facebook
menu
Regulamin Poradnik dla nowych Magia Umiejętności Wizerunki Władza Spis przedmiotów Misje Wzór Karty Postaci Wymiana
mapa
HargeonAkane ResortHosenkaMagnoliaWschodni LasOshibanaOnibusCloverOakEraScaterCrocusArtailShirotsumeHakobeZoriPółnocne PustkowiaCalthaLuteaRuinyInne Tereny ZachodnieGalunaTenrouPozostałe KrajeMorza i Oceany
menu
Frederica
Heisher
Finny
Corinne
Diangen
Karuna
Gumiś
Pheam
AIDS
Ejji
Ezra
Abri
Torashiro
Pyza
Noya
Kiara
Reschehedera
Kei
King Asthor
Staruch
Samael
Niya
Sala główna - Page 23

IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23
AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Joseph
Wiek : 26
Wzrost/waga : 1,82m/77kg
Rodzaj magii : Biblioteka DNA
Gildia : DHC
Staż w gildii : od Marca x802
Liczba postów : 5500
Dołączył/a : 29/08/2012
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Sala główna   Sob Cze 22 2013, 15:11

First topic message reminder :

Ogromna sala do której wchodzi się zaraz z Magnolii i właściwie większość gości tylko w niej przebywa. Ma długość 50m i szerokość 20m. Dach znajduje się jakieś 45m nad głowami, a 40m nad głowami zaczynają się Belki stropowe. Podłoga wyłożona jest białymi kafelkami a ceglane ściany obwieszone licznymi obrazami przedstawiającymi świętych. Do ołtarza prowadzą cztery rzędy ław, dwa po lewej i dwa po prawej. Drzwi główne są wielkie i dębowe, podwójne. Te wschodnie i zachodnie mimo że podwójne są znacznie mniejsze, dlatego ich zamykanie i otwieranie nie powinno być problemem. Prócz tego za ołtarzem znajdują się małe, ciemne drzwiczki, z początku nawet nie zauważalne. Okna znajdują się nad drzwiami frontowymi oraz nie wielkie po bokach katedry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t4013-to-cos-od-pd-jo#79641 http://ftpm.forumpolish.com/t3795-joseph http://ftpm.forumpolish.com/t4016-karta-zdrowia-jo#79647

AutorWiadomość

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Annie Simon d'Arc
Wiek : 13
Wzrost/waga : 152/40
Rodzaj magii : Kolekcjoner Informacji
Gildia : Lamia Scale
Staż w gildii : Dwa lata.
Liczba postów : 259
Dołączył/a : 13/08/2014

PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Lut 22 2017, 20:51

Ruch pchełkami okazał się być dobrym wyjściem. Miałą wszak teraz jeszcze lepszy widok, a to znaczyło więcej informacji od małych, nie rzucających się w oczy istotek pochowanych gdzie się da. W każdym razie faktycznie - dopóki ludzie na powierzchni sobie nie pójdą nie ma szans na to, by się stąd wydostali. Pewnie mogliby kopać w stronę przeciwną, ale nie oszukujmy się - jaki dureń nie dostrzeże ruchu czy nie usłyszy upadających kamieni? Póki co liczyła na to, że Arisu zapomni o nich i ruszy gdzie indziej, a oni będą w stanie przeczekać najgorsze. Zdobyte informacje kompletnie zmieniały postać rzeczy - musiała wrócić do gildii, tak czy inaczej. Nie było opcji, żeby zginęła przy czymś takim. Zbroja w razie potrzeby ciągle była na niej - idealnie. Dawało to chociaż ułamek mobilności. Wiedziała też, że pchełki zapewne niebawem się skończą, dlatego też użyła zaklęcia raz jeszcze, chcąc nakierować je przez gruzy tak, by wyszły dalej, niż gdzie leży sama Anka i kiedy nadejdzie chwila - zastąpiły swoje poprzedniczki, chociaż ustawiając się nieco dalej od ich poprzedniej pozycji - dalej jednak dba o to, by widzieć jak najwięcej osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2397-skrytka-813 http://ftpm.forumpolish.com/t2389-annie-simon-d-arc http://ftpm.forumpolish.com/t2728-books-won-t-stay-banned-they-won-t-burn#46687

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Arisu Arakawa
Wiek : 20 lat
Wzrost/waga : 150/50
Rodzaj magii : Wzmacniająca(wspierająca)
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 3 lata
Liczba postów : 281
Dołączył/a : 23/10/2016
Skąd : Gdynia

PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Lut 23 2017, 13:10

źle się tutaj działo, równie nie dobrze się z tym czuła, wolała sobie już stąd iść, widok krwi i zabijania nie był dla niej. Zwłaszcza kiedy jakaś kobieta zabiła dwójkę nieznajomych, Ari zamarłą na chwilę, by potem spojrzeć na blond chłopaka, Seishu.
-Nie mam zielonego pojęcia, sama nie wiele wiem, wybacz - rzekła nieco rozkojarzona, widok krwi, to jeden z jej najgorszych wizji, chciała by to wymazać z swojej głowy. Po chwili jednak usłyszała... coś. Podobne to było to kaszlnięcia lub chrząknięcia. Skierowała się w tamtym kierunku nie pewnie, odwróciła wzrok jednak po chwili. Nie interesowało ją co się tam działo, chciała tylko pomóc pochowanym tutaj ludziom, o ile ktoś przeżył.
-Mam dość, chce stąd iść - rzekła na głos, sama do siebie. Co mogła zrobić? Kopać bez sensu dalej, wiedząc iż każdy jest tu pochowany żywcem? To trochę za wiele jak na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3512-konto-arisu#66738 http://ftpm.forumpolish.com/t3510-arisu-arakawa?nid=6#66733 http://ftpm.forumpolish.com/t3522-arisu#67021

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Ezra Al Sorna.
Wiek : 25 lat.
Wzrost/waga : 170/63.
Rodzaj magii : Tenebris Cor.
Gildia : Grimoire Heart.
Staż w gildii : 4 lata.
Liczba postów : 384
Dołączył/a : 22/11/2015

PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lut 25 2017, 02:11

Ezra w ciszy obserwował poczynania Nanayi, jednocześnie walcząc ze swoimi uczuciami. Zdecydowanie nie podobało mu się to, że Mefisto wpłynął pośrednio na jego odczucia względem Mistrzyni GH, co to to nie. Lis potrzebował siły, jednak była ona dla niego jedynie środkiem wiodącym do celu. Teraz zaś okazuje się, że jego cel może ulec zmianie. Szermierz oddychał głęboko, starając się poukładać myśli i obserwując popis sztuki łuczniczej w wykonaniu swojej wieloletniej przyjaciółki. W środku zaś zastanawiał się, gdzie podziała się ta niewinna dziewczyna sprzed lat. Ta sama, która wypłakiwała mu się w ramię, gdy musiała podczas misji ratować zarówno jego i siebie, bo on był na to zbyt ciężko ranny. Mag zamknął na chwilę oczy, zaś gdy je otworzył, nie dało się w nich wyczytać niczego. Sądząc po aurze jaką roztaczał Mefisto, to w tej chwili nie było w Kardii nikogo, kto mógłby nawiązać z nim równą walkę. Powinien sobie poradzić pięć minut bez niego.
- Dep. - wyciągnął w jej stronę rękę, czekając na to, aż dziewczyna podzieli się z nim swoją magią. Kiedy już to zrobiła, ruszył w stronę gdzie walczyli wcześniej Adam i Never.

Był jednak ktoś, kto obserwował nie Nanayę, a Ezrę. Czy też raczej istny huragan sprzecznych emocji, które zdało by się, zaraz rozerwą go od środka. Depore patrzyła jak Al Sorna wymija Mistrzynię bez słowa, posyłając jej jedynie krótkie spojrzenie i kierując się w stronę drugiego rannego mężczyzny. Wyczuwała to, co zamierzał zrobić i nie miała z tym problemu. Jednak to jak potraktował Nanayę... Demonica przygryzła lekko dolną wargę, zaciskając mocno dłonie. Ona także walczyła ze sobą. Bo przecież nie pozwoli odebrać sobie mężczyzny którego tak kochała. Z drugiej strony... Z drugiej strony Ezra nie był już do końca człowiekiem. Czekało ich razem wiele setek wspólnego życia. Czy zatem warto robić mu wyrzuty o krótkie z perspektywy wieczności romanse? Zwłaszcza, kiedy wyczuwała jak sam nie potrafi sobie poradzić z całą sytuacją. Dziewczyna westchnęła cicho. Do czego to doszło...

Magnasetia podeszła do Nanayi i chwyciła ją lekko za ramię, odciągając 2-3 metry na bok. Obrzuciła swoją rywalkę uważnym spojrzeniem, zaś przez jej twarz przemknął dziwny grymas. Cóż, rudowłosa z pewnością mogła się podobać. W dodatku ona nie posiadała zniszczonej połowy twarzy. Mistrzyni mogła zauważyć, że oczy dziewczyny nabierają coraz głębszego odcienia szkarłatu, jednocześnie wpatrując się w nią jak w zwierzynę. Jednak to krótkie wrażenie zniknęło tuż po tym gdy Depore mrugnęła. Z piersi dziewczyny wydobyło się ciężkie westchnięcie, zaś gdy się odezwała, w jej głosie słychać wyraźnie było niechęć:
- Dobra. Postawię sprawę jasno, bo ten głupek nie jest w stanie tego zrobić... - przez krótką chwilę demonica szukała właściwych słów. - Ale najpierw...
Magnasetia po raz kolejny użyła Ostatecznego Liścia Zagłady, tym razem pozostawiając ślad po uderzeniu na twarzy Mistrzyni GH. Zmrużyła lekko oczy, jednocześnie nachylając się w jej stronę:
- Po pierwsze: ogarnij się do cholery. Myślisz, że jemu jest łatwo? Ty jebana egoistko... "Czujesz do mnie obrzydzenie?" "W zasadzie nawet ci się nie dziwię?" Co on w tobie widzi... I ja uważałam cię za rywalkę. Dorośnij dziecko. Może i jesteś pełnoletnia, ale twoja psychika jest bardziej dziecinna niż ta czterolatka. Powiedział ci kiedyś, że się tobą brzydzi? Że nie chce cię mieć w pobliżu? Bo - uwaga niesamowita wiadomość - gdybyś do cholery nie zauważyła przez te pięć lat znajomości z nim, to nie jest on osobą która kłamałaby w takich sprawach. Sądzisz, że jego uczucia zmieniłby się z chwili na chwilę?
Dep nabrała tchu po dłuższej przemowie, wcześniej nie dała sobie wejść nawet w słowo. Poprawiła kosmyk włosów, który zasłaniał jej widok, zakładając go za ucho.
- Po drugie: nie wiem co się z nim dzieje, ale coś jest stanowczo nie tak. Zupełnie jakby ktoś zaszczepił w nim jakąś niechęć do ciebie...do całego tego miejsca. Do tej katedry. Przypuszczam, że to ten pieprzony Mefisto. - oczy demonicy rozbłysły ponownie, zaś jej ton stał się ostry niczym klinga miecza. - Ten fiut przegina pałę. Nie dam mu traktować się jak zabawkę. A tym bardziej nie pozwolę, żeby robił to samo z Ezrą. I niech lepiej dobrze się schowa, kiedy postanowię z nim skończyć, bo inaczej jego krzyki będzie słychać w całym Piekle.

- Po trzecie i ostatnie: przestań pieprzyć od rzeczy. Zajmowanie się Mefisto? Usuwanie się w cień? Nie widzisz tego, że on desperacko stara się nie stracić tego co posiada? Nie wiem, czy ci o tym opowiadał, ale nigdy nie posiadał rodziny. Takiej prawdziwej. A kiedy już ją zyskał, to odebrano mu ją. Teraz znalazł ciebie. I znowu ktoś chce mu to odebrać. I pieprzyc tego Księcia Piekieł, chodzi mi o ciebie. Praktycznie odcięłaś się teraz od niego. I od tego co starał się osiągnąć, próbując ochraniać GH i ciebie. To go zaboli. Mocno zaboli... Nie jest najlepszy w mówieniu o swoich uczuciach. A chociaż może ci się to nie podobać tak samo jak mi, to że kocha też inną kobietę nie zmienia faktu, ze nadal go kocham. I nie chcę patrzeć jak cierpi. Rób co chcesz, ale nie pogarszaj sytuacji swoimi dziecinnymi domysłami i fałszywymi oskarżeniami.
Demonica skończyła swoją wypowiedź, patrząc Nanayi prosto w oczy.

Tymczasem Ezra zatrzymał się kilka metrów od ledwo oddychającego Adama, przez krótką chwilę wpatrując się w jego oczy. Mag zainkantował cicho komendę uwalniającą pieczęć zaklecia:

„Zwiastunie końca, biały niczym śnieg.
Powiewie wiatru przed zmierzchem.

Na niebie odległego lasu
samotna gwiazda rozświetla nieskończone nocne niebo.

Odpowiedz na me samolubne życzenie,
użycz swego światła temu który niegdyś cię porzucił -  
Białe Ostrze Imperatora.”

Wężowe źrenice chłopaka rozszerzyły się lekko, gdy ten wyciągnął przed siebie rękę i wycedził przez zaciśnięte zęby jedno słowo.
- Hakuteiken.
Ton jakim wypowiedział imię miecza był równie bezlitosny i zimny co jego klinga. Jednoręki szermierz, ubrany w czarny podarty płaszcz uśmiechnął się ponuro. Czy też wyszczerzył zęby niczym mający ukąsić zaraz wilk, co kto woli. Jedynie jego włosy odcinały się na tle dominującej czerni, sprawiając, że twarz maga wydawała się być bardzo blada. Blada niczym sama Śmierć.
- Nic osobistego. - rzucił, wykonując cięcie mieczem w stronę szyi rannego mężczyzny, korzystając przy tym ze swoich umiejętności (Szermierz 2; Joker 1,2; Siłacz 0,2). Kolejne cięcie wykona na ukos, tnąc przy tym tułów mężczyzny od barku do biodra. Ot, Adam miał pecha. Nie dość, że Al Sorna nie był aktualnie w najlepszym humorze, to dodatkowo samotny mag widział twarz Mistrzyni GH. Zaś Ezra nie po to zawarł pakt z demonem, żeby teraz pozostawiać za sobą potencjalnych wrogów, którzy mogą w przyszłości jakoś zaszkodzić Nanayi. Al Sorna już dawno odebrał lekcję mówiącą o tym, że nie należy zostawiać za sobą przeciwników, kiedy można się ich pozbyć. Była to najlepsza droga, żeby zarobić nożem w plecy i to najczęściej w najmniej spodziewanym momencie. Wypuścił miecz, który momentalnie rozwiał się w czarny dym, jednak jeszcze nie skończył. Musiał się jakoś wyżyć, w przeciwnym razie miał wrażenie, że wszystkie stłoczone w środku emocje go rozerwą. Czarny dym zawirował, tym razem kształtując się w powietrzu nad klatką piersiową Adama w potężny, dwuręczny miecz.  Al Sorna skinął krótko dłonią, posyłając ostrze w dół z impetem wystarczającym by przebiło rannego na wylot, następnie zaś odwrócił się i ruszył w stronę Mefista, starając się nie patrzeć w stronę rozmawiających Depore i Nanayi.

Ezra z beznamiętną miną przyglądał się materializacji Grey. Wyglądało na to, że nie tylko on posiadał w sobie dodatkowego pasażera. Mag westchnął cicho. Miał dosyć dzisiejszego dnia, a wyglądało na to, że Karuzela Śmiechu nadal się kręci. Kolejny przeciwnik? Następna inkantacja opuściła usta mężczyzny, kończąc się pojedynczym słowem.
- Ryuuzume.
W powietrzu za magiem pojawiły się trzy czarne ostrza, wymierzone w stronę Grey. Zimne, demoniczne oczy wpatrywały się w uwagą w materializującą się istotę. Al Sorna zerknął w stronę Księcia Piekieł.
- Uważaj, bo ci się udusi. - rzucił krótko, wskazując na dziewczynę. - Chyba nie za dobrze umiesz obchodzić się z kobietami. Mam ją zdjąć jeśli spróbuje zaatakować?


Ostatnio zmieniony przez Ezra Al Sorna dnia Sob Lut 25 2017, 23:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3310-konto-ezry http://ftpm.forumpolish.com/t3264-ezra-al-sorna

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Abigail Ricatto - nieużywane
Wiek : 20
Wzrost/waga : 165/58
Rodzaj magii : Magia przejęcia: zwierzęta
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 2 lata
Liczba postów : 797
Dołączył/a : 24/03/2014

PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lut 25 2017, 14:26

Jakiś czas Abri po prostu szła przed siebie, a nogi same prowadziły ją do miejsca, w którym wcześniej zostawiła Kyoumę z Baylemem. Tam miała również być i Alezja. Przez większość drogi białowłosa nawet nie bardzo kontaktowała z otoczeniem. To na czym była teraz skupiona, to tylko i wyłącznie oddalenie się od niebezpieczeństwa, dostanie się do przyjaciół z gildii i... czy coś jeszcze?
Nawet nie miała już sił myśleć i to było bardzo dobre - kto wie jakich głupot mogłaby narobić i w jakie kłopoty by ją to wpakowało, gdyby teraz myślała?
Tak czy inaczej przecierała łzy, aby coś jeszcze widzieć, pociągała nosem, aby jakoś sobie poradzić ze swoim stanem i w końcu prawdopodobnie dojdzie do niej, że blondyn o coś zapytał. Abri spojrzy na niego przypominając sobie o tym, że on w dalszym ciągu niósł Nori. Ugryzie się w policzek i ręką wskaże na budynek, w którym zostawiła przyjaciół.
- Tam powinni być... - odpowie mu krótko, ponieważ dłuższa wypowiedź wymagałaby zastanowienia się, a tego Abri musiała teraz unikać. Gdyby tylko mogła sobie na to pozwolić, prawdopodobnie zmieniłaby się w jakieś zwierze, tylko po to, by mogła całkowicie oddać się jego instynktom. Uciec stąd... Odlecieć gdzieś daleko - najlepiej w góry, albo nad morze. Albo w góry nad morzem...
Ale nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała najpierw dopilnować by jej przyjaciele byli bezpieczni. A przynajmniej ci, którzy jeszcze żyli...
Dlatego jeśli i kiedy już w końcu Abri znajdzie się w budynku, w którym powinni być ci, których tam zostawiła, najpierw upewni się, czy ich stan się nie zmienił - nie polepszył lub nie pogorszył. Później znajdzie sobie miejsce, aby usiąść i odpocząć. Może nawet pomyśleć?
I jeśli Seishuu wciąż będzie gdzieś obok, dziewczyna spojrzy na niego smutno, jednak nic nie powie...

_________________

Uwaga, Uwaga! Abri na urlopie, za co przepraszam. Więcej informacji znajduje się tu: klik

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t2862-abri#49069 http://ftpm.forumpolish.com/t2810-abri http://ftpm.forumpolish.com/t3426-aktualizacja-abri#64757

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Adam Arclight
Wiek : 26 lat fizycznie
Wzrost/waga : 202cm/105kg
Rodzaj magii : Nothingness Manipulation
Gildia : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 395
Dołączył/a : 30/01/2016

PisanieTemat: Re: Sala główna   Sob Lut 25 2017, 19:25

Z której strony, by nie spojrzeć sytuacja wydawała się trochę zła, no może nie trochę, ale też nie beznadziejna. W końcu byłem Bogiem i prawdopodobnie jedyną osobą, która będąc w takiej sytuacji nie zamierzała się poddawać, a dalej walczyć uśmiechając się od ucha do ucha mimo ran, które się pojawiły. Co z tego, że szkarłatna ciecz wypływa w dużych ilościach z aorty z każdym momentem pozbawiając ciało naturalnego funkcjonowania, wystarczyło tylko trochę się uprzeć. Nie zamierzałem zginąć jak nieudany eksperyment Artail w pierwszej poważnej walce, zbyt wiele rzeczy było jeszcze przede mną. Krew wypływała, ale to nie był koniec mojej walki, wiedziałem, że nie mogę się poddać i nadal muszę walczyć jeśli chciałem przeżyć. Była to walka o najwyższą stawkę jaką miało moje życie, a poddanie siebie oznaczało zaprzepaszczenie wszystkich moich celi, które towarzyszyły mi od początku istnienia. Chęć odpowiedzi sobie na pytanie "kim naprawdę jestem", znalezienie sobie przyjaciół, dziewczyny, wszystko mogło skończyć się w ciągu kilku najbliższych chwil. Słyszałem głosy, wiedziałem, ze na polu bitwy nadal są ludzie, ale nikt nie zamierzał mi pomóc, po co mieliby pomagać komuś, kogo nawet nie znali, zajęci byli w tej chwili sobą, zawszeni bohaterowi. Potem pewnie będą opowiadali o sobie historię jakimi bohaterskimi czynami się wznieśli walcząc w Kardii, a nie potrafili wspomóc mnie w żadnej z walk. Ciężko było być samotnikiem bez gildii. Na moje próby wezwania nikt nie mógł zareagować, nikt mnie nie znał, nie wiem czy nawet udało im się mnie zobaczyć. Znowu musiałem poradzić sobie sam z kolejnym przeciwnikiem, który wybrał najbardziej ranną po wszystkich wcześniejszych walkach osobę chcąc pokazać jaki jest potężny mierząc się z nim. Pewnie potem będzie obnosił się z tytułem, że pokonał Adama Arclighta, Boga. W sumie był to powód do dumy, ale wcześniejsze rany mogły powalić nawet byka. Był już w końcu czwartą osobą, która podjęła walkę ze mną. W tej chwili jeśli chciałem nadal żyć musiałem nie tylko zatrzymać krwawienie, które powoli powodowało, że traciłem przytomność, ale też uniknąć nadchodzących ataków przeciwnika. To wszystko wydawało się niemalże niemożliwe, nawet jak dla mnie.

Gdy tylko zorientuję się, że ktoś się do mnie zbliża, że nie zostawiono mnie w spokoju w miarę możliwości powiem
- Pomocy. Dołączę do was....
Chodziło oczywiście o dołączenie do ich grupy, nie mogłem w tej chwili zaproponować niczego więcej. Nie wiedziałem kim dokładnie są, ale chcąc przeżyć byłem gotowy spełnić ich wymagania, przyjąć na siebie konsekwencje tej podjętej bez żadnego zastanowienie decyzji. Mogłem robić wszystko, co tylko chcieli, byleby dalej przetrwać. No może poza występem w klubie nocnym dla homoseksualnych facetów. Tego nie mogłem zrobić, lepiej było umrzeć. Nie wiedziałem w jakim celu byłem stworzony, kim naprawdę jestem więc łatwo mogłem dopasować swoje cele do ich. Być może to przekona te osoby do zaniechania swoich akcji, być może pomocy mi.

Jeśli nie mogłem mówić ze względu na stan mojego gardła staram się napisać te słowa na ziemi za pomocą krwi lub wydłubać te słowa w ziemi z pomocą palca lub kawałka mojej obroży. Oczywiście robię to wolną ręką, nie tą, którą próbowałem jak najlepiej zatrzymać krwawienie. Wiedziałem, że było to tylko próbą, aby jak najdłużej wytrzymać, aby chociaż przez chwilę moc zrobić więcej i uratować swoje życie.

Próba błagania o litość nie mogła być jednak ważniejsza od samej walki. Jeśli zobaczę ataki Ezry staram się je uniknąć oczywiście wykorzystując do tego swoje zdolności [skrytobójca lv.1]. Mój stan i położenie nie były jednak za dobre, a jedyny unik jaki mogłem wykonać w tej chwili było próbą przeturlania się na bok, ten po którym nie znajdowało się nic w tej chwili, aby w nic nie uderzyć nadal starając się zatrzymać krwawienie. Unik chciałem wykonać tuż przed wykonaniem uderzenia, żebym miał czas, aby przeturlać się na bok i uniknąć uderzenia i jednocześnie przeciwnik nie zdążył zmienić trajektorii ciosu mieczem. W razie konieczności blokuję wolną ręką uderzenie starając się jej jednak nie stracić. Wykonuję te same akcje przy każdym uderzeniu mojego przeciwnika nie mogąc w tym położeniu zrobić niczego więcej.

Po unikach lub ich braku staram się dokończyć informację, z prośbą o oszczędzenie mojego życia w zamian za dołączenie do ich grupy. Jeśli nie przyniesie to efektu staram się odczołgać z ruin Kardii i udać się w stronę miejsca, gdzie mogłem otrzymać pomoc. Siedziba FT? Szpital? Jakiś obóz medyczny, ktoś kto mógł mi pomóc. Musiałem znaleźć cokolwiek, aby powstrzymać krwawienie i jakoś to przeżyć. Nie mogłem stracić teraz przytomności, gdyż to oznaczałoby moją śmierć. Starałem się odczołgać, o ile czas mi na to pozwolił, który miałem w tym momencie. Chciałem dostać się w bezpieczne miejsce, aby uratować swoje życie otrzymując potrzebną pomoc od wroga lub kogoś innego. Najgorszą teraz mozliwością była utrata przeze mnie przytomności. Wtedy nie mógłbym już sobie sam pomóc, dlatego robię wszystko, aby to zdarzenie nie miało miejsca. Wiem, że traciłem krew, ale na siłę starałem się mieć otwarte oczy, aby nie zginąć.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3433-skarbiec-boga#64953 http://ftpm.forumpolish.com/t3291p25-po-pierwszym-bogu-ktory-stworzyl-swiat-przychodzi-drugi http://ftpm.forumpolish.com/t3613-boskie-dodatki#69306

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Raekwon 'Ill' Spinebreaker
Wiek : 18
Wzrost/waga : 175/50
Rodzaj magii : Wybuchu
Gildia : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 471
Dołączył/a : 21/06/2013

PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lut 26 2017, 15:29

Poza nasłuchiwaniem jedyny pomysł, jaki przychodził blademu magowi do głowy, to złapać oddech i odpocząć. Koleżanka spod skały zapewniała darmowy ogląd sytuacji, więc chłopak mógł skupić się na odzyskiwaniu sił i energii. Zdjął czapkę, zgiął w pół i położył sobie pod głową.
-Nigdy więcej takich imprez...-pomyślał. Na balandze takiego kalibru to w sumie jeszcze nie był. Owszem, bywało, że podczas dobrej zabawy coś czasem się zbiło, coś porysowało i podniszczyło, ale nigdy nie było takiej sytuacji, że cała chałupa rozpadała się na drobne kawałki. Ktoś się z kimś złapał i zazwyczaj kończyło się na obitych gębach, ale nigdy na niczym poważniejszym, a na pewno nie na paktowaniu mrocznych gildii z demonami.
-Potrzebuję urlopu...-kolejna myśl przebiegła mu przez głowę niczym pocisk. Kurwa właśnie teraz miał być na urlopie! Z głową opartą o czapkę otworzył jedno oko, które gapiło się na Ankę i to, co próbowała robić. Zastanawiał się, za ile chwil znowu wydarzy się coś na tyle ciekawego, że będzie mógł obejrzeć co się dzieje na górze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1265-skrzynka-raekwona http://ftpm.forumpolish.com/t1117-raekwon-ill-spinebreaker http://ftpm.forumpolish.com/t2275-ill#39356

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Never Winter
Wiek : 17 liet
Wzrost/waga : 178 cm/68 kg
Rodzaj magii : Kontrakt z wróżką - Magia Szczęścia
Gildia : Brak
Staż w gildii : Dwa tygodnie
Liczba postów : 545
Dołączył/a : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lut 26 2017, 21:40

PERSPETKYWA ????
Ucieczka... W toku... ... Ucieczka nieudana. Nieznany obiekt... Chwycił obiekt... Obiekt... Obiekt... Obiekt?
Bohater... Właściwy bohater.... Never...? Winter...? Kto... Jak?
Błędy. Kolejne błędy. Analiza sytuacji. Porażka. Obiekt. Unieruchomiony. Drugi obiekt. Niesie obiekt. Przynosi go... Do... zagrożenia... Próba wyrwania się... Porażka. Niezdolność do poruszenia. Kończynami. Analiza ciała. Status. Krytyczny. 99% ciała. Niesprawne. Prób-
[                                                                     !]
! BŁĄD! BŁĄD! BŁĄD! NIEZNANY! PRÓBA IDENTYFIKACJI! NIEPOWODZENIE! OBIEKT!
-                                        !
KOLEJNE USZKODZENIA! BŁĄD! BŁĄD! BŁĄD! PRÓBA REGERACJI! KRYTYCZNE NIEPOWODZENIE! PRÓBA ODZYSKANIA KONTROLI! KRYTYCZNE NIEPOWODZENIE! PRÓBA UCIECZKI! TOTALNIE NIEPOWODZENIE! ANALIZA MOŻLIWYCH DZIAŁAŃ! ABSURDALNE NIEPOWODZENIE!
-                                !
OBIEKT! ZAGROŻENIA! POŁOŻYŁ! WYKONUJE! DZIAŁANIA! PRÓBA! ZAPOBIEGNIĘCIA! NIEPOWODZENIE! NIEPOWODZENIE! NIEPOWODZENIE! NIEPOWODZENIE! NIEPOWODZENIE!
NIEEEEEEEEPOWOWDZENIE!!!!!!!
...
..
.

PERSEPKTYWA GREY
-...!
Wyrwało mnie... coś... nie zdążyłam jeszcze... przywrócić swojego ciała... Co się stało... Co ludzie robili? Gdzie... Never-kun... Ugh... Czułam się... naprawdę... fatalnie... W dodatku czułam jeszcze jeden niepokojący... Agh. Gdzie... ja była-
-...!!!!
Wtedy to zauważyłam... To był... Ktoś... Kto robił... Miał ręce.... Przy Never-kunie... On... Coś czynił... Nie wiedziałam co... Nie wiedziałam dlaczego... dużo mnie ominęło... Czemu? Dlaczego... DLACZEGO ON BYŁ BLISKO NEVER-KUNA!
... Nie było czasu na wahanie... Ledwo się ruszałam.... Ledwo myślałam... Prawdopodobnie nie będę mogła tego zrobić... Ale... Ale... Nie mogłam się poddać bez próby... Powstrzymania jego... od czegokolwiek... co robi... Never-kunowi... Już czułam... Skazę na więzi... Nie mogłam pozwolić... Na dalsze tego typu próby... Dlatego starałam się... zgromadzić resztę swojej mocy... Po czym nakierować ją... na wroga... który coś robił Never-kunowi... I użyć... Kyou Shougeki (B=>A)... To było obojętne... co się ze mną stanie... Obojętne... że ostrza... mogły mnie przeszyć... że Mefisto odpowie... Ważne było... powstrzymanie... Powstrzymanie go... od zrobienia krzywdy... mojemu kochanemu...
Bohaterowi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1552-superhero-national-funds-czyli-konto-nevera#24439 http://ftpm.forumpolish.com/t1507-never-winter http://ftpm.forumpolish.com/t1989-dzienniki-grey Online

Mag klasy S

avatar


Imię i nazwisko : Mor, była też znana jako Nanaya zanim odrzuciła to imię
Wiek : 19/24
Wzrost/waga : 165/55
Rodzaj magii : Słońca
Gildia : Mistrz Grimoire Heart
Staż w gildii : Ponad 4 lata
Liczba postów : 2755
Dołączył/a : 20/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lut 26 2017, 22:01

Ułożyła Nevera przed Mefistem i zaleczyła jego najgorsze rany, nie miała jednak żadnego wpływu na to, co będzie działo się dalej, dlatego też gdy demon postanowił przejąć "pałeczkę", skinęła tylko głową i wstała. Nie było już nic, co mogła by zrobić w personalnej tragedii Nevera Wintera poza obserwacją. Stał się tylko drogą do celu, choć patrząc na dziejącą się przed nią magię, Nanaya wiedziała, że swoimi czynami mogła pogrzebać więcej, niż tylko jedno istnienie. Aura bijąca od Mefista jasno mówiła, że przyłożyła dłoń do stworzenia bytu jeszcze potężniejszego niż gdy przybyła do Kardii. Kto wie? Może gdyby wtedy postanowiła po prostu pozbyć się demona nie widziałaby, jak wszystko, o co mogłaby zabiegać, po prostu przesypuje się przez jej place niczym piasek? Każdy krok, który wykonywała, zdawał się przybliżać ją do odtrącenia każdego, kogo kochała. Czy było to wyjście?
Z nieobecnego zamyśleni wyrwała ją Depore, która odciągnęła ja od całego zamieszania. Właściwie to był pierwszy moment, w którym mogła przyjrzeć się demonicy, z którą Ezra zawarł kontrakt. I im dłużej o tym myślała, tym bardziej uderzało ją to, jak niewiele o nim się dowiedziała przez te pięć lat. Jak niewiele o sobie wiedzieli. Może gdyby nie była tak uparta dwa lata temu, wyglądało by to inaczej? Gdyby nie postanowiła działać na własną rękę, zmęczona ochroną, nakazami, zakazami? Gdyby... Słowa, które Dep mówiła nie docierały do Nanayi, ale uderzenie w policzek zadziałało niczym pobudka lodowatym wiadrem wody. Zamrugała kilka razy, jakby dopiero co zrozumiała, kto i dlaczego przed nią stoi, podczas gdy policzek piekł i szybko stał się niezwykle czerwony od uderzenia.
Stała w milczeniu, słuchając wszystkiego, co pani ostrzy miała do powiedzenia, a było tego sporo. Wszystkie emocje, które się w niej kotłowały znajdowały ujście w precyzyjnych i bolesnych słowach. Nie dbała o grzeczność swoich słów, a Nanaya mogła tylko słuchać, nie mając sił na szukanie argumentów lub wdawanie się w dyskusję. Zresztą, czy była ku temu potrzeba? Depore z brutalną wręcz dokładnością punktowała wszystko, co Byakushitsune właśnie zrobiła. Starała się odciąć, bo była to jedyna rzecz, którą potrafiła. Która mogłaby choć trochę zmniejszyć konflikt interesów, który miał powstać za pół roku. Nawet jeżeli oznaczało to, że miała iść dalej sama po trupach, nie przeszkadzałoby jej to, bo przynajmniej uniknęłaby kolejnej tragedii, jeszcze gorszej niż to, co właśnie się działo. Trwała przez chwilę w milczeniu, po czym odetchnęła głębiej i spojrzała prosto w szkarłatne oczy kobiety.
- Wiem. Cokolwiek byś nie powiedziała - wiem. - Zielone oczy Nanayi były zaszklone, jakby w każdej chwili miała płakać, ale jej głos nie drżał. Był cichy, niemalże obojętny, ukrywał wszystko to, co czuła. - Jestem egoistką i jedyne, co potrafię, to ranić tych, których kocham. Nawet jeżeli desperacko próbuję ich przed tym ochronić, ostatecznie i tak zostaną zranieni. Nawet jeżeli staram się nie tworzyć konfliktu, ten się narodzi... Jeżeli postanowię nic nie robić, jeżeli mnie nie będzie... Jeżeli po prostu pozwolę na to, by mnie chronił... Dlaczego to wszystko tak boli? - zapytała, nie mogąc już powstrzymywać swoich emocji. Głos jej się załamał i pomimo tego, ze znała odpowiedź, musiała zadać to pytanie. Wszystko ją bolało, w inny sposób, niż zwykle, a uporczywy ból głowy nie polepszał spawy. Chwyciła medalion na szyi, jakby próbując znaleźć jakąś otuchę. Czy jej dusza mogła jeszcze cokolwiek czuć? Być jeszcze bardziej zraniona? - Chcę go chronić, przed sobą, przed tym, że go zranię, ale nie potrafię. Potrafię tylko niszczyć to, co mi najdroższe, próbując pozostać po środku. Dlatego nie odpowiedziałam mu w Artail. Nie mogłam. Nie potrafiłam się otworzyć. A teraz z momentem, w którym próbuję to zrobić, mówisz mi, że mam robić co chcę, byle tylko go nie ranić, choć wszystko sprowadzi się do kolejnego cierpienia?! - Nie wiedziała, czy jest zła, smutna, rozżalona, czy może po prostu ma już dość bycia pomiataną z kata w kąt w świecie, w którym wszyscy podejmowali decyzje za nią. Gdzie wszyscy doskonale wiedzieli, co myśli, co czuje i dlaczego podejmuje takie, a nie inne wybory. Gdzie patrzy się na nią albo jak na głupiutką dziewczynkę, albo poważnego mistrza. I wszyscy wydawali się być zranieni, ale ona pozostawała w ich oczach niewzruszona, niczym kukiełka. - Mam dość patrzenia, jak wszyscy obracają moje słowa i uczucia przeciwko mnie, wiesz? Patrzenia, jak troska spotyka się z chłodną obojętnością. I mam też dość tego, że mówisz za niego. - Jej głos był zdecydowanie bardzie agresywny, niż na początku tej rozmowy, jednak Nanaya nie zamierzała poświęcać więcej czasu na dyskusje z Depore. Mogła dalej stać w miejscu i obserwować swoje błędy, lub coś z nimi zrobić, choć wydawało je się, że jest za późno na cokolwiek. Rudowłosa wyminęła demonicę, nie zważając już na nic. Najgorsze, co mogło się stać, i tak już się dokonało, dlatego bez słowa podeszła do Ezry, mocno go przytulając. Cokolwiek by nie zrobił w chwili obecnej, nie obchodziło jej, jak bardzo w efekcie zostanie zraniona. Była wykończona, bezradna, dotknięta nie mniej, jak on.
- Przepraszam... - wyszeptała. Czy mogła powiedzieć więcej? Słowa nie naprawiają świata.

_________________


My... | End of the story | The Light | Sacrifice | Beutiful Day

Każdy członek Grimoire Heart dostrzega nad jej głową aureolę i boski nimb, jakby była świętą z obrazka. Podświadomie wiedzą, że dziewczyna została wybrana przez Aratę na swoją zastępczynię.

PD: 29
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t376-konto-nanas http://ftpm.forumpolish.com/t105-nanaya-byakushitsune-znana-jako-byaku http://ftpm.forumpolish.com/t550-pamietniki

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Torashiro Byakuton
Wiek : 19/ponad 400
Wzrost/waga : 176 cm/69.3 kg
Rodzaj magii : Energetyczna Kreacja
Staż w gildii : 5 lat (FT) | 8 miesięcy (VP) | FT od 27 marca x802
Liczba postów : 4771
Dołączył/a : 10/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala główna   Nie Lut 26 2017, 23:29


Abri, Seishuu oraz Arisu wraz z ciałem Nori udali się w stronę budynku, gdzie Abri zaczynała zbierać ciała. I to w tym raczej dobrym tego słowa znaczeniu. Wydarzenia w Magnolii, a szczególnie w Kardii były czymś, co zdecydowanie zapadnie im w pamięci, am oże także i wpłynie na ich psychikę. Arisu, która zajmowała się swego czasu leczeniem Alezji widziała, w jakim stanie jest wiele osób tam zgromadzonych. Ale nic więcej nie mogła dla nich zrobić. Nie w tej chwili.

Anka miała wizję, a Raekwon miał fajrant. Tak najprościej to wszystko podsumować. Wciąż tuż przy nich siedziała druga Nanaś, ale nie wydawało się, jakoby miała jakieś plany w związku z zakopanymi tuż pod nią ludźmi. Zdawała się po prostu czekać. A Anka za to miała ładną wizję na to, co się działo. Szpieg idealny. Podsumowując jednak wiedzę uzyskaną przez ten duet, to był on następujący: Wiedzieli jak wygląda dwóch członków Grimoire Heart, wiedzieli, że demonica nazywa się Depore, a mężczyzna Ezra. Wiedzieli też jak wygląda ten duet oraz sama mistrzyni GH. Nie wiedzieli jednak, że pełni ona taką funkcję, choć jej zdolności też widzieli. Wiedzieli też, że GH zawarło jakiś pakt z demonem, który doprowadził Magnolię do takiego stanu. I to w sumie wszystko.

Końcowe sceny rozegrały się jednak właśnie tam, gdzie teraz mikroszpiegi Anki działały. Grey próbowała rzucić zaklęcie na demona, ale... nie mogła. I wiedziała dlaczego. Na mocy zawartego przez nią paktu... nie mogła szkodzić Mefistofelesowi. Czuła to, jak on modyfikuje jej pakt z Neverem. W międzyczasie Nanaya i Depore zaczęły rozmawiać, a Ezra udał się dobić Adama. Abri wraz z towarzyszami zniknęły mu z oczu, Arisu jeszcze się oddalała, ale on wolał wybrać postawnego mężczyznę. Jego błaganie o łaskę jednak nie zatrzymało działań Ezry. Cięcia, wzmocnione zarówno ostrzem jak i jego magicznymi właściwościami skutecznie pozbyły się głowy Adama oraz zadały mu ranę na boku. Na boku, bo Arclight próbował się przeturlać. Jego rany jednak skutecznie to utrudniały, a Ezra musiał się dodatkowo wyżyć, więc zaraz po tych cięciach jedno z ostrzy wbiło się w ciało Adama, a ten mógł wrócić do swojego nowego pana.
-Nie da rady. - odpowiedział mu tylko Mefisto, po czym wstał i spojrzał na Grey -Cieszę się, że dołączyłem do twojego paktu. Uważaj jednak, by go nie złamać. Nie chciałabyś chyba, by temu chłopakowi coś się stało za... złamanie paktu. - rzucił uśmiechając się przebiegle. A tu hug od Nanaś w Ezrę. Mef spojrzał na ten duet, po czym spojrzał na Eve -Zabierz nas stąd. - bogini słysząc to zaczęła cała się świecić. Ba, wszystkie ciała zaczęły się świecić, rozpadając się na świetlisty pył, który zaczynał być pochłaniany przez Eve. I wszyscy zniknęli.

Poza drugą Nanaś, która się jeszcze świeciła. Rzuciła tylko głośno, by Raekwon i Anka mogli to usłyszeć:
-Nie wiem, co Mefisto od was chciał, ale kazał przekazać, że Tamiel obecnie jest na wyspie, która znajduje się... w tej chwili jakieś 10 mil morskich na zachód od najbardziej wysuniętego na północ punktu Ca=Elum. Więc jak przeżyjecie tam, to masz jakiś czas, by się do niej udać po tą książkę. Radzę się jednak śpieszyć. Jeszcze przeniesie wyspę w inne miejsce. - po tych słowach i ona zniknęła.

Mefisto wraz z Nanayą i Ezrą pojawili się na wzniesieniu za Magnolią. Nie było z nimi Depore. Ta wróciła do wnętrza Ezry. Demon natomiast wyciągnął rękę w stronę miasta, a cała niepogoda gwałtownie zniknęła. Widzieli stąd, jak siły Policji Magicznej i Rady Magii rozpoczęły natarcie na miasto. Zapewne walki trwały już jakiś czas, jednak pojawiające się klony tej armii skutecznie utrudniały im dotarcie do serca miasta. Teraz jednak wszystko potoczyło się całkiem szybko, gdyż cały opór... zniknął. Walka o Magnolię się skończyła. A Nanaya była wolna. Bo Mefisto ruszył spokojnie i powiedział do Ezry:
-Chodź. - a ten czuł przymus wykonania jego rozkazu.
Ezra - kontynuacja tutaj

Jak natomiast wyglądała sytuacja z magami zostawionymi przy ruinach Kardii? Zostali oni odnalezieni przez Policję Magiczną oraz Runicznych Rycerzy wysłanych tu przez Radę Magii. Po upewnieniu się, że nie są oni źli i skojarzeniu faktów, szybko otrzymali oni pomoc medyczną. A lud z Magnolii uznał ich wszystkich za bohaterów, którzy ocalili miasto. Nawet tych, którzy stracili życie w walkach. Może nie każdy na ten tytuł zasłużył, jednak sława już się rozeszła, że ocalili Magnolię. Czy jednak była to prawda? Z wdzięczności, miasto Magnolia ufundowała nawet wózki inwalidzkie dla Alezji oraz Anki. Ta pierwsza jednak nie mogła otrzymać szczęśliwych wieści. Kości w jej nogach przypominały bardziej pył. Albo 800 kości. Na nogę. Naturalnie, przy pomocy magii i profesjonalnych narzędzi istniała szansa ich naprawy. Nie były to jednak tanie rzeczy. Ze środkami znieczulającymi mogła nawet funkcjonować. I jeździć na tym wózku. A tak to wszyscy, koniec końców, byli wolni.

Info od MG:
Nori: 18 MM | | Nie żyje, oparzenia i uderzenie w głowę +40PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Baylem: 1 MM | Nie żyje, wykrwawiony z wgłębienia w klatce piersiowej +30PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Adam: 2 MM | | Nie żyje, odcięta głowa +50PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Kyouma: 27 MM | | +50PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Alezja: 23 MM | | -2 strzały z zadziorem, zemdlała, Kości w nogach okropnie połamane, wymagają profesjonalnej i kosztownej opieki medycznej, koszt operacji to 150.000 klejnotów, po niej dodatkowo wymagana rehabilitacja celem odzyskania sprawności w nogach +30PD, Tytuł "Bohater Magnolii", Wózek inwalidzki z joystickiem
Ari: 23 MM | +25PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Anka: 29 MM | | -1 sztylet, nie masz czucia w nogach, paraliż - acz można magicznie uleczyć +70PD, Tytuł "Bohater Magnolii", Wózek inwalidzki z joystickiem
Abri: 45 MM | | Zmęczona +70PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Never i Grey: 22 MM | | Pamiętasz znów o Nevear Durandal (C), -Durandal, Blizna na prawej piersi i plecach, +Demon Seed, Grey - oszołomiona, osłabiona, zdekoncentrowana, problemy z oddychaniem, nie może zrobić krzywdy Mefisto +70PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Raekwon: 16MM | | -9 Shurikeny, -10 bomb, pamiętasz już Bomb Sensing +70PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Ezra: 0 MM | | | +50PD
Seishuu: 110 MM | | Zmęczony +50PD, Tytuł "Bohater Magnolii"
Nanaya: 70 MM | | strzały od alterAlv zniknęły +50PD

Nie musicie pisać z/t, ale... możecie.

Bohater Magnolii:
 

Demon Seed:
 

P.S. Tytuł był nadawany też pośmiertnie. Jeśli FT uzna, że nie chce by Baylem miał ten tytuł może fabularnie wyjaśnić powód takiego zachowania. Ludzie jednak widząc, że leży razem z innymi magami, którzy im pomogli, uznali, że też walczył w imię ich sprawy. Sława się rozeszła.

_________________

~Tora Theme~ ~Relaxation Theme~

Tora mówi z akcentem starofioryjskim


Just Female Tora stuff.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1315-konto-torashiro#19555 http://ftpm.forumpolish.com/t962-torashiro#14231 http://ftpm.forumpolish.com/t1316-torashiro#19559

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Never Winter
Wiek : 17 liet
Wzrost/waga : 178 cm/68 kg
Rodzaj magii : Kontrakt z wróżką - Magia Szczęścia
Gildia : Brak
Staż w gildii : Dwa tygodnie
Liczba postów : 545
Dołączył/a : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Sala główna   Sro Mar 01 2017, 21:30

PERSPEKTYWA GREY
...
..
.
Nic... Naprawdę nic. Zdaje się, że wszystko co się tutaj wydarzyło... potoczyło się tak... jak przewidywałam.
Śmiertelnicy zawiedli... Pozwolili odzyskać moc demonowi... Zmarnowali mój potencjał... oraz pracę mojego ukochanego superbohatera... Cały ten wysiłek... sprawił jedynie... że w pakcie pojawił się się wredny komar... Który po prostu tak postanowił sobie wysysać siłę z tego wszystkiego... Więc mimo... że byłam zmęczona... Mimo całego zdezorientowania... Mimo wszystkiego co tutaj się działo... Co tutaj było... I teraz tego nie ma... Mimo zmarłych i żywych... Mimo tego przeklętego uśmieszku na twarzy... A właściwie może przez to... Właściwie przez wszystko... Co tutaj się wydarzyło... Wykrzyknęłam:
- CHOLERNE PRYMITYWNE FORMY ŻYCIA!
Rzuciłam nienawistne spojrzenie na uciekającego Mefista, wyszeptując cicho "zapłacisz za to". Tutaj trafił... na listę moich celów... Jak i dużo osób... tutaj... Chyba że już nie żyją...
Potem było standardowo. Znaleziono nas, uznano za bohaterów (ciekawe dlaczego, jako że w sumie grupa spartoliła niemalże w 100% - przyp. Grey). Mój Never-kun się ocknął i nie pamiętał nic, widocznie został ogłuszony przez tamte zarazy, za to chętnie opowiadał jak to heroicznie walczył ze złem. Nareszcie został okrzyknięty bohaterem, przez co był wniebowzięty. Podobnie zresztą jak wszyscy, jednak ja byłam bardzo niezadowolona. Bo możliwe, że tak naprawdę wszyscy tutaj stracili. Wszyscy.
Trzeba było zaplanować co dalej. Zanim jednak to miało nastąpić, trzeba było załatwić jedną rzecz...
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1552-superhero-national-funds-czyli-konto-nevera#24439 http://ftpm.forumpolish.com/t1507-never-winter http://ftpm.forumpolish.com/t1989-dzienniki-grey Online

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Raekwon 'Ill' Spinebreaker
Wiek : 18
Wzrost/waga : 175/50
Rodzaj magii : Wybuchu
Gildia : -
Staż w gildii : -
Liczba postów : 471
Dołączył/a : 21/06/2013

PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Mar 02 2017, 15:50

Mimo, że nie dotyczyło go to bezpośrednio, wysłuchał dziewczyny, która wspomniała coś o jakiejś książce i wyspie, na której znajduje się niejaki Tamiel. Nie za wiele z tego kojarzył, jednak imię i lokalizację zapamiętał.
-Ca=Elum. Za 10 dni. 10 mil morskich na zachód od północnego krańca.-powtórzył w myślach, nie otwierając oczu. Trzeba będzie pooglądać mapę kontynentu. Wiedział, mniej więcej, gdzie leży to państwo oraz że to głównie wyspy, jednak nic poza tym. Żadnych miast, nazwy stolicy, jak się tam dostać. Choć z transportem do Ca=Elum nie powinno być problemu, gorzej byłoby już na miejscu. Poza fioryjskim nie znał żadnego innego. Nie było potrzeby się uczyć. Nie planował wyjeżdżać z kraju za robotą, lub przygodami. We własnym kraju miał ich pełno, a czasem aż nazbyt... Potem wszystko ucichło, co oznaczało, że Mefisto i jego nowi kumple z Grimore Heart już opuścili to miejsce. Mógł odetchnąć z ulgą. Choć może to dzięki jego klątwie, która do tej pory była niczym błogosławieństwo, uniknął dalszej walki i wyszedł bez szwanku poza rozciętą nogą i poparzoną ręką...
Jakiś czas później ze snu wybudził go odgłos odsuwanych kamieni, światło Słońca i krzyki ludzi wołających o pomoc przy wydobyciu kolejnej dwójki. Ill wyszedł spod skał o własnych siłach, aczkolwiek noga przeszkadzała...
-A bez szpitala się nie obejdzie?-spytał lekarza, błagając go w myślach, by ten odparł tylko krótkie "Obejdzie się...", jednak ten oznajmił, że powinien pójść z nimi. W sumie, może powinien. Przynajmniej będzie miał w końcu odrobinę wolnego.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t1265-skrzynka-raekwona http://ftpm.forumpolish.com/t1117-raekwon-ill-spinebreaker http://ftpm.forumpolish.com/t2275-ill#39356

Mag klasy 0

avatar


Imię i nazwisko : Arisu Arakawa
Wiek : 20 lat
Wzrost/waga : 150/50
Rodzaj magii : Wzmacniająca(wspierająca)
Gildia : Fairy Tail
Staż w gildii : 3 lata
Liczba postów : 281
Dołączył/a : 23/10/2016
Skąd : Gdynia

PisanieTemat: Re: Sala główna   Czw Mar 02 2017, 20:09

To nie było na jej siły miała po prostu dość, mimo, że kopała dalej nie widziała sensu swoich czynów. Zaprzestała swoich czynów dopiero kiedy przyjechała policja magiczna oraz medycy. Na chwilę choć mogła odetchnąć z ulgą. Bolało ją ciało od kopana jak i własnych buffów, które na sobie rzucała, musiała porządnie wypocząć. Teraz marzył jej się jedynie kąpiel i sen, bardzo długi sen. Kiedy tylko medyk opatrzył ją spojrzała na innych obecnych, wstała ociężale i zaczęła stawiać leniwie kroki. Szła przed siebie byle jak najdalej z tego miejsca.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftpm.forumpolish.com/t3512-konto-arisu#66738 http://ftpm.forumpolish.com/t3510-arisu-arakawa?nid=6#66733 http://ftpm.forumpolish.com/t3522-arisu#67021
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Sala główna   

Powrót do góry Go down
 
Sala główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 23 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 21, 22, 23

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wschodnie Fiore :: Magnolia :: Ruiny Kardii-




BlackButlerVampire KnightSnMHogwartDreamDragonstKról LewDeathly Hallows