facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
  1. Ejji
    - Potomek Pudziana
  2. AIDS
    - Najdziwniejsza Magia
  3. King Asthor (Puszek)
    - Najciekawsza Magia
  4. Torashiro
    - Najbardziej Omnipotencjalna Magia
  5. Narisa
    - Najlepszy support
  6. Vit Ferlicz
    - Najlepszy tank
  7. Torashiro
    - Najlepszy caster
  8. Ejji i Will; Cassandra i Kei; Never i Grey
    - Najciekawsza relacja
  9. Kannibal (Melody); Internet Explorer (Sora)
    - Najciekawsze Sacred Relict
  10. Torashiro
    - Najlepszy MG
  11. Ryukehoshi
    - Mister Forum
  12. Mor
    - Miss Forum
  13. King Asthor (Puszek)
    - Powieściopisarz
  14. Strzała, Atatai, Weronika, Eustachy Motyka, Deme, Rin, Friederica
    - Najfajniejszy NPC
  15. Arata Tsuchimikado
    - Znienawidzony NPC
  16. Ejji
    - Najfajniejsza Postać Męska
  17. Cassandra, Corinne, Mor
    - Najfajniejsza Postać Żeńska
  18. Pyza
    - Wilk w Owczej Skórze
  19. Mor
    - Najbardziej wpływowa postać
  20. Finny
    - Najbardziej odpowiedzialna postać
  21. Ryukehoshi
    - Forumowy Wygryw
  22. King Asthor (Puszek), Ezra al Sorna
    - Forumowy Przegryw
  23. Ejji
    - Niszczyciel Czerepów
  24. Pyza
    - Najoryginalniejsza Postać
  25. Jo
    - Najlepszy Summoner
  26. Frederica, Samael, Mor
    - Posiadacz najsilniejszych przyjaciół
Ambasada Fiore




 

Share | 
 

 Ambasada Fiore

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5542
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Ambasada Fiore   Nie Lip 06 2014, 12:12

Mały budynek z piaskowca, na który składa się jedynie parterowa recepcja z poczekalnią, kilka pokoi służbistów i na piętrze pokój ambasadora. Sam wystrój jest jak najprostszy. Czerwony perski dywan, obite czerwonym materiałem krzesła z dziwnego, trzeszczącego drewna, Lacrymy świetlne lewitujące nad sufitem, wymieszane z mniejszymi i niebieskimi lacrymami chłodzącymi. Drzwi do pomieszczeń biurowych znajdowały się po obu stronach recepcji, na jej końcu, naprzeciw wejściowych drzwi, było biurko recepcjonistki a po jego boku schody na piętro, zatarasowane magicznym szlabanem, który mogła podnieść tylko ona. Sam pokój Ambasadora, posiadał mahoniowe biurko i krzesło, oraz dwa skórzane fotele dla gości. Dywan był złoto-zielony a w oknie za biurkiem wisiały zielone firany. W pomieszczeniu unosiły się trzy lacrymy chłodzące, mimo to temperatura wynosiła około 30 stopni. Wejście było po lewej, patrząc na okno, po prawej zaś wielki segment zawierający wiele opasłych ksiąg i teczek z papierami.

~

MG

Obecnie w pokoju ambasadora znajdowało się 6 foteli, tak ustawionych by pomieścić nowych gości. Magowie byli ubrani już w swoje rzeczy, mieli przy sobie swoje przedmioty, zupełnie jak by niedawne przeżycia były tylko złym snem. Przez tłok w pomieszczeniu temperatura znacząco skoczyła i zrobiło się duszno. Szybko wniesiono dwie nowe Lacrymy chłodzące ale temperatura i tak pokazywała zabójcze 36 stopni. To zdecydowanie było Dessertio, no chyba że umarli i trafili do piekła. Za biurkiem siedział już mężczyzna, ubrany w białą togę, z ogoloną na łyso głową i małą kozią bródką siwej barwy. Opalona skóra perliła się od potu, czoło cały czas ocierał chusteczką a jego czekoladowe oczy z uwagą przyglądały się magom.-Cóż to pomieszczenie nie jest przystosowane do takiej liczby gości ale nie mieliśmy nic lepszego pod ręką.-Rzucił jakby na usprawiedliwienie i wyciągnął w ich stronę dwie miski. W jednej znajdowały się dziwne, fioletowe bulwy pływające w lekko śmierdzącej, galaretowatej brei koloru kremowego. W drugiej zaś znajdowały się płaskie, białe płaty przypominające groty strzał, błyszczące lekko w słońcu i kuszące miłym, słodkawym zapachem.-Częstujcie się-Powiedział i poprawił się lekko na krześle.-Na razie się nie przedstawię, wybaczcie mi to, ale właśnie tak należy postąpić. Powiem wam tylko że znajdujemy się w Ambasadzie Fiore w Dessertio. Chciałbym, byście powiedzieli mi, każdy z was, jak sądzicie, co się aktualnie dzieje?-Od razu jednak jakby się poprawił i spojrzał na Sonię.-Wybacz dziecko, znamy twoją sytuację ale nie mamy tu w okolicy telepaty ani nic innego co mogłoby nam posłużyć do komunikacji, jeśli jednak masz jakiś sposób by się z nami porozumieć, to proszę, nie krępuj się.-Powiedział w miły sposób, wykazując zrozumienie i dobrze zamaskowane współczucie, względem siedzącej przed nim dziewczynki. Widocznie na gnębiące magów pytania, jeszcze odpowiedzi się nie znajdą.

Czas na odpis: 09.07 godzina 12:00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Kobe "Raziel" Kurogane
Wiek : 18
Wzrost/waga : 182/80
Rodzaj magii : Magia Ducha
Gildia : -
Staż w gildii : 2
Liczba postów : 44
Dołączył/a : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Nie Lip 06 2014, 16:49

Zniknąłem.
Arturia podała mi nóż. Według wszystkiego, co wcześniej widzieliśmy, to ona powinna zniknąć. Zniknąłem ja. Swiat się nagle skończył i nastała pustka, a po otwarciu oczu siedziałem już tu, w towarzystwie wszystkich, też Arturii czy Shao, ale był też Raksha, była ta dziewczynka i facet od masek. Chciałem wstać, krzyknąć jakies soczyste przekleństwo i skoczyć na Shao, poobijać mu ten pysk, po czym złapać Evana i wydusić z niego treść jego listu. Na szczęście w porę się uspokoiłem, licząc.
Dziesięć, Dziewięć... Wysłuchałem gościa siedzacego za biurkiem. Osiem, Siedem... Byliśmy w ambasadzie. Sześć, Pięć... Byliśmy tu wszyscy, nikt nie był ranny. Cztery, Trzy... Mieliśmy powiedzieć, co się aktualnie stało... Dwa, Jeden...
Już chciałem zabrać głos, ale też w porę się zatrzymałem. W tej grupie były inne osoby do gadania. Taki przykładowo Shao zaraz zaleje nas morzem niepotrzebnych słów... Ale na pewno odezwie się Arturia siedząca obok mnie. Jednak zanim to zrobi, postanowiłem szepnąć do niej co nieco jak najbardziej dyskretnie, lekko zasłaniając twarz, jakbym wycierał nos:


- Akcja z nożem się powiodła? Jak rozcinanie?

Jeśli usłyszałem tak samo cichą odpowiedź, wyprostowałem się w krześle i korzystając z oparcia chciałem sprawdzić, czy magia wróciła. Moim celem było przejście mojego palca przez drewniane oparcie, równie dyskretny ruch, co wcześniejsze szepty.

Zmieniłem jednak decyzję. Zanim Shao powie coś dziwnego, a Arturia zawiąże wszystko w ładną klamrę, można wcisnąć trzy zwięzłe słowa:


- Skoro tu jesteśmy, to znaczy, że jakaś faza testu dobiegła końca. Może czas na podsumowania. W końcu zgłosiliśmy sie na misję, która miała na celu wybranie osób odpowiednich do Policji Magicznej. Najtrudniej jest określić prawdziwość naszego VIPa i jego obecny stan. A skoro tego nie wiemy, to raczej wynik testu nie ujest pozytywny..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1880-raziel-karta-ducha#31880

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Shao Tenjuin
Wiek : 25
Wzrost/waga : 185 / 65
Rodzaj magii : Telekinezy
Gildia : Grimoire Heart
Staż w gildii : Od Listopad X793
Liczba postów : 61
Dołączył/a : 18/02/2014
Skąd : Oshibana

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Nie Lip 06 2014, 17:39

Upał, skwar, żar, aż się odechciewało jeść tych wszystkich, hmmm... słodyczy? Kucharz zastanowił się nad technologią konstruowania owych magicznych dań, jakby świadomie uciekał od tych wszystkich zagadkowych i stresujących chwil, jakie miały miejsce wcześniej. Już podnosił rękę, aby poczęstować się dzięki mocy telekinezy, gdy dłoń potrąciła niedawno ukradziony miecz. Ah tak - pomyślał - ochrona radnego, dywersja Flaco, ponowny atak mimo teleportacji w odległą przestrzeń, atak zaklęciem, dziwne masowe halucynacje, kolejna teleportacja.... Zdecydowanie było o czym myśleć, jednak teraz nie bardzo mu się chciało zbierać tych wszystkich puzzli w całość. Nie w warunkach, w których trzeba uważać na każde słowo.
- Shao. Kucharz z Oshibany. Podobno o potencjale bardzo interesującym Radę. - odpowiedział lakonicznie, tyle ile było od niego wymagane. Pomyśleć, że po tak ciężkim dniu jeszcze zmuszają go do rozmowy, gorzej, niż te wszystkie wredne kobiety czekające w domach na swych mężów. - Na wszelkie nie osobiste kwestie dotyczące mnie, odpowie Arturia, zgodnie ze swoją wiedzą o mnie i znajomością dyplomatycznych obyczajów. Jest ona moimi ustami w miejscach takich jak to. Taką zawarliśmy umowę - poinformował i wyjaśnił.
Następnie zasiadł w fotelu i wzniósł się w powietrze (Manipulacja PWM), oczywiście, jeśli powróciły mu zdolności magiczne. Następnie, odpiął siłą woli klamry trzymające shurikena, wzniósł broń pionowo na wysokość swojej głowy i odległość minimum pół metra od ciała, w miejscu, w którym nic nie znajdowało się w pobliżu. Broń zaczęła wirować niczym wiatrak, najpierw ochładzając Shao, a potem przemieszczając się w jego pobliżu, wysyłając powiewy powietrza na innych w pomieszczeniu. Wykorzystał również moc kontrolowania wody, aby zbierać ściekający pot w jedną wielką kroplę, lewitującą we wnętrzu dłoni.

Następnie zmusił do lewitacji cukrowe strzały, również wznosząc je w powietrze. Ustawiły się one w rzędzie, tak, by dało się je policzyć. Następnie podzielił je na równe porcje dla siedmiu osób (jeśli to było możliwe) lub dla sześciu). Jeśli nie możliwym było poskładanie porcji dla wszystkich, powiedział:
- Brakuje dla radnego lub w przypadku braku wystarczającej liczby żywności do podziału na sześć osób: Trochę brakuje, kogoś nie uwzględniono przy posiłku? Jeśli jedzonko dało się podzielić na równe porcje, to wręczył każdemu prócz siebie wyznaczoną porcję, poruszając słodyczami za pomocą mocy umysłu. Jeśli porcji nie dało się podzielić, to wrzucił wszystkie z powrotem do pojemnika, a jeśli było to możliwe, to oddał jedynie swoją działkę.

Uniósł również całą zawartość brei, rozkładając je w powietrzu, przed Sonią, pod postacią cieńkiego prostopadłościanu, tak, że mogła po nim pisać palcem. Następnie, po utworzeniu wiadomości, odwrócił obiekt o 180 stopni, tak, że ambasador mógł przeczytać "list" siedząc w swoim obecnym miejscu, bez odwracania liter, np. brzuszków litery B. Prostokąt utrzymuje się w powietrzu przez cały następny post.

- Teraz my. Skąd znasz naszą sytuację? - sparafrazował słowa skierowane do Sonii, gdy drużyna skończyła mówić - I dużo ważniejsze. Ile czasu zostało do spotkania radnego w sprawie... - postanowił ugryźć się w język - w ważnej sprawie? Chciałbym zejść na ziemię... - fotel zleciał w dół i nasz czarodziej dotknął stopami podłogi - i powrócić do wykonywania swych obowiązków.
Jeśli wcześniej się okazało, że nie ma radnego wśród nich, bo np zaginął, wtrąca te słowa wcześniej w sposób adekwatny do sytuacji.

Shao wstał i idąc, oderwał mocą umysłu duże kawałki brei ze skrajów prostokąta. Obiekty zlepiły się w jedną lewitującą kulkę jedzenia. Kucharz poczęstował się, po czym przeniósł jedzonko w pobliże Arturii, ustawiając je ok 50 cm nad podłożem. Teraz przybliży do siebie jedzenie i użyje go, aby napisać na podłodze potajemną wiadomość dla dziewczyny. Jeśli z jakiegoś powodu kulka się uszkodzi, będzie starał się pisać za pomocą zebranego wcześniej potu. Aby mieć pewność, że spojrzy na układający się napis, chwyta jej dłoń i trzymając ją przesuwa w pobliże układającego się opisu. Dziewczyna powinna odruchowo spojrzeć w to miejsce, jeśli kucharz będzie mieć szczęście, stanie się to zanim oberwie w łeb drugą, wolną ręką.

Jeżeli zaś dziewczyna siedzi na fotelu, staje plecami do niej i układa napis na swej pelerynie. Stara się stanąć pod takim kontem, aby ambasador nie widział, jaki napis tworzy na swym ubiorze.

Wiadomość
zachowuj się jakbyś tego nie czytała
podobno trwa egzamin dla rady

Ciapowate ślady rozmyły się, by po chwili ułożyć się w nowy napis.

Wiadomość 2
Nie ufaj jednak temu
egzamin to może być kłamstwo
pułapka

I trzeci list...

Wiadomość 3
To nasze prywatne śledztwo
na przekór wszystkiemu

...a potem czwarty.

Wiadomość ostatnia
trza poznać prawdę
każdy może kłamać

Ślady ułożyły się w serce i następnie rozmyły się w zwykłą ciapę brudzącą podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2056-bank-shao#35422 http://ftpm.forumpolish.com/t1929-shao-tenjuin

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Arturia Alistair Elbereth Otori
Wiek : 19 lat
Wzrost/waga : 170cm/57kg
Rodzaj magii : Światła
Gildia : Policja Magiczna (oddział w Oak). Czarno-fioletowi!...
Staż w gildii : listopad x801
Liczba postów : 190
Dołączył/a : 29/11/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pon Lip 07 2014, 02:44

Zjawienie się tak nagle w Dessertio było dość zaskakujące. Archie domyślała się (a przynajmniej miała Nadzieję), że zaraz zniknie z białego pokoju, jednak prędzej spodziewałaby się... baraku w Krug... jakiegoś innego więzienia... Ale nie Dessertio. I to samej Ambasady Królestwa Fiore. Pierwszym wrażeniem była ulga, że już po wszystkim. Wychyliła się w przód ze swojego fotela, by spojrzeć po twarzach, czy są wszyscy. Wydawało się, że tak. Tym większy spokój wpłynął na jej Ducha. Niestety, brak radnego nie pozostał niezauważony. W tym momencie wspomnienia białego pokoju wróciły nieproszone. I to tyle ze spokoju. Bo to, co nastąpiło dalej można było śmiało zatytułować "A teraz krótka historia o tym, jak zostałam paranoikiem"...

Miała przed sobą obcego mężczyznę, który twierdził, że są w ambasadzie Fiore, ale sam się nie przedstawił. Siedzi za biurkiem jak u siebie. Od kiedy nazwiska ambasadorów są tajne? Chyba, że ambasadorem ani innym dyplomatą nie jest. Ale wówczas kim? Znów ktoś ich wrabia? Chociaż z drugiej strony wtedy mógłby nazwisko po prostu sobie zmyślić. Jednak nie dała po sobie poznać, że coś może jej nie grać...
Z zamyślenia wyrwał ją szept Raziela...
Cytat :
- Akcja z nożem się powiodła? Jak rozcinanie?
Pierwszym odruchem była chęć walnięcia biednego Raziela przez czuprynę. Mężczyźni! Tylko jedno im w głowie! Na szczęście nie zrobiła nic niestosownego, gdyż od razu uprzytomniła sobie, że może zbyt emocjonalnie reaguje. Wszak wtedy Raziel też był w to rozcinanie wplątany. Założyła więc, że nie miał nic niestosownego na myśli. Przechyliła się trochę w jego stronę i odszepnęła:
- Nóż zniknął razem z tobą. Rozcięcie nic nie dało a kombinezonu nie zdjęłam.
Słuchała uważnie, co koledzy mieli do powiedzenia, jednocześnie rozglądając się po pomieszczeniu. W pierwszej kolejności skupiła się na regale z książkami, gdyż siedziała tuż od jego strony. Próbowała odczytać tytuły książek. Może jakieś rozpozna, znając bibliotekę rodziców? Sama też dużo czytała, nie tylko okultystycznych i religioznawczych książek...
Początkowe słowa Shao po prostu przyjęła do wiadomości. Natomiast dalsze... Cóż...
Cytat :
- Na wszelkie nie osobiste kwestie dotyczące mnie, odpowie Arturia, zgodnie ze swoją wiedzą o mnie i znajomością dyplomatycznych obyczajów.
Zaraz, zaraz, zaraz. CO?! Moment! Nie pisałam się na bycie czyjąś sekretarką! wybuchł wewnętrzny protest. Arturia wyprostowała się w fotelu, jakby ktoś ją oblał krochmalem. Mimo to jakimś cudem udało jej się zachować pokerową twarz...
Cytat :
Jest ona moimi ustami w miejscach takich jak to.
Mówi się, że uśmiech władcy działa na kobiety jak obuch topora rzeźnickiego na krowy. W pierwszej bezmyślnej sekundzie to zdanie podziałało na Vesper jak uśmiech władcy. Mimo wciąż opanowanej, spokojnej, skupionej twarzy wystąpił na nią lekki rumieniec. Jednak nie byłaby sobą, gdyby tuż za tym nie pojawiło się Panie Tenjuin, jest pan trupem. Bo pana zamorduję. Przy najbliższej okazji...
Cytat :
Taką zawarliśmy umowę
Arturia przeskanowała kilka razy scenę w wariatkowym pokoju oraz wszystko co było przedtem. Nie, nie kojarzyła żadnej umowy. Rumieniec zaczął powili schodzić z jej twarzy, zastępowany przez bladość. Co ty kombinujesz, Shao. Nie było żadnej umowy. Mówiłeś, że mnie potrzeb... Ekhm. To nie była umowa! Co ty wyrabiasz? Czyli powinna się spodziewać dodatkowych atrakcji...
Gdy rozdał cukierkowe groty, wyjęła ze spodni paczkę chusteczek i z mimowolnie trochę spiętym, zduszonym głosem:
- Dziękuję, panie Tenjuin.
...położyła na jednej z chusteczek groty. Było ciepło, Arturii było gorąco dodatkowo (gdyż dalej była w czarnych, długich ciuchach), a do tego kolega z grupy co chwilę serwował jej naprzemienne ataki nerwowego zimna i gorąca, więc mogły zacząć się topić lub lepić. Poczęstowała chusteczkami resztę grupy. Jeśli dla Shao nie starczyło cukierków, podzieliła swoje na pół, część zawinęła w nową chusteczkę i podała telekinetykowi. Wszyscy mają spróbować cukierków tylko nie członek GH? Chyba kpi. Chomiczek paranoiczek tuptał sobie po trocinkach umysłu panny Otori. A przynajmniej to był jeden z powodów...
- Proszę. - rzekła swoim spokojnym, pogodnym głosem, podając cukierki Tenjuinowi. - Ja i tak chcę jeszcze spróbować tego drugiego.
W międzyczasie jednak było coś, co ją zdenerwowało wyraźnie. I to denerwuje każdą osobę z jej środowiska. A przynajmniej rozsądną osobę z jej środowiska...
- PANIE TENJUIN. - powiedziała - mimo pozornego spokoju - z naciskiem, gdy ten zaczął robić wiatraczek z shurikena - Co ja mówiłam o zabawie bronią? O co prosiłam? - i choć tu również wydawała się spokojna, to jednak w głosie było słychać gniew, stal i jakąś niewypowiedzianą groźbę. Czyli klasyczny kobiecy ton, gdy chciałaby zrobić awanturę, ale nie chce publicznie. Na fruwanie po pokoju w fotelu nie zareagowała. Udawała, że tego nie widzi. Ta łyżka nie istnieje. Wszystko w porządku, wszystko w normie, wszyscy zdrowi i tak dalej...
Wstała, podeszła do biurka, na którym stały miski, po czym rozejrzała się za jakimś narzędziem (szczypcami? łyżką?) do wyjęcia bulwy. Jeśli było takie, Archie zwraca się z delikatnym uśmiechem do człowieka za biurkiem:
- Mogę? - wskazując na owo narzędzie. Jeśli dostała zgodę, lub jeśli nie było takiego narzędzia to łapiąc bulwę w 2 palce, wyjmuje lokalny smakołyk z miski. Odwraca się do reszty: - Komuś jeszcze przynieść? - i jeśli ktoś jeszcze chciał, to bierze dla tych osób. W międzyczasie, jakby dla potwierdzenia, że wszystko jest w porządku, dalej ze stoickim spokojem:
- Będąc w nowym kraju powinno się spróbować lokalnych specjałów. Pierwszy raz takie widzę. Przepraszam, czym one są? Jak się nazywają? - po czym przypomniała sobie - A dla mojej koleżanki poproszę jeszcze trochę papieru i kredki lub coś innego do rysowania.
Czy dostała odpowiedź, czy nie, gdy weźmie odpowiednią ilość bulwek, zamierza rozdać je tym, co chcieli. Gdy Shao ujął jej dłoń (tę, w której miała bulwę/bulwy), przeszedł ją dreszcz, jednak spojrzała na napis na podłodze i stanęła tak, by oddzielać go od biurka. Szybko przeczytała napisy...
Cytat :
zachowuj się jakbyś tego nie czytała
podobno trwa egzamin dla rady
I tak też zrobiła...
Cytat :
Nie ufaj jednak temu
egzamin to może być kłamstwo
pułapka
...Wiem...
To nasze prywatne śledztwo
na przekór wszystkiemu
...
...
...
Na przekór wszystkiemu. Romantycznie. TAK, JASNE. CHCIAŁ BYŚ.

Cytat :
trza poznać prawdę
każdy może kłamać
Ehhh... Wiem, Shao. Wiem. Ale ty też się tu łapiesz. Przykro mi...
Na widok serca choć zrobiło się jeszcze bardziej gorąco, to jednak znów pobladła. Idiota! Co on wyprawia! Tego wszystkiego było dla niej za dużo. No i trzeba było jakoś odwrócić uwagę od dziwnego zachowania tej dwójki. Dało się słyszeć głośne, siarczyste plaśnięcie, natomiast policzek Shao, ten od strony wolnej ręki Arturii zarumienił się gwałtownie, a ów rumieniec kształt damskiej dłoni miał. I trochę białej galaretki od bulw...
- Powtórzę głośniej: proszę mnie puścić. Za bardzo się pan spoufala, panie Tenjuin! - spiorunowała go spojrzeniem. Co prawda było w nim coś przepraszającego, jednak czuło się drobne i samotne niczym Pigmej albinos wśród nigeryjskich koszykarzy. Blask iskierek w jej oczach tańczył raczej groźnie, a ton nie pozostawiał wątpliwości. Po tej scenie, wróciła na swój fotel. Chyba, że ktoś chciał bulwki, to najpierw, ze stoickim spokojem, podała "zleceniodawcy"...
Mała retrospekcja: gdy była przy biurku, kątem oka (i dzięki też Sokolooctwu), bez wzbudzania podejrzeń próbowała przyjrzeć się przedmiotom na blacie. Interesowały ją zdjęcia. Z żoną, dziećmi, psem, z wakacji, z kolegami z wojska, etc. Czy któryś z ludzi jest podobny do ich rozmówcy. Poza tym każde szanujące się biuro jest wyposażone w kalendarz. Chciała na nim zobaczyć ukradkiem dzisiejszą datę. Jeśli zobaczyła też na tym biurku inne przydatne jej informacje, skłaniające do refleksji - tym lepiej...
Jeszcze nie spróbowała ani grotów, ani bulwek. Poczekała, aż i Raziel i Shao powiedzą, co mają do powiedzenia, po czym odłożyła smakołyki na swój fotel (leżą na chusteczce i groty i bulwy), sama stając na baczność...
- Pan pozwoli... - powiedziała do człeka za biurkiem - ... ale sytuacja jest na tyle skomplikowana dla nas, że chcielibyśmy się dowiedzieć, co panu wiadomo o naszej grupie i naszym zadaniu. Ale nim to nastąpi mam parę pytań. Czy budynek jest dobrze chroniony zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz? W oknach nie ma okien. Nietrudno podsłuchiwać. Ponadto zostaliśmy teleportowani. Przez kogo i co panu wiadomo o białym pokoju?
Jeśli człowiek za biurkiem zapewni, że jest bezpiecznie, Arturia kontynuuje:
- Chcielibyśmy się również dowiedzieć, gdzie obecnie przebywa nasz cel ochrony, radny Zao-Shen, oraz skąd wiedzieliście by nas teleportować, skąd i kto jest za to odpowiedzialny?
Gdy uzyska odpowiedź, sama odpowiada, co sądzi...
- Dopuszczam kilka scenariuszy. Pierwszy jest taki, że radny jest bezpieczny i od początku drogi był to test. Pojazd, którym podróżował nie miał żadnych zabezpieczeń, co było albo nieodpowiedzialne, albo przemyślane. Gdy w drodze do Romerum zostaliśmy napadnięci, napastnik uderzył mnie tak, bym była chwilowo niedyspozycyjna, jednak nie zabił mimo okazji i możliwości. Ponadto radny wcześniej powiedział, że ochrona jego osoby to tylko formalność. Zostaliśmy po tym teleportowani przez niego do Krug w Romerum, gdzie był przygotowany dla nas barak na nocleg. Na miejscu po krótkim czasie zostaliśmy napadnięci przez tę samą osobę lub grupę osób, co na szlaku. Albo w otoczeniu radnego jest zdrajca, który miał dostęp do planów podróży, łącznie z planami awaryjnymi, albo to wszystko było testem. Gdy w Nocy nastąpił atak na barak, gdy część z osób, łącznie z radnym, spała, on nie obudził się nawet budzony. Albo ma tak mocny i zdrowy Sen, albo przygotowywał się do przeniesienia nas do białego pokoju. W środku każdy z nas dostał list, a na tacy leżał obiekt wyglądający jak głowa radnego Zao-Shena. Osobiście, chcę wierzyć, iż głowa była sfabrykowana. Iluzja lub inne złudzenie. Listy miały na celu zapewne skłócenie nas z sobą by sprawdzić jak radzimy sobie w skrajnych warunkach. Mój list był bardzo podejrzany: obiecywał nagrodę za pogrążenie innego z ochroniarzy. Nadawcy nie było, choć chciał sprawiać wrażenie "bycia po mojej stronie" mimo szantażu "zrób, co każemy a was wypuścimy". Może bycia nawet Radą Magii. To by też tłumaczyło, dlaczego teraz zostaliśmy teleportowani od razu do Dessertio: test był cały czas monitorowany przez władze, dlatego na kolejnych etapach "białego pokoju" znikały kolejne osoby, by ostatecznie wszyscy pojawili się już na miejscu. Non stop towarzyszyło nam uczucie, że jesteśmy obserwowani. Jest też czarny scenariusz: przetrzymywał nas wróg, być może Grimoire Heart lub inna nielegalna gildia, który-to wróg zabił radnego. Nie rozumiem natomiast, dlaczego w takim wypadku nie zabił nas. Oczywiście nie mam mu tego za złe. Zastanawiałoby mnie jednak, jaką wartość ma dla zabójcy nasze życie, skoro życie radnego jej nie miało. Przyznam, że jest to scenariusz najmniej przez mnie rozumiany...
Pozostała też opcja, że to Rada pozbyła się radnego i teraz nas robicie w balona. Albo, że rzeczywiście Shao za tym stoi. Podejrzanie usilnie próbuje mnie przeciągnąć na swoją stronę, jakby szukał mniej lub bardziej świadomego wspólnika. To mi przypomina też, że muszę porozmawiać i z Shao, i z Evanem w kwestii "białego pokoju". Nie dostałam odpowiedzi na pytania. Muszę też dopuszczać możliwość, że współpracują i za tym stoją, albo są przynajmniej pionkami. Z drugiej strony mogę się mylić całkowicie. Tak więc muszę uważać na każdego ale jednocześnie nie przekreślać wszystkich, bo każdy ze scenariuszy może okazać się błędem, a wówczas przekreślenie tych ludzi byłoby najzwyklej w świecie niesprawiedliwe... Ehhh... Zawsze pozostaje Nadzieja, że wszystko wyjaśni się tu i teraz, lada moment...
Przez całą wypowiedź monitorowała Dusze wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu osób przy pomocy Fae [PWM]. Co prawda nie wskazywało kto kłamie a kto nie, ale zawirowania i dodatki lub ubytki Mroku w Duszach podczas mowy Arturii mogły być jakąś drobną wskazówką...
- Mam jeszcze pytanie. Jaką mamy dziś dokładną datę?
Gdy skończyła mówić, wzięła z fotela swoje łakocie i w nim usiadła. To był dobry moment na degustację. Zaczęła od tej podejrzanej bulwki. Może ona tylko taka lekko odpychająca jest z pierwszego wrażenia, a naprawdę jest bardzo dobra w smaku?...
Datę oczywiście porównała z tą z kalendarza (jeśli jakiś znalazła na biurku) i z tą z Krug...
W głębi Duszy miała Nadzieję, że to naprawdę było wszystko ukartowane, ona nie musi szukać żadnych podstępów, intryg, i podobnych, a radny sobie jest na jakimś drugim śniadaniu, czy coś...

/Don, mógłbyś podać datę, kiedy Drużyna z Radnym Jedynym ruszyła oraz jaka data jest obecnie?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1080-konto-arturii http://ftpm.forumpolish.com/t422-arturia http://ftpm.forumpolish.com/t1519-wszystko-co-pod-sloncem-i-gwiazdami

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Sonia
Wiek : 18?
Wzrost/waga : 168/56
Rodzaj magii : Pieśni
Gildia : Brak
Staż w gildii : -
Liczba postów : 208
Dołączył/a : 24/11/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pon Lip 07 2014, 15:37

Czemu było tak ciepło? Przetarła oczy, jakby zupełnie nie rozumiejąc, gdzie jest i jakim udem się tu znalazła. Bo, po prawdzie, tak właśnie było. Pamiętała biały pokój, ale co się stało później? Było tu za ciepło, za duszno, a do tego siedział przed nimi mężczyzna za biurkiem, całkiem przecież podobny do osoby, którą mieli ochraniać. A może tylko jej się tak zdawało? Jeszcze nie do końca rozbudzona Sonia zdjęła z siebie kurteczkę i ułożyła ją na oparciu fotela. Za ciepło. Czy tutaj zawsze było tak ciepło? Rozejrzała się bezradnie po innych członkach tej szalonej wyprawy, chcąc się upewnić, że nie tylko jej jest tak ciepło. Jej wzrok padł też na dwie miseczki na biurku, jednak zapach bulw ją odpychał a słodyczy powodował lekkie mdłości. Było za ciepło na coś takiego, zdecydowanie! Mimo to uśmiechnęła się nieco przepraszająco do ich gospodarza, unosząc dłonie w ostrożnej odmowie. Nie chciała nikogo urazić.
Ambasada... Czy to nie tu zmierzali przez tą cała podróż? A więc gdzie był radny? Uniosła się nieco na krześle, wkładając jedną stopę pod pośladki, rozglądając się jeszcze intensywniej. Nie było go tu. Więc ta głowa była prawdziwa? Przekrzywiła głowę, zastanawiając się nad tym faktem i nieco zmarkotniała. Nie ufało im się, czyż nie? I co teraz im powie? Przecież miała dać z siebie wszystko! Odetchnęła nieco głośniej ciężkim powietrzem pomieszczenia, opadając głębiej w fotel, próbując się schować przed światem. Ale świat i tak postanowił przyjść. Opowiedzieć o... tym wszystkim? Gdyby tylko mogła... Na jej ustach ponownie wykwitł przepraszający uśmiech, tym razem jeszcze większy, również skierowany w stronę mężczyzny za biurkiem. Podczas tej całej podróży czuła się jak zbędny balast... Dlatego by pocieszyć się choć troszeczkę, zaczęła nucić Kołysankę. Nie sprawi to jednak, by zrobiło się chłodniej.
Gdy Shao rozdawał cukierki grzecznie wyciągnęła donie po swoją porcję, ale nie zamierzała jej jeść. Co z tym zrobić... Podniosła się więc i wrzuciła strzałki z powrotem do pojemniczka, po czym otarła dłonie o sukienkę. Nie, nie chciała słodyczy, może innym razem, ale na jej serduszku zrobiło się cieplej. Zwłaszcza dlatego, że chłopak nie chciał niczego w zamian. Kolejna miła... odmiana. Chwilkę później przed nią rozłożył się magiczny papier z kremowej, śmierdzącej brei. Nie. Nie, nie, nie. Z ciekawości dotknęła jej palcem, jednakże szybko go cofnęła. Nie chciała rysować na czymś takim palcem, w co go później wytrze? Jakoś wątpiła, by Shao oferował swój płaszcz, ale nie mogła odmówić mu tego, że zachowywał się całkiem miło. Tylko teraz było to mało wskazanym w jej stanie "jestem tylko kulą u nogi". Skupiła się teraz tylko na swoim małym światku, ignorując większą cześć otoczenia Wątpiła, by ktoś coś od niej chciał, więc skuliła się na fotelu, rozmyślając o wszystkim, co wydarzyło się w tym krótkim czasie.
Z nieprzyjemnych rozmyślań wyrwały ją... kartki i kredki, które ktoś jej przyniósł. Nie rozumiała, czemu i dlaczego, jednak po chwili dotarło do niej, że to "droga do komunikacji". Uśmiechnęła się wdzięcznie, jednak wciąż nieufnie spoglądała na papier, a tym bardziej na kolorowe ołówki. Czy tym na pewno dało się cokolwiek zrobić? Wzięła pierwszą lepszą do ręki, zieloną, i ostrożnie zrobiła kreskę na kartce. Jej oczy zrobiły się jak pięciozłotówki. To było... Mimowolnie otworzyła usta, biorąc do ręki kolejną i kolejną, by ostatecznie kartka zapełniła się wielokolorowymi mazajami bez ładu i składu. Była szczęśliwa i rozpromieniona. Jak dziecko, któremu właśnie ofiarowano gwiazdkę z nieba. Oto Sonia po raz pierwszy miała kredki w ręce! Czy mogło być coś wspanialszego? W jej mniemaniu - nie. Wszystkie czarne myśli prysły jak bańka mydlana, a dziewczynka wydała z siebie coś na kształt ciepłego śmiechu, rysując po kolejnej kartce. To było niezwykłe, fascynujące! Uniosła jeszcze na chwilę oczy pełne światła, by spojrzeć na ludzi w pomieszczeniu, po czym powróciła do rysowania. Gdyby tylko Tyry to widział!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1855-sonia http://ftpm.forumpolish.com/t3644-notatki#70051

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Evan
Wiek : 16 lat
Wzrost/waga : 165 cm /57 kg
Rodzaj magii : Magia Masek
Gildia : Policja Magiczna, oddział Duchów Era.
Staż w gildii : Od listopada X801 w PM.
Liczba postów : 288
Dołączył/a : 10/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pon Lip 07 2014, 21:57

Milczałem. Właściwie po tym wszystkim co usłyszałem tam... w tamtej sali... mogłem oczekiwać wyjaśnień. Ale jakoś nie miałem ochoty się odzywać. Ani tłumaczyć innym tego, co zrobiłem... Albo nie zrobiłem. Gdyż prawdopodobnie moja pierwsza misja się nie powiodła. Ale cóż... reszta dużo gadała, jak zawsze, ale ja wolałem zachować dystans... Nie miałem zamiaru się spoufalać, zresztą z tego wszystkiego, a przedewszystkim z powodu tego gorąca zaczęła boleć mnie głowa. No i jakoś nie mogłem skupić się na tym wszystkim.
-Test.-mruknąłem tylko, patrząc na nową osobę.-Gdzie jest Radny... panie?-zapytałem jeszcze, po czym ... już dalej milczałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1909-konto-evan-a http://ftpm.forumpolish.com/t1395-evan http://ftpm.forumpolish.com/t2415-maskarada#41565

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5542
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Wto Lip 08 2014, 12:30

MG

Monitorując pomieszczenie za pomocą Fae, Arturia trochę mroku dostrzegła, jak wiadomo nikt nie był idealny, nie mniej osoba przed nią, zdawała się być dobrym człowiekiem. W każdym razie...

Ambasador wysłuchał tego co mają ludzie do powiedzenia, a wygłupów Shao w żaden sposób nie skomentował. "Cukierków" i "Bulw" nie dało się równo podzielić. Nie zostały przygotowane więc dla magów, a zostali oni jedynie nimi poczęstowani. Ale tego także, radny nie skomentował, dyplomatycznie milcząc. Kredki oczywiście przyniosła sekretarka po kilku chwilach, a mężczyzna z uśmiechem obserwował Sonię. Po chwili poinformował Alezję na temat smakołyków.-Te fioletowe, to chłodzona macka ośmiornicy, rarytas. A drugie to glazurowane cukrem daktyle.-Wytłumaczył spokojnie czym dokładnie były owe potrawy. Ośmiornica w smaku była bardzo obślizgła i gąbczasta, smakowała lekko jak słodzony olej. Co do daktyli, przypominały w smaku sezam z cukrem.-Wpierw wy, potem ja.-Odpowiedział spokojnie Arturii i wysłuchał jej wyjaśnień. Odchylił się na krześle i spojrzał na Sonię. Została tylko ona...

-Rozumiem że pewnie w pełni mi nie ufacie. Nic dziwnego po tym co przeszliście. Proszę jednak byście poczekali jeszcze chwilę. Chcę usłyszeć co na ten temat ma do powiedzenia wasza koleżanka nim sam przemówię. Ma to dość kluczowe znaczenie dla waszego egzaminu...-Powiedział uspokajająco. Teraz już wyczekująco patrząc na Sonię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Shao Tenjuin
Wiek : 25
Wzrost/waga : 185 / 65
Rodzaj magii : Telekinezy
Gildia : Grimoire Heart
Staż w gildii : Od Listopad X793
Liczba postów : 61
Dołączył/a : 18/02/2014
Skąd : Oshibana

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Wto Lip 08 2014, 16:58

Test, test, test... co niektórzy już domyślili się i poinformowali o tym innych, by teraz cały skład czekał na wyniki niczym studenci na wykładowcę.
- Wynik testu raczej nie jest pozytywny? - sparafrazował - Nie powiedziałbym. W każdym razie powinienem poinformować o kilku rzeczach, o jakich wiem tylko ja i Rada. Na przykład, że ze swojej strony uczyniłem wszystko, by zebrani w tym pokoju jak najszybciej ujawnili swoje karty. Zadawałem pytania i zagadki a także prowokowałem innych, aby Ci pokazali, czy posiadają cechy interesujące radę. Miałem je wypisane w liście, dzięki czemu mogłem sprawdzić, czy zebrani spełniają kryteria, przyśpieszając w ten sposób proces egzaminu. Ludzie znikali, jak sądzę, w chwili gdy nie podołali oczekiwaniom egzaminujących. Myślę, że moje działania wpływały na kolejność, w której odpadali zebrani, więc niejako stworzyłem egzamin wewnątrz egzaminu.
Uśmiechnął się niczym pokerzysta.
- To było całkiem przyjemne, patrzeć jak po jednym pytaniu ktoś wznosi się na wyżyny a ktoś inny przekreśla swoją przyszłość. To poczucie władzy było interesujące. Rozumieć coś, czego nie rozumieją inni i dzięki temu próbować im pomóc... a oni z tego korzystali, lub nie. Fascynujące doznanie.
Ściągnął dłoń Arturii ze swego policzka, ponownie ściągając jej wzrok w dół.

I tak nie masz mocy by
zmusić mnie bym nie zrobił czegoś
co uznam za najlepsze

Tym razem ciapotwór zakręcił się, tworząc tao, wewnątrz którego zamiast dwóch kół znajdowały się dwa serduszka. Gdy jedno płynęło w stronę drugiego, tamto uciekało, tak, że cały czas znak utrzymywał się w harmonii, mimo ruchu. Następnie symbole 9 i 6 uniosły się w górę, niczym skrzydła motyla i ciapka niezinedtyfikowanego pokarmu wyfrunęła przez okno pod postacią owada.

Plaskacz, którym oberwał chwilę wcześniej, ustawił twarz tak, że Shao zauważył sylwetkę zafascynowanej Sonii. Przez wzgląd na kalectwo dziewczyny, do tej pory nie widział w niej człowieka. Była bardziej jak zwierzęcy towarzysz, pomocnik w stylu psa lub czegoś podobnego, ale nie człowieka. Rakasha, choć dziwny, był jednak ludzki, ona zaś... Mędrzec zaliczał ją do jakiejś z niższych kategorii istnień, aż do teraz.

To był ten moment, gdy po dostaniu plaskacza mężczyzna zaczyna zauważać inne kobiety. Bowiem widząc zapał i zaangażowanie Sonii, przypomniał sobie, że walczy o uśmiechy takich ludzi, jak ona. O to, by ktoś prosty i zwykły, mógł się radować i cieszyć. By miał kredki, których nikt mu nie zabierze. By mógł na nie zapracować i je kupić, uszczęśliwiając siebie lub swoje dzieci. By nie było tak, że ktoś orze jak może, a potem i tak zostaje z niczym... nawet bez marzeń czy nadziei. By, by, by...

Można powiedzieć, że wzruszył się na widok jej radości, ponieważ był to piękny obraz. Uświadamiał, że cel, jaki przed sobą postawił Shao, jest możliwy do zrealizowania. Niestety, zmuszony sytuacją, nie patrzył zbyt długo i odwrócił się w stronę ambasadora.
- Ta kobieta - wskazał kciukiem na Arturię - mimo swoich wad, być może wielu, które mogą ją początkowo dyskwalifikować, posiada wewnątrz siebie umysł doskonałej policjantki, chciałbym byście się nie zrażali jej pierwszym wrażeniem i hmmm... reakcjami budującymi stereotypy.
Przeniósł kciuka nieco dalej, na Raziela. Czy narrator wspominał już, że Shao bardzo bawiło wpływanie na przebieg egzaminu?
- Tamten człowiek nie wyróżnia się z tłumu, nie wydaje się nikim specjalnym, wpada też w afekty emocjonalne... ale to właśnie on uratował Radnego przed porwaniem. Bez mocy i cierpliwości tego maga, misja skończyłaby się niemal po rozpoczęciu. Powinniście o tym pamiętać.
- Rakasha-sensei jest najsilniejszy z nas wszystkich jeśli chodzi o potencjał bojowy. Wprawdzie to nie siła jest dla Rady jedną z najważniejszych cech, jednakże warto byłoby otoczyć się silnymi ludźmi w pobliżu jej organizacji. Na pewno znalazłoby się jakieś miejsce, gdzie wykorzystałby swój potencjał. Może jako na przykład strażnik w więzieniu, w którym przetrzymuje się potężnych wrogów rady. Moc i błyskawiczna reakcja jest ważna w takich interwencjach.
- Jej nie znam, prawdę powiedziawszy, nie wiem nawet kim jest, jak się nazywa, co robi - wskazał na Sonię - jednakże, skoro dotarła tak daleko, może nie warto jej skreślać? Mogę samodzielnie, nieodpłatnie i poza godzinami swych obowiązków dla Rady zająć się sprawdzeniem, czy spełnia kryteria do którejś z zamkniętych organizacji.
- Jest też Evan, nasz kochany Evan - rzekł z ironią - Zabłysnął jako doskonały szpieg. Ma moce perfekcyjnego oszusta i zwiadowcy. Cały jest niemalże idealny, jednak nie udało mi się odkryć jego motywacji. Myślę, że to zwykły łotr, którego można kupić określoną sumą pieniędzy. Wedle danych, jakie posiadałem w liście, ukończył on egzamin, jednak mimo to radziłbym mieć na niego oko. Pozostali zaś, choć nie są perfekcyjni, to...
Urwał, jednak było widać, że ma na myśli jakieś wielce pozytywne określenia, których nie potrafi teraz odnaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2056-bank-shao#35422 http://ftpm.forumpolish.com/t1929-shao-tenjuin

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Sonia
Wiek : 18?
Wzrost/waga : 168/56
Rodzaj magii : Pieśni
Gildia : Brak
Staż w gildii : -
Liczba postów : 208
Dołączył/a : 24/11/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Wto Lip 08 2014, 18:15

Jak to wyglądało od strony Soni? Dostała kredki. Była szczęśliwa. Nie zapominała jednak, że przyniesiono jej je po to, by mogła powiedzieć swoją wersję historii. Tak więc po chwili cudownej, wspaniałej zabawy z kolorami, zabrała się za odpowiedzenie tego, co wydarzyło się w przeciągu tego jednego, dwóch dni? Nie wiedziała, jednak z pewnością trochę tego było... Gdy skończyła, wymasowała bolący nadgarstek. Czemu rysowanie tak bardzo bolało? Rzadko to robiła, nieprzystosowane dłonie bolały, jednak była zadowolona z efektów. Tylko czy oni zrozumieją jej historię?
Pierwsza strona przedstawiała nic więcej, jak jej odkrycie kolorów. Wesołe bazgroły, nie posiadającej żadnej wartości informacyjnej. Jej czysta radość. Kolejne obrazki jednak przedstawiały bardziej kluczowe informacje. Bohaterów tej historii. Pierwsza była ona sama, w zielonej sukieneczce. Pokazując ten obrazek, pokazała na siebie, dla jasności. Drugi obrazek przedstawiał Evana. Pokazała na niego, tak jak zrobiła przy sobie, jednakże po chwili odwróciła obrazek. Zapomniała dorysować mu włosów! Jak mogła! Przecież były ważne! Szybko przeleciała przez kolejne karty swojej historyjki obrazkowej by jak najszybciej to poprawić. Z zawstydzonym rumieńcem, kontynuowała. Trzeci był Raksha, znany bardziej z białego pokoju. Jednak wszystko powinno być jasne, wskazała na niego palcem. Następna była Arturia, cała w czerni, jednak z uśmiechem na ustach. Sonia była wyjątkowo zadowolona z tego rysunku i z rozpromienioną buźką wskazała na kobietę, gdy przedstawiała obrazek. Kolejny był Shao, obecnie lewitujący w powietrzu. Dziewczynka wskazała na niego z nieco zmieszaną miną. Czy ten warkocz na pewno wyszedł dobrze? Szósty był Raziel, którego dziewczyna zapamiętała głównie przez jego katanę. Uśmiechnęła się lekko w jego stronę, prezentując jego osobę. Ostatnim członkiem drużyny był nieobecny Falco. Pomyślała jednak, że nikt nie będzie mieć wątpliwości, o kogo chodzi. Na sam koniec pokazała rysunek przedstawiający Radnego. Była święcie przekonana, że pasował do tego, jak się zachowywał. Po tym krótkim wprowadzeniu mogła przejść do historii, która zaczynała się na szlaku.
Jechali powozem, szlak Fiore-Romerum. Zapoznawali się, czekając na dotarcie na miejsce. Wtem coś się wydarzyło, ponieważ powóz się zatrzymał a Shao i Falco poszli sprawdzić, co się stało. W tym momencie Sonia ściągnęła brwi. Coś jej nie pasowało... A tak, zapomniała o Artuii! Szybko dorysowała dziewczynę, pokazując poprawiony obrazek. Kolejny rysunek był pamiętnym krótkim starciem z Rakshą a dziwnym przeciwnikiem, który szybko wyparował. Niestety powóz ruszył, zostawiając wiele osób w tyle. Sonia spojrzała krytycznie na obrazek. Znowu o czymś zapomniała! Sięgnęła szybko po czystą kartkę i szybko narysowała, jak Raziel uratował ją i Radnego z powozu. Na następnym, który miała pokazać, skreśliła wóz. Tak, jej pamięć nieco szwankowała z powodu stresu i minionych przeżyć. Nikt jednak nie był idealny, prawda?
Kolejnym etapem historii, przed którym dziewczyna zrobiła sobie małą przerwę. Krug. Ta dziwna wioska i przerażający barak. Na samą myśl aż ciarki przeszły jej po plecach. Ale trzeba było kontynuować. Obrazek przedstawiał Radnego oraz barak, w którym mieli zamieszkać na tamtą noc. Był to moment, w którym wytłumaczono im, że dopiero rano ruszą dalej. Dobranoc... Zanim to dobranoc nastąpiło, Sonia musiała upamiętnić moment, w którym dostała pałatkę od Arturii. Nie było innej opcji. Był to jeden z tych momentów, które chyba zapamięta do końca życia. Tak samo jak te kreski, którymi stworzyła tą historię. Kolejny obrazek przedstawiał moment walki Arturii z intruzem, którzy wszedł przez okno. Radny spał jak zabity. Po chwili namysłu Sonia dorysowała obok Radnego Raziela. Otori szczęśliwie pokonała przeciwnika. Po ataku doszło do szybkiego przegrupowania i planów na dalsze postępowania. Sonia szybko nakreśliła swój plan, który wtedy wymyśliła... (wybaczcie, nie chciało m się go rysować). Ten zapewne okazał się być błędny, ponieważ niedługo później Sonia zasnęła.
Tu zaczynała się ostatnia cześć jej (i ich) historii. Biały pokój. Tu Evan już miał włosy. Natomiast Sonia przedstawiona była po prostu jako ludzik z patyczków. Dla upewnienia się, że wszyscy rozumieją, ponownie pokazała, kto jest kim, bazując na obrazku. Kolejny rysunek przedstawiał to, co znajdowało się pod przykryciem. Głowa radnego oraz sześć listów. Obrazek był dość makabryczny. Po raz pierwszy Sonia pokazała czyjąś krew, choć już wcześniej były walki. Widać TA KREW była w jakiś sposób szczególna. Arturia podała Soni kopertę z jej listem. Ten jednak spłonął. Wiadomość została przekazana, jednakże Sonia nie była w stanie jej przekazać za pomocą rysunków. Nic nie przychodziło jej do głowy więc jedynie przepraszająco wzruszyła ramionami. Na samo wspomnienie jednak tajemniczy list ponownie pojawił się w jej głowie. Zagrajmy w grę. Kazałem jednej osobie w tym pomieszczeniu cię zgwałcić, w zamian za wolność. Jeśli sprawisz by reszta uznała ją za winną, wypuszczę cię. Nic takiego się nie stało, ale pewne było, że inni dostali podobnie brzmiące wiadomości. Shao i Arturia. Raziel i Raksha. Nie mówiąc już o trio, które ciągle było pod ostrzałem wątpliwości o oskarżeń. Wtedy też na stole pojawił się nóż. Zapewne miał doprowadzić to kolejnych spięć między nimi. Nóż jednak trafił do dłoni Sonii, która chciała zniszczyć szybę na górze pokoju. Patrząc jeszcze raz na obrazek, dziewczyna dorysowała ją, by było bardziej wiadome, co chciała osiągnąć. I zgasło światło. Najgorsza rzecz, która mogła się wtedy wydarzyć. Ciemność. Tamte nieprzyjemne chwile. Tamto... Przełknęła głośniej ślinę na samo wspomnienie, po czym ukazała kolejny obrazek. Zapłakana Sonia i Arturia, próbująca ją pocieszyć. Tylko że niedługo później nastąpił... koniec. Po prostu. Biel, czerń, nicość. Ciężko było to nazwać, ale przecież znalazła się już tutaj. Nie wiedziała, co zdarzyło się później. To był też koniec jej historii. Uśmiechnęła się ostrożnie do mężczyzny przed nimi, po czym pozbierała obrazki i poukładała kredki tak, jak były, po czym położyła je na biurku, przed nim. Były jego, więc je oddawała. Była jednak wdzięczna, że pozwolił jej ich użyć. Kolory były piękne.

//Mam nadzieję, że nie spsułam kodowania
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1855-sonia http://ftpm.forumpolish.com/t3644-notatki#70051

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5542
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pią Lip 11 2014, 17:42

MG

Mężczyzna zarówno przejrzał z uśmiechem rysunki Sonii jak i wysłuchał słów Shao. Kiedy dziewczyna chciała oddać kredki przecząco pokręcił głową.-Zatrzymaj je.-Dla niego to było nic, zaś dla niej wydawały się cenne, dlaczego więc miał je jej odbierać? Zaraz potem splótł ręce na piersi i odchylił się nieco do tyłu, przyglądając się tej zbieraninie ludzi...

-Pozwólcie że zacznę od początku. Po pierwsze, nazywam się Zao-Shen Kulong-Na jego twarzy zabłąkał się nieco szerszy uśmiech, zapewne zadowolenia, że udało mu się magów zaskoczyć.-Mężczyzna z którym podróżowaliście to członek duchów, Aaron Barma. Jego zadaniem było udawanie mnie...-Poprawił się nieco na krześle.-Otóż rada zdecydowała że powierzanie zadania takiego jak ochrona mojej osoby, wam żółtodziobom o których nic nie wiemy, będzie zbędnym ryzykiem, natomiast rodzi to świetny sposób na test dla was.-Zamilkł na chwilę, by wszyscy przetrawili te informacje.-Zadanie było kilku etapowe, pozwólcie więc że powiem pokrótce o każdym z nich. Na początku jechaliście powozem, który od początku poruszał się za sprawą telekinetyki, magii takiej jak pańska panie Tenjiun jednak na nieco wyższym poziomie.-Kiedy mówił od Shao, rzecz jasna spojrzał na niego, poza tym starał się by wzrok błądził po każdym z magów w sali.-Aaron miał udawać mnie, z tym wyjątkiem by zachowywać się... no tak, jak się zachowywał. jak gbur śmiem nawet rzec. Wiedzieliście że osoba którą eskortujecie ma być dyplomatą, szkoda że żadne z was już na wstępnie nie wyraziło swoich wątpliwości, które zapewne niektórzy mieli. Otóż jak osoba taka jak Aaron, może być dyplomatą? Już na pierwszy rzut oka widać było że ta osoba o dyplomatycznym podejściu nie wie wiele. W każdym razie następnie zaatakował was specjalnie stworzony klon. Powstał chaos... nic dziwnego, nie widzieliście o sobie wiele, ciężko oczekiwać wybitnej współpracy, zaś panna Arturia dobrze za interpretowała to w jaki sposób ów klon ją potraktował. W każdym razie Aaron znów wprawił w ruch pojazd, refleksem popisał się pan Raksha, który też szybko rozprawił się z przeciwnikiem. Niestety pojazd był już poza jego możliwościami, wtedy jednak trzeźwo myśląc zareagował pan Raziel.-Na chwilę przerwał by odetchnąć-Kolejny etap miał zobaczyć jak przygotujecie się do nocy. Rekonensans pana Tenjuina był mądrym posunięciem jednak nieco za długo mu na to zeszło. Aaron udawał że śpi a wy wystawiliście warty. Tutaj uznanie dla pana Evana... fenomenalne wykorzystanie własnej magii.-Evan został pochwalony.-Pan Raksha nieco się zaplątał, ale dziewczyny pokonały klona, Aaron obroniony, ostatni etap... ten najbardziej kontrowersyjny, prawda?-Rozejrzał się po zebranych i kontynuował.-Ilu z was sądziło że to iluzja?-Zanim ciągnął spojrzał z zaciekawieniem ile osób uniosło dłoń lub coś powiedziało.-Wielu tak sądziło, zawsze. Dotychczas użyliśmy tej metody jedynie 4 razy, przy czym pierwszy raz, nie było to wykorzystane do przesłuchania... w każdym razie Pan Aaron posiada dwie magie, drugą jest magia snu i właśnie po to były klony, trochę trwało nim skończył przygotowywać zaklęcie. Kiedy już usnęliście, zostaliście teleportowani do Dessertio. Tutaj użyliśmy na was magii lalek i zamknęliśmy was w "Domku". Straciliśmy dwanaście Lacrym by utrzymać to zaklęcie. Wyszło też to co podejrzewaliśmy względem pana Tenjuina i wiele innych interesujących rzecz. To była gra psychologiczna. Głowa którą widzieliście była prawdziwa, nie należała jednak do pana Aarona a do Świni, ah ta magia.-Westchnął, się człowiek nagada.-W każdym razie wszystko co działo się w domku sprowadzało się do najciekawszych efektów. Znikaliście tak, jak uznaliśmy że będzie ciekawie. To była po prostu gra. Gra która miała was przetestować w sytuacjach... tak nietypowych. Jeśli macie pytania to nie krępujcie się ich zadać. Tylko jeszcze jedna kwestia.-W tej chwili im przerwano a do pomieszczenia weszła sekretarka wnosząc dla każdego dużą szklankę mrożonej herbaty. Dyplomata jednym łykiem opróżnił połowę.-Ten etap nie będzie zbyt skomplikowany. Wasze pierwsze zadanie jest proste, odpowiedzcie mi po prostu, dlaczego wzięliście udział w tej misji?-Sonia chyba musiała narysować, ale czy coś takiego można narysować? Dyplomata spojrzał na nią niepewnie z pokrzepiającym uśmiechem, spojrzenie było na tyle wyrafinowane że Sonia nie mogła dostrzec w nim tej lekkiej dozy niepewności.

Czas na odpis: 14.07 godzina 18:00
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Shao Tenjuin
Wiek : 25
Wzrost/waga : 185 / 65
Rodzaj magii : Telekinezy
Gildia : Grimoire Heart
Staż w gildii : Od Listopad X793
Liczba postów : 61
Dołączył/a : 18/02/2014
Skąd : Oshibana

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pią Lip 11 2014, 19:35


- No tak, moje zdolności są dość, ekhem, amatorskie... - powiedział człowiek nie umiejący kontrolować magii, zastanawiając się, jak powinien zareagować na dalsze słowa.

Wzięli go podchodem. Garść niesprawdzonych informacji, która w akcie prowokacji sprawiła, że Shao sam odkrył karty. Nie wiedzieli, że jest z GH, tylko podejrzewali. Przyznał się samodzielnie, choć pewnie lepiej byłoby, gdyby się ukrywał. Jednakże, jak długo można być dwulicowym? Gdyby nie przyznał się do posiadania znaczka GH, zaś w domku dla lalek doszłoby do szarpaniny ukazującej jego tatuaż, wtedy dopiero miałby przekichane. Podobnie jak teraz, gdyby Radny rozkazał pokazać swoje znaki. Ujawnienie prawdy zdecydowanie skomplikowało położenie nowicjusza. Prawdopodobnie, cokolwiek teraz by nie powiedział i tak nie odbuduje swojej reputacji.

- Słyszeliście już moją opowieść - powiedział z pewną dozą rezygnacji - chcę wyeliminować przestępczość. Zaczynam od tej drobnej, zajmując się z czasem coraz poważniejszymi strukturami. - odpowiedział zgodnie z prawdą - GH mi w tym pomaga, ponieważ w ich interesie leży eksterminacja bądź podbój nielegalnych organizacji, dlatego, że sami chcą mieć monopol. Mają dużo informacji i metod docierania do owych przestępców - po chwili przestał się tłumaczyć i zaczął odpowiadać na pytanie - Myślałem, że podczas tej misji będzie chociaż cień szansy na to, aby poruszyć z radnym tematy związane z bezpieczeństwem, zasugerować coś, jakoś wpłynąć na jego opinię i może skłonić go do podjęcia jakiegoś planu lub idei, na którą nie wpadłby bez moich refleksji. Tak sobie nieskromnie pomyślałem, więc zgłosiłem się na misję. Takie, wiesz, ambitne marzenia.

Otoczony przez tłum nieprzychylnych osób, zdany na siebie, przełknął ślinę. Czuł się jak wtedy, gdy zamknięto go w beczce. Jako ośmiolatek, miał tego pecha, że jego ciało nie wykształciło się na większe i silniejsze dość szybko. Inne dzieci zamknęły go więc a on, choć szarpał się i walczył, nie był w stanie się obronić. Gdy pokrywa odebrała ostatni blask światła, dźwięki wbijanych gwoździ wypełniły cisze. Był zbyt słaby, aby uciec, obronić się, lub wyjść. Słabszy element musiał podporządkować się większym siłom rządzącym ówczesnym światem.

Nienawidził owej uciemiężającej potęgi. Zarówno wtedy, jak i teraz, pragnął być silniejszym. Nie dlatego, że potężniejsi decydują o losach słabszych. Motywacją była chęć niszczenia beczek, które uciskają tych, którzy nikomu nie zrobili żadnej krzywdy.

- A czemu GH interesuje się bezpieczeństwem radnego? - rzucił w eter pytanie, następnie odczekał chwilę, aby każdy mógł się zastanowić - To proste, ponieważ ono też nie chce inkwizycji. - wyjaśnił w zgodzie z wiedzą, jaką otrzymał od swoich współbratańców - Inkwa już pokazała, co potrafi, jakie spustoszenie i zniszczenia może uczynić. Serce jest dużo mniejsze i słabsze, mogłoby i prawdopodobnie zostało zniszczone równie szybko i skutecznie, jak inne organizacje. Interesem GH jest więc to, aby spotkanie się odbyło oraz aby było ono jak najbardziej owocne. Moją motywacją jest zyskać chociaż cień szansy na zwrócenie kwestii innych niż inkwizycja, które mogą zostać omówione po pokonaniu wielkiego wroga. - mówił wciąż opanowany, jednakże narastające napięcie wpływało na brak składni w konstrukcji wypowiedzi - Tak więc pojawiła się w mrocznej gildii misja, do której zgłosiłem się między innymi ja i na szczęście przeszedłem nasze wewnętrzne eliminacje. Więc jestem.

Przeszedł kawałek i oparł się o ścianę. Delikatnie opuścił oręż trzymany telekinezą. Właśnie, broń - pomyślał - Dlaczego zwrócili mi oręż, skoro jestem podobno niechciany i nieproszony, a nawet niebezpieczny? Coś mu tutaj nie pasowało. Umysł szperał próbując posegregować informacje. Czy to kolejny sprawdzian? Świadomie podają im niewłaściwe informacje, aby sprawić, by dalej obnażyli się jeszcze bardziej? Możliwe. Spojrzał stłamszony na Arturię. Ona by wiedziała, co robić, co mówić, jak połapać się w tym balansie pomiędzy intrygą a dyplomacją, jak odnaleźć się w świecie różnych zasad z których wszystkie powinny być przestrzegane. Potrzebował jej. Jednak czy ona potrzebowała jego? Nie wiadomo.

Shao nie był Arturią. Nie należał też do potężnych magów, zdolnych kontrolować cały powóz. Nie wyszkolono go na zaradnego zwiadowce, a na pospolitego kucharza. Taki zwykły Shao. Chociaż prywatnie zgłębiał tajniki spirytualizmu to i tak nie był jakimś nadczłowiekiem.

Beczki zaciskają się na tych, którzy nie potrafią uciec, szarpać się lub obronić. Uciekając, nie zmieni ani swego życia, ani losów świata. Szarpiąc się, samemu stanie się agresorem, raniącym tak samo, jak inni uciemiężyciele. Postanowił więc się bronić, zatapiając się w wierze w słuszność swej sprawy, niczym kleryk oddający się modlitwie.
- Skoro już dowiedzieliśmy się, że mamy na sobie prawdziwe ciała, zamiast kukły z lalek... - przypominając, wyciągnął ukradzioną katanę, która powolnym ruchem została położona na ziemię, a następnie pchnięta mocą telekinezy - ...każdy kto uważa, że jestem zagrożeniem dla rady, lub też w jakikolwiek sposób zrobiłem podczas tej misji coś złego poprzez swoją obecność, niech skorzysta z okazji i wymierzy mi taką sprawiedliwość, jaką uznaje za stosowne.

Ten umysł nie potrafił wymyślić innego planu, zaś charyzmatyczne usta nie były w stanie wypowiedzieć innej propozycji. Bowiem to właśnie był Shao. Jedyne, co posiadał, to wartości, którym jest oddany i które realizować będzie, bez względu na prawo czy własne bezpieczeństwo.

Czy tak właśnie mają wyglądać ostatnie chwile przed śmiercią? Egzekucja od lepszych ludzi, którzy wyładują swój tłumiony stres na kimś bezbronnym? Podobno kiedyś wieki temu, palono tak na stosie czarodziejów... Ot, na wszelki wypadek, by poczuć się bezpieczniej.

Coś tu się nie zgadzało, jednakże nie było sensu dociekać, na czym naprawdę polega test, do puki groźba wbicia noża w plecy chodziła za nim niczym cień. Przecież już raz chcieli go zranić, teraz znowu historia się powtarza, z tą różnicą, że teraz mogą używać magii. Używać magii - powtórzyły misji.

Jakim cudem magia lalek zablokowała ich własne moce? To nielogiczne. Ktoś tutaj wciąż coś ukrywał.
- Czekaj... - powiedział niedyplomatycznie do Radnego - czy możesz się lekko zranić? Tylko w palec? Myślę, że jesteś wodnym klonem. Myślę, że wszyscy spotkani do tej pory ludzie, włącznie z radnym jakiego mieliśmy rzekomo bronić, byli stworzeni z wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2056-bank-shao#35422 http://ftpm.forumpolish.com/t1929-shao-tenjuin

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Evan
Wiek : 16 lat
Wzrost/waga : 165 cm /57 kg
Rodzaj magii : Magia Masek
Gildia : Policja Magiczna, oddział Duchów Era.
Staż w gildii : Od listopada X801 w PM.
Liczba postów : 288
Dołączył/a : 10/07/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Nie Lip 13 2014, 23:45

Nigdy nie byłem za bardzo wylewny, ani w kwestii pokazywania uczuć, ani w kwestii rozmowy. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale po prostu ... mam tu inny charakter. Z tego co wiem, to jest on pośrednio zależny od tego, jacy byli moi rodzice... No i od tego w jakim środowisku dorastałem. Nigdy nie poznałem kobiety która mnie urodziła, ani mężczyzny który mnie spłodził, ba, nawet nie wiem jak mam na nazwisko. A środowisko... Dom dziecka raczej nie wpłynął dobrze na moje zachowanie. Tym bardziej, że tam uważano mnie za dziwaka. W każdym razie, kiedy Radny przedstawił cała historie lekko drgnąłem, a moja twarz pokazała zdziwienie, ale zaledwie na kilka sekund. Potem po prostu siedziałem i przyglądałem się wszystkim. Co odpowiedzą? Inni pewnie będą mieli więcej do powiedzenia niż ja. Oprócz Sonii... Zdawało się, że nie umie mówić. Że też nie zdałem sobie sprawy z tego wcześniej... Trochę się na sobie zawiodłem. Co do zastępcy Radnego sprawa była prosta - miałem ochraniać Radnego, a osoba która się tam znajdowała się nim wydawała. Nikt nie wyraził zdania, że nie jest to osoba która mieli chronić, więc po prostu postanowiłem wykonywać swoje zadanie. Tam samo jak w tym... domku dla lalek. Po prostu otrzymałem zadanie i je wykonywałem. Nie przejmowałem się słowami innych, a jeśli zostałbym zaatakowany prawdopodobnie by mnie uratowali. Chyba. W każdym razie Radny zadał bardzo ważne pytanie... Westchnąłem cicho. Nigdy nie lubiłem tego typu pytać. Dlaczego uważasz że to ty nadajesz się do tej roli? Nie potrafię na takie pytania odpowiadać. Dlaczego ja? Bo ja. No nie wiem dlaczego i nie umiem tego wytłumaczyć...
-Aby zostać zwerbowanym do Policji magicznej. Chce dostać się do oddziału duchów.-powiedziałem krótko, zwięźle i na temat. I to było znowu cała wypowiedź Evana. Jak zwykle małomówny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1909-konto-evan-a http://ftpm.forumpolish.com/t1395-evan http://ftpm.forumpolish.com/t2415-maskarada#41565

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Kobe "Raziel" Kurogane
Wiek : 18
Wzrost/waga : 182/80
Rodzaj magii : Magia Ducha
Gildia : -
Staż w gildii : 2
Liczba postów : 44
Dołączył/a : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pon Lip 14 2014, 03:51

Wszystkie wyjaśnienia postaci stojącej przed nami miały sens, spajały się w jedną całość i tłumaczyły każdy aspekt naszej misji, od początku do końca. Nie miałem powodu, by mu nie uwierzyć, bo całej tej opowieści towarzyszyło to coś, co wielbię ponad wszystko, logika. I ta jednak ma swoje granice. Znikaliśmy wedle ich upodobań? Zero jakichś argumentów? No cóż, widać każdy ma swoje "widzimisię".
Nastąpiło pytanie o powód podjęcia się tej misji odpowiedź Shao jak zwykle była wielce rozbudowana, choć w końcu można było się dowiedzieć czegoś ciekawego na temat GH. Następny odważył się Evan. Krótko i treściwie. Zabrzmiało jak odpowiedź wyuczona i kłamliwa, ale przecież takiej odpowiedzi się by każdy spodziewał, prawda? Rozejrzałem się, chyba była moja kolej:


- Chcę spróbować swoich sił w oddziałach Duchów, bo zawiodłem się na normalnych Gildiach. Moja praca z jedną z nich nie była zbyt owocna przez moją dość praworządną naturę. Wcale nie musi być prawdą, że gildia legalna to gildia dobra, prawda? Uważam również, że moje umiejętności mogą być wielce przydatne w misjach zwiadowczych i szpiegowskich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1880-raziel-karta-ducha#31880

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Arturia Alistair Elbereth Otori
Wiek : 19 lat
Wzrost/waga : 170cm/57kg
Rodzaj magii : Światła
Gildia : Policja Magiczna (oddział w Oak). Czarno-fioletowi!...
Staż w gildii : listopad x801
Liczba postów : 190
Dołączył/a : 29/11/2012

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Pon Lip 14 2014, 22:24

Ponowne ujęcie dłoni sprawiło, że przeszedł ją odczuwalny dreszcz. Nie była pewna co konkretnie go spowodowało. Czy podobał jej się, czy nie. Nie rozumiała o co chodzi. Natomiast zaraz przeszedł ją drugi, identyczny, gdy ujrzała nowy napis. Bez słowa patrzyła za oddalającym się motylem. Tao. Kojarzyła ten znak. Mimo wielu znaczeń, pierwszym jakie jej się nasunęło było: "Droga łącząca Niebo z Ziemią". Westchnęła, nie podnosząc na Shao ponownie wzroku...
Wróciła na swoje miejsce, po czym wstała, udzieliła wspomnianej odpowiedzi ambasadorowi, po czym stwierdziła, że jeszcze się wstrzyma ze spróbowaniem lokalnych specjałów...
Wtem jej uwagę zwróciła Sonia. Dawno nie widziała tak czystej i niewinnej radości. Ten widok wlewał w serce wzruszenie i ciepły, szeroki, życzliwy uśmiech sam pojawił się na twarzy panny Otori. Natomiast rysunki jej samej zdały się przepiękne, a miała okazję widzieć je podczas rysowania, dzięki świetnemu wzrokowi. Wszak powstały przy współudziale radości i pasji. Nie mogły się nie podobać. Słowa Shao słyszała, jednak pierwsza reakcja nastąpiła dopiero w momencie, gdy ofiarował pomoc w kwestii Sonii. Z jednej strony urzekła chęć pomocy. No, może tylko ubrałaby ją w trochę inne słowa. Ale pozostała jeszcze druga strona: ta zła i podła racjonalistka, rujnująca wszelkie przejawy romantyzmu i zwykłej ludzkiej chęci pomocy innym. Bo co, jeśli słowa telekinetyka są tylko na pokaz, by wkupić się w serca zgromadzonych w pokoju? Gdzieś wewnątrz usłyszała protest tej romantycznej części siebie. Jednak, niestety, musiała brać pod uwagę, że słowa Shao to podstęp. Tak było bezpieczniej, biorąc pod uwagę jego organizację. Przynajmniej według Hawkeye...
Opis scenariusza radnego Zao-Shena Kulonga przyjęła ze stoickim spokojem jak i to, że niby to ten radny siedzi sobie właśnie przed nimi, jako oaza spokoju. Musiała przyznać, że dla niej brzmiał dość sensownie. Jednak póki co wciąż starała się nie wierzyć mu na ślepo. Mimowolnie odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że i członek Duchów, i radny mają się dobrze. A pomysł z pokojem przesłuchań musiała pochwalić. Może pomyśli o czymś podobnym?...
Gdy padło pytanie o iluzję, Arturia podniosła rękę. Natomiast informacja, że głowa nie należała ani do radnego, ani do funkcjonariusza Duchów mimowolnie wyzwoliła oddech ulgi. Czujniczek jednak wciąż działał. Ponownie stanęła na baczność...
- Rozumiem. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem - Czy można wiedzieć, gdzie obecnie przebywa pan Barma, i czy jeszcze będziemy mieli okazję się z nim spotkać? - Tak, chciała wiedzieć, czy to nie jakaś kolejna ściema. Wtem zdecydowała się na coś jeszcze, być może "grabiąc" sobie u ambasadora, ale jednak czuła, że musi usprawiedliwić i grupę i siebie:
- Poza tym... - zaczęła niepewnie, jednak wyprężyła się ponownie, jak do apelu i odezwała się już pewniej - Z całym szacunkiem, Panie, ale pan Barma został nam przedstawiony jako nasz cel ochrony. Gdybyśmy byli profesjonalną, licencjonowaną ochroną VIPa, wiedzielibyśmy o nim więcej niż on sam o sobie. Mieliśmy jednak strzępki informacji, w większości tych, które zdobyliśmy sami, bo jest oczywiste, że nikt osobom "z ulicy" nie poda do informacji takich danych. Skoro pana Barmę przedstawiono nam jako nasz cel ochrony, nie dyskutowaliśmy z tym. Co do zachowania to jednak "dyplomata" jako profesja niestety nie zawsze idzie w parze z "dyplomatą" jako naturą. Ludzie są różni. Może akurat dyplomata, którego mieliśmy ochraniać jest typem osoby, która w dyplomatyczny sposób rozmawia z osobami ze swojego szczebla społecznego i wyższych, a nas do takowych, poniekąd słusznie, nie zaliczała? Gdyby w trakcie podróży jego charakter uległ zmianie - owszem, byłoby to podejrzane. Nie mieliśmy jednak porównania, jak nasz cel zachowuje się w innych okolicznościach, niż podróż z nami powozem. - po tych słowach, wypowiedzianych z naturalnym spokojem, usiadła. Nastąpiło krótkie "5 minut sławy" dla każdego. Gdy nastąpiła jej kolej, skorzystała z okazji i zrobiła coś z faktem, który strasznie ją wkurza. Nie była jednak zagniewana. Ze stoickim spokojem podeszła do katany, podniosła ją i zaczęła oglądać w dłoniach. Wysunęła ją nawet na kilka centymetrów z sai. Z towarzyszącym spojrzeniu podziwem dla broni i nutą pogody w głosie rzekła, całkowicie kontrastującą z pierwszymi słowami:
- Ja uważam, że jest pan zagrożeniem dla Rady, panie Tenjuin. - padło jak grom z jasnego nieba. - Jest pan członkiem nielegalnej organizacji Grimoire Heart. Bardzo niebezpiecznej organizacji. Trzeba to mieć cały czas na uwadze. - a po krótkiej chwili zatrzasnęła gwałtownie broń, wbijając wzrok odległych gwiazd w oczy Shao - Jednak czy jest pan realnym zagrożeniem dla Rady - tego nie wiem. Nie każdy w nielegalnej organizacji to zło. Trafiają w takie miejsca też osoby, które tak naprawdę nie chciały lub nie powinny tam trafić, a do dołączenia zmusiły je na przykład niefortunne koleje Losu. Wiem natomiast, że skoro znajdujemy się w ambasadzie Fiore to obowiązuje nas prawo takie jak na geograficznym terenie naszego Królestwa. We Fiore z tego co wiem, samosądy są nielegalne. Tym samy nie zamierzam dopuścić do takowego zdarzenia, nawet z pozycji cywila. Jeśli ma pan coś na sumieniu, zajmie się panem władza wykonawcza oraz sądownicza kraju. Jednak ani nikt z grupy operacyjnej nie jest w policji póki co, ani ambasada to nie sala rozpraw. Jeśli chce pan sobie zrobić krzywdę bronią, i to własną, musi pan znaleźć inny sposób.
Po czym odwróciła się w stronę radnego, nie oddawszy wcześniej katany Shao...
- Wzięłam udział w misji, ponieważ moim wieloletnim Marzeniem jest praca w służbach mundurowych. Moi rodzice są egzorcystami* - nie uznała tej informacji za jakąś specjalnie tajną. Jej rodzice w Magnolii i okolicach i tak są dość znani jako bardzo dobrzy w swoim fachu. - można więc powiedzieć, że jestem z rodziny o poniekąd wojskowych tradycjach. Od dziecka widziałam wiele rzeczy i istot, które przeciętna osoba uznałaby za przerażające. Wiem też, jak wygląda walka o człowieka i co z sobą może nieść. Nie zdecydowałam się jednak na drogę duchowieństwa. Chcę walczyć o spokój obywateli służąc w szeregach fiorańskich służb porządkowych. Chcę być jednym z trybików odpowiedzialnych za bezpieczeństwo mojego kraju. Ulubiony oddział posiadam, jednak jest on niedoścignionym Marzeniem wielu. - i oczywiście miała na myśli elitę elit, czerwono-pomarańczowych. Nie planowała jednak wspominać o tym dokładnie w tym teraz momencie. Ani o wolontariacie w szpitalu. Kontynuowała więc, zgodnie z prawdą: - Z wielką Dumą nosiłabym mundur jednego z pozostałych trzech oddziałów. Mam Nadzieję, że w końcu na niego zasłużę. - z ostatnim zdaniem pokornie skłoniła głową przymykając oczy. Tajemnic nie zdradziła, więc jeśli to był podstęp, raczej nie nabroiła za bardzo...

Gdy wniesiono herbatę, korzystając z chwili zamieszania, dyskretnie szepnęła tylko do Shao:
- Lepiej zwracaj się per "pan".
Wróciła na swoje miejsce, przyjęła herbatę dziękując dziewczynie, po czym dyskretnie, sprawdziła Pierścieniem Lewe Oko Wiedźmy (opis w OD, gadżet z misji Afa) łakocie, które miała teraz na jednej chusteczce i herbatę trzymaną tuż obok. Oczywiście jeśli pierścień się zmienił, porzuca konsumpcję. Jeśli nie wykazał zatrucia jedzenia, zaczęła od macki. Była ciekawa...
Ponadto poczuła lekkie ukłucie Dumy, jeśli to wszystko prawda. To by znaczyło, że dobrze kombinowała z głębokim Snem "radnego", który serio przygotowywał się do ich przeniesienia. Jednak nie odezwała się w tej kwestii...



*Początkowy fragment z historii w KP Arturii:
Cytat :
Jak już zostało wspomniane, Arturia Alistair Elbereth urodziła się w rodzinie egzorcystów, jako młodsze z dwójki dzieci. W Magnolii, w tak bliskim sąsiedztwie katedry Cardia, jak to tylko możliwe. Może na wstępie wyjaśnię, że w ich religii celibat nie obowiązuje egzorcystów, którzy w chwili otrzymywania święceń byli już małżeństwem. Przy czym małżeństwem bezdzietnym. Oczywiście późniejsze posiadanie dzieci nie jest zakazane, jednak trzeba mieć na uwadze, że w związku z fachem rodziców, śmiertelność wśród potomstwa jest bardzo duża...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1080-konto-arturii http://ftpm.forumpolish.com/t422-arturia http://ftpm.forumpolish.com/t1519-wszystko-co-pod-sloncem-i-gwiazdami

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Sonia
Wiek : 18?
Wzrost/waga : 168/56
Rodzaj magii : Pieśni
Gildia : Brak
Staż w gildii : -
Liczba postów : 208
Dołączył/a : 24/11/2013

PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   Wto Lip 15 2014, 15:52

Skończyła. Przedstawiła swoja historię. I otrzymała tyle pięknych uśmiechów, że aż się zawstydziła. Zrobiła dobrze? Na pewno? Nieco się skuliła na swoim miejscu, nieprzywykła do takiej dobroci. A gdy już otrzymała kredki na stałe... Dziewczę się rozpłakało ze szczęścia, przytulając malutki pakuneczek do piersi, przez co pojawił się problem. Chciała wytrzeć swoja buźkę jak najszybciej, by nie musieli widzieć jej plączącej (po raz kolejny zresztą w ciągu tego krótkiego czasu), a z drugiej nie chciała puszczać kredek, tak cudownych kolorowych kredek, które dał jej zupełnie obcy człowiek. Sonia skłoniła się głęboko, nie podnosząc głowy przez dłuższą chwilę. Do momentu, w którym uznała, że może się pokazać, a i tak szybko wróciła na swoje miejsce, kuląc się i ocierając czerwoną od płaczu buźkę. Mimo tego wszystkiego, słuchała uważnie, co miał do powiedzenia im mężczyzna. Nawet lekko się uśmiechnęła. Miała rację! Wyglądali podobnie. Bawiła się dłońmi, słuchając wszystkiego, co mówił do nich dyplomata oraz co mówili sami towarzysze. No właśnie mówili... Pomimo swojej pierwotnej radości teraz zaczęło jej trochę przeszkadzać to, że nie jest w stanie im podziękować, powiedzieć, co myśli, co uważa... Spojrzała na swoje rysunki i pomimo tego, ze dostała kredki okazały się one niepełne, koślawe, krzywe... Zmarkotniała, kuląc się na swoim siedzeniu, kiwając od czasu do czasu głową. Rozumiała przecież wszystko, co do niej mówili, a mimo to... Nie podniosła ręki, gdy pytano o iluzję. Nie, nie powinna tak myśleć i użalać się nad tym, co jej się przydarzyło. W końcu nie było możliwości, by cofnąć to wszystko, wiec pozostawało jej jedynie robić to, co mogła najlepiej - śpiewać. Choć to i tak nie zdawało się na dużo. Jej towarzyszom to nie pomogło nic a nic. Uśmiechnęła się blado, kiedy zadano kolejne pytanie, na które trzeba było odpowiedzieć, więc ponownie chwyciła kredki, ale już z mniejszą werwą, jak przed chwilą.
Narysowała dość prosty w odbiorze rysunek, jednakże oddający wszystko, co chciała robić.
I skuliła się nieco, ponownie, próbując dojść do jakiegoś wewnętrznego konsensusu. Już nawet nie zwracała uwagi na ciepło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1855-sonia http://ftpm.forumpolish.com/t3644-notatki#70051
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Ambasada Fiore   

Powrót do góry Go down
 
Ambasada Fiore
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Inne tereny
 :: Pozostałe kraje :: Dessertio :: Kh'oglun
-




Wymiana!
Poniżej znajdują się buttony for, z którymi obecnie prowadzimy wymianę. W celu nawiązania współpracy zachęca się do odwiedzenia pierw tematu z regulaminem wedle którego wymiany prowadzimy, a następnie do zgłoszenia się w tym temacie. Nasze buttony oraz bannery znajdują się zaś w tym miejscu.
BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallowswww.zmiennoksztaltni.wxv.plRainbow RPGEclipseRe:Startover-undertaleBleach OtherWorld
Layout autorstwa Frederici.
Forum czerpie z mangi "Fairy Tail" autorstwa Hiro Mashimy oraz kreatywności użytkowników. Wszystkie materiały umieszczone na forum stają się automatycznie własnością jego jak i autorów. Dla poszanowania Naszej pracy uprasza się o nie kopiowanie treści postów oraz kodów bez uprzedniej zgody właścicieli.