... Nalepek nie było, a gdzieś z boku leżał mały kubeczek wypełniony tym płynem. Było przez moment cicho, gdy nagle można było usłyszeć potężny huk uderzenia, a tynk wręcz posypał się z sufitu tuż przed oczami Alezji... czyżby ktoś był na górze?

Alv: 90% MM, Ignacy 2/3, Perfum mocy 1/3...  Masz :3

Hibari: 3PD, nie nadwyrężaj nóg, trochę bolą, gdy zbytnio przeginasz. Zaleceniem jest ciepła kąpiel np. W spa.  3 dni od misji.
Huang: 2 PD, 3 dni od misji. Zemdlałeś na skutek straty oddechu. 1 dzień w szpitalu i 3 od misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Nie Sty 12 2014, 19:50

Gdy Hibari, niosąc mężnie "białogłowego" Huanga na rękach, zniknął w wyłomie muru, Alezja odetchnęła z ulgą. Ale czy to znaczy, że przestała się rumienić jak cegła po wypale? NIE. Świadomość, że wieje jej na... ekhm... mostek wprawiała ją w gignatyczne zażenowanie. Nawet gdyby miała pewność, że jest w tym szpitalu jedynym humanoidem, i tak byłaby ogromnie zawstydzona. ONA WIEDZIAŁA - wystarczy. W tym momencie znalezienie górnego - choćby tymczasowego - odzienia stało się priorytetem, niemal ważniejszym niż jej życie. Wparowała do jakiegoś pokoju, a Ignacy, chroniąc jej tyły poleciał za nią. Wymacała prześcieradło i rozpaczliwie owinęła się nim a la grecka toga, by i górna część jej ciała pozostała zakryta przed światem i alezjową świadomością. Szczególnie, że... wbrew pozorom i temu, że często Alezja jest brana za osobnika męskiego, to budowa i wygląd jej klatki piersiowej bardzo jasno wskazuje, że tak nie jest. Do tzw. "donic" było jej bardzo zdecydowanie daleko, i wcale z tego powodu smutno jej nie było. Nie była też to druga skrajność w postaci "równiny". Gdyby pojawiła się kiedyś w stroju wyraźnie zarysowującym figurę, mogłaby się podobać osobnikom biologicznej płci przeciwnej (i nie, nie chodzi o pedofilów). No, gdyby wyeliminować męski chód. Jej "płuca" nie są duże, kompletnie małe nie są również. Są dokładnie takie, jakie być powinny u osoby o alezjowym trybie życia. Po prostu ubierała się i ubiera w sposób kamuflujący dokładną budowę jej klatki piersiowej. Bo tak jej praktyczniej. Tak jej pasuje. Tak czy inaczej, teraz jak rzadko kiedy rozumiała paniczny strach Erzy przed facetem z magią perfum, z gildii Pegaza. Co prawda Conanezja nie była obiektem westchnień Hibariego i cała sytuacja nastała przez przypadek oraz w sumie chęć pomocy chłopaka, to jednak... no... Od teraz Alv będzie mieć chyba oczy naokoło głowy i na czubkach palców, oraz możliwość ukrycia się wszędzie i we wszystkim, jeśli tylko Hib pojawi się w okolicy...
Zwizualizowała sobie swój wygląd. Arystoteles Cruzoe we własnej osobie... przeszło jej kwaśno przez myśl. Tak, grecka toga z prześcieradła i postrzępione spodnie. Ubiór godny prawdziwego mędrca-survivalowca...
Spojrzała w stronę, skąd doszedł jej dźwięk, jakby coś upadło na podłogę i się po niej potoczyło. Zerknęła na przedmiot zdziwiona. Strzykawka z Czarnobyla?... Była niemal pewna, że w szpitalach nie robi się ludziom zastrzyków z weterynaryjnych strzykawek i to substancjami świecącymi jaśniej niż kuper robaczka świętojańskiego. No dobra, gigantyczne strzykawki się zdarzają. ALE BEZ PRZESADY. Wtem spojrzała na pojemniczek, wyglądający na napoczęty. Z miejsca wiedziała, że zamierza go wziąć z sobą. Pierwszą myślą było ŹRÓDŁO ŚWIATŁA!..., które choć nie oświetli korytarza to może ułatwić delikatne podświecanie z bliskiej odległości, np. jakby chciała przeczytać jakąś kartkę. Drugą był nawyk archiwizacji: "Zainwentaryzuj teraz, sprawdzisz później...". Nie chciała jednak nosić tego czegoś, jeśli było ryzyko, że jej to wycieknie i ją skazi, czy coś. Jeszcze jej wyrosną czułki i chitynowy pancerzyk? Co prawda marzyła zmianę w zwierzę, ale w pierwszej kolejności chciała psa nie karalucha, a poza tym chciała mieć trochę większy wpływ na tę magię, niż owadzi pakiet na stałe. Zaczęła się rozglądać za innym wieczkiem, żeby mogła na kubeczek z zawartością nałożyć takie jeszcze nie przebite igłą. Jeśli znalazła to zmienia. I teraz czy wieczko znalazła czy nie, to wsadza kubeczek w foliowy worek śniadaniowy (jaki zawsze nosi w ekwipunku), a ten zawiązuje u wylotu na supeł i wsadza sobie do kieszeni przy kamizelce taktycznej, pod "togą". Wolałaby, żeby zawartość się nie wylała, wiadomo...
W pewnym momencie nastąpiło tąpnięcie gdzieś do góry, a Alv poleciał na nos tynk...
- PSIK! - kichnąwszy trząsnęła głową, niczym koń fryzyjski, gdy trochę tynku wpadło jej do oczu i trafiło do nosa. Po tym chwilę stała nieruchomo, nasłuchując innych dźwięków. A tak planowała zachować ciszę. To piętro nie służyło jej planom, póki co. Tak, to bardzo złośliwe pod tym kątem piętro. Po chwili stania nieruchomo i nasłuchiwania ogarnęła, że przecież to coś do góry chyba było duże. I ona jest teraz duża. I silna. I to nie potrwa długo. Więc może lepiej od razu poszukać tego czegoś? Oczywiście jest też wyczulona na wszelkie syczenie. Jakby coś na nią spadło, czy się wokół niej owinęło, do akcji wkracza Ignacy i jego duszący popiół, lecący hurtem na agresora...
Po wyjściu z pokoju, Inu kieruje się (wciąż czujnie) do schodów na górę. Skoro pokój w którym była był pod częścią wykładową (choć nie wiedziała czy pod jedną z sal wykładowych, czy jakimś innym tej części pomieszczeniem), to do tej właśnie części Alezja kieruje swoje kroki w razie gdyby po drodze już nikogo nie spotkała. W więc z pokoju, do schodów, schodami w górę i na II piętrze w stronę części wykładowej. Uważając na wszelkie przejawy (nie)życia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Wto Sty 14 2014, 21:17

MG

Alezja zrobiła sobie prowizoryczne światełko, które dawało dość spory promyk! Mimo tego wszystkiego nie miała ciemno jak na początku, więc jakoś można było iść przez ten szpital. Odgłosy i uderzenia były coraz głośniejsze. Gdy tylko się coś pojawiało to Ignacy ładnie prochem obsypał i od razu się wycofywało. Ładnie, ładnie, ale potem przyszła kolejne na schody, przez które Alezja szła na górę. Błysk~! Błyskawica pie*dolnęła gdzieś niedaleko, a okna się zatrzęsły. Coś przeleciało, coś dużego... miało przynajmniej wielkość człowieka i gruchnęło gdzieś w oddziale chorób wewnętrznych i neurologii. Za tym leciała jakaś czerwona poświata, mała, przypominało światło.  Następnie przypełzało coś ogromnego, wyglądało jak wieeelki wąż, a żółte oko wręcz wbił w ciebie mrożące spojrzenie. Było gadzie... zimne, pozbawione uczuć. Szybko zniknęło, przy kolejnym uderzeniu. Głośny huk kogoś, kto uderzył na tamtym oddziale oczywiście nie został pominięty i wyprowadził Alv z transu. Po wejściu można było zobaczyć ślady krwi, które urywały się, chyba ktoś był mocno ranny, a gdzieś z boku leżał ubrudzony skalpel. Alezja pobiegła od razu to sprawdzić , co się okazało? A no był to humanoid! Leżał pod ścianę, gdzie zrobił pokaźne wgniecenie. Miał w sobie wbite kilka skalpeli, około 6. Twarz zakrwawiona i zamknięte oczy. Ubrany był w kamizelkę, ciemną. Gogle na łbie, zielone włoski... wyglądał tak klik. Żył? To w sumie dobre pytanie.. Było można zauważyć jak delikatnie rusza palcami.

Alv: 90% MM, Ignacy 3/3, Perfum mocy 2/3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pią Sty 17 2014, 21:57

I tak oto Inu dotarła piętro wyżej, przyświecając sobie fiolką. Ignacy mężnie bodyguardził, jednak przyszedł czas na niego, i musiał chwilowo powrócić do siebie. Choć Alezja nie miała czasu ani odpowiedniej chwili na okazywanie większych emocji, wewnętrznie cieszyła się, że w końcu urna mogła się odmeldować w Świecie Duchów cała i zdrowa, biorąc pod uwagę, że najczęściej jak tam wraca, to w kawałkach. Często boleśnie małych...
Ale wróćmy do chwili obecnej. Gdy humanoid przeleciał Alv przed nosem, jedna z jej wewnętrznych chibi-Alv, z wyrzutem zawołała:
- Ej! Uważaj, co?! To nie jest jakaś autostrada, żeby ludziom tak przelatywać przed nosem!...
Jednak Inu zignorowała ten głos. Ważniejsze było co innego. Mianowicie: gadzie spojrzenie. Alv zamarła. Raz, że pamiętała, że przy groźbie konfrontacji z wężem najlepiej się nie ruszać, bo w ten sposób niektóre rodzaje węży nawet nas nie zauważą. Coś jej jednak mówiło (np. gadzie spojrzenie), że Oko Wielkiego Brata spoczywa na niej i tak. I tu ma miejsce drugi powód: Inu zamarła ze strachu. A może to spojrzenie ją sparaliżowało? Zahipnotyzowało? Węże robią podobne numery swoim ofiarom. Teraz długowłosa Archeolog aż za dobie wiedziała, jak się czuje taki mały, drobny gryzoń, w starciu z wielkim wężem. Co prawda nie była obecnie mała i drobna, jednak było to chwilowe a jej mózg nie do końca nadążał za aktualnym stanem rzeczy. Z automatu w umyśle zaćwierkało jej:

Smocze oczy patrzą
Wprost na ciebie.
Zmrożone, przewrotne i pełne złości.
Oglądam się...

Turinie, chwiejny twój krok!
Turinie, przeklęty twój los!
Spoczął na tobie Glaurunga wzrok
i klątwą! klątwą! klątwą zabrzmiał jego głos


Wtem stwór zniknął. Inu aż zamrugała, nie wiedząc, co jest. Nie zaatakował jej? A co jeśli ją rzeczywiście zahipnotyzował i teraz będzie mieć urojenia? Tak... Perpetuum paranoiuum mobile. Na szczęście wewnętrzna rycerza nie zamierzała pozwolić jej zwlekać. Wiedziała, że nawet jeśli to mentalny psikus, Alezja nie może stać w miejscu. Ogarnęła się więc i ruszyła biegiem w stronę, w którą brutalnie zmierzył pirat korytarzowy, robiąc finalnie na ścianie negatyw siebie. Po dotarciu na miejsce widok ją przeraził, biorąc pod uwagę, że ów osobnik żył. Już chciała się rzucić mu na pomoc, gdy wtem przypomniała sobie, że może ten mutant, to jej przeciwnik? Może powinna go dobić? W końcu nie przypomina za bardzo lwa, jak ten, o którym mówił Huang, a który mógł być sprzymierzeńcem. Spojrzała na jego trochę spiczaste uszy. Przełamała się, by rozchylić mu wargi, które skrywały kły (info od MG). Jednak Alv nie byłaby Alv, gdyby po prostu ubiła tę istotę. Gdy tylko pojawiła się lekka myśl o tym mówiąca, powodowana bardziej strachem, zapewne dopingowanym przez minione spotkanie z wężem, wszystkie wewnętrzne Alezje jak jeden mąż krzyknęły:
- NIE!!!... A więc neutralizacja w tej formie nawet nie weszła w grę. Zaraz... Właśnie... Huang mówił chyba, że ci przemienieni mieli na sobie jakieś... bransolety?... obroże?... Że po zdjęciu przestawali być agresywni?... Przyjrzała się stworowi, po czym z jednej z uchowanych kieszeni wyjęła jałowy bandaż, związała nim ręce istoty w nadgarstkach, jednym szarpnięciem przerwała bandaż, dalszą jego częścią związała tak samo nogi humanoida w kostkach. Tym co zostało, owinęła mu naokoło głowy, tworząc knebel, żeby w razie czego jej nie ugryzł...
Zerknęła na skalpele. Nie, nie wyjęła. Bała się, że spowoduje jeszcze większy krwotok, a tak narzędzia te obecnie spełniały rolę korka. Gdy skończyła z potencjalnym obezwładnianiem nieprzytomnego humanoida, zaczęła poszukiwania. Jeśli nie miał żadnego nadajnika w widocznym miejscu, Inu wymacała (z braku lepszego słowa), czy nie ma nic takiego od ud po stopy (ale pachwiny i wyżej już sobie odpuściła, nie mogąc się przełamać), w pasie oraz ręce od ramion po czubki palców. Zerknęła też na szyję. Jeśli znalazła coś takiego, starała się to zniszczyć, próbując rozerwać lub roztłuc ręką lub nawet łokciem. Oczywiście w trakcie wiązania brała pod uwagę, że ma obecnie więcej siły niż normalnie, więc wiązała tak, by delikwent nie mógł się uwolnić, ale też nie miał blokowanego krążenia krwi. No i podczas potencjalnego niszczenia nadajnika starała się nie zrobić (jeszcze większej) krzywdy nieprzytomnemu. Non stop też uważa, czy nic nie chce jej zaatakować znienacka. Bo wiadomo, Nienacek atakowałby jak umiał, a Umiał to zawsze był nie lada zawodnik...
Wiedziała od początku, że nie może tu zostawić tej istoty w takim stanie. Nie wyjęła skalpeli. Jeśli natomiast zauważyła inne rany, starała się je szybko opatrzyć tym co jeszcze miała (a został jej 1 bandaż jałowy, 2 bandaże elastyczne, woda utleniona i 3 opaski uciskowe, ale ani opasek, ani wody nie używała). Gdy skończyła, postanowiła zabrać humanoida z sobą, do/po doktorka. Wiedziała, że czas perfum jest ograniczony i musi się spieszyć bardziej niż wcześniej. Pojemniczek ze światełkiem przywiązała do pukla swoich włosów, by zwisał jej z przodu na ramieniu. Tak w szyjce kubka mocno i na kilka pęków zawiązała włosy. Będzie trzeba później te kilka-naście włosów odciąć, bo się nie rozwiąże, ale trudno. To tylko kilka. Wzięła "śpiącą królewnę" na ręce tak, by korpus nie był zgięty, żeby utkwionymi w jego wnętrzu skalpelami nie robić większych ran, i ruszyła biegiem do schodów i nimi na górę. Cokolwiek spróbuje ją powstrzymać, zostanie w biegu kopnięte lub staranowane. Możliwe mobilizowanie przeciwnika do nie zaczepiania poprzez okrzyki w stylu:
- Z DROGI!...
i/lub
- NIE TERAZ!...
Cel: 4 piętro i gabinet doktorka. Jeśli więc uda jej się teraz dotrzeć na 4 piętro, to od razu skręca do gabinetów lekarskich, w miejsce, gdzie z zewnątrz widziała światło. Jeśli dotarła na miejsce, stanęła pod drzwiami i powiedziała:
- Panie doktorze, tu Alezja Gergovia, mag z gildii Fairy Tail. Proszę otworzyć. Mam za zadanie bezpiecznie pana stąd wyprowadzić. Nawet jeśli będę miała zabrać wszystko co pan... Co pan potrzebuje... - nie chciała w tym miejscu wspominać, że wie o notatkach. - Proszę otworzyć. Sprawa jest nagląca. Ja wejdę i tak, ale wolałabym, by dobrowolnie otworzył pan drzwi...
Natomiast jeśli doktorek twierdzi, że nic z tego, Inu po prostu je taranuje i wparowując do środka z nieprzytomnym, kładzie go na jakiejś płaskiej powierzchni (biurko, podłoga, kozetka, cokolwiek)... - Ale najpierw pomoże pan jemu. Nie wiem czym on jest ale nie chcę, by umarł...
Gdyby doktorek chciał nawiać, Alezja mu zabrania, czy to przez chwycenie za chachoł czy zagrodzenie drogi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Sob Sty 18 2014, 02:47

MG


No i tak sobie Alezja postanowiła zakneblować owego pana. Jak chciała tak zrobiła, niczym istny porywacz dała radę to zrobić. I tak właśnie w momencie Alv zaczęła macać naszego kolegę, bo obroży to on nie miał żadnej. No to po takim macanku nieprzytomnego poczuła, że coś ma w kieszeni. Chyba był to jakiś nóż, albo inne dziadostwo. Wzięła naszego pana na ręc4, a ten niestety dalej się nie poruszał, tylko od tak sobie żył. Niczym prawdziwy czołg Alezja tratowała na swojej drodze wszystko. Blokowane schody były, owszem, ale po kopnięciu owa blokada z materaca po prostu poleciała dalej. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że w połowie drogi nowy chłopak Alezji zaczął parować, a dokładniej z ran, które jakimś cudem zaczęły zanikać. Co zaś z skalpelami? A no mimowolnie zaczęły wypadać. Sam osobnik zaczął się wiercić jakby wychodził z niego mały alien. Po chwili znowu padł nieprzytomny. Jednak było po nim widać, że jest o wiele lepiej niż przed chwilą. Gabinet doktorka, ta? No to tak chciała tak dotarła, nikt nie odpowiadał to wparowała~! Jednak był jeden problem, zaświecone światło nie oznaczało, że ktoś jest w środku. Było pusto... Żadnych śladów, jakby doktor był i zniknął. Z drzwiami poszło nawet zbyt łatwo... nie były nawet zamknięte. Może poszedł do toalety? Kto wie... jednak po chwili zaczęło coś ciążyć Alezji, chyba perfumy kończyły swoją działalność w jej organizmie i znowu była tylko Alv, a nie Hulkiem.

Alv: 90% MM, koniec perfum
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Sob Sty 18 2014, 06:21

Inu stanęła w drzwiach pustego gabinetu, z nieprzytomnym typem na rękach...
- Foch... - burknęła pod nosem. Facet siedział tu n czasu. Siedział i karmił rybki. Nikt go nie mógł wyciągnąć. Zasieki, fosa, pole minowe. Kiedy w końcu po niego przyszłam, ten stwierdził, że idzie pozwiedzać. Mam Nadzieję, że ma idiotyczny argument i nie wpakował się w większe kłopoty. Najfajniej jakby zaraz przyszedł, przeprosił za nieobecność i oświadczył, że musiał tam, gdzie spec od rybek chodzi piechotą... Wtem spojrzała na nieprzytomnego, wciąż trzymanego na rękach. W obecnej chwili wiele więcej nie zrobi, więc po prostu położyła go na jakiejś powierzchni, czując, że siły ją opuszczają. W skali Alv 1:1 nie miała szans utrzymać go w ten sposób na rękach. Położyła go gdzieś jak najdalej od drzwi. Oczywiście gojące się rany nie umknęły jej uwadze. Przypomniała sobie o tym czymś, co wyczuła u niego w kieszeni i - korzystając z chwilowej niedyspozycji rannego - zabrała mu ów gadżet. Na wypadek, jakby w jego rękach miał okazać się niebezpieczniejszy. Upewniła się, czy są mocne wiązania na nadgarstkach, kostkach, no i kneblu, poprawiając, w razie czego. Przez chwilę przeleciała przez jej umysł myśl: Czy ja po drodze znokautowałam materac?...
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Stwierdziła, że nic się nie stanie, jeśli sprawdzi je Traseologią (PWM), w poszukiwaniu śladów, na wszystkim: podłodze, meblach, drzwiach, oknie, etc.. Jakich? No np. śladów po cięciu czymś ostrym, śladów po kulach, intensywnych zadrapaniach. Wszelkich fizycznych śladów, które mogły zastanowić, być "nie na miejscu", etc. Poza tym bezczelnie otworzyła doktorkową szafę w poszukiwaniu kitla, co by zarzucić na strzępy swoich normalnych ciuchów i zapiętą przed chwilą kamizelkę. Prześcieradło przestało zdawać egzamin w momencie powrotu Alezji do normalnej nie-wielkości. Rozejrzała się ponownie po pokoju. Badania... Notatki... plątało jej się po myśli. No tak, zleceniodawca o nich wspominał. Zaczęła więc przeszukiwać wszelkie kartki, szuflady, szafki, oczywiście starając się nie zachowywać głośno. Szukała papierów o tych badaniach. Papierów, teczek, dokumentów z eksperymentów, preparatów, etc. Martwiła ją nieobecność doktora. Z jednej strony najchętniej wypaliłaby z pokoju i zaczęła go szukać. Pomyślała o cieniu na lądowisku i wzdrygnęła się. Z drugiej potrzebowała chwili by zastanowić się, co robić dalej. Zdecydowała, że zaczeka na obudzenie się splątanego. Podeszła do okna (jeśli było zamknięte, to je na chwilę otwarła) i , pozostając czujną na ruch i dźwięki za swoimi plecami, wyjrzała na zewnątrz, czy nie ma kogoś wokół szpitala i na gzymsie piętra. Zaraz jednak po szybkim skanie wzrokowym okolicy schowała się do środka...
Obserwowała jeńca, czekając aż się obudzi. Domyślała się, że nie spodoba mu się stan obecny, to też w razie czego dłoń trzymała na rękojeści falkaty. Jeśli się obudził (i zapewne zaczął się szarpać, miejmy Nadzieję nie rozrywając z miejsca pęt, Inu nie pozostało nic innego jak się przywitać:
- Jesteś związany, bo się ciebie boję. Nie wiem, kim jesteś. Rozumiesz, co mówię? Kiwnij głową... - powiedziała spokojnie, badawczo patrząc na osobnika. Wtem coś ją zastanowiło i jeszcze baczniej spojrzała na osobnika...
- Cornelius?... - bo niby kojarzyła coś o wyglądzie z lwem, a z niego był taki lew, jak z niej ośmiornica. Ale też kojarzyła coś o goglach. Nic nie traci pytając...
Oczywiście mógł od razu zacząć szaleć, pomijając część integracyjną. Jeśli rzucił się na Alv, ta dobywa falkaty i się nią broni (starając się jednak nie zabić, a unieprzytomnić przeciwnika). Jeśli rzuci się do drzwi, Inu napina łuk i strzałę:
- WYJDŹ A STRZELĘ... - i jeśli nie posłucha, na serio strzela mu w łydkę. Natomiast jeśli się nie rzucił na nią, Alezja ciągle ma go na oku. Przy czym jednocześnie stara się raz na jakiś czas skontrolować drzwi i zerknąć na korytarz, czy nikogo ani niczego nie słyszy lub nie widzi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Nie Sty 19 2014, 16:31

MG


No i Alv weszła do gabinetu, który był, jedno biurko, krzesło, parę szaf i łóżko z zasłoną. Nie było tutaj żadnych śladów po kulach i innych pierdołach. Nigdzie krwi, ni niczego, jakby ktoś był i wyszedł. PWMka, więc nic nie dała. Noża zabrała, a nóż był wojskowy, nawet nie wyciągnięty z okrycia. No to dalej mamy część o kitlu, były... Ale ich rozmiar był wręcz przerażający. Były ogromne, wręcz na Alezji wyglądał jeden z nich jak sukienka, ale lepsze to niż nic.
Szukała papierów, ale szczerze? Tego było multum i każda z nich zawierała pismo, które ciężko było odczytać. Tak, ten człowiek na pewno był lekarzem. Co u naszego kolegi? A no zaczął się wiercić , zdecydowanie już nie spał. Zaczęła do niego mówić, a on... po prostu kiwnął, chyba nie był jakimś neandertalczykiem. A gdy wymówiła jego imię ten się zdziwił i lekko przychylił głowę na bok. Wziął głębszy oddech, a więzy... pękły, oj tak, zdecydowanie. Szybko wstał na obie nogi robiąc sprężynkę. Alv złapała za falkaty i... mogła być zaskoczona, bo nie minęło dużo czasu, a on wręcz zniknął... Będąc za nim, trzymając ją za ręce i przykładając jej własne ostrze do gardła. Ruch zdecydowanie nie miał sensu, jego uścisk był stanowczo za mocny jak na zwykłego człowieka. Jednym szybkim ruchem przeciął knebel nie puszczając, po czym opadł na ziemię.
- No to teraz mam parę pytań...- rozpoczął – Uno: Kim jesteś? Dos: Co ty tu robisz? Tres: Co zrobiłaś z doktorem, Gadzie?!-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Alezja "Boudicca Ambigatos" Gergovia
Wiek : fizycznie 27, wizualnie z 19, mentalnie dużo mniej
Wzrost/waga : 160cm/55kg
Rodzaj magii : Strażnik Znaków Przeszłości
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : od x791 (gdzieś między powrotem z Tenrou a Igrzyskami Magicznymi)
Liczba postów : 1210
Dołączył/a : 12/08/2012
Skąd : świat Pomiędzy

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pon Sty 20 2014, 01:05

Rekwirując nóż, wyjęła go z pochewki i dokładnie obejrzała. Była pod wrażeniem zarówno wyglądu, jak i dopasowania do dłoni. Schowała go jednak szybko z powrotem do pochewki, woląc nie czekać na obudzenie się "więźnia". Podczas przeszukiwania biurka, odłożyła ów nóż na krzesło, stojące wsunięte pod wspomniany mebel. Wcześniej jednak bezczelnie wparowała doktorkowi do szafy, niczym Łucja do Narni. I musiała przyznać, patrząc po rozmiarach kitli, że inaczej gabarytowo wyobrażała sobie faceta, który boi się opuścić swój gabinet. A tak obraz krzyżówki szynszyli z patyczakiem musiał zastąpić nosorożec. Nie kręciła jednak nosem i wzięła pierwszy z brzegu kitel. Gdy go założyła, wróciły pewne wspomnienia. Zapięła półprzytomnie. Podwinęła rękawy, za długie tak samo jak kiedyś. Spojrzała w dół i ujrzała znajomy sprzed lat widok obijania się połów o kostki. Tylko to odzienie było dużo szersze niż to z czeluści pamięci. Uśmiechnęła się sama do siebie. Ciekawe, co teraz robi brat...
Gdy przeszukiwała biurko i szafki, jej twarz nie wyrażała nic. Tylko raz po raz marszczyła brwi, co mogło wskazywać, że nie znalazła tego co szukała. Znaczy... Notatki ogólnie były. Tego nie można im było odmówić. Jednak biorąc pod uwagę, że Alv w sumie nie do końca wiedziała czego szuka oraz to, że choć z odczytywaniem tajemnych, wymarłych, itakdalej języków nie ma niewyobrażalnego problemu jednak wymagającego czasu, którego obecnie nie miała, równie dobrze mogłoby ich nie być. Po prostu nie była w stanie przeszukać ich, czytając kartka po kartce. Ludzie tak długo nie żyją...
Dalszą uwagę poświęciła na budzącego się chwilowego współlokatora. Odetchnęła, gdy kiwną, że rozumie. A więc potencjalny problem z komunikacją został zażegnany, pomijając knebel. Natomiast gdy przy "Corneliusie" przechylił głowę, Inu zrozumiała, że imię to nie jest mu obce. Reszta potoczyła się błyskawicznie. Bandaże pękły, a - co gorsze - Inu ze zgrozą stwierdziła, że jej falkata zniknęła. Choć i tak prawdziwa groza nastała ułamki sekund później, gdy zauważyła, że z jakiegoś powodu klinga jej ulubionej materialnej broni białej dąży do romansu z alezjową szyją. Fakt faktem, groza była czystym odruchem naturalnym. Poza tym Inu nie odczuwała jakiegoś dodatkowego strachu czy silnej woli walki o życie. Przecież to tylko jej szyja. Gdyby to była szyja kogoś innego, to by się mogła stresować. Ale jej? Lol, nołp. W związku z tym dość chłodno przyjęła obecną sytuację...
- Po pierwsze: Alezja Gergovia, mag gildii Fairy Tail... - tu nigdy się nie wahała. Jak walczyć, to z otwartą przyłbicą i w otwartej walce. - Po drugie: już możesz mówić, a nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Jesteś Corneliusem lub go znasz i jeśli tak to w jakiej relacji? Bez tego, nie będzie dalszych odpowiedzi. Nie jesteś jedynym w tym pokoju, kto nie wie, z kim ma do czynienia. I aneks do "po trzecie": Nazywano mnie już hieną cmentarną, kretem, kucem pociągowym, chabetą, nawet żukiem gnojownikiem, jednak głównie to zwykłym psem. Gad to dla mnie nowość. Ciekawi mnie, skąd taki wniosek, skoro nawet nie wiesz, kim jestem...

Jeśli potwierdził, że jest Corneliusem:
- Dobra. Co tu robię? Wykonuję zlecenie, by przywrócić bezpieczeństwo szpitalowi i oddać go na powrót do jego pierwotnego zastosowania. Natomiast o tobie wspominał Huang Zhen, mag gildii Lamia Scale. Niestety opuścił lokal tylnym wyjściem, gdyż został zaatakowany przez węża i trzeba go było ewakuować. Co do "po trzecie": z doktorem nie zrobiłam nic. Wiedziałam tylko gdzie się zabarykadował. Ty się tu znalazłeś, bo nie mam nawyku uśmiercania nieznanych mi osób. Myślałam, że cię opatrzy ale jak widać, nie było to konieczne. Z kolei niepokoi mnie, że go tu nie ma, skoro nie szło go stąd niby wyciągnąć ni prośbą ni groźbą. A ten wygląda na to wziął i wyszedł. Jeśli trzymanie mojego miecza w takiej a nie innej konfiguracji jest obecnie twoim jedynym pomysłem na spędzanie wolnego czasu, to moglibyśmy go poszukać. Inna rzecz, że mogą tu być jego notatki z cennymi informacjami, bez których ponoć nie chciał się ruszyć. Je też by mnie interesowały. I nie obrażę się za odzyskanie broni. Lubię ten egzemplarz... - a to wszystko ze spokojem i równowagą godnymi Spartiaty...

Jeśli stwierdził, że nie, albo że nie powie:
- Zatem kim ty jesteś i czemu jeszcze mnie nie zabiłeś?... - ze spokojem jak wyżej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t91-konto-alezji http://ftpm.forumpolish.com/t90-gergovia-alezja http://ftpm.forumpolish.com/t907-kabaczek#13270

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Hans Olaf Monte-Greccio, ale znajomi dalej mogą mówić mu Dax
Wiek : 21
Wzrost/waga : 184/75
Rodzaj magii : Dziadek Mróz/Zimowa
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : Jakieś 2 lata w FT był potem przerwa i znowu ft
Liczba postów : 1293
Dołączył/a : 20/10/2012
Skąd : A co cię to?

PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   Pon Sty 20 2014, 01:31

MG
Czekał spokojnie, aż Alezja skończy mówić. Raczej nie musiał czekać długo, bo szybko doczekał się informacji. Pomału zaczął opuszczać broń, bo jak widać osoba nie miała złych zamiarów.
- Tak, jestem Cornelius- odburknął – No i co z tego?- spytał, po czym odstawił ostrze od szyi. Delikatnie się odsunął. Spojrzał na Alezję od stóp do głów.
- To, co mnie zaatakowało chwilę temu miało początkowo ten sam wzrost- odrzekł, po czym oddał łaskawie falkat.  
- Łysy mnich tu był? A z resztą pieprzyć go i tak by dostał wpierdziel skoro nie poradził sobie wtedy z kotem. Przecież to słabiak był- dodał po chwili.
- Doktora nie ma, ale z tego, co słyszę to jest piętro wyżej – delikatnie poruszył wydłużonymi uszami.
- Kim jestem? Człowie... nie, nie jestem człowiekiem. Może bardziej czymś podobnym do tego, ale na pewno nie nim. Nie zabiłem cię, bo jesteś w gildii. Jak wcześniej wspomniałaś o Huangu, on też mówił, że jest z gildii. Założyłem więc, że ci z gildii są raczej dobrzy- odpowiedział lekko zmieszany.
- A tak, Cornelius, co wiesz, nazwiska nie ma. No to z tym gadem... sprawa wygląda tak, że po za nami jest tu jeszcze coś względnie przypominające człowieka. Początkowo myślałem, że to profesor, ale jak podszedłem to nagle zrobiło się duże. Potem walczyliśmy, było ciemno, więc nie wiem jak wygląda – wydawał się dość spokojny. O notatkach nic nie wiedział, więc nie gadał. Rozglądnął się i nagle odwrócił głowę w lewo. Podszedł do łóżka i wyciągnął zza materaca węża o białej łusce.
- A to cholerstwo... a tak, zapomniałem... w całym szpitalu jest pełno węży- nawet nie skończył mówić, gdy wgryzł się w węża. Wyglądało to dziwnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t451-bank-mroza http://ftpm.forumpolish.com/t424-dax-po-prostu http://ftpm.forumpolish.com/t780-dax-i-jego-zmiany
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Szpital Hargeon   

Powrót do góry Go down
 
Szpital Hargeon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wschodnie Wybrzeża :: Hargeon-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows